Podsumowanie w jednym zdaniu
Autorka przekonuje, że zagrożenie dla europejskich wolności i bezpieczeństwa – w tym Żydów oraz osób LGBTQ+ – wynika z tolerowania i unikania szczerej dyskusji na temat islamizmu oraz braków w integracji, co wymaga natychmiastowego zaostrzenia polityki migracyjnej, ścisłego monitorowania ekstremistów i bezwzględnej ochrony zachodnich wartości.

Alice Teodorescu
Po każdym zamachu następuje ten sam rytuał potępienia. Rzadziej dochodzi do szczerej dyskusji na temat ideologii, która łączy sprawców. Dopóki jej nie będzie, ataki nie ustaną.
W listopadzie 2024 roku szef berlińskiej policji stwierdził, że choć w mieście nie ma żadnych formalnych stref zakazu wstępu (no-go zones), „to istnieją obszary – i musimy być w tej kwestii szczerzy – gdzie radzę osobom noszącym jarmułkę lub otwarcie przyznającym się do homoseksualizmu zachować większą ostrożność”. Według niego wspólnym mianownikiem tych dzielnic było to, że mieszka w nich duża liczba osób o korzeniach bliskowschodnich, sympatyzujących z grupami terrorystycznymi. Mówiąc wprost: dla homoseksualistów i Żydów poruszanie się po niektórych częściach jednego z najbardziej liberalnych i tolerancyjnych miast świata stało się niebezpieczne z powodu nietolerancji sprowadzonej z Bliskiego Wschodu.
Już sam fakt, że szef policji czuł się zmuszony do dodania zastrzeżenia o potrzebie szczerości – jakby nie było oczywiste, że ten, kto ignoruje rzeczywistość, nie jest w stanie rozwiązać jej problemów – mówi wszystko o tym, dlaczego kolejny islamista w tym tygodniu zabił kobietę i ranił 29 osób podczas obchodów Parady Równości właśnie w Berlinie. Znaczące jest to, że kontrowersji nie budzi fakt, iż ludzie muszą ukrywać swoją tożsamość w Europie, lecz to, że ktoś faktycznie odważył się powiedzieć to głośno i bez owijania w bawełnę.
Szacuje się, że w samym Berlinie „scena islamistyczna” (trafne określenie w mieście, które dawniej definiowała „scena muzyki elektronicznej” lub „scena gejowska”) liczy około 2400 osób, z których blisko 900 uważa się za gotowe do popełnienia aktów przemocy lub z nimi sympatyzujące. W całych Niemczech liczbę tzw. zradykalizowanych islamistów szacuje się na około 28 200, z czego około 9500 uznaje się za szczególnie niebezpiecznych.
Nie trzeba dodawać, że przy obecnym stanie sił policyjnych niezwykle trudno jest ściśle monitorować wszystkie te osoby, a to, co wydarzyło się w tym tygodniu, grozi powtórzeniem się – raz po raz. Podobna sytuacja ma miejsce w Szwecji, we Francji i w Wielkiej Brytanii – a właściwie wszędzie w Europie Zachodniej, gdzie islamistom bez większego oporu pozwolono się osiedlić i przeniknąć do społeczeństwa ze swoimi morderczymi przekonaniami.
Według raportu Europolu z 2025 roku zatrzymano 130 osób podejrzanych o przestępstwa terrorystyczne w wieku 18 lat lub młodszych, z których najmłodsza miała zaledwie 12 lat. W sumie odnotowano 45 ataków terrorystycznych w dziesięciu krajach UE, a 486 osób zostało zatrzymanych za przestępstwa związane z terroryzmem, z czego aż 70 procent stanowili podejrzani o powiązania z dżihadystami.
Bądźmy więc szczerzy, skoro wydaje się to tak trudne dla lewicowych „humanistów na pół etatu”, którzy dostrzegają zagrożenie dla demokracji wszędzie, z wyjątkiem miejsc, gdzie faktycznie ono występuje. Nienawiść do Żydów, którą od 7 października 2023 roku obserwujemy otwarcie manifestowaną na ulicach i placach, jest tą samą nienawiścią, jaką islamiści podsycają wobec homoseksualistów, zachodnich kobiet, ateistów, krytyków religii i mniejszości wyznaniowych, a nawet wobec wolności jako takiej.
Nienawiść ta czerpie pożywkę ze świętych tekstów islamu, jest nim uzasadniana i wyrażana w jego imię.
Jeśli islam ma współistnieć z zachodnimi, judeochrześcijańskimi wartościami opartymi na ideałach tolerancji i równej wartości wszystkich ludzi, religia ta wymaga reformy – w przeciwnym razie dzisiejsze konflikty będą się nasilać wraz ze wzrostem odsetka muzułmanów. Bo choć nie wszyscy muzułmanie nienawidzą Żydów i homoseksualistów, a tym bardziej nie byliby gotowi ich zabić, nie jest tajemnicą, że poglądy te są głęboko zakorzenione właśnie w tym środowisku, a wiele ataków na homoseksualistów i Żydów w ostatnich latach zostało przeprowadzonych przez osoby powiązane z Bliskim Wschodem.
Kto zapoznał się ze świadectwem ocalałego z rąk Hamasu Eli Sharabiego – który niedawno gościł w Szwecji z okazji wydania szwedzkiego tłumaczenia książki Gisslan i z którym miałam zaszczyt przeprowadzić wywiad – ten nie będzie zaskoczony. Opowiadał on o tym, jak terroryści przetrzymujący jego i innych zakładników codziennie powtarzali im, że nadrzędnym celem jest dżihad, który zaczyna się w Izraelu, a następnie ogarnie całą Europę (ze szczególnym uwzględnieniem Szwecji).
Dla każdego, kto tego słuchał, staje się oczywiste, że islamski terroryzm nie jest kwestią terytoriów i granic, lecz narzucania światu ideologii, która zniewala ludzi i podkopuje wartości umożliwiające zachodnią koegzystencję mniejszości, równouprawnienie, emancypację kobiet, wolność słowa oraz krytykę religii.
Te męczące, przewidywalne reakcje w Szwecji i w międzynarodowych mediach świadczą niestety o tym, że seria umiarkowanie (lagom) oburzonych potępień – wzywających do miłości, która w cudowny sposób ma pokonać nienawiść – również tym razem nie została zachwiana przez bestialski atak na paradę Pride. Życie toczy się dalej, a każdy, kto odważy się poruszyć podstawową przyczynę ogromnej liczby ataków o charakterze islamistycznym – czyli sam islamizm – spotyka się z naiwnymi tłumaczeniami, że przemoc wynika ogólnie ze skrajnej prawicy, a w szczególności z działalności profesor Agnes Wold.
Fakty pozostają jednak faktami: jedynym krajem na Bliskim Wschodzie, w którym Żydom i muzułmanom przysługują takie same prawa, jest Izrael. Jest to również jedyne państwo w tym regionie, gdzie co roku odbywają się parady równości. Nienawiść wobec osób homoseksualnych, podobnie jak wobec Żydów, jest zinstytucjonalizowana w świecie muzułmańskim, gdzie stanowi nie tylko nakaz społeczny, ale i prawo – homoseksualizm jest tam uznawany za przestępstwo, a w niektórych miejscach grozi za niego nawet kara śmierci. Mimo to podczas dzisiejszej parady równości w Sztokholmie zobaczymy zapewne więcej flag palestyńskich niż izraelskich, więcej osób homoseksualnych solidaryzujących się z oprawcami z Hamasu niż z izraelskimi demokratami broniącymi prawa każdego do kochania tego, kogo chce.
Jeśli wolność i pokój w Europie mają przetrwać, i jeśli nie chcemy zostać rozerwani przez wewnętrzne konflikty etniczne rozbijające społeczeństwo (jak miało to miejsce np. w Libanie), decydenci muszą jednogłośnie położyć kres islamistycznej pożywce.
Chodzi o dalsze zaostrzanie polityki migracyjnej oraz egzekwowanie bardzo rygorystycznych wymagań dotyczących integracji osób przybywających do Europy.
Osoby popełniające przestępstwa lub manifestujące radykalne postawy, które aktywnie decydują się na przebywanie w środowiskach fanatyzmu religijnego, nie mają czego szukać w Europie ani w Szwecji. Środowiska te, nierzadko funkcjonujące jako nieformalne, podziemne meczety, wymagają ścisłej kontroli i monitorowania, a finansowanie nowych obiektów o wątpliwych powiązaniach należy natychmiast wstrzymać. W przypadku takich osób wydalenie z kraju powinno być regułą, a nie wyjątkiem. Należy ponadto zintensyfikować transgraniczną współpracę i wymianę informacji między europejskimi służbami bezpieczeństwa, aby skutecznie wykrywać ekstremistów na wczesnym etapie.
To właśnie w tym kontekście należy postrzegać ataki na parady równości, jarmarki bożonarodzeniowe czy koncerty muzyki pop. Śmiertelna przemoc wobec Żydów i osób homoseksualnych nie stanowi odstępstwa od światopoglądu islamistów, lecz jest całkowicie zgodna z ich wizją zislamizowanego Zachodu – miejsca, w którym nie ma przestrzeni dla Żydów, homoseksualistów, wyemancypowanych kobiet, osób świeckich ani nawet dla tańczącej młodzieży.
To, że akurat lewica – historycznie sceptyczna wobec religii – sprzymierza się z jedną z najbardziej rygorystycznych religii świata, w imię której dochodzi do ucisku i egzekucji najbardziej bezbronnych, byłoby zagadką, gdyby nie fakt, że islamiści stanowią również cenne głosy wyborcze.
Decydujący wybór nie polega jednak na opowiedzeniu się między tolerancją a nietolerancją ani między prawicą a lewicą. Chodzi o wybór między społeczeństwem, które broni swoich wolności i praw, a takim, które z obawy przed konfliktem krok po kroku przyzwyczaja się do ich oddawania – aż w końcu całkowicie się podda.
Historia nie osądzi Europy na podstawie liczby komunikatów prasowych wydanych po kolejnych zamachach ani na podstawie słów polityków powtarzających, że to, czego jesteśmy świadkami, jest „nie do przyjęcia”. Rzeczywistość nieustannie temu przeczy. Historia oceni nas na podstawie tego, czy mieliśmy odwagę zidentyfikować zagrożenie, gdy można je było jeszcze powstrzymać. Społeczeństwo, które nie jest w stanie zagwarantować Żydom prawa do noszenia jarmułki, a osobom homoseksualnym bezpiecznego udziału w Paradzie Równości, boryka się nie tylko z problemem bezpieczeństwa, ale z kryzysem cywilizacyjnym.
Bieg wydarzeń nie jest jednak nieodwracalny. Nie zmienią go jednak ci, którzy wciąż odmawiają przyznania, co jest jego prawdziwą przyczyną.
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized

