Przyslal Beniamin Vogel

Rozmawia Ewa Górniak-Morgan („Ruch Muzyczny”)
Podsumowanie w jednym zdaniu
W wywiadzie pianista András Schiff opisuje swoją środkowoeuropejską tożsamość, nieodłączność sztuki od moralności i polityki oraz potrzebę pokory i intymności w interpretacji dzieł Bacha, Chopina i Schuberta na instrumentach z epoki
Ewa Górniak-Morgan: Zacznijmy od Europy. Spotykamy się na Kammermusikfest Lockenhaus w miejscu, gdzie przed stuleciem granice zmieniły się radykalnie. Dawna węgierska Léka to dziś Lockenhaus w Austrii, a pobliskie miasteczko Kőszeg stanowi ostatni przyczółek Węgier, kiedyś o strategicznym znaczeniu. Czy jest panu bliska, rozgrywająca się właśnie tu, powieść Gézy Ottlika Szkoła na granicy?
András Schiff: Tak, i to bardzo. Wspaniała książka o wielu warstwach. Porusza kwestie władzy, dominacji, stosunków społecznych, inicjacji. Jest głęboka. Wierzę w zjednoczoną Europę poszczególnych państw, a nie ujednoliconą – jak Stany Zjednoczone, za którymi z tego względu nie przepadam. Siła Starego Kontynentu bierze się z dorobku artystycznego i wielu tradycji, nie tylko z ekonomii. Unia Europejska, bez wątpienia, boryka się z licznymi problemami – trzeba nad nimi pracować od wewnątrz. Nie ma jednak gorszej decyzji niż brexit. Jestem obywatelem Wielkiej Brytanii – choć nie tylko – i uwielbiam ten kraj, ale nigdy Brytyjczykom tego nie wybaczę. Zaletą Europy jest nieskrępowana wymiana, tego oni już nie mają.
Ewa Górniak-Morgan: Jak określiłby pan swoją tożsamość?
András Schiff: Jako środkowoeuropejską. Urodziłem się na Węgrzech, jestem Żydem, niereligijnym. Minione dzieje bardzo zaważyły na mojej tożsamości. Ojczyste dziedzictwo – moja ukochana kultura, język – pozostają dla mnie ważne, choć wyjechałem z Budapesztu w wieku 25 lat i mieszkałem w wielu miejscach na świecie: Nowym Jorku, Londynie, Salzburgu, Florencji. Jestem Europejczykiem i z biegiem czasu w Nowym Jorku przestałem czuć się dobrze.
[Do pokoju wdarła się muzyka wykonywana na instrumentach dętych tak głośno, że musimy zamknąć okna, aby kontynuować rozmowę – EG-M]. Co oni grają i dlaczego?
Ewa Górniak-Morgan: To miejscowy zespół, przykład europejskiej różnorodności.
András Schiff: To nie jest dobre wprowadzenie do koncertu, który zaraz wykonamy [András Schiff i Heinz Holliger przygotowali Trzy romanse op. 94 Roberta Schumanna; był to trzeci występ pianisty na tegorocznym festiwalu – po recitalu solowym i koncercie z Chloe Jiyeong Mun z muzyką fortepianową Franza Schuberta na cztery ręce – EG-M]. Wręcz przeciwnie! Cóż to za słowo: „różnorodność”?! Nie jestem jego zwolennikiem. Wszystkie te nowe ideologie, takie jak różnorodność, równość, poprawność czy wokeizm, są tylko wyrazem chęci zniszczenia kultury Europy.
Ewa Górniak-Morgan: A jak ją zachować?
András Schiff: Dobrym przykładem jest to, że pani na przykład zna Ottlika. Kto go dzisiaj czyta, choćby na Węgrzech? Mamy niewiarygodnie dobrą literaturę i wspaniałą poezję. Attila József to gigant, bardzo ważny poeta, ale ludzie go nie znają, bo jest trudny do przetłumaczenia. Węgrzy giną w tłumaczeniu. Świat zdominowała anglosfera, co nie jest dobre, bo Anglosasi są bezwzględni. Przekonani, że na świecie jest tylko jeden język, choć Amerykanie nie mówią dobrze nawet po angielsku. A to klucz do różnorodności! Jeśli zatem różnorodność, to uczmy się języków!
Ewa Górniak-Morgan: Czy artysta międzynarodowej sławy ma etyczny lub moralny obowiązek zabierania głosu w kwestiach świata?
András Schiff: Mam na ten temat niewzruszoną opinię, ale nie mogę jej narzucić innym. Jestem dogłębnie przekonany, że sztuki i polityki nie da się rozdzielić. Nie zgadzam się z tymi, którzy mówią: „Zajmuj się swoją muzyką i siedź cicho”, bo w grę wchodzi sumienie. Jest wiele przykładów, od Beethovena począwszy. Gdy Napoleon Bonaparte stał się tyranem, kompozytor przekreślił dedykację dla niego na partyturze III Symfonii. Zatem był Beethoven osobą polityczną. Mógłbym kontynuować bez końca. Béla Bartók nie musiał opuszczać Węgier – nie był Żydem ani komunistą, nic by mu się w ojczyźnie nie stało – ale nie przystał na reżim Miklósa Horthyego i wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie zmarł. Dalej: Thomas Mann, Arturo Toscanini, Pablo Casals… Mam świetnych poprzedników, wiem, po czyjej być stronie.
Ewa Górniak-Morgan: Wiosną przeczytaliśmy w „The New York Times”, że odwołał pan wszystkie koncerty w Stanach Zjednoczonych.
András Schiff: Wobec zjawisk tak oburzających, jak Viktor Orbán, mam jasne stanowisko. Nie odwiedzam danego kraju, dopóki taka osoba pozostaje przy władzy. To nie zmieni świata – postępuję jedynie według własnego sumienia. Można się ze mną nie zgadzać, ale cenię sobie prawo do wyrażania opinii. Występy w Rosji nie wchodzą w grę ze względu na Władimira Putina. Choć trudno jest mi nie jeździć do USA, odmawiam, bo Donald Trump to największy skandal w historii. Niektórzy mówią, że to nic i niech sobie robi, co chce. Jak to? Dopiero teraz, przy okazji jego interwencji w mistrzostwa świata w piłce nożnej, zrobiło się trochę zamieszania. A gdzie podziały się inne ważne sprawy: od gróźb przejęcia Grenlandii po redukcję etatów w Kennedy Center? Czekam na zmianę. Niestety Trump nie jest winą Trumpa, tylko tych, którzy na niego głosowali. A było ich niemało.
Ewa Górniak-Morgan: Wróćmy na nasz kontynent. Wkrótce będzie pan gościł na warszawskim festiwalu Chopin i jego Europa.
András Schiff: Ach, muzyka Chopina… Niepowtarzalna także dzięki elementom ludowym i tańcom. Akurat tuż przed naszą rozmową ćwiczyłem mazurki. W folklorze jest ta różnorodność, o którą najbardziej powinniśmy się troszczyć, bo każdy naród tańczy i śpiewa, zanim zacznie mówić. Kiedy proszę młodych ludzi w Niemczech czy Anglii, aby zanucili mi piosenkę ludową, to mówią, że żadnej nie znają. Na Węgrzech i w Polsce jest chyba inaczej, chociaż jak dotąd nikt z moich polskich znajomych nie powiedział, że potrafi zatańczyć mazurka.
Ewa Górniak-Morgan: A czy pan tańczy czardasza?
András Schiff: No pewnie! Jest dużo łatwiejszy niż wasze mazurki, kujawiaki i oberki. Dzięki tańcom dociera się do źródeł. Chopin bez wątpienia był patriotą, wystarczy wspomnieć polonezy, a jego muzyka jest rewolucyjna. Nie potrafię jednak zrozumieć, dlaczego nigdy nie wrócił do Polski, nawet po to, żeby zobaczyć swoją rodzinę. Chopin to paradoks. Bezgranicznie uwielbiam jego muzykę, lecz postrzegam jego osobowość jako niezwykle problematyczną. Miał charakter bardzo francuski i europejski, w mniejszym stopniu typowy dla środkowej Europy.
Ewa Górniak-Morgan: Jak zatem pan go zagra?
András Schiff: Przepadam za tą muzyką, ale przez lata nie mogłem jej grać, bo nie byłem z moich wykonań zadowolony. Teraz jest inaczej, bo poznałem instrumenty Pleyela, z których korzystał kompozytor. Współczesne fortepiany są jak słonie, zbyt duże. Chopin nie dałby sobie z nimi rady przy swoich niewiele ponad 40 kilogramach wagi i kruchości fizycznej. Narodowy Instytut Fryderyka Chopina ma wspaniałą kolekcję świetnie odrestaurowanych instrumentów z epoki. Gra na nich stała się dla mnie objawieniem, odkryłem nowy świat i przy takim egzemplarzu zasiądę w Warszawie.
Ewa Górniak-Morgan: Co sprawia, że jest pan zadowolony z wykonania utworu?
András Schiff: Sądzę, że wykonawca jest mniej istotny niż kompozytor. Nie mam co do tego wątpliwości, choć słyszę czasami od kolegów, że to nieprawda. Że jesteśmy tak samo ważni lub nawet ważniejsi. To bzdura. Powinniśmy być skromni, bo dzieło nie jest nasze. Chopin napisał wspaniałą muzykę, a my jesteśmy medium, którego zadaniem jest nadanie jej życia i przekazanie myśli autora. Jest jak z czytaniem na głos książki – każdy zrobi to inaczej. Stąd waga interpretacji.
Ewa Górniak-Morgan: Jaka jest pańska metoda podejścia do tekstu?
András Schiff: Nie mam takiej, w żadnym wypadku. Próbuję jedynie zagłębić się w utwór na tyle, na ile to możliwe, i dowiedzieć się wszystkiego o twórcze. W przypadku Chopina jest to dość łatwe.
Ewa Górniak-Morgan: Pański recital solowy w Lockenhaus był porywający. Repertuar zapowiedział pan dopiero przy fortepianie. Wybór padł na impromptus Schuberta.
András Schiff: Jakiś czas temu postanowiłem nie ogłaszać programu z wyprzedzeniem, aby móc grać to, co daje mi poczucie wolności. Wczoraj nastrój skłonił mnie do Schuberta, nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego… Zapewne chciałem go zagrać, bo miejscowa przyroda przypomina mi jego świat dźwiękowy. Muzyka Schuberta jest jak wolne powietrze, wyjście na zewnątrz. Ona tkwi w naturze.
Ewa Górniak-Morgan: Miał pan dwa występy, jeden po drugim, wykonane z niezwykłą siłą. Czy widzi pan przed sobą fizyczne ograniczenia? Kiedyś powiedział pan, że co rano gra Bacha zamiast gimnastyki.
András Schiff: Codziennie, to kwestia duchowa. Przekroczyłem siedemdziesiątkę i jestem w dobrej formie, ale grać będę tylko tak długo, dopóki nie poczuję, że nie robię tego dobrze. Już teraz nie sięgam po wielkie romantyczne koncerty, które prezentowałem w młodości, choćby Czajkowskiego. Nie interesuje mnie atletyka muzyki. Odchodzę od jej fizycznych aspektów ku introwertyzmowi i intymności. Zatem coraz mniej będę występował z orkiestrą. Wkrótce w ogóle to porzucę. Recitale solowe i kameralistyka dają mi najwięcej przyjemności. Nie lubię tłumów, a orkiestra wydaje mi się dziś rodzajem tłumu o wielu obliczach: są tam ludzie wspaniali, mniej wspaniali i ci okropni. Po 50 latach pracy pozwalam sobie na wybiórczość.
Ewa Górniak-Morgan: Słuchając pańskiej interpretacji Schuberta, straciłam wrażenie upływu czasu. Albo muzyka i życie poruszały się w tym samym tempie.
András Schiff: To wynik faustowskiej chęci, aby zatrzymać czas. Skoro to niemożliwe, uciekamy się do iluzji. Często o tym myślę. Nie jestem w stanie sfabrykować tego efektu, ale czuję, gdy się to zdarza, a nie zdarza się zawsze. To źródło wielkiej satysfakcji.
Ewa Górniak-Morgan: Czy nadal pan ćwiczy?
András Schiff: Zawsze! Ćwiczę trzy, cztery godziny dziennie. Nie osiem, jak niektórzy. Ważniejsza od liczby jest ich jakość. Inaczej to tylko mechaniczne cięcie drewna bez większego znaczenia.
Ewa Górniak-Morgan: Wariacje goldbergowskie?
András Schiff: Gram je przez cały czas. Ta najwspanialsza z kompozycji łączy to, co duchowe, z tym, co intelektualne, a nawet tym, co fizyczne. Trzeba wielokrotnie krzyżować ręce, co wymaga dobrego zdrowia. To skonstruowane na liczbach dzieło nie potrafi być oschłe, bo jest estetycznie piękne, niewiarygodnie piękne. To właśnie czyni je utworem doskonałym.
András Schiff (ur. 1953) – pianista, pedagog, dyrygent. Ceniony zwłaszcza za interpretacje dzieł Bacha, Haydna, Mozarta, Beethovena, Schuberta, Chopina, Schumanna i Bartóka.
Autorka i redakcja dziękują Gézie Rhombergowi, dyrektorowi Kammermusikfest Lockenhaus, za pomoc w organizacji wywiadu.
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized

