
Vanessa Berg
Żydzi uwielbiają mówić, że kochamy się spierać.
Mówimy to żartobliwie, ale też z dumą. Wystarczy umieścić dwóch Żydów w jednym pokoju — powtarzamy to, jakby to dowcip wszech czasów — a usłyszysz trzy opinie.
Judaizm nie wymaga ślepego posłuszeństwa. Kwestionujemy wszystko. Rzucamy wyzwanie naszym rabinom. Zmierzamy się z Bogiem (stąd właśnie pochodzi nazwa „Izrael”). Nasze największe księgi są pełne sporów, które nigdy nie zostały w pełni rozstrzygnięte. To wszystko prawda.
Jednak gdzieś po drodze zaczęliśmy mylić żydowską tradycję nie zgadzania się z żydowskim zwyczajem bycia nieprzyjemnym.
Zmieniliśmy kłótnię w cechę charakteru. Zaczęliśmy traktować wojowniczość jako inteligencję, pewność siebie jako odwagę, a umiejętność wytykania błędów jako dowód wyrafinowania. Staliśmy się dumni nie tylko z zadawania trudnych pytań, ale z bycia trudnymi ludźmi.
Żydzi powinni przestać być dumni z kłótni. Powinniśmy być dumni z tego, że umiemy dobrze się spierać.
Jest między tym wielka różnica.
Talmud jest pełen sporów, ale nie jest zbiorem ludzi wykrzykujących sobie nawzajem swoje opinie. Jest zapisem osób poddających swoje rozumowanie wnikliwej analizie. Spory są w nim zachowane, ponieważ liczy się sam proces. Opinie mniejszości pozostały na kartach Talmudu, ponieważ przegrana w sporze nie czyni człowieka bezwartościowym, a wygrana nie czyni go nieomylnym.
Najlepszy przykład pochodzi z talmudowego opisu sporów między Beit Hillel (Domem Hillela) a Beit Szammai (Domem Szammai). Po trzech latach debat głos z nieba ogłosił, że obie szkoły wyraziły „słowa żywego Boga”, mimo że prawo żydowskie miało ostatecznie kierować się naukami Beit Hillel.
Następnie Talmud zadaje pytanie, dlaczego przeważył Beit Hillel. Odpowiedź nie polega po prostu na tym, że byli mądrzejsi lub bardziej stanowczy. Byli cierpliwi i pokorni, a kiedy wyjaśniali spór, przedstawiali najpierw argumentację Beit Szammai, a dopiero potem własną. Nie udowadniali swojego oddania prawdzie poprzez poniżanie przeciwników. Udowadniali je poprzez wystarczająco głębokie zrozumienie oponentów, by uczciwie przedstawić ich stanowisko.
Przegrana strona wciąż była uznawana za część Tory, podczas gdy zwycięską wybrano po części ze względu na szlachetny charakter, z jakim przedstawiła swoje racje.
Nie tak przebiega dziś większość żydowskich sporów.
Dzisiaj wielu z nas nie angażuje się w dyskusje po to, by odkryć prawdę. Robimy to, by udowodnić, że już ją posiadamy. Nie słuchamy, by dostrzec słabości własnego stanowiska. Słuchamy, by wychwycić słabości w wypowiedzi kogoś innego. Czekamy na niewłaściwe słowo, niedoskonałą analogię, błąd historyczny lub chwilę wahania, która pozwoli nam odrzucić wszystko, co druga strona próbuje powiedzieć.
Nazywamy to rygorem intelektualnym. Często jest to po prostu ego ubrane w lepsze słownictwo.
Tradycja żydowska nie gloryfikuje każdej różnicy zdań. Pirkei Awot („Etyka ojców”), zbiór żydowskich nauk etycznych i maksym pochodzących z tradycji rabinicznej, wyraźnie rozróżnia spór prowadzony w imię Nieba od takiego, który nim nie jest. To rozróżnienie powinno budzić w nas niepokój, ponieważ oznacza, że sam fakt istnienia sporu nie mówi nam nic o jego wartości.
Spór może być technicznie inteligentny, a jednocześnie bezwartościowy pod względem duchowym. Może opierać się na faktach, a jednocześnie niszczyć relacje międzyludzkie. Może bronić judaizmu, jednocześnie poniżając Żyda. Może przynieść zwycięstwo w kłótni, ale kosztować utratę człowieka.
Słynne spory między Beit Hillel a Beit Szammai zapisały się w pamięci jako debaty prowadzone w imię Nieba. Jednak tym, co uczyniło je świętymi, nie był fakt, że obie strony miały silne opinie. Tradycja uczy, że orzeczenia Beit Hillel zyskały powszechną akceptację, ponieważ jego uczniowie byli cierpliwi i pokorni oraz studiowali argumenty Beit Szammai, zanim przedstawili własne.
To jest właśnie ta część, którą zazwyczaj pomijamy. Pamiętamy, że Żydzi się spierają. Zapominamy jednak, że żydowska dyskusja wymaga umiejętności uczciwego wyjaśnienia stanowiska drugiej strony.
Zanim z kimś się nie zgodzimy, czy potrafilibyśmy opisać jego poglądy słowami, które ta osoba by rozpoznała? Czy potrafilibyśmy przedstawić najsilniejszą wersję jego argumentu, a nie tę najgłupszą? Czy potrafilibyśmy dostrzec, czego się obawia, co ceni i jakie doświadczenia mogły doprowadzić go do takiego wniosku?
Wielu z nas nie potrafi tego zrobić. Kłócimy się z karykaturami, ponieważ z karykaturami walczy się łatwiej niż z ludźmi.
Stało się to jedną z największych słabości życia żydowskiego. Każda różnica zdań natychmiast zostaje wyolbrzymiona do rangi referendum w sprawie przyszłości narodu żydowskiego. Spór o politykę synagogi staje się walką o duszę judaizmu. Debata o Izraelu staje się dowodem, że druga strona jest albo moralnie zbankrutowana, albo niebezpiecznie naiwna. Różnica zdań w kwestiach religijnych urasta do dowodu, że jedna strona porzuciła tradycję, a druga – rzeczywistość.
Nie ma już miejsca na zwykły błąd. Każda pomyłka staje się zdradą. Każda krytyka – nienawiścią. Każde pytanie – atakiem. Każdy kompromis – tchórzostwem. Potem zastanawiamy się, dlaczego instytucje żydowskie są sparaliżowane, dlaczego społeczności się rozpadają, dlaczego rodziny unikają trudnych rozmów i dlaczego tak wielu młodszych Żydów dochodzi do wniosku, że życie w społeczności żydowskiej jest po prostu zbyt wyczerpujące.
Oni niekoniecznie boją się sporów. Oni są zmęczeni pogardą.
W upartości nie ma niczego wyjątkowo żydowskiego. Każdy naród ma głośne osobowości, podziały polityczne, rodzinne waśnie oraz ludzi, którzy nie potrafią przyznać się do błędu. Osiągnięciem Żydów nigdy nie było samo odkrycie sztuki sporu. Naszym osiągnięciem była próba przekształcenia go w świętą praktykę.
Wymaga to dyscypliny oraz podchodzenia do różnicy zdań z założeniem, że druga osoba może wiedzieć coś, czego my nie wiemy. Wymaga zrozumienia, że inteligencja nie chroni nas przed uprzedzeniami. Co więcej, wysoki intelek może sprawić, że uprzedzenia staną się jeszcze bardziej niebezpieczne, ponieważ inteligentni ludzie często sprawniej budują wyrafinowane argumenty na obronę tego, w co i tak chcą wierzyć.
Wymaga to również zadania pytania, które we współczesnym dyskursie żydowskim pada niezwykle rzadko: Jakie dowody skłoniłyby mnie do zmiany zdania? Jeśli odpowiedź brzmi „nic”, to nie bierzemy udziału w dyskusji. Bierzemy udział w przedstawieniu.
To samo dotyczy naszych relacji osobistych. Wielu Żydów szczyci się tym, że są bezpośredni. Wmawiamy sobie, że mówimy to, czego inni boją się wypowiedzieć. Czasami jest to godne podziwu. Czasami jednak to tylko pretekst do okrucieństwa. Szczerość pozbawiona czułości nie jest odwagą. To emocjonalne lenistwo.
Mąż, który zawsze musi udowodnić, że jego interpretacja wydarzenia jest bezbłędna, może zniszczyć swoje małżeństwo, pozostając jednocześnie w zgodzie z faktami. Rodzic, który na każdą skargę odpowiada kontratakiem, wygra każdą kłótnię, lecz straci zaufanie dziecka. Lider społeczności traktujący każdą krytykę jako przejaw ignorancji może chronić reputację instytucji, ale sprawi, że nikt już nigdy nie powie mu prawdy.
Żadna relacja nie przetrwa, jeśli w każdej rozmowie musi być zwycięzca i przegrany. Podobnie jest z narodem.
Jedność żydowska nie oznacza zgody. Nigdy jej nie oznaczała. Jedność wymaga jednak wspólnego zobowiązania do utrzymania relacji także po zakończeniu sporu. Wymaga uznania, że osoba po drugiej stronie nie jest jedynie przeszkodą stojącą między nami a triumfem naszej opinii. To inna istota ludzka — a bardzo często także inny Żyd.
Ten prosty fakt powinien nakładać ograniczenia na to, jak się wypowiadamy.
Są oczywiście spory, które warto toczyć. Żydzi powinni sprzeciwiać się kłamstwom, bronić bezbronnych, kwestionować nieudolne przywództwo, przeciwstawiać się korupcji i odrzucać wygodę fałszywego konsensusu. Społeczność wolna od sporów staje się nieuczciwa. Tradycja pozbawiona pytań staje się krucha.
Ale naród skłonny do nieustannych kłótni również może obrócić się w gruz.
Jeśli każdy uważa za swój święty obowiązek obnażanie głupoty wszystkich innych, w końcu nikt nie będzie w stanie niczego wspólnie zbudować. Instytucje stają się arenami walki. Spotkania zamieniają się w sale sądowe. Przyjaźnie stają się polem ideologicznej selekcji. Dominują najagresywniejsze głosy, podczas gdy ludzie rozważni po cichu się wycofują.
Nie powinniśmy mylić przetrwania samej żydowskiej dyskusji z przetrwaniem narodu żydowskiego. Czasami dyskusja przetrwała tylko dlatego, że relacja legła w gruzach.
Pytanie nie brzmi, czy Żydzi powinni się nie zgadzać. Oczywiście, że powinniśmy. Pytanie brzmi: w jakich ludzi zmieniają nas nasze własne spory? Czy stajemy się bardziej ciekawi świata, czy bardziej zarozumiali? Bardziej precyzyjni, czy bardziej lekceważący? Odważniejsi czy okrutniejsi? Czy poszukujemy prawdy, czy jedynie dowodów na to, że od początku mieliśmy rację? Czy staramy się naprawić naród żydowski, czy też czerpiemy przyjemność z poczucia wyższości nad innymi Żydami?
Przyszłość Żydów nie zostanie zabezpieczona przez tych, którzy są dumni z samej sztuki kłócenia się. Zostanie ocalona przez ludzi, którzy wiedzą, kiedy spór jest konieczny, kiedy milczenie jest mądrzejsze, kiedy kompromis jest możliwy, a także kiedy zachowanie więzi ma większe znaczenie niż udzielenie idealnej odpowiedzi.
Potrzebujemy Żydów, którzy potrafią rzucać sobie nawzajem wyzwania bez wzajemnego poniżania się. Potrzebujemy takich, którzy potrafią powiedzieć: „Być może się mylę”. Potrzebujemy ludzi zdolnych wysłuchać argumentu bez odbierania go jako osobistej zniewagi. Potrzebujemy tych, którzy rozumieją, że zmiana zdania nie jest słabością, lecz dowodem na to, że faktycznie doszło do refleksji – Żydów, którzy nie potrzebują, by każda różnica zdań kończyła się niczyją kapitulacją.
Tradycja żydowska dała nam coś znacznie cenniejszego niż zwykłe pozwolenie na kłótnię. Dała nam ramy pozwalające przekształcić niezgodę w naukę, konflikt w doskonalenie, a ścierające się perspektywy w głębsze zrozumienie prawdy. Powinniśmy być z tego dumni.
Jednak sama skłonność do kłótni nie jest powodem do dumy. Kłócić potrafi się każdy. Wyzwaniem dla nas jest niezgadzanie się w taki sposób, aby nie zniszczyć tego, czemu owa niezgoda ma służyć.
Obronić prawdę, stracić człowieka
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized

