
Autor Mitch Schneider,
.
Podsumowanie w jednym zdaniu
Tekst opowiada o izraelskiej firmie NeuroSense, która stworzyła obiecujący lek na ALS (PrimeC), łącząc dwa znane od lat preparaty i podążając ścieżką wyznaczoną przez sparaliżowanych aktywistów, którzy poświęcili życie walce z tą chorobą.
ALS opierało się niemal każdej zastosowanej terapii. Teraz izraelska firma jest o krok od przełomu.
Najokrutniejszą cechą ALS nie jest to, że zabija – wiele chorób zabija. Chodzi o to, że niszczy człowieka, podczas gdy ten ma pełną świadomość tego, co się z nim dzieje.
Umysł zazwyczaj pozostaje sprawny. To właśnie strona tej choroby, z której większość ludzi nie zdaje sobie sprawy.
W większości przypadków choremu dopisuje pełna obecność i jasność umysłu. Pamięta twoje imię i śledzi każde słowo, podczas gdy jego ciało stopniowo odmawia posłuszeństwa – mięsień po mięśniu. Najpierw dłoń staje się niezdarna. Potem ręka nie chce się unieść. Następnie posłuszeństwa odmawiają nogi, głos, zdolność połykania, aż wreszcie mięśnie odpowiedzialne za oddychanie.
Od wystąpienia pierwszych objawów do śmierci mija zazwyczaj od dwóch do pięciu lat. Chory przez cały ten czas pozostaje w pełni świadomy.
Rodziny, które przez to przeszły, znają jeszcze trudniejszy wariant: u około połowy pacjentów występują pewne zmiany w myśleniu lub zachowaniu, a u około jednego na siedmiu stwierdza się formę demencji towarzyszącej paraliżowi (choć ten ostatni wskaźnik różni się w zależności od przyjętej definicji). W przeważającej większości przypadków chory zachowuje jednak pełną świadomość.
Pełna nazwa schorzenia to stwardnienie zanikowe boczne. Choroba jest znana szerszej publiczności głównie za sprawą dotkniętych nią sławnych postaci, takich jak legendarne gwiazdy sportu czy fizyk Stephen Hawking, który spędził dziesiątki lat uwięziony w wózku inwalidzkim, porozumiewając się za pomocą syntezatora mowy.
W przebiegu ALS dochodzi do obumierania neuronów ruchowych. To komórki nerwowe przekazujące polecenia z mózgu do mięśni – stanowią łącznik między decyzją o podniesieniu ręki a samym ruchem. Decyzja w mózgu wciąż powstaje, lecz sygnał przestaje docierać do celu.
Pierwszy lek zatwierdzony w historii leczenia ALS pojawił się w 1995 roku. Nazywa się riluzol. W badaniach, które umożliwiły jego rejestrację, wydłużał życie pacjentów o około dwa do trzech miesięcy (w największej próbie mediana wyniosła 60 dni). A i tak była to najlepsza wiadomość, jaką ten obszar medycyny otrzymał od lat.
Drugi lek, edarawon, pojawił się dopiero w 2017 roku. Pomaga spowolnić utratę sprawności w niektórych obszarach, choć brak jednoznacznych dowodów na to, że wydłuża życie. Potem nadszedł Relyvrio – lek opracowany przez dwóch studentów Uniwersytetu Browna w pokoju akademika na rok przed słynną akcją „Ice Bucket Challenge”. Stowarzyszenie ALS przeznaczyło na ten projekt ponad 2 miliony dolarów. Gdy wyniki badań fazy pośredniej okazały się obiecujące, pacjenci i aktywiści zorganizowali kampanię na rzecz szybkiego wprowadzenia preparatu na rynek, składając ponad 50 tysięcy podpisów w Amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków (FDA).
To zadziałało. Lek został zatwierdzony w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie w 2022 roku.
Niestety, przeprowadzone później na dużej grupie pacjentów badanie potwierdzające przyniosło gorzkie rozczarowanie. Relyvrio nie osiągnęło żadnego z wyznaczonych celów, w efekcie czego producent wycofał preparat z rynku w 2024 roku, a zezwolenie na obrót zostało cofnięte. Pacjenci, którzy walczyli o ten lek i pokładali w nim nadzieję, zostali z niczym.
Gdy więc latem 2014 roku akcja „Ice Bucket Challenge” przyniosła Stowarzyszeniu ALS około 115 milionów dolarów, środki te wygenerowały realne badania naukowe. Część z nich zaowocowała lekiem, który ostatecznie musiał zostać wycofany.
Trudność polega na tym, że ALS nie jest efektem jednej usterki, lecz wypadkową kilku nakładających się procesów. Neurony ruchowe obumierają z powodu splotu czynników, które wzajemnie nakręcają swoją destrukcyjną siłę: stanu zapalnego, nieprawidłowego gromadzenia się żelaza oraz zaburzeń w przetwarzaniu RNA (zarówno matrycowego RNA, stanowiącego instrukcję dla komórki, jak i cząsteczek regulatorowych).
Próba zwalczenia jednej z tych przyczyn za pomocą pojedynczego leku przypomina gaszenie pożaru domu poprzez zamknięcie jednego okna, podczas gdy dym buchają z pozostałych trzech.
W 2004 roku Avi Kremer był 29-letnim kapitanem Sił Obronnych Izraela (IDF), absolwentem uczelni Technion, kierownikiem projektu w koncernie Elbit Systems i właśnie dostał się na studia w Harvard Business School.
Podczas pierwszego semestru zdiagnozowano u niego ALS.
Jego kolega z roku, Nate Boaz, wspominał po latach stanięcie przed dylematem: wrócić do domu, do rodziny i spędzić spokojnie pozostały czas, czy podjąć nierówną walkę. Większość wybrałaby powrót. Kremer postanowił walczyć. W 2006 roku założył organizację Prize4Life, a rok później jej izraelski odpowiednik, Pras-la’Chaim. Przyświecała mu prosta myśl: skoro koncerny farmaceutyczne nie chcą inwestować w rzadkie choroby, należy wyznaczyć wysokie nagrody finansowe i zaangażować badaczy z całego świata. Kierował fundacją przez kilkanaście lat, ustanawiając m.in. dwie nagrody po milion dolarów każda.
W 2011 roku choroba dotknęła Shaya Rishoniego – pilota cywilnego, pułkownika rezerwy IDF, organizatora wypraw trekkingowych i utytułowanego zawodnika zawodów Ironman. Miał tytuł MBA, żonę i dwóch synów.
W ciągu dwóch lat został całkowicie sparaliżowany i podłączony do respiratora, a ze światem porozumiewał się wyłącznie za pomocą systemu śledzącego ruchy gałek ocznych. I to właśnie z poziomu tego wózka objął funkcję dyrektora generalnego Prize4Life. W 2015 roku przemawiał na konferencji technologicznej w Tel Awiwie za pośrednictwem syntezatorów. Pierwsze słowa, jakie padły z głośnika, brzmiały: „Cześć, nazywam się Shay Rishoni i jestem dyrektorem generalnym Prize4Life”. Na sali zapadła absolutna cisza.
Rishoni był również współzałożycielem firmy EyeControl, tworzącej nowoczesne technologie komunikacyjne dla osób położonych w tak trudnej sytuacji jak on sam. Projektował to, czego sam potrzebował – dokładnie wtedy, gdy tego potrzebował.
W 2016 roku poznał konsultanta ds. biotechnologii, Alona Ben-Noona, który nigdy wcześniej nie miał styczności z pacjentem cierpiącym na ALS. Rishoni przekonał go, by wykorzystał swoje doświadczenie i poszukał nowej drogi leczenia. Miał przy tym pełną świadomość, że żaden z rozwijanych wtedy projektów nie wejdzie na rynek na tyle szybko, by uratować jego własne życie.
Ben-Noon założył firmę NeuroSense w 2017 roku w Herzliji. Shay Rishoni zmarł rok później.
Podejście, które odróżnia tę próbę od 30 lat niepowodzeń, opiera się na prostej koncepcji: skoro ALS składa się z kilku nakładających się problemów, a tworzenie zupełnie nowych cząsteczek raz po raz kończy się fiaskiem, należy przestać czekać na jeden „cudowny lek”. Zamiast tego warto sięgnąć po substancje już istniejące – leki od lat bezpiecznie stosowane w innych schorzeniach – i połączyć je tak, by uderzyły w kilka mechanizmów choroby jednocześnie.
Izraelscy badacze wybrali dwie znane substancje. Pierwsza to cyprofloksacyna – powszechny antybiotyk stosowany w infekcjach bakteryjnych. Druga to celekoksyb – lek przeciwzapalny przepisywany m.in. przy zapaleniu stawów. Stosowane osobno, żaden z nich nie ma związku z leczeniem ALS.
Oprócz wymiaru praktycznego, podejście to ma ogromną zaletę strategiczną: nowa cząsteczka chemiczna wymaga wieloletnich badań nad podstawowym bezpieczeństwem stosowania u ludzi, co odrzuca większość projektów, zanim w ogóle uda się ocenić ich skuteczność. W przypadku leków znanych od lat te procedury są już zakończone. Ich dawki są ustalone, a profil ryzyka dobrze udokumentowany. W przypadku choroby postępującej tak szybko, zysk na czasie ma kluczowe znaczenie.
NeuroSense połączyło obie substancje w jedną tabletkę o zmodyfikowanym uwalnianiu, nadając jej nazwę PrimeC. Jak wyjaśnia firma, preparat ma równolegle hamować procesy neurodegeneracyjne, stan zapalny, akumulację żelaza oraz zaburzenia RNA.
W badaniu fazy IIb o nazwie PARADIGM wzięło udział 68 pacjentów z Kanady, Włoch i Izraela. Dwie trzecie z nich przyjmowało PrimeC, a pozostała część placebo (w próbie podwójnie ślepej). Większość uczestników stosowała już standardowy riluzol, zatem PrimeC testowano jako terapię dodaną.
Z danych długoterminowych przedstawionych przez producenta wynika, że różnica w medianie przeżycia między grupami wyniosła około 15 miesięcy. To wewnętrzne szacunki z kameralnej próby badawczej, nieweryfikowane jeszcze przez urzędy rejestracyjne, niemniej robią wrażenie w zestawieniu z dotychczasowymi terapiami dającymi zaledwie dwumiesięczne wydłużenie życia.
W czerwcu 2026 roku badanie osiągnęło kluczowy cel naukowy.
Chodzi o białko TDP-43. W zdrowej komórce nerwowej odpowiada ono za prawidłowe funkcjonowanie jej rdzenia. W przebiegu ALS dochodzi do jego patologicznego gromadzenia się, co stwierdza się u 97% chorych.
Dotychczas skuteczność leków oceniano głównie w funkcjonalnej skali ALSFRS-R (obejmującej m.in. mowę, poruszanie się czy oddychanie). To mierzenie skali zniszczeń od zewnątrz – niczym ocenianie pożaru po tym, ile ścian zdołało spłonąć. Pomiar poziomu TDP-43 przypomina raczej sprawdzanie temperatury wewnątrz struktury budynku.
PrimeC doprowadził do obniżenia poziomu tego białka. Wyniki wykazały statystycznie istotny spadek w porównaniu z placebo po sześciu miesiącach ($p = 0{,}0421$). Choć w statystyce wartość $p < 0{,}05$ uznaje się za granicę istotności, wynik ten jednoznacznie potwierdza realne działanie.
Wskaźniki były jeszcze wyraźniejsze po 18 miesiącach obserwacji (choć po pierwszym etapie wszyscy pacjenci przejęli już aktywny lek, więc porównywano grupę przyjmującą PrimeC od początku z osobami, które dołączyły do terapii z półrocznym opóźnieniem). W grupie pacjentów rygorystycznie przestrzegających protokołu spadek sprawności funkcjonalnej następywał o około 37% wolniej niż w grupie placebo.
PrimeC wciąż pozostaje lekiem eksperymentalnym. Nie posiada jeszcze rejestracji w USA, Izraelu ani w Europie, a dotychczasowe wnioski opierają się na próbie 68 osób.
W listopadzie 2025 roku amerykańska FDA wydała zgodę na rozpoczęcie kluczowego badania III fazy (o nazwie PARAGON), zaplanowanego na grupie 300 pacjentów. Zgoda ta oznacza otwarcie formalnej drogi do badań na dużą skalę, nie stanowi jednak jeszcze oceny samej skuteczności.
Firma planuje złożyć wniosek o przyspieszone dopuszczenie do obrotu w Kanadzie, opierając się na dotychczasowych wynikach II fazy. Decyzja o składaniu wniosku przed zakończeniem pełnych badań III fazy przypomina historię leku Relyvrio. Jednak środowiska pacjenckie i organizacje charytatywne popierają ten krok – dla osób cierpiących na ALS czas jest najwyższą wartością, a pacjenci wolą podjąć ryzyko niż biernie czekać.
Przez trzy dekady medycyna szukała w walce z tą chorobą przełomowej, nowo zaprojektowanej cząsteczki. Potrzeba było determinacji ludzi z Izraela – połączonych historią szukania ratunku dla odchodzących przyjaciół – by zastosować podejście bardziej pragmatyczne. Dwie znane od lat tabletki skierowano przeciwko schorzeniu, które dotąd wygrywało każdy pojedunek.
Czy duże badanie kliniczne potwierdzi te nadzieje? Czas pokaże. Nikt nie ogłasza jeszcze ostatecznego zwycięstwa, ale przebieg tej walki już teraz budzi szacunek.
29-letni mężczyzna, usłyszawszy wyrok śmierci na Uniwersytecie Harvarda, zamiast poddać się, stworzył międzynarodową instytucję badawczą. Sparaliżowany pułkownik kierował nią za pomocą wzroku, rozwijał technologie wspierające chorych i przekonał ekspertów do podjęcia walki, o której wiedział, że sam jej nie doczeka.
Gdy Alon Ben-Noon przekazywał Shayowi Rishoniemu wstępne, obiecujące wyniki z laboratorium, ten nie krył wzruszenia. Zmarł niedługo potem. Avi Kremer przeżył z diagnozą 22 lata – choć statystyki dawały mu maksymalnie pięć.
Izrael mógł znaleźć nowy sposób walki z ALS
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized

