Uncategorized

Nowa baza wyborcza socjaldemokratów zmienia Szwecję

Alice Teodorescu

Podsumowanie w jednym zdaniu

Gdy partie zaczynają budować swoją władzę w oparciu o etniczne i religijne bloki wyborcze, demokracja narażona jest na przekształcenie się ze wspólnoty obywateli w walkę grup demograficznych


Istnieje szereg kwestii, których w szwedzkiej polityce unika się z chirurgiczną precyzją. Jedną z nich jest to, co dzieje się z demokracją, gdy partie zaczynają postrzegać przedstawicieli określonych grup społecznych nie tyle jako obywateli, ile jako elementy statycznych baz wyborczych.

Zdałam sobie sprawę, jak niewygodna jest ta kwestia, podczas kampanii do Parlamentu Europejskiego. Już w wieczór wyborczy zwróciłam uwagę na ten oczywisty związek w programie Aktuellt, a w kolejnych dniach wyjaśniałam, że sukces Partii Lewicy jest ściśle powiązany z kwestią palestyńską. Wskazałam wówczas na strategiczne, długoterminowe konsekwencje tego zjawiska:

„Oczywiście poparcie to nie jest bezwarunkowe – o czym wspomniane partie doskonale wiedzą. Biorąc pod uwagę wynik wyborów, który zapewnił Partii Lewicy kolejny mandat, ich logiczny wniosek powinien brzmieć: należy kontynuować obraną drogę. Po co zmieniać koncepcję, która przyniosła zwycięstwo?

Oznacza to jednak dalsze zaostrzanie retoryki wobec Izraela i odwracanie uwagi od terroryzmu Hamasu, co z kolei stwarza jeszcze większe niebezpieczeństwo dla szwedzkiej mniejszości żydowskiej. Mniejszość ta oraz ocalali z Holokaustu byli chętnie wykorzystywani przez te same partie jako argument, gdy modne było ostrzeganie przed powrotem lat 30. Dziś pamięć o Holokauście ulega osłabieniu. To cynizm na poziomie, którego nie da się opisać w cywilizowanych słowach.

/…/ Społeczeństwo, w którym wielu ludzi odrzuca indywidualizm, sekularyzm, Żydów czy homoseksualistów, różni się od takiego, w którym te postawy nie występują. Ponieważ to nasze poglądy – w tym podejście do tego, czy społeczeństwem powinna kierować religia, czy prawo – decydują o sposobie głosowania oraz o tym, jak przekłada się on na przepisy i normy, ma fundamentalne znaczenie, dlaczego ludzie głosują w taki, a nie inny sposób.”

Niestety miałam rację. W ciągu ostatnich dwóch lat retoryka zaostrzyła się do tego stopnia, że Partia Lewicy niemal co drugi dzień była zmuszona wykluczać ze swoich szeregów działaczy o poglądach antysemickich, a jednocześnie sprawa palestyńska znalazła się na liście jej dziesięciu najważniejszych priorytetów przed zbliżającymi się wyborami do parlamentu.

To właśnie w tym świetle należy postrzegać wiadomości o rekordowej frekwencji we wczesnym głosowaniu na przedmieściach. Największy wzrost odnotowano na obszarach określanych jako „zagrożone” lub „szczególnie zagrożone”. Jak podaje SVT, w Hjällbo w północno-wschodniej części Göteborga liczba głosów oddanych przedterminowo wzrosła o ponad 200 procent. W całej Szwecji w ciągu pierwszych sześciu dni tego okresu oddano o 44 procent więcej głosów niż w analogicznym czasie cztery lata temu.

Analiza aktualnych danych surowych przeprowadzona przez magazyn Kvartal pokazuje, że podobny trend występuje m.in. w Tensta w gminie Sztokholm, a także w Fittja (gmina Botkyrka) i w Södertälje. Wzrasta prawidłowość: im więcej mieszkańców pochodzenia zagranicznego w danej gminie, tym wyższa frekwencja.

Istotnym kontekstem jest fakt, że od listopada 2022 r. do maja bieżącego roku przyznano 205 755 nowych obywatelstw (w tym 23 135 osobom z Syrii, 15 657 z Erytrei i 12 776 z Afganistanu). Z wielu źródeł, w tym od badacza Tobiasa Hübinette’a (wpis na Facebooku z 30 sierpnia), napływają informacje o historycznie wysokiej mobilizacji wyborców pochodzenia pozaeuropejskiego. Wielu przedstawicieli prowadzi kampanię w języku arabskim. W nagraniu, które stało się hitem sieci, widać Magdalenę Andersson (S) całowaną przez arabskiego mężczyznę, który zachęca swoich obserwatorów do głosowania na Socjaldemokratów.

Kvartal ujawnił również, że Socjaldemokraci otworzyli własne „centrum wyborcze” w pobliżu lokalu do głosowania przedterminowego w Rosengård (według właściciela nieruchomości partia chciała wynająć lokal znajdujący się jeszcze bliżej). Świadkowie twierdzą, że punkt ten zaopatrywał wyborców w karty z zaznaczonymi już opcjami i prowadził zorganizowaną mobilizację, co budzi uzasadnione pytania o systematyczne wywieranie wpływu na wyniki głosowania.

Ponadto gazeta Fokus wykazała niedawno, że Socjaldemokraci, Partia Lewicy i Partia Ekologiczna uzyskują łącznie aż 85 procent poparcia wśród wyborców muzułmańskich (sierpniowy barometr Novus). Partia Umiarkowanych cieszy się poparciem 2,1 procent ankietowanych z tej grupy, Chrześcijańscy Demokraci – 1,5 procent, a Liberałowie – zaledwie 0,2 procent. Oznacza to, że trzy partie tworzące rząd, zbierające łącznie 3,8 procent głosów wśród muzułmanów, nie przekroczyłyby progu wyborczego do Riksdagu, gdyby startowały jako jedna lista.

Tendencja ta nie jest nowa. Już po wyborach w 2010 roku telewizja SVT zauważyła, że gdyby prawo głosu mieli wyłącznie mieszkańcy urodzeni poza Szwecją, wynik wyborów byłby zupełnie inny – niemal 7 na 10 osób głosowało wówczas na koalicję czerwono-zieloną, a wskaźnik ten rośnie od 2006 roku.

Nic z tego nie jest dziełem przypadku – ani przesłanki, ani końcowy rezultat. Badacz wyborczy prof. Henrik Ekengren Oscarsson tak komentuje te dane na łamach „Fokusa”:

„Są to grupy słabo zintegrowane społecznie, uzależnione od świadczeń i redystrybucji zasobów. To swoista nowa klasa niższa. Wyjaśnienie tego zjawiska jest z grubsza takie samo, jak w przypadku ubogich rodzin robotniczych 30 lat temu.”

Dla Socjaldemokratów nowa baza wyborcza stała się kwestią egzystencjalną. Gdy tradycyjny trzon partii – klasa robotnicza – zaczął w coraz większym stopniu przechodzić na stronę Szwedzkich Demokratów, potrzeba pozyskania nowych grup stała się paląca.

W efekcie, nawet jeśli Socjaldemokraci tracą poparcie wśród osób pracujących, utrzymują silną pozycję w grupach o wysokim udziale osób urodzonych za granicą i biernych zawodowo. Co więcej, niemal cały przyrost naturalny i demograficzny Szwecji dotyczy osób pochodzenia zagranicznego – czyli grupy, która w znacznie wyższym stopniu głosuje na blok czerwono-zielony i w której stopa bezrobocia pozostaje wyższa.

Powstaje niebezpieczna symbioza: partia, której siła polityczna opiera się na wykluczeniu społecznym i ekonomicznym części mieszkańców, z pobudek strategicznych może dążyć do prowadzenia polityki utrwalającej to wykluczenie i segregację. Dla osób pozostających poza rynkiem pracy, ale sprawnie funkcjonujących w systemie socjalnym, pojawia się silny bodziec do głosowania na ugrupowania obiecujące podnoszenie podatków „bogatym” i bezwarunkowe zasiłki – przy jednoczesnym sugestionowaniu, że jedyną przyczyną ich trudności jest rasizm i dyskryminacja.

W ten sposób utrwala się układ, w którym politycy uzależniają się od określonych grup, a grupy te – od polityków. Wspólny system opieki społecznej, finansowany przez coraz mniejszą liczbę pracujących, a eksploatowany przez coraz większą, staje się walutą spajającą te relacje.

Kiedy porusza się temat zmian demograficznych, dyskusja bywa zbywana zarzutami o powielanie teorii spiskowych o „wymianie ludności”. Problem jest jednak czysto matematyczny: jeśli partie centroprawicowe nie przekonają do siebie wyborców pochodzenia zagranicznego, procesy demograficzne wkrótce uniemożliwią im sformowanie rządu. To chłodna kalkulacja, a nie skrajnie prawicowy mit.

Hassan Khan, działacz islamistycznej Partii Nyans, bez skrępowania pisał na platformie X o szansach Jimmiego Åkessona na objęcie urzędu w kontekście podziałów między blokiem z Tidö a czerwono-zielonymi:

„Zmiany demograficzne – w połączeniu z (miejmy nadzieję) wyższą frekwencją wyborczą w różnych częściach kraju – będą miały kluczowy wpływ na przyszłe wybory.”

To, co dziś wydaje się dla Socjaldemokratów szansą na trwałe przejęcie władzy, może się jednak szybko przerodzić w ich własny koszmar. Skandal polityczny w Botkyrce był zapowiedzią tego, do czego prowadzi otwieranie drzwi nowym grupom wyborców bez kontroli – stwarza to przestrzeń do infiltracji ze strony środowisk realizujących własne, często antydemokratyczne cele.

Zjawiska te, połączone z głosowaniem klanowym oraz mobilizacją wyborców tożsamościowych (dla których kwestie gospodarcze, edukacja czy prawa społeczności LGBTQI mają drugorzędne znaczenie), grozą trwałą przemianą mapy politycznej i radykalizacją dyskursu. Walka o ten elektorat będzie się zaostrzać, zwłaszcza gdy po te same głosy sięgną ugrupowania etnocentryczne, takie jak Nyans.

Zświadczeń ze Stanów Zjednoczonych wiemy, że koalicje niekompatybilnych ze sobą grup potrafią przekształcić się w toksyczną mieszankę lewicowego populizmu i polityki tożsamościowej. W połączeniu z islamizmem, antysemityzmem i niechęcią do zachodnich wartości tworzy to fundament pod nowy system partyjny. W takim systemie zróżnicowane grupy etniczne traktują partie instrumentalnie – jako narzędzie do prowadzenia polityki tożsamościowej, stojącej w sprzeczności z ogólnokrajowym interesem.

Czy chcemy systemu, w którym tożsamość etniczna, religijna czy geograficzna stanie się ważniejsza od poglądów na podatki, edukację, obronność i praworządność? Jak prowadzić merytoryczną debatę opartą na faktach, gdy dla rosnącej liczby wyborców kluczowe stają się emocje, wytyczne imama oraz lojalność wobec konfliktów zagranicznych?

Razi fakt, że tak fundamentalna kwestia zyskała tak mało miejsca w debacie publicznej. Jak zauważył publicysta SvD i analityk spraw bliskowschodnich Christer Sfeir we wpisie na platformie X:

„Gaza, migracja i obywatelstwo łączą się w egzystencjalne zagrożenie, w którym ludzie mobilizują się jako zbiorowość religijna, a wspólnota zastępuje obywatela. Demokracja potrzebuje obywateli, a nie rywalizujących plemion.”

W sytuacji, gdy społeczność muzułmańska rośnie – zarówno w wyniku migracji, jak i wyższego wskaźnika urodzeń – wzorce zachowań wyborczych nabierają kluczowego znaczenia. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, w których partie próbują przypodobać się tym grupom poprzez pobłażliwość wobec antysemityzmu, odchodzenie od walki o równe prawa kobiet czy ustępstwa socjalne bez stawiania wymagań.

Każdy, komu zależy na trwałości demokracji, widzi niebezpieczeństwo w sytuacji, gdy znaczna część społeczeństwa odczuwa silniejszą więź z interesami i konfliktami swoich dawnych ojczyzn niż z krajem, w którym żyje.

W wieloetnicznym państwie, jakim stała się Szwecja, musimy powrócić do fundamentów: każdy człowiek jest przede wszystkim niezależnym obywatelem. Droga do integracji musi prowadzić od zasiłków do pracy, od społeczeństw równoległych do wspólnoty, od struktury klanowej do jednostki, od lojalności religijnej do obywatelskiej oraz od żądań przywilejów do bezwzględnej równości wobec prawa.

To jest podstawa świeckiej i wolnej Szwecji. Żadna grupa nie może domagać się specjalnego traktowania politycznego tylko dlatego, że jest wystarczająco liczna, by przaważyć o wyniku wyborów. Demokracja znajduje się w głębokim kryzysie, gdy zaczyna traktować ludzi jak bloki wyborcze, których lojalność kupuje się obietnicami ustępstw i wyjątków.

Za tydzień przekonamy się, jak daleko ten proces już zaszedł.

Nowa baza wyborcza socjaldemokratów zmienia Szwecję


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.