
John Spencer
Podsumowanie w jednym zdaniu
Zamiast ulegać presji i przerywać udaną operację wojskową z powodu wyczerpujących się magazynów broni, Ameryka musi wyciągnąć wnioski z dotychczasowych zaniedbań i natychmiast rozbudować swój przemysł zbrojeniowy, by szybko uzupełnić brakujące zapasy rakiet.
Nikt spoza wąskiego kręgu w rządzie USA nie zna rzeczywistej wielkości amerykańskich zapasów rakietowych. Dane te są utajnione z oczywistych względów. Każdy, kto twierdzi, że zna dokładne liczby, opiera się na przeciekach informacji niejawnych, tworzy własne szacunki na podstawie niepełnych danych i wyliczeń (na przykład przyjmując stałą proporcję dwóch pocisków przechwytujących na każdy wystrzelony cel) albo po prostu z góry odrzuca wszelkie oświadczenia administracji jako fałszywe. Żadna z tych metod nie stanowi solidnej podstawy do rzetelnej analizy wojskowej. Co gorsza, publiczne spekulacje stwarzają ryzyko ujawnienia tajemnic operacyjnych. To nie jest żadna „odwaga w mówieniu prawdy władzy”, lecz dostarczanie przeciwnikom informacji, które mogą bezpośrednio narazić amerykańskich żołnierzy na niebezpieczeństwo.
Przewodniczący Połączonych Sztabów, generał Dan Caine, słusznie odmówił podania szczegółowych danych. Zapewnił jednocześnie, że Stany Zjednoczone dysponują amunicją precyzyjną w ilości wystarczającej do realizacji zadań – zarówno w operacjach ofensywnych, jak i obronnych. Krytycy mogą rzecz jasna kwestionować tę ocenę, jednak nie powinni zastępować tajnych faktów czystymi domysłami.
Załóżmy jednak na potrzeby dyskusji, że główna teza jest prawdziwa: amerykańskie zapasy pocisków są na wyczerpaniu. Kluczowe pytanie brzmi: jaki wniosek z tego wynika? Wezwania do zakończenia wojny z Iranem tylko z powodu kurczących się magazynów amunicji są całkowicie błędne.
Pierwszym błędem jest wrzucanie wszystkich typów pocisków do jednego worka. Zapasy broni ofensywnej i defensywnej rodzą zupełnie odmienne wyzwania operacyjne. Na początku kampanii siły USA używały broni dalekiego zasięgu, by przełamać irańską obronę powietrzną i uderzać w cele z bezpiecznej odległości (stand-off). Gdy Stany Zjednoczone i Izrael zdobyły całkowitą panowanie w powietrzu, ciężar działań przesunął się na broń krótkiego i średniego zasięgu zrzucaną bezpośrednio w strefie walki – taką jak bomby JDAM czy pociski Hellfire, których zapasy są wielokrotnie większe. Liczba pozostałych w arsenale Tomahawków nie jest więc jedyną miarą siły uderzeniowej Ameryki.
Publiczne szacunki wskazują jednak na poważny problem z uzupełnianiem arsenału. Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS) ocenia, że zużyto już ponad 1000 pocisków Tomahawk, a ich odtworzenie przy dotychczasowym tempie dostaw zajęłoby czas do końca 2030 roku. Reagując na to, Marynarka Wojenna podpisała z firmą Raytheon siedmioletni kontrakt o wartości 22,9 mld dolarów, mający na celu zwiększenie rocznej produkcji Tomahawków ze zaledwie 60 do ponad 1000 sztuk. To radykalna zmiana kursu, która pokazuje zarazem, jak bardzo wcześniejsze zakupy odbiegały od realiów współczesnego konfliktu.
Znacznie większe obawy budzą jednak zapasy broni obronnej. Pociski przechwytujące systemów Patriot i THAAD chronią żołnierzy, bazy, sojuszników, miasta, porty i infrastrukturę krytyczną. Są niezwykle kosztowne, skomplikowane w produkcji i często zużywane do niszczenia znacznie tańszych środków napadu powietrznego. Wyprodukowanie jednego pocisku PAC-3 zajmuje ponad dwa lata i kosztuje około 4 mln dolarów, a jego końcowym montażem zajmuje się tylko jeden zakład w kraju – fabryka Lockheed Martin w East Camden w stanie Arkansas. Według szacunków CSIS odbudowa zapasów systemu Patriot do poziomu sprzed wojny zajmie co najmniej trzy lata, a uzupełnienie pocisków THAAD i Tomahawk – około dwóch lat. Departament Obrony próbuje skrócić te terminy: w styczniu 2026 roku podpisał umowę ramową z Lockheed Martin na zwiększenie rocznej produkcji PAC-3 z 600 do 2000 sztuk oraz skrócił czas realizacji zamówień. Firma pracuje również nad tańszym wariantem pocisku (PAC-3 Adapted Capability Effector), który ma powstawać szybciej i kosztować o połowę mniej niż obecny model PAC-3 MSE.
Ten niedobór nie powstał za obecnej administracji ani podczas tej konkretnej wojny. Kolejne ekipy rządzące akceptowały stan, w którym baza przemysłowa była dostosowana do niskiego rocznego popytu, z wąskimi liniami produkcyjnymi i wieloletnimi terminami dostaw. Wielkość magazynów wyliczano na podstawie założeń planistycznych i symulacji, które całkowicie ignorowały to, jak potężne ilości amunicji pochłania długotrwały konflikt o wysokiej intensywności. Wojna Rosji z Ukrainą brutalnie ujawniła tę słabość na przykładzie artylerii, systemów Javelin i obrony powietrznej. Konflikt z Iranem po prostu po raz kolejny to potwierdził.
Wojna bezlitośnie weryfikuje błędne założenia. Ujawnia również słabości sojuszników, którzy polegali na Ameryce w kwestii obrony własnych obiektów, zamiast należycie zadbać o nie samemu. Iran celowo atakuje bazy i infrastrukturę w całym regionie, szukając miejsc o słabszej osłonie. Ataki te zagrażają państwom postronnym oraz infrastrukturze cywilnej. Każdy pocisk, który przełamie obronę i zabije amerykańskich żołnierzy, to ogromna tragedia. Nie przekreśla to jednak tysięcy udanych przechwyceń, ciągłych uderzeń USA na terytorium Iranu ani pełnej kontroli nad jego przestrzenią powietrzną. Żaden system obrony przeciwrakietowej nigdy nie gwarantował stuprocentowej skuteczności.
Reakcja Ameryki powinna być prosta i zdecydowana. Kongres musi natychmiast sfinansować odbudowę zapasów i rozbudowę mocy produkcyjnych. Pentagon musi odejść od uzależnienia od jedynych dostawców, powolnych procedur przetargowych i terminów dostaw mierzonych w latach. Stany Zjednoczone i ich sojusznicy potrzebują wielowarstwowej obrony, w której do zwalczania tanich dronów i mniejszych zagrożeń wykorzystuje się równie tanie środki, oszczędzając cenny sprzęt Patriot i THAAD na pociski balistyczne. Z kolei państwa goszczące amerykańskie bazy muszą zacząć więcej inwestować we własną obronę powietrzną.
Przerwanie udanej operacji wojskowej tylko dlatego, że Iran wystrzelił masę taniego uzbrojenia i nadwyrężył amerykańskie magazyny, byłoby fatalnym sygnałem. Dałoby to wszystkim przeciwnikom Ameryki jasną instrukcję: zbudujcie masowe siły rakietowe, uderzcie w bezbronnych partnerów USA, przetrwajcie pierwsze uderzenie i czekajcie, aż Waszyngton straci zimną krew. Chiny, Rosja, Korea Północna i proirańskie bojówki z pewnością wyciągnęłyby z tego wniosek.
Jeśli zapasy rakiet są niskie, należy je po prostu uzupełnić. Rozbudować fabryki, skrócić cykle produkcyjne i dokupić tyle amunicji, ile wymaga prowadzenie realnych wojen, a nie wymyślonych konfliktów z papierowych planów dawnych analityków. Ameryka musi wyeliminować słabość ujawnioną w starciu z Iranem i konsekwentnie realizować swoje cele operacyjne. Celem wojny jest złamanie zdolności i woli walki przeciwnika – a nie rezygnacja z własnych zamierzeń tylko z powodu odsłonięcia dawno zaniedbanych problemów przemysłowych.ego, bardziej zrozumiałego tytu
Niskie zapasy rakiet w USA to problem przemysłu, nie powód do odwrotu
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized

