Uncategorized

Lekcja z Nowego Jorku: Ceną za akceptację ma być odrzucenie Izraela

W jednym zdaniu

Tekst ostrzega przed postępującym wykluczaniem i dzieleniem społeczności żydowskiej na Zachodzie oraz wzywa jej liderów do uświadomienia liberalnych Żydów z faktu, że antysyjonizm uderza w same fundamenty judaizmu.

Autor Melanie Phillips

Rabinka Angela Buchdahl ostrzega przed ówczesnym kandydatem na burmistrza Nowego Jorku Zohranem Mamdanim, listopad 2025 r.

Przywódcy żydowscy muszą jak najszybciej zasypać wynikającą z niewiedzy przepaść między syjonizmem a judaizmem

Izrael stał się w świecie zachodnim nie tylko przedmiotem patologicznej i szalonej obsesji. Staje się również kwestią sporną, która głęboko dzieli samą diasporę żydowską.

W zeszłym tygodniu islamistyczny burmistrz Nowego Jorku, Zohran Mamdani, opublikował nagranie pełne rażących kłamstw, przedstawiające Izraelczyków jako okrutne, żądne krwi i dopuszczające się ludobójstwa potwory, zdeterminowane, by zabijać i głodzić niewinnych mieszkańców Strefy Gazy.

Celem tego dwuminutowego seansu nienawiści było zasygnalizowanie, że rozpoczął się sezon polowań na syjonistów i nowojorskich Żydów – dla których ceną za akceptację ma być zinstytucjonalizowana demonizacja Izraela, służąca nadrzędnemu celowi Mamdaniego, jakim jest dążenie do zniszczenia państwa żydowskiego.

Pełne konsekwencje tej strategii doskonale zrozumiała Angela Buchdahl, reformowana rabinka z synagogi Central na Manhattanie. W mocnym liście otwartym skierowanym do burmistrza napisała, że posłużył się on „retoryką demonizującą Żydów i państwo żydowskie”, a tym samym „wziął nas na celownik”.

Mamdani atakuje jednak społeczność żydowską swojego miasta również w bardziej bezpośredni sposób. Na początku tego tygodnia powołał 18-osobowy komitet doradczy ds. sądownictwa, w skład którego nie weszła ani jedna osoba pochodzenia żydowskiego – ani żaden adwokat, ani były sędzia, ani przedstawiciel zawodów prawniczych – i to w mieście, w którym Żydzi stanowią około połowy wszystkich prawników.

Przesłanie było jednoznaczne: burmistrz próbuje po prostu wykluczyć nowojorskich Żydów z życia publicznego.

Długofalowym celem Mamdaniego jest przekształcenie najważniejszego miasta Ameryki w opierające się na świadczeniach socjalnych społeczeństwo zgodne z zasadami islamu, w którym nie będzie żadnego zagrożenia dla jego władzy. Islamiści uważają wpłwy żydowskie za główną przeszkodę w podboju Zachodu. Ponieważ Nowy Jork skupia największą populację żydowską na świecie poza Izraelem, Mamdani zamierza ją zneutralizować za pomocą dyskryminacji oraz stwarzania atmosfery nękania, zastraszania i przemocy.

Co przerażające, ponad 30 procent nowojorskich Żydów zagłosowało na Mamdaniego. Inni od samego początku rozumieli, że jest on wrogo nastawiony do Izraela, choć nawet oni nie zdawali sobie w pełni sprawy z tego, jak obsesyjna jest jego nienawiść do państwa żydowskiego i całego narodu.

Niektórzy liberalni Żydzi wciąż nie chcą tego przyjąć do wiadomości. Twierdzą, że wzrost nienawiści wobec Żydów jest efektem polityki premiera Izraela Benjamina Netanjahu oraz skrajnych członków jego koalicji. Wielu brytyjskich Żydów, dotkniętych w zeszłym roku rekordowym wzrostem antysemityzmu, w podobny sposób obwinia Izrael za swoją trudną sytuację.

Szukając kozłów ofiarnych, by uniknąć konfrontacji z bolesną rzeczywistością, ci krótkowzroczni Żydzi ignorują fakt, że stały wzrost nienawiści trwa od kilku dekad, idąc w parze z radykalizacją lewicy i rosnącą dominacją pro-palestyńskiej propagandy.

Najbardziej udręczeni są jednak ci liberalni postępowcy, którym okrucieństwa ataku na Izrael przeprowadzonego przez Hamas 7 października 2023 roku całkowicie usunęły grunt pod nogami. Nie potrafiąc zaprzeczyć, że ich własne środowisko wybielało i wspierało palestyńskich Arabów – którzy w tym strasznym dniu okazali się zdeprawowanymi i psychopatycznymi dzikusami – wciąż trzymają się urojonych kłamstw i przekłamań progresywnego myślenia, przedstawiającego Izrael jako jedynego złoczyńcę w regionie.

Teraz stają przed wyborem, którego nie da się zignorować. Aby zyskać akceptację w dzisiejszym Nowym Jorku, od Żydów oczekuje się potępienia Izraela i wyrzeczenia się syjonizmu.

Buchdahl uchwyciła sedno sprawy, mówiąc Mamdaniemu: „Nadal dzieli Pan Żydów na tych, których poglądy polityczne uznaje Pan za akceptowalne, oraz syjonistów, których wyrzuca Pan poza margines społeczeństwa”.

Ameryka wkracza obecnie na tę samą trudną drogę, którą brytyjscy Żydzi podążają od ponad dwóch dekad. Nawet gdy Izraelczycy ginęli w zamachach podczas drugiej intifady, Siły Obronne Izraela (IDF) były w Wielkiej Brytanii nazywane „nazistami” za próby zniszczenia infrastruktury terrorystycznej na Zachodnim Brzegu. W konsekwencji brytyjskim Żydom postawiono ultimatum: jeśli nie potępią Izraela, nie będą uważani za pełnoprawnych Brytyjczyków.

Dziś kwestia Izraela służy marginalizacji Żydów w Nowym Jorku i wypychaniu ich z głównego nurtu społecznego. Dzieli ona jednak również samych postępowych Żydów, wśród których trwa bolesna debata na temat relacji między syjonizmem a judaizmem.

Niestety, wielu z nich nie dostrzega naturalnego związku między tymi dwoma pojęciami. Jonathan Jacoby, dyrektor krajowy Nexus Project – lewicowej organizacji monitorującej antysemityzm – stwierdził wręcz, że utożsamianie Żydów z Izraelem stanowi „jedno z najpoważniejszych wyzwań, przed jakimi stoimy”.

Ta ignorancja jest zatrważająca. Judaizm głosi, że naród żydowski otrzymał boskie przykazanie stworzenia sprawiedliwego społeczeństwa na Ziemi Obiecanej. Żydowskie prawo religijne jest zakorzenione w tej ziemi, a cała liturgia pełna jest odniesień do Syjonu. Oczywiście Żyd pozostaje Żydem, nawet jeśli nie jest praktykujący ani nie wspiera syjonizmu. Jednak antysyjonizm, który niszczy religię poprzez odarcie jej z więzi z ziemią, nieuchronnie staje się antyjudaizmem.

Postępowi Żydzi tego nie rozumieją, ponieważ przyjęli światopogląd, w którym liberalne ideologie uniwersalistyczne, marksizm oraz wywodząca się z nich „intersekcjonalność” są uważane za autentyczne wartości żydowskie. Każdego, kto wskazuje im, że są to w rzeczywistości ideologie uderzające w Żydów, uznają za złego człowieka i „prawicowca” – co w ich oczach stanowi zarzut najcięższy.

W rezultacie wierzą w wiele kłamstw na temat Izraela. Nie potrafią pojąć, że demonizacja państwa żydowskiego jest dokładnie tym samym mechanizmem, którego przez wieki używano do niszczenia narodu żydowskiego. W ten sposób stają w jednym szeregu z antysemitami, twierdząc, że Żydzi wykorzystują zarzut antysemityzmu do ukrywania zbrodni Izraela. Wierząc w potworność „prawicy”, sami skończyli na wspieraniu potworów.

W niczym nie pomaga tu postawa części samych Izraelczyków. W tym tygodniu Matan Vilnai, izraelski polityk i były zastępca szefa sztabu IDF, wysłał w imieniu organizacji „Dowódcy na rzecz Bezpieczeństwa Izraela” (zrzeszającej setki emerytowanych wyższych rangą wojskowych) list otwarty do prezydenta USA Donalda Trumpa. W liście stwierdzono, że „eskalacja przemocy na Zachodnim Brzegu” ze strony „żydowskich terrorystów” grozi „podpaleniem regionu”, a znaczna część tych działań jest wręcz koordynowana przez członków izraelskiego rządu.

List ten wywarł głębokie wrażenie na publicyście New York Timesa Bretcie Stephensie, który ostro skrytykował „antypalestyński terroryzm osadników” i odrzucił twierdzenie Netanjahu, że w incydentach tych brała udział jedynie grupa około 150 młodych ludzi.

Nawet gdyby uczestniczyło w nich tysiąc osób, stanowiłoby to zaledwie 0,2 procent z blisko półmilionowej populacji Żydów mieszkających w Judei i Samarii. Ataki te – choć niedopuszczalne i wymagające zdecydowanej reakcji – są znikome w porównaniu z tysiącami morderczych napaści ze strony Arabów, wymierzonych w mieszkających tam Żydów. Skala tych ostatnich drastycznie wzrosła od 7 października i grozi wybuchem trzeciej intifady – o czym ani izraelscy generałowie, ani Stephens nawet nie wspomnieli.

„Przemoc osadników” została rażąco wyolbrzymiona i wyrwana z kontekstu jako kolejne oszczerstwo służące demonizowaniu Izraela. Vilnai i jego koledzy należą do zagorzałych zwolenników „rozwiązania dwupaństwowego” z Oslo. Dla nich – podobnie jak dla większości izraelskich mediów i znacznej części inteligencji – Netanjahu oraz „osadnicy” to wrogowie, którzy zawsze są winni.

Tacy Izraelczycy mają nieproporcjonalnie duży wpływ na opinię publiczną na Zachodzie. Nie tylko dostarczają amunicji wrogom narodu żydowskiego, ale także podsycają ignorancję i uprzedzenia wśród Żydów z diaspory, z których coraz większa liczba odwraca się od Izraela.

Ta rosnąca przepaść między judaizmem a Izraelem musi zostać jak najszybciej zasypana. Oznacza to konieczność edukowania społeczności żydowskiej – a zwłaszcza młodzieży – w zakresie podstawowych prawd o judaizmie oraz historii Żydów na Ziemi Izraela. Oznacza to uczenie ich, w jaki sposób Izrael przestrzega prawa międzynarodowego, oraz wpajanie im, że prawdziwe wartości żydowskie to wartości, z których mogą być dumni.

Żydzi wszystkich nurtów muszą podnieść poprzeczkę, aby to osiągnąć. Jednak najważniejszą i najtrudniejszą rolę mają do odegrania postępowi rabini – to oni będą musieli wykazać się niezwykłą odwagą, by zmierzyć się z głęboko zakorzenionymi, szkodliwymi mitami we własnym środowisku.

Lekcja z Nowego Jorku: Ceną za akceptację ma być odrzucenie Izraela


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.