Uncategorized

Żaden burmistrz nie decyduje o tym, kto ma prawo mieszkać w Nowym Jorku

Autor: Samuel J. Abrams

Kandydat Partii Demokratycznej na burmistrza Nowego Jorku, Zohran Mamdani, przemawia po zwycięstwie w wyborach na burmistrza w 2025 r. podczas wiecu w nowojorskim Brooklynie, 4 listopada 2025 r. Zdjęcie: REUTERS/Jeenah Moon

W grudniu 2024 r., na kilka miesięcy przed zwycięstwem w wyborach, Zohran Mamdani oświadczył, że jako burmistrz Nowego Jorku każe aresztować premiera Izraela Benjamina Netanjahu, jeśli ten kiedykolwiek pojawi się w mieście. W zeszłym tygodniu – po przeprowadzeniu analizy prawnej, bez której zresztą mógłby się obejść każdy, kto zna statut miasta – Mamdani przyznał to, co od początku było oczywiste: Nowy Jork nie ma uprawnień do wykonania nakazu aresztowania wydanego przez Międzynarodowy Trybunał Karny.

Oświadczenie Mamdaniego mogło na tym przyznaniu się skończyć. Zamiast tego burmistrz po raz kolejny dał wyraz swojej niechęci do Izraela, oznajmiając, że Netanjahu „nie jest mile widziany w Nowym Jorku”. Wezwał przy tym rząd federalny do egzekwowania nakazu MTK, a pytany przez dziennikarza, jak sfrustrowani nowojorczycy powinni zareagować na spodziewaną we wrześniu wizytę Netanjahu, odparł, że „protesty to coś, co zawsze będziemy szanować”, pozostawiając decyzję „samym mieszkańcom”.

Ambasador Izraela przy ONZ, Danny Danon, zwrócił się do burmistrza słowami: „Zostałeś wybrany, by służyć nowojorczykom, a nie propagandzie Hamasu. Rób to, do czego cię powołano!”. Z kolei Centrum Simona Wiesenthala określiło ten incydent jako „rażące nadużycie urzędu powierzonego mu przez wszystkich mieszkańców”. Obie opinie są trafne i obie wskazują na prostą prawdę: burmistrz Nowego Jorku nie ma prawa decydować o tym, kto jest mile widziany w mieście. Żaden burmistrz nie jest właścicielem miasta – ma mu jedynie służyć.

Nowy Jork jest siedzibą Organizacji Narodów Zjednoczonych. Na mocy umowy o siedzibie z 1947 roku Stany Zjednoczone są zobowiązane traktatowo do przyjmowania zagranicznych delegacji. Miasto gościło już przywódców wzbudzających znacznie większą odrazę niż jakikolwiek obecny gość – przed forum ONZ przemawiali tu Chruszczow, Castro czy Arafat – a mimo to żaden z dotychczasowych burmistrzów nie przypisywał sobie prawa weta wobec listy gości.

Warto pamiętać, że rzeczywiste zadanie burmistrza jest o wiele prostsze: ma zapewnić Nowemu Jorkowi na tyle wysoki poziom bezpieczeństwa, aby dyplomacja mogła funkcjonować pod ochroną prawa. Nie ma to nic wspólnego z osobistą gościnnością – to po prostu czysto instytucjonalny obowiązek, który miasto wypełnia od niemal osiemdziesięciu lat.

To prawda, że każdy burmistrz ma prawo do własnych poglądów politycznych oraz do korzystania z wolności słowa gwarantowanej przez Pierwszą Poprawkę. Jednak sprawowanie tego urzędu zasadniczo zmienia charakter wypowiedzi publicznych. Zohran Mamdani jako osoba prywatna może uważać obecność Netanjahu za odrażającą, ale na burmistrzu Mamdani ciążą zupełnie inne obowiązki.

Burmistrz powinien stać na straży konstytucyjnego prawa do pokojowych protestów. Jednak oświadczanie pewnego wieczoru, że zagraniczny przywódca nie jest mile widziany, a następnego ranka zachęcanie do demonstracji – bez wyraźnego zapewnienia, że zostaną one przeprowadzone zgodnie z prawem i z gwarancją bezpieczeństwa dla wszystkich grup społecznych – nie jest rozwiązaniem problemu. To wyłącznie jego podsycanie i prowadzenie do eskalacji.

Dlaczego ma to znaczenie dla nowojorskich Żydów

Słowa burmistrza mają ogromne znaczenie z jeszcze jednego powodu – szczególnie dla nowojorczyków pochodzenia żydowskiego. W czwartek tego samego tygodnia – zaledwie dzień po tym, jak Mamdani zachęcał do protestów – 50-letni Żyd został dźgnięty nożem na Upper West Side, w pobliżu 86. Ulicy i Amsterdam Avenue, zaledwie pół przecznicy od żydowskiego centrum społecznościowego (JCC). Kilka minut wcześniej 57-letni mężczyzna pochodzenia azjatyckiego został zaatakowany nożem nieopodal Central Park West. Świadkowie zeznali, że podczas obu ataków napastnik wykrzykiwał „Allahu Akbar”, a nowojorska policja (NYPD) prowadzi śledztwo pod kątem przestępstw z nienawiści. Bogu dzięki, obie ofiary przeżyją.

Trzeba przyznać, że burmistrz Mamdani zareagował szybko, pisząc, iż „te pełne nienawiści i nikczemne ataki nie mają miejsca w naszym mieście”. Ma rację i nikt poważny nie twierdzi, że to jego słowa bezpośrednio wywołały czwartkową przemoc. To on jednak nadaje ogólny ton debacie publicznej.

Ataki na Manhattanie przypominają o realiach, w jakich żyje największa społeczność żydowska w diasporze. Od czasu masakry z 7 października nowojorscy Żydzi obserwują, jak uliczne demonstracje niebezpiecznie ewoluują od krytyki polityki rządu do gróźb kierowanych pod adresem całego narodu.

Mamdani zadeklarował w zeszłym tygodniu, że nowojorscy Żydzi powinni czuć się w swoim mieście „doceniani”, „szanowani” i „bezpieczni”. To cenne deklaracje, jednak bezpieczeństwa nie buduje się przymiotnikami. Wynika ono z konkretnych działań – z postawy burmistrza, który rozumie, że kiedy gospodarz miasta uznaje zagranicznego przywódcę za osobę niepożądaną, a następnie pozostawia reakcję obywatelom, niektórzy odczytają to jako jednoznaczny sygnał: nienawiść zyskała społeczną akceptację.

Co dalej?

Co to wszystko oznacza dla nowojorskich Żydów i – co ważniejsze – jakie kroki powinniśmy teraz podjąć?

Jedną z najstarszych lekcji płynących z historii żydowskiej diaspory jest to, że społeczność żydowska nigdy nie rozkwitała wyłącznie dzięki życzliwości władców czy rządzących. Dzieje nauczyły nas, jak szybko zmieniają się rządy, jak nietrwałe bywają koalicje polityczne i jak łatwo dzisiejsze zapewnienia stają się jutrzejszym rozczarowaniem. Życie żydowskie trwało i rozwijało się tam, gdzie rządy prawa okazywały się silniejsze od kaprysów i preferencji tych, którzy sprawowali władzę.

Gdy wybrany urzędnik zaczyna sugerować, że prawo do przynależności do wspólnoty zależy od jego osobistej zgody, w sposób niebezpieczny zmienia relację między obywatelem a państwem. Prawa obywatelskie zaczynają wówczas przypominać uznaniowe pozwolenia. Naszym zadaniem jest wcześnie dostrzec tę zmianę i wyraźnie nazwać ją po imieniu.

Społeczność żydowska podjęła już te działania. W przyszłości powinna stanowczo zaznaczać swoją obecność, zachowując spokój i unikając paniki.

Oczywiście odruch niepokoju jest w pełni zrozumiały. Gdy człowiek zaczyna się zastanawiać, czy bezpiecznie jest założyć jarmułkę, a mezuza na futrynie drzwi wydaje się rzucać w oczy bardziej niż jeszcze tydzień temu; gdy decyduje się milczeć na temat Izraela w pracy – nie jest w tych obawach osamotniony. Zastraszenie przynosi jednak skutek tylko wtedy, gdy zmusza ludzi do ukrywania się. Właściwą odpowiedzią na niepewność nie jest wycofanie się, lecz jeszcze głębsze zaangażowanie – w życie rodzinne, synagogalne, szkolne, sąsiedzkie i instytucjonalne.

Dlatego rada, którą dają moim studentom i ich rodzinom, gdy pytają o radę, jest prosta: bądźcie aktywni. Chodźcie do synagogi, a jeśli się od niej oddaliliście – wróćcie. Spędzajcie czas w żydowskich placówkach kultury, instytucjach społecznych i religijnych. Jeśli to możliwe, wysyłajcie dzieci do żydowskich szkół i na obozy. Wspierajcie lokalne federacje, szkoły oraz wszelkie inicjatywy – od księgar نقط po targowiska – które umożliwiają pielęgnowanie tożsamości. Zapraszajcie przyjaciół i sąsiadów na szabat.

Innymi słowy: bądźcie widoczni. Żadne z tych działań nie ma charakteru czysto symbolicznego – to właśnie dzięki nim społeczności zachowują żywotność i siłę. Zdarzenie na Upper West Side miało miejsce pół przecznicy od JCC; nie omijajcie instytucji żydowskich – zapełniajcie je.

Musimy pamiętać, że ciągłość żydowskiej tożsamości nigdy nie zależała od woli polityków. Amerykańscy Żydzi nie tylko znaleźli w Nowym Jorku swój dom, ale także pomagali go budować – ślady tej pracy są widoczne na każdym kroku. Szpitale, uniwersytety, organizacje dobroczynne, całe dzielnice, przedsiębiorstwa i tkanka społeczna miasta noszą wyraźne żydowskie piętno. Ta historia przypomina, że Żydzi nie są w tym mieście gośćmi; są jego pełnoprawnymi współtwórcami i filarami. Trwanie społeczności zawsze zależało od samych Żydów, którzy konsekwentnie budowali swoje życie niezależnie od koniunktury politycznej. Na tym od zawsze polegała zasada l’dor v’dor – to nie tylko przekazywanie tradycji, ale również przekazywanie instytucji, odpowiedzialności i poczucia własnej wartości niezbędnego do otwartego pielęgnowania swojej tożsamości.

Pewność siebie nie może jednak przerodzić się w samozadowolenie. Organizacje żydowskie powinny słusznie wywierać nacisk na ratusz, domagając się przejścia od uspokajających deklaracji do konkretnych czynów przed nadchodzącym Zgromadzeniem Ogólnym ONZ. Pytania, które muszą paść, wymagają jasnych odpowiedzi: jakie dodatkowe środki bezpieczeństwa zostaną wdrożone wokół synagog i szkół? W jaki sposób NYPD będzie odróżniać protesty chronione prawem od prób zastraszania? Czy osoby blokujące wejścia, nękające wiernych lub popełniające przestępstwa z nienawiści będą natychmiast aresztowane i pociągane do odpowiedzialności? Ostatnie ataki sprawiają, że pytania te mają charakter pilny, a nie czysto teoretyczny. Powinniśmy oceniać burmistrza na podstawie jego decyzji i czynów, a nie wygłaszanych frazesów.

Siła Ameryki w dużej mierze opiera się na tym, co funkcjonuje między jednostką a państwem: na radach osiedlowych, wspólnotach wyznaniowych, stowarzyszeniach sąsiedzkich, ligach młodzieżowych czy komitetach rodzicielskich – w miejscach, gdzie ludzie znają się nawzajem, zanim pojawią się między nimi różnice zdań. Życie amerykańskich Żydów zawsze czerpało siłę z tego rodzaju zaangażowania. Dziś nadszedł moment, by te więzi umacniać, a nie z nich rezygnować. Budowanie koalicji społecznych nie może być kwestią drugorzędną – musi stać się priorytetem, a społeczność żydowska posiada wszelkie zasoby i strukturę, by zrobić to skutecznie.

Jako politolog wiem, jak kusząca i łatwa jest próba szukania poczucia bezpieczeństwa wyłącznie w świecie polityki. I choć polityka ma swoje znaczenie, zarówno historia Żydów, jak i dzieje powszechne uczą, że ślepe poleganie na przywódcach politycznych jest błędem. Żadne wybory nie wystarczyły nigdy do podtrzymania życia społeczności – to silne, skonsolidowane wspólnoty zawsze miały decydujące znaczenie.

O czym nie decyduje żaden burmistrz

Ekspertyza prawna przypomniała burmistrzowi Mamdaniemu o granicach jego władzy: nie ma on uprawnień do aresztowania Benjamina Netanjahu. Otoczenie burmistrza powinno mu jednak przypomnieć o czymś jeszcze bardziej fundamentalnym: nie ma on również prawa decydować o tym, kto może mieszkać w Nowym Jorku. Żaden burmistrz nie dysponuje taką władzą.

Kryje się w tym zresztą głęboka ironia. Nowy Jork stał się tym, czym jest dzisiaj, ponieważ przez pokolenia przybywali tu ludzie z całego świata, by wspólnie budować to miasto – a wśród nich byli Żydzi. To miasto należy w równym stopniu do żydowskiej rodziny idącej do synagogi w Midwood, imigranta otwierającego biznes w Queens, muzułmańskiej rodziny obchodzącej święto Eid na Brooklynie, dyplomaty przybywającego do ONZ, jak i każdej innej osoby mającej prawo do równej ochrony prawnej. To jest obietnica, do której dotrzymania burmistrz zobowiązał się pod przysięgą – a nowojorscy Żydzi mają pełne prawo wymagać jej realizacji.

Reszta zadania należy już jednak do nas. Budujmy silniejsze instytucje żydowskie i wychowujmy dzieci świadome swojej tożsamości i wartości. Bądźmy aktywną częścią tkanki społecznej tego miasta – widoczną, zaangażowaną i obecną na co dzień.

Historia zresztą zna już podobne spory. W 1654 roku Peter Stuyvesant próbował uniemożliwić osiedlenie się dwudziestu trzem żydowskim uchodźcom w Nowym Amsterdamie. Jego decyzja została jednak uchylona przez przełożonych w Amsterdamie. Żydzi zostali, a miasto, w którego budowie pomogli, stało się z czasem domem dla największej społeczności żydowskiej poza Izraelem. Wtedy nie była to decyzja Stuyvesanta – i dziś również nie należy ona do burmistrza.

Samuel J. Abrams jest profesorem politologii w Sarah Lawrence College oraz starszym ekspertem (senior fellow) w American Enterprise Institute.

Żaden burmistrz nie decyduje o tym, kto ma prawo mieszkać w Nowym Jorku


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.