Autor — Jonathan Rosen

Podsumowanie w jednym zdaniu
Rynek wydawniczy stosuje podwójne standardy, cenzurując i wykluczając żydowskich autorów za ich tożsamość, podczas gdy jawnie antysemickie wypowiedzi rozgrzesza pod pretekstem wolności słowa i różnorodności opinii
Wydawcy proszą nas, byśmy zrezygnowali z naszych żydowskich nazwisk, zerwali więzi z Izraelem i sprawili, by nasze książki były mniej żydowskie. Tymczasem rażący antysemityzm traktuje się jako nieszkodliwy „punkt widzenia”.
Jeśli jeszcze tego nie zauważyliście: branża wydawnicza stała się dla Żydów prawdziwym szambem.
Oto fakty.
Liczba ogłoszeń o podpisaniu umów na powieści w dużych wydawnictwach, w których wspomniano o Żydach, judaizmie lub Izraelu, spadła o 76 procent w latach 2023–2024. W 2025 roku sytuacja nieco się poprawiła, ale wciąż pozostawała o 47 procent poniżej poziomu z roku 2023.
A jeśli jesteś Izraelczykiem? Cóż, walka jest jeszcze trudniejsza. Izraelscy agenci literaccy donoszą o stosach odrzuconych rękopisów, których wydawnictwa w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii nawet nie chcą rozpatrywać.
Nawet książki, za które przed 7 października zapłacono sześciocyfrowe kwoty, były potem niemal całkowicie pozbawiane promocji.
Zdarzały się przypadki, gdy agenci wprost mówili autorom, by usunęli żydowskie imiona, postacie czy odniesienia do Izraela, ponieważ „nie będą się sprzedawać” lub dlatego, że redaktorzy „nie wiedzieliby, jak to teraz opublikować”. Często słyszałem wymówkę: „to nie jest na to dobry moment”. W pewnej powieści obyczajowej występowała bohaterka mająca chłopaka z Izraela oraz postać o imieniu Yael; manuskrypt został odrzucony po tym, jak agent poradził, by zmienić imię bohaterki na coś w stylu Sue.
Agenci zrywali współpracę z autorami pochodzenia żydowskiego, informując ich, że agencja „nie może już dłużej wspierać” ich kariery. Żydowska Rada Książki (Jewish Book Council) odnotowała od 350 do ponad 400 zgłoszeń dotyczących zerwanych umów z agentami, odwołanych wydarzeń, studentów studiów pisarskich wyrzucanych z programów za bycie „syjonistami” oraz księgarni odmawiających wprowadzania danych tytułów do sprzedaży.
Rzecznicy prasowi i PR-owcy odmawiali współpracy z pisarzami izraelskimi. Sformułowania „zbyt żydowskie” lub „zbyt skupione na Izraelu” pojawiają się w wielu relacjach z pierwszej ręki — zarówno sprzed 7 października, jak i po tej dacie. Sam usłyszałem taką uwagę: że moja książka jest „zbyt żydowska”. Czy wspomniałem, że opierała się ona bezpośrednio na mitologii żydowskiej?
W maju 2024 roku w sieci zaczęła krążyć tabela zatytułowana „Czy twój ulubiony autor jest syjonistą???”. Zawierała ona oznaczone kolorami listy żydowskich pisarzy beletrystycznych wraz z oceną ich postrzeganego stopnia syjonizmu. Ich przewinienia zostały uszeregowane według rangi.
Na stronach serwisów Goodreads i Amazon ruszyły skoordynowane akcje masowego wystawiania najniższych ocen („review bombing”), czasami jeszcze przed premiery książek. Księgarnie i festiwale odwoływały wydarzenia, a żydowscy autorzy byli wykluczani z paneli dyskusyjnych.
Na początku tego roku organizacja PEN America opublikowała raport A Silent Moratorium („Ciche moratorium”), oparty na wywiadach z dziesiątkami pisarzy żydowskich i izraelskich oraz profesjonalistami z branży. Dokument ten ujawniał milczenie agentów, prośby redaktorów o nenadsyłanie utworów o tematyce izraelskiej oraz ogólne poczucie, że Żydzi zostali w zasadzie wygnani z życia literackiego.
Po publikacji tego raportu prezes PEN America, Dinaw Mengestu, podał się do dymisji — w zasadzie dlatego, że artykuł uznano za zbyt przychylny Żydom, a zbyt mało krytyczny wobec osób ich prześladujących.
Czy to oznacza, że wszyscy Żydzi borykają się z tym problemem? Nie. Jak się okazuje, wciąż jest wystarczająco dużo miejsca dla Żydów z kategorii „jako Żyd”.
Kim oni są? To ci, którzy są gotowi sprzedać własny naród, by szerzyć kłamstwa i propagandę antysemitów. Ci, którzy łudzą się, że jeśli zagrają rolę „dobrego Żyda”, antysemici ich oszczędzą. Antysyjonistyczni pisarze żydowskiego pochodzenia nadal otrzymują eksponowane miejsca na widocznych platformach i bywają przedstawiani jako jedyny autentyczny głos Żydów.
To tak, jakby ludzie wskazywali na organizację J Street i mówili: „Widzicie? Ci Żydzi przyznają się do wszystkich złych rzeczy, które się dzieją”.
I tak służą oni za narzędzie w rękach antysemitów. Główne wydawnictwa chętnie publikują krytyczne wobec Izraela tytuły autorstwa żydowskich pisarzy. Jeśli chodzi o Żydów, to właśnie takich preferuje branża.
Wiecie, kto jeszcze jest publikowany? Antysemici.
Wydawnictwo Simon & Schuster wyda ponownie dwie powieści Susan Abulhawy nakładem imprintu Atria. Zobowiązało się również do wydania jej nowej książki. Nie będę wymienić tych tytułów, ale w oficjalnym ogłoszeniu wydawca pochwalił jej „charakterystyczny, liryczny styl” oraz „wielowymiarowe postacie”.
Przyjrzyjmy się wypowiedziom tej autorki — chwalonej za „liryzm” i „głębię” — które wielokrotnie i bez skrupułów wygłaszała publicznie.
Nazwała masakrę z 7 października „spektakularnym momentem”. Określiła jej sprawców jako odważnych i honorowych. Izraelczyków i Żydów opisywała jako „żydowskich wampirów wyznających supremację”, „demony”, „upiorów”, „karaluchy”, „demoniczne pasożyty”, „synów szatana” oraz „bezkorzenne, bezduszne zjawiska”.
Trudno w tym dopatrzyć się „lirycznego” i „wielowymiarowego” języka.
Napisała, że żyjemy w czasach „demonów wyznających żydowską supremację”. Stwierdziła, że Izrael to „pozbawiona kultury, bezkorzenna ludzka aberracja”, którą należy zlikwidować. Sugerowała, że Żydzi sami ponoszą odpowiedzialność za warunki, które doprowadziły do Holokaustu. Twierdziła, że istnieje „skrajna nadreprezentacja Żydów we wszystkich gałęziach rządu, mediów i kultury”. Oświadczyła wprost, że Żydzi nie powinni czuć się bezpiecznie.
Jej słowa to podręcznikowy przykład języka dehumanizacji.
Odpowiedź wydawnictwa Simon & Schuster, udzielona pod naciskiem opinii publicznej, była przewidywalna. Firma oświadczyła, że „jednoznacznie sprzeciwia się antysemityzmowi, rasizmowi i wszelkim formom bigoterii”. Jednocześnie zaznaczyła, że „osobiste poglądy Susan Abulhawy należą wyłącznie do niej i nie odzwierciedlają stanowiska wydawnictwa Atria Books, Simon & Schuster ani jego pracowników”, a wydawnictwo pozostaje „zaangażowane w publikowanie szerokiego wachlarza głosów i punktów widzenia”.
Osobiste poglądy należą wyłącznie do niej — a więc jej podłe i nienawistne nastawienie wobec Żydów po prostu się przemilczy.
Zastanówcie się teraz nad tym przez chwilę. Gdyby powiedziała to samo o Afroamerykanach, Azjatach czy jakiejkolwiek innej grupie, Simon & Schuster zerwałoby z nią współpracę w mgnieniu oka. Wydaliby oświadczenie o braku tolerancji dla rasizmu i odcięliby się od niej.
Ale Żydzi? Cóż, jej opinie to po prostu „prywatne poglądy”, do których każdy ma prawo.
Pracowałem w tej branży. Widziałem, jak odrzucano rękopisy z o wiele bzdurniejszych powodów. Widziałem, jak żydowskim pisarzom po cichu sugerowano usunięcie wątków żydowskich z ich własnych dzieł. Widziałem, jak ci sami ludzie, którzy nieustannie pouczają innych o inkluzywności, bez wahani wykluczają jedną konkretną grupę.
Wybaczcie mi więc, ale nie kupuję gadki o „osobistych poglądach”. Nienawiść to nie jest po prostu prywatna opinia autora.
Rynek wydawniczy od lat udowadnia, że potrafi wykluczać, bojkotować i niszczyć kariery za znacznie łagodniejsze wypowiedzi dotyczące innych tożsamości. Zasady zmieniają się jednak, gdy tematem stają się Żydzi. Zawsze tak jest.
Wydawnictwo Simon & Schuster zostało założone przez żydowskich imigrantów. To sprawia, że ich obecne postępowanie jest jeszcze bardziej groteskowe. Doskonale wiedzą, czym grozi taki język. Znają historię. A mimo to postanowili iść w zaparte.
Gdy żydowski pisarz wyraża przywiązanie do Izraela lub po prostu odmawia jego potępienia, jego manuskrypt nagle staje się „problematyczny”. Gdy autorka nazywa Żydów karaluchami i wampirami, wydawca nazywa to „osobistą opinią”.
Jestem meksykańsko-amerykańskim Żydem i byłym agentem literackim. Od lat obserwuję, jak ta branża gratuluje sobie z okazji każdej książki wydanej przez „autorów reprezentujących różnorodność”, jednocześnie z każdym dniem coraz wyraźniej dając do zrozumienia, że jedna grupa ma pozostać wyrzutkiem.
Simon & Schuster może publikować, kogo chce. To ich prawo. Nie postąpiliby jednak tak samo, gdyby ten „liryczny” autor skierował swoje słowa przeciwko jakiejkolwiek innej mniejszości. Nie mogą zasłaniać się szablonowym oświadczeniem o sprzeciwie wobec antysemityzmu i liczyć na to, że to zwalnia ich z odpowiedzialności za promowanie nienawiści.
Kiedy decydujecie się promować kogoś, kto wypowiada się o Żydach w ten sposób, sami składacie jasne deklaracje. Skoro nie macie z tym problemu, ponieście za to odpowiedzialność. Reszta z nas tego nie zapomni..
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized

