Uncategorized

Dlaczego Korea ma znaczenie

Garry Kasparov

Podsumowanie w jednym zdaniu

Garry Kasparov przekonuje, że wspieranie i ochrona stabilnych, sojuszniczych demokracji – takich jak Korea Południowa – leży w bezpośrednim interesie bezpieczeństwa, gospodarki oraz wartości moralnych samych Stanów Zjednoczonych.


Garry Kasparov jest założycielem i prezesem organizacji Renew Democracy Initiative, która wydaje „The Next Move”.

Donald Trump jest ostatnio mocno poirytowany. Niedawno wyładował swoje niezadowolenie na wiernym sojuszniku Stanów Zjednoczonych – Korei Południowej. Bezpośrednią przyczyną gniewu byłego prezydenta były planowane letnie ćwiczenia wojskowe USA i Korei Południowej. Według wpisu na Truth Social, napisanego w typowym dla Trumpa, chaotycznym stylu, manewry te są „całkowicie nieodpowiednie i wrogie” wobec reżimu północnokoreańskiego, który „nie stanowi zagrożenia i okazuje szacunek” – przynajmniej „odkąd Donald J. Trump jest prezydentem” (tak, naprawdę napisał to w trzeciej osobie).

Gdy poinformowano go, że na całkowite odwołanie ćwiczeń jest już za późno, postanowił je „znacznie” ograniczyć. Podstawą zmiany stanowiska Trumpa są – co nie jest zaskoczeniem – jego „bardzo dobre stosunki z Kim Dzong Unem”, dyktatorem z Pjongjangu.

Łatwo byłoby napisać felieton ostro krytykujący Trumpa lub wyśmiewający jego sympatię do autokratów takich jak Kim. Oczywiście potępiam porzucenie Korei Południowej przez Trumpa i brzydzę się tchórzliwymi Republikanami, którzy doskonale wiedzą, o co chodzi, ale nie chcą otwarcie go skrytykować. Jednak samo stwierdzenie tego faktu nie poprawia sytuacji Seulu.

Musimy więc wrócić do podstaw. Mając Donalda Trumpa w grze, nie możemy niczego brać za pewnik. Wykorzystuje on powszechne założenia polityczne. Przez dziesięciolecia Waszyngton działał rutynowo, robiąc to samo – na przykład wspierając Koreę Południową – „bo tak Ameryka zawsze robiła”. Trump wkracza z impetem i pyta „dlaczego?”, a profesjonalna klasa polityczna często nie jest w stanie udzielić sensownej odpowiedzi.

Musimy więc jasno wyjaśnić, dlaczego Korea Południowa ma znaczenie – i dlaczego równie ważne jest wspieranie innych demokratycznych sojuszników Ameryki na pierwszej linii frontu. Odpowiedź nie może brzmieć po prostu: „bo tak”.

Po pierwsze, chodzi o kwestie czysto praktyczne. W swoim wpisie na Truth Social Trump ubolewał nad kosztami wspólnych ćwiczeń koreańsko-amerykańskich. Jednak silny środek odstraszający jest znacznie tańszy niż otwarta wojna. A gdyby doszło do konfliktu na Półwyspie Koreańskim, dobrze przygotowane siły zbrojne Korei Południowej przejmą znaczną część obciążenia z ramion armii amerykańskiej.

Tymczasem, choć niektórzy Amerykanie domagają się wycofania z polityki zagranicznej, dyktatorzy nie są tak powściągliwi. Reżim Kima jest już aktywnym uczestnikiem rosyjskiej agresji na Ukrainę, dostarczając żołnierzy i sprzęt wojskowy. Pjongjang nie wycofałby się z Ukrainy tylko dlatego, że Ameryka zrobiłaby to samo w Korei – wręcz przeciwnie, reżim Kima zyskałby jeszcze większą swobodę działania za granicą.

Argumenty te można odnieść do wielu innych sojuszników USA na pierwszej linii frontu: Japonii, Tajwanu, Ukrainy oraz europejskich partnerów z NATO.

Ale po co w ogóle interweniować? Argument dotyczący oszczędności zakłada, że ochrona Korei Południowej przed dominacją rodziny Kimów (czy Tajwanu i Japonii przed Chinami, albo Ukrainy przed Rosją) jest przedsięwzięciem wartym zachodu. Nie wszyscy jednak podzielają to założenie. Trump robi tylko to, co przynosi mu największe korzyści, i chętnie gra kartą izolacjonizmu, o ile przyjazne stosunki z dyktatorami dają mu osobiste zyski. Tymczasem JD Vance i inni ludzie z jego otoczenia są oddanymi spadkobiercami izolacjonistycznej tradycji Lindbergha. Podobna tendencja widoczna jest również na zyskującej na sile skrajnej lewicy.

W tym miejscu musimy zatem wyjaśnić, w jaki sposób zaangażowanie w sprawy świata poprawia sytuację przeciętnego Amerykanina.

Większość partnerstw Waszyngtonu w zakresie bezpieczeństwa ma również wymiar gospodarczy. W przypadku Korei Południowej relacje z Waszyngtonem obejmują inwestycje warte miliardy dolarów w amerykańskie firmy, wspierają strategiczne gałęzie przemysłu w USA i przyczyniły się do stworzenia dziesiątek tysięcy nowych miejsc pracy w Ameryce w ciągu zaledwie ostatnich kilku lat.

Korea Południowa, podobnie jak wielu innych sojuszników USA, zapewnia przyjazną obecność wzdłuż strategicznych korytarzy handlowych. Nagłe zainteresowanie amerykańskiej opinii publicznej Cieśniną Ormuz jest dobitnym przypomnieniem, że punkty te to nie tylko pytania z testu z geografii, ale strategiczne wąskie gardła. Mogą one zadecydować o sukcesie lub porażce światowego handlu – i zadać dotkliwy cios finansowy zwykłym ludziom oddalonym o tysiące mil.

Donald Trump lubi przedstawiać sojuszników jako darmowych żerowników i niewdzięcznych beneficjentów pomocy. Jest to niezwykle spłaszczone, transakcyjne spojrzenie na świat, które w niemal każdym przypadku mija się z prawdą. Dobrobyt Stanów Zjednoczonych ucierpiałby bezpośrednio, gdyby Korea Południowa została wchłonięta przez stalinowską Północ.

U podstaw argumentu praktycznego leży jednak argument moralny. Korea Południowa ciężko wywalczyła swoją wolność. Jej mieszkańcy ponieśli ogromne ofiary, aby uniknąć podboju przez Północ oraz jej radzieckich i chińskich mocodawców.

Przez dziesięciolecia Korea Południowa również znajdowała się pod rządami dyktatury – choć nie był to tak represyjny i zamknięty system jak ten za linią demarkacyjną (DMZ). Demokratyzacja była długim i trudnym procesem. Południowokoreańczycy pozostają jednak czujni, tak jak powinni wszyscy dobrzy strażnicy liberalnej demokracji – zaledwie dwa lata temu partie z całego spektrum politycznego zjednoczyły się, by powstrzymać nieudany zamach stanu i zapobiec powrotowi kraju do rządów silnej ręki.

Stany Zjednoczone opierają się na ideach, a nie na więzach krwi czy ziemi. Jedną z wielkich zasad, które podziwiam w tej republice, jest jej solidarność z siostrzanymi demokracjami.

Amerykanie budowali swoją wolność w stosunkowo komfortowych warunkach – bez realnie groźnych sąsiadów i z ogromną przestrzenią do rozwoju na słabo zaludnionym kontynencie. Korea Południowa, Japonia, Tajwan, europejscy sojusznicy z NATO czy Ukraina zbudowali wolne społeczeństwa w znacznie trudniejszych okolicznościach, w skomplikowanym otoczeniu geopolitycznym i na tle burzliwej historii. Zapewnienie, by ich demokratyczne eksperymenty nadal kończyły się sukcesem, jest czymś, z czego Amerykanie mogą i powinni być dumni.

Niczego z tego nie można traktować jako pewnik. Donald Trump pokazał, że długoletnią tradycję łatwo można zlekceważyć. To, co uważamy za największe atuty Ameryki – takie jak wspieranie innych demokracji – to wartości, o które będziemy musieli aktywnie zabiegać każdego dnia.

Dlaczego Korea ma znaczenie


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.