Uncategorized

Przeszłość Nowego Jorku wciąż obecna w czerni i bieli

Phyllis Chesler

Fotografie Williama Meyersa

Nowa kolekcja fotografa Williama Meyersa, zatytułowana Civics, stanowi fotograficzną kronikę naszych bardziej cywilizowanych chwil w Nowym Jorku XXIwieku. Sceny te to stosunkowo spokojne ujęcia obywateli ubiegających się o urząd, rozdających ulotki wyborcze na stacjach metra: Oto jeden zmęczony i zmartwiony kandydat „działający przez telefon”, uśmiechnięta afroamerykańska kierowczyni autobusu oraz serdeczny dyrektor szkoły – to zdjęcie podbiło moje serce, podobnie jak ujęcie pustej siedziby przegranego kandydata w noc porażki wyborczej.

Meyers fotografuje również demonstracje, ale uchwycił zarówno pozornie pokojowe momenty na Wall Street, jak i protesty ruchu Black Lives Matter na Upper West Side. Meyers fotografuje kandydatów w synagogach (naprawdę piękne zdjęcie Carolyn Maloney w synagodze Sutton Place – tak bardzo żałowałam, że nie wygrała) oraz dziennikarzy ciężko pracujących na ulicy i przy swoich biurkach. Wolontariuszy zaangażowanych w szczytne cele na rzecz kobiet w trudnej sytuacji materialnej, pokojowe spotkania w ratuszu, godnych zaufania funkcjonariuszy policji na służbie, dobrego samarytanina pomagającego ofierze napadu padaczkowego na stacji Church Avenue w Brooklynie.

To ujęcia patriotów i parków, demokratów i republikanów, kościołów i synagog, posągów i pomników.

Obawiam się, że takie cywilizowane zachowanie jest głęboko zagrożone – a przynajmniej coraz bardziej tak się wydaje. Być może Meyers chciał udokumentować lepsze chwile naszego miasta jako hołd dla tego, o czym grozi nam zapomnienie lub utrata. Chociaż jego zdjęcia obejmują okres od początku XXI wieku do 2026 roku, jego wnikliwy obiektyw nie uwiecznił przypadków zepchnięć w metrze, napadów z użyciem noża i konkursów na gapienie się, taranowania samochodami, grabieży, halucynujących bezdomnych, brzydkich obozowisk ulicznych, krzyczących na siebie nieznajomych ani szalonego podżegania do brutalnych antyżydowskich demonstracji przez burmistrza Nowego Jorku, Zohrana.

Być może twórczość Meyersa jest dziełem artysty przejściowego, zaznajomionego z przeszłością – i jeszcze niegotowego, by się z nią rozstać – oraz niechętnego wkroczenia w bardzo dziwną i przerażającą przyszłość.

Co dziwne, wybór zdjęć w Civics przypomniał mi, dlaczego właśnie ponownie obejrzałem brytyjski serial policyjny Endeavor, którego akcja rozgrywa się w Oksfordzie. Niedawna recenzja tego uwielbianego serialu autorstwa użytkownika o pseudonimie Rhino1008 wyjaśniła moje niezmienne zainteresowanie kreacją Shauna Evansa, który wciela się w postać młodego mężczyzny wykształconego w Oksfordzie – kogoś, kto uwielbia operę i muzykę klasyczną, a także dzieła klasyczne, ale mimo to decyduje się wkroczyć w burzliwą „grę” bycia policjantem. Endeavor chce być znany po prostu jako „Morse” (jego nazwisko, oficjalne imię) i nie jest on tak bardzo bohaterem, ile raczej „kronikarzem – jednym okiem obserwującym wydarzenia, a drugim to, jak zostaną one zapamiętane”.

Oto, co pisze Rhino:

„Jest klasycystą. Postrzega cywilizacje jako łuki… Imperium zanikające. Pewniki słabnące. Instytucje ulegają erozji… I co najważniejsze, reaguje jako człowiek ukształtowany przez kulturę wysoką, a nie masową. Piąta symfonia Mahlera – nie jako muzyka w tle, ale jako struktura. Tęsknota, pęknięcie, zawieszone rozwiązanie. Opera zamiast sali widowiskowej. Jego gusta sytuują go w europejskiej tradycji tragicznej, która zakłada, że pęknięcie jest nieuniknione. Nie oczekuje harmonii; oczekuje opóźnionego upadku”.

Meyers sfotografował naszą przeszłość, a przynajmniej wciąż trwające sceny przedstawiające nasze lepsze, bardziej obywatelskie oblicze. Na pewnym poziomie może zdawać sobie sprawę – lub obawiać się – że te chwile mogą przemijać – a może nawet już przeminęły – z naszego miasta.

Ciekawie, że Meyers pracuje w czerni i bieli, a nie w kolorze. Być może upamiętnia lub oddaje hołd sposobowi, w jaki niegdyś zmuszeni byli pracować wszyscy wielcy fotografowie przeszłości. Opisując jego poprzednią kolekcję poświęconą muzyce i muzykom w mieście, napisałem:

„Dorastałem wśród czarno-białych zdjęć i filmów, które wówczas nazywano »obrazkami«. Wszystkie moje rodzinne zdjęcia z dzieciństwa są czarno-białe. Chociaż sam świat jest wielobarwny, obrazy w czerni i bieli wciąż wydają się jakoś bardziej autentyczne, poważniejsze, bardziej artystyczne i osobiste niż najlepsze zdjęcia w technicolorze.

„Kiedyś postrzegałem przeszłość wyłącznie w czerni i bieli, na zdjęciach autorstwa Berenice Abbott, Ansela Adamsa, Eve Arnold (pracowałem dla jej męża), Margaret Bourke-White, Brassai, Roberta Capy, Henri Cartier-Bressona, Dorothei Lange, Mary-Ellen Mark, Gordona Parksa i Jamesa Van Der Zee.

„Na początku lat sześćdziesiątych bywałem często w kinach Thalia i Paris, by podróżować po świecie dzięki czarno-białym filmom. Kto mógłby zapomnieć o Personie Bergmana, Dwóch kobietach i Złodzieju rowerów De Sicy, Nocach Cabirii Felliniego, Pather Panchali Satyajita Raya, Smaku miodu Tony’ego Richardsona oraz 400 uderzeń i Jules i Jim Truffauta?

Bill: Dzięki za skupienie się na jasnej stronie życia. Dzięki za wspomnienia

Przeszłość Nowego Jorku wciąż obecna w czerni i bieli


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.