Uncategorized

Koniec dawnej przyjaźni: Izrael i Turcja na ścieżce wojennej

Joshua Hoffman

Izraelczycy i Turcy byli kiedyś sojusznikami. Syria może sprawić, że staną się bezpośrednimi wrogami.

Izraelski atak na syryjską bazę lotniczą to najnowszy rozdział w relacjach, które przeszły drogę od udzielenia schronienia, przez sojusz, aż po rywalizację. To także ostrzeżenie, że kolejne zagrożenie dla Izraela od strony północnej wcale nie musi pochodzić z Islamskiej Republiki Iranu.

Najważniejszym faktem dotyczącym tego izraelskiego nalotu jest to, do czego Izrael się nie przyznał. Nie twierdził, że zniszczył transport irańskiej broni ani że zapobiegł dostawie rakiet dla Hezbollahu. Izrael oświadczył, że zbombardował bazę lotniczą Abu al-Duhur w północno-zachodniej Syrii, ponieważ do rozmieszczenia tam swoich sił przygotowywała się Turcja.

W ciągu ostatniej dekady Izrael przeprowadził w Syrii tysiące operacji – głównie po to, by uniemożliwić Iranowi utworzenie stałej obecności wojskowej. Tym razem jednak sytuacja była inna: celowy atak miał na celu powstrzymanie ekspansji militarnej Turcji — członka NATO i jeszcze pokolenie temu jednego z najbliższych partnerów strategicznych Izraela. Nalot ten stanowił moment, w którym rywalizacja ta stała się realnym konfliktem militarnym.

Istnieje jeszcze jeden ważny fakt. 14 sierpnia szef Mossadu Roman Gofman rozmawiał telefonicznie z syryjskim ministrem spraw zagranicznych Asaadem al-Shaibanim o kwestii rozmieszczenia wojsk tureckich. Był to jeden z kontaktów na najwyższym szczeblu między Izraelem a nowym rządem Syrii od czasu upadku Baszara al-Assada.

Głównym powodem do niepokoju Izraela nie jest sam fakt obecności kilkuset tureckich żołnierzy, ale sprzęt, jaki mogliby ze sobą zabrać: drony, radary, systemy wojny elektronicznej i zaawansowane systemy obrony powietrznej. Swoboda operacyjna nad Syrią stanowi jedną z najważniejszych przewag strategicznych Izraela. Baza obsługiwana przez Turcję mogłaby zacząć zamykać tę przestręń powietrzną.

Z perspektywy Ankary sytuacja wygląda inaczej. Turcja twierdzi, że pomaga Syrii w odbudowie armii narodowej po 14 latach wojny domowej. Dąży do stabilnego rządu w Damaszku, zdolnego do powstrzymania sił kurdyjskich, zabezpieczenia granic oraz ułatwienia powrotu uchodźców. Z kolei Izrael postrzega Syrię jako kraj rządzony przez dawny ruch dżihadystyczny pod protektoratem Turcji. W obu tych perspektywach kryje się ziarno prawdy.

Po upadku Assada w grudniu 2024 roku Izrael zniszczył znaczną część strategicznego arsenału dawnej armii syryjskiej oraz wkroczył do strefy buforowej ONZ. Tymczasem Turcja wyrosła na najbardziej wpływowego sojusznika nowego rządu Syrii pod przewodnictwem Ahmeda al-Sharaa, pomagając w szkoleniu wojsk i odbudowie instytucji.

Interesy obu krajów szybko weszły na tor kolizyjny. Na początku 2025 roku tureccy eksperci rzekomo przeprowadzili inspekcję baz T4, Palmyra i Hama. W reakcji Izrael poddał te obiekty intensywnym bombardowaniom i przekazał Turcji, że utworzenie baz w pobliżu Palmyry będzie przekroczeniem „czerwonej linii”.

W sierpniu 2025 roku Turcja i Syria sformalizowały współpracę wojskową. Izrael i Syria również podjęły próby kontaktu. W styczniu 2026 roku rozmowy przy mediacji USA doprowadziły do stworzenia wspólnego mechanizmu komunikacji, jednak do kompleksowego porozumienia nie doszło. Atak na Abu al-Duhur nie był więc incydentem wyizolowanym – to już drugi przypadek zniszczenia syryjskiej infrastruktury lotniczej przed przewidywanym użyciem jej przez Turcję.

Kusząca jest teza, że Izrael i Turcja to dawni przyjaciele, którzy nagle stali się wrogami za sprawą prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana. Prawdziwa historia jest jednak znacznie bardziej złożona.

Po zdobyciu Konstantynopola w 1453 roku Osmanie zachęcali osadników żydowskich do przenoszenia się do nowej stolicy. Po wypędzeniu Żydów z Hiszpanii w 1492 roku dziesiątki tysięcy Żydów sefardyjskich znalazło schronienie na ziemiach osmańskich, zakładając tętniące życiem wspólnoty w Stambule, Salonikach czy Safedzie.

Imperium Osmańskie było wprawdzie bezpieczniejsze dla Żydów niż większość chrześcijańskiej Europy, ale Żydzi pozostawali mniejszością podporządkowaną. Gdy w latach 80. XIX wieku ruszyła tzw. Pierwsza Alija, władze osmańskie nałożyły restrykcje na imigrację i wykup ziemi. Sułtan Abdul Hamid II obawiał się, że syjonizm stanie się kolejnym ruchem separatystycznym sterowanym z Europy.

Po rewolucji Młodych Turków w 1908 roku część syjonistów (m.in. David Ben-Gurion) liczyła na integrację Żydów w ramach zdecentralizowanego imperium. Nadzieje te przekreśliła I wojna światowa, podczas której władze osmańskie deportowały liderów żydowskich i wysiedliły ludność Tel Awiwu.

Republika Turecka, utworzona przez Atatürka w 1923 roku, była państwem świeckim i nacjonalistycznym. Żydzi zostali obywatelami, ale odgórne kampanie wywierały nacisk na porzucenie języka ladino. Podczas II wojny światowej dyskryminacyjny podatek majątkowy (Varlık Vergisi) uderzył głównie w przedsiębiorstwa nie-muzułmanów. Tragedia statku „Struma” z 1942 roku, któremu odmówiono wyładunku w Stambule, również ukazała chłodną postawę władz.

Mimo że Turcja głosowała przeciwko planowi podziału Palestyny z 1947 roku, w marcu 1949 roku uznała Izrael jako pierwszy kraj z większością muzułmańską. W latach 1948–1951 do Izraela wyjechało prawie 35 tysięcy tureckich Żydów.

Po kryzysie sueskim w 1956 roku Turcja obniżyła rangę relacji, lecz w 1958 roku zawarto tajny „pakt peryferyjny”, oparty na współpracy wywiadowczej przeciwko wpływom radzieckim i panarabizmowi. Nie był to sojusz wartości, lecz pragmatyczne porozumienie wymierzone we wspólnych wrogów.

Koniec zimnej wojny przyniósł przełom. Konferencja w Madrycie (1991) i proces z Oslo sprawiły, że oficjalna współpraca przestała być obciążeniem. Oba państwa dostrzegły wspólną groźbę ze strony Syrii, która wspierała Hezbollah i ułatwiała działania PKK przeciwko Turcji.

W 1996 roku podpisano przełomowe umowy wojskowe. Izraelskie myśliwce ćwiczyły w Turcji, a Izrael zmodernizował tureckie czołgi i samoloty. Rozwinęła się turystyka i handel. Ten „miesiąc miodowy” nie mógł jednak trwać wiecznie.

W 2002 roku władzę przejęła Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) pod wodzą Erdoğana, przynosząc nurt islamistyczny i wsparcie dla sprawy palestyńskiej. Proces pękania sojuszu przyspieszył, gdy Hamas wygrał wybory w Gazie w 2006 roku. Przełom nastąpił w grudniu 2008 roku podczas izraelskiej operacji „Płynny Ołów”, którą Erdoğan odebrał jako osobistą zniewagę w trakcie trwania tureckich mediacji.

Podczas szczytu w Davos w 2009 roku Erdoğan publicznie zaatakował prezydenta Szimona Peresa. W maju 2010 roku doszło do szturmu izraelskich komandosów na turecki statek „Mavi Marmara” we flotylli zmierzającej do Gazy, w wyniku czego zginęło dziesięciu Aktywistów. Turcja wydaliła izraelskiego ambasadora.

Mimo formalnych przeprosin Netanjahu w 2013 roku i porozumienia z 2016 roku, dawny sojusz nigdy nie wrócił. Po wybuchu wojny z Hamasem 7 października 2023 roku Erdoğan nazwał Hamas „ruchem wyzwoleńczym”, a Netanjahu porównał do Hitlera. W maju 2024 roku Turcja całkowicie wstrzymała handel z Izraelem.

W czerwcu 2026 roku rząd Izraela poparł projekt ustawy o formalnym uznaniu ludobójstwa Ormian — odrzucając wieloletnią politykę unikania tego tematu. Ruch ten pokazał, że żadne z państw nie zamierza już oszczędzać wrażliwych punktów drugiej strony.

Sprawa Syrii sprawiła, że ta zimna rywalizacja może przerodzić się w otwarty konflikt zbrojny. Najprostszym wnioskiem byłoby uznanie, że Turcja stała się po prostu „drugim Iranem”. To jednak błędne rozpoznanie. Turcja to członek NATO z potężną armią i silnymi więziami gospodarczymi z Europą.

Izrael powinien wyciągnąć z tej sytuacji trzy kluczowe wnioski:

  1. Retoryki Erdoğana nie można lekceważyć. Tureckie wsparcie dla Hamasu, embargo handlowe oraz obecność wojskowa w Syrii realnie uderzają w bezpieczeństwo państwa. Izrael ma prawo sprzeciwiać się instalowaniu w Syrii tureckich systemów obrony powietrznej.
  2. Należy zapobiec monopolowi wojskowemu Turcji w Syrii. Wypchnięcie Iranu tylko po to, by ustąpić miejsca wrogiej Turcji, nie stanowi sukcesu strategicznego. Nalot na Abu al-Duhur był wyznaczeniem jasnej „czerwonej linii”.
  3. Należy rozróżniać obecne władze w Ankarze od narodu tureckiego. Izrael powinien twardo przeciwstawiać się polityce Erdoğana, nie czyniąc jednak ze stałej wrogości wobec Turcji swojej doktryny państwowej.

Fundamentalna lekcja z tej historii brzmi: państwa nie pozostają sojusznikami ze względu na historyczną wdzięczność. Historia po prostu toczy się swoim zwykłym trybem — zmieniły się interesy. Atak na Abu al-Duhur był izraelskim komunikatem, że ambicje Turcji w Syrii dotarły do granicy, której Jerozolima nie pozwoli przekroczyć. Stary sojusz to już przeszłość; w jego miejsce weszła twarda, regionalna rywalizacja.

Koniec dawnej przyjaźni: Izrael i Turcja na ścieżce wojennej


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.