
Autor: Andres Spokoiny
Dla radykalnych ideologów Żydzi i Argentyńczycy popełniają ten sam niewybaczalny grzech
Społeczności żydowskie często przekonywały same siebie, że istnieje szczególna więź między judaizmem a krajami, w których się osiedliły. Niemieccy Żydzi zbudowali całą filozofię wokół tego przekonania. W 1915 roku filozof żydowskiego pochodzenia Hermann Cohen opublikował esej Deutschtum und Judentum („Niemieckość i żydowskość”), w którym argumentował, że aspiracje etyczne Niemiec i judaizmu są nie tylko zgodne, ale głęboko ze sobą współbrzmiące. Francuscy Żydzi dostrzegli podobną harmonię między judaizmem a uniwersalnymi ideałami Republiki, a amerykańscy Żydzi poszli jeszcze dalej, postrzegając amerykański eksperyment jako urzeczywistnienie cech typowo żydowskich: wolności sumienia, pluralizmu i doświadczenia imigracyjnego.
Zawsze traktowałem te rozważania z czułym sceptycyzmem, jaki rezerwuje się dla prowincjonalnych próżności innych ludzi. Wydawało się, że każda społeczność żydowska w końcu przekonuje samą siebie, że jej przybrany kraj jest w wyjątkowy sposób dostrojony do żydowskiego doświadczenia.
Potem Argentyna stała się „czarnym charakterem” mistrzostw świata w piłce nożnej, a ja złapałem się na tym, że robię dokładnie to samo. Nie dlatego, by wrogość wobec odnoszącej sukcesy drużyny była porównywalna z antysemityzmem (bo nie jest), ale dlatego, że nagle dostrzegłem ten sam mechanizm intelektualny w działaniu. Wygląda na to, że Argentyńczycy i Żydzi są winni tego samego: odmowy dopasowania rzeczywistości do zgrabnych kategorii ideologicznych.
Ta świadomość pojawiła się stopniowo. Początkowo oskarżenia wobec Argentyny były niemal zabawne. Osoby, których retoryka na temat Izraela i Żydów od dawna opierała się na antysemickich stereotypach, nagle wykazały ogromne zainteresowanie sędziowaniem FIFA. Kontrowersyjne decyzje asystenta sędziego wideo (VAR) stały się dowodem na to, że Argentyna jest „chroniona”. Lionel Messi przestał być jedynie najwybitniejszym piłkarzem swojego pokolenia, a stał się beneficjentem potężnego spisku politycznego.
Gdzieś pomiędzy zwycięstwem Argentyny nad Egiptem a pokonaniem Szwajcarii, broniący tytułu mistrz świata przestał być drużyną piłkarską, a stał się „teorią historii”. Zwycięstwa Argentyny stały się dowodem przywilejów kolonialnych, supremacji białych, syjonizmu, korupcji w FIFA oraz amerykańskiej hegemonii. W jednej ze szczególnie pomysłowych, choć przewidywalnych wersji spisku powiązano ze sobą Lionela Messiego, prezydenta Javiera Mileia, premiera Izraela Benjamina Netanjahu oraz Mossad. Piłka nożna zawsze budziła paranoję, ale to było coś nowego. Dziewięćdziesiąt minut sportu stało się kompletnym wyjaśnieniem świata.
Wtedy przestałem się śmiać. Człowiek przyzwyczaja się do teorii spiskowych dotyczących Żydów – są one tak stare jak sama diaspora. Ale dlaczego Argentyna miałaby wywoływać ten sam sposób myślenia? Dlaczego komentatorzy przesiąknięci teorią postkolonialną otwarcie kibicowali Anglii – narodowi, który zbudował największe imperium w historii – przeciwko Argentynie w imię antykolonializmu? Dlaczego Argentyna nagle stała się uosobieniem bieli, kolonializmu i przywilejów?
Myślę, że odpowiedź leży głębiej niż piłka nożna i dotyczy istoty totalitaryzmu.
Ideologie ekstremistyczne wymagają czystych kategorii moralnych: ciemiężca i ciemiężony, kolonizator i kolonizowany, biały i brązowy, ofiara i oprawca, cnotliwy i winny. Ich siła opiera się na założeniu, że każdą jednostkę i każdy naród można raz na zawsze przypisać do jednej ze stron tych dychotomii. Jeśli totalitarny światopogląd opiera się na takich niezmiennych kategoriach, jego prawdziwym wrogiem nie jest osoba o odmiennych poglądach, lecz wyjątek.
Argentyna jest właśnie takim wyjątkiem. Niewątpliwie należy do Globalnego Południa, doświadczając wyzwań świata rozwijającego się, ale pod względem kulturowym nosi wyraźne piętno Europy. To naród zbudowany przez imigrantów – Włochów, Hiszpanów, Żydów, Polaków, Rosjan i wielu innych – których potomkowie są dziś często postrzegani jako „biali”. Kraj ukształtował się pod wpływem kolonializmu, ale współcześni Argentyńczycy nie przypominają archetypu ludu kolonialnego z teorii postkolonialnej. Są zbyt europejscy, by wpisać się w postępową wizję Ameryki Łacińskiej, a jednocześnie zbyt latynoamerykańscy, by uznać ich za w pełni europejskich.
Argentyna irytuje, ponieważ nie da się jej umieścić w zgrabnej szufladce. Staje się to szczególnie widoczne w języku polityki tożsamościowej, gdzie nieustannie wymaga się od nas deklaracji: z jakiej perspektywy mówimy? Czy jesteśmy kolonizatorami, czy kolonizowanymi? Dla Argentyńczyka udzielenie takiej odpowiedzi jest niemożliwe – kategorie te nakładają się i wykluczają, czyniąc „grzech główny” wobec ekstremizmu: odmowę bycia sklasyfikowanym.
I to właśnie jest punkt styku z nienawiścią wobec Żydów. Żydzi są „zakłóceniami w matriksie”. Jesteśmy zbyt biali dla radykalnej lewicy i zbyt nie-biali dla radykalnej prawicy. Jesteśmy ofiarami jednej z najdłuższych nienawiści w historii, ale posiadamy też sprawczość, co oznacza, że nie wpisujemy się w narracje, w których ofiara musi być bezsilna. Podobnie jak Argentyna, Żydzi stanowią anomalię, która obnaża nieadekwatność ideologicznych map świata.
Myślenie totalitarne nie ogranicza się do klasyfikowania rzeczywistości; ono ją moralizuje i esencjalizuje. Każdy wyjątek osłabia wyjaśniającą moc takiej ideologii. Hannah Arendt pisała, że totalitaryzm „dąży do przekształcenia samej natury ludzkiej”. Ta ambicja zaczyna się od zaprzeczenia oczywistemu faktowi: że ludzie są nieodwracalnie pluralistyczni.
Isaiah Berlin uchwycił to niebezpieczeństwo: „Wmuszanie ludzi w schludne mundury wymagane przez dogmatycznie wyznawane schematy jest niemal zawsze drogą do nieludzkości”. Mundury zacierają różnice, obiecując jasność kosztem prawdy, a często – kosztem samego życia.
Rzeczywistość jest jednak uparcie nieuporządkowana. Ludzie należą jednocześnie do wielu społeczności. To właśnie odróżnia liberalną demokrację od totalitaryzmu. Liberalna demokracja nie zaprzecza istnieniu kategorii, ale odrzuca ich ostateczność. Uznaje, że istoty ludzkie są czymś więcej niż tylko sumą ich rasy, klasy czy narodowości.
Totalitaryzm działa odwrotnie. Jeśli ludzie odmawiają przyjęcia przypisanych im tożsamości, należy na nich wywierać presję, reedukować ich lub wykluczać. Żydzi i Argentyńczycy przypominają nam, że świat jest bardziej skomplikowany, niż pozwala na to ideologia. Nie powinniśmy przepraszać za tę złożoność – wręcz przeciwnie, powinniśmy ją potwierdzać. Nasza siła leży w tym, co umysły totalitarne uznają za nie do zniesienia: w naszej wielowarstwowej historii, różnorodnych lojalnościach oraz zdolności do przynależności do więcej niż jednego świata jednocześnie.
Dziwny związek między antysemityzmem a Argentyną
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized

