Uncategorized

Bezpieczeństwo Izraela: czas na zmianę kursu

Ilan Goldenberg

Odłóżmy na chwilę na bok kwestie moralne i wartości. To, co robi Izrael, nie przynosi oczekiwanych rezultatów i nie zwiększa bezpieczeństwa kraju

Kiedy rozmawiam z izraelskimi decydentami i przyjaciółmi na temat kwestii palestyńskiej oraz szerszego podejścia Izraela do Bliskiego Wschodu, często słyszę tę samą odpowiedź:

„Jesteś naiwnym Amerykaninem. Nie rozumiesz naszych obaw dotyczących bezpieczeństwa. Nie rozumiesz Bliskiego Wschodu i tutaj nie mieszkasz. Możesz mówić o moralności czy dyplomacji, ale jeśli nie potrafisz zaspokoić naszych potrzeb w zakresie bezpieczeństwa, nic z tego nie ma znaczenia”.

Może i nie mieszkam w Izraelu, ale całą swoją karierę poświęciłem kwestiom bezpieczeństwa narodowego. Często musiałem odkładać na bok idealizm, analizować świat takim, jakim jest, oraz formułować zalecenia w trudnych sytuacjach, w których nie było dobrych rozwiązań. Dlatego dzisiaj odłóżmy na bok idealistyczne wyobrażenia i spójrzmy na sytuację Izraela wyłącznie przez pryzmat bezpieczeństwa.

Podsumowując: strategia bezpieczeństwa Izraela od lat nie sprawdza się. W kolejnych konfliktach kraj ten udowadnia swoją przewagę militarną, by ostatecznie znaleźć się w gorszej sytuacji. Schemat ten powtarza się niezależnie od tego, czy chodzi o Gazę, Liban, czy Iran. Najwyższy czas na inne podejście.

Kilka podstawowych faktów

Zacznę od kilku podstawowych informacji i założeń.

Izrael istnieje jako państwo żydowskie. Naród żydowski to nie tylko wyznanie; to naród, który – podobnie jak wiele innych na świecie – ma prawo do samostanowienia. Po tysiącach lat wygnania, prześladowań i wielokrotnych, nieudanych prób asymilacji Żydzi wykształcili odrębną tożsamość narodową i wykazali, że dla ich bezpieczeństwa niezbędne jest własne państwo. Naród żydowski posiada je od 80 lat. Każdy, kto pragnie zniweczyć tę rzeczywistość, musi przyznać, że byłoby to aktem przemocy i czynnikiem destabilizującym.

Jednocześnie między rzeką Jordan a Morzem Śródziemnym żyją miliony Palestyńczyków. Oni również mają tożsamość narodową i nigdzie się nie wybierają. Izrael ma trzy możliwości postępowania wobec nich.

Pierwszą jest zastosowanie kombinacji czystek etnicznych i ludobójstwa, aby usunąć ludność palestyńską z Zachodniego Brzegu i Strefy Gazy. W ten sposób Izrael stałby się międzynarodowym pariasem i spowodowałby pęknięcia wewnątrz własnego społeczeństwa, które uczyniłyby go nie do poznania. Byłaby to katastrofa strategiczna, nie wspominając o oczywistych naruszeniach zarówno wartości żydowskich, jak i prawa międzynarodowego – choć opcja ta cieszy się pewnym poparciem wśród izraelskiej skrajnej prawicy.

Drugą, mniej radykalną opcją, jest kontynuowanie obecnego systemu wiecznego sprawowania władzy nad Palestyńczykami. To również wiąże się z ogromnymi kosztami. Izrael żyje w stanie ciągłej niestabilności i musi utrzymywać ogromne, kosztowne siły zbrojne. Od 7 października mobilizacja rezerwistów wywiera ogromną, niemal niemożliwą do zniesienia presję na społeczeństwo izraelskie. Taki stan rzeczy utrudnia Izraelowi zawieranie porozumień z sąsiadami w regionie oraz integrację z szeroko pojętym Bliskim Wschodem. Stwarza również okazję dla przeciwników – przede wszystkim Iranu – do wywierania presji poprzez wspieranie grup działających w jego imieniu na granicach Izraela. Takie podejście prowadzi do izolacji międzynarodowej, a obecnie także do pogorszenia stosunków z najbliższym sojusznikiem: Stanami Zjednoczonymi. Krótko mówiąc, strategia ta zamienia Izrael w to, co Binjamin Netanjahu we wrześniu ubiegłego roku nazwał „Super-Spartą”.

Po trzecie, Izrael może poszukiwać sposobu na zawarcie porozumienia z Palestyńczykami, w ramach którego oni również osiągną wolność, bezpieczeństwo i samostanowienie. Izrael mógłby wtedy zintegrować się z regionem, żyć w pokoju ze wszystkimi sąsiadami, zyskać większą akceptację na świecie, zmniejszyć swoją izolację oraz obniżyć koszty wynikające z ciągłych walk.

Większość Izraelczyków poparłaby tę trzecią opcję lub przynajmniej ją tolerowała, ale nie wierzy, że jest ona możliwa. Nigdy nie podejmą ryzyka przyznania Palestyńczykom wolności, dopóki nie będą mieli pewności co do własnego bezpieczeństwa. Uważają, że w ramach procesu z Oslo dali już państwowości palestyńskiej uczciwą szansę, a proces ten zakończył się niepowodzeniem. Są przekonani, że otoczenie regionalne stwarza zbyt wiele zagrożeń, by podjąć takie ryzyko. Dlatego godzą się z koniecznością trwałej kontroli nad Palestyńczykami, nawet jeśli dostrzegają wiele negatywnych aspektów tego rozwiązania.

Nieudana strategia bezpieczeństwa narodowego Izraela

A co, gdybym powiedział, że to nie jest ślepa uliczka? Izrael dysponuje opcjami strategicznymi, ale przynajmniej przez ostatnie 25 lat – a prawdopodobnie nawet 45 – realizował strategię, która ogranicza jego możliwości i zmusza do wyboru jedynej drogi: stworzenia „Super-Sparty”.

Aby zrozumieć dlaczego, musimy cofnąć się do czasów powstania Izraela i wojen z lat 1948–1973. Były to przede wszystkim wojny konwencjonalne między państwami, w których Izrael osiągał sukcesy. Wojna sześciodniowa pokazała niezwykłe możliwości Sił Obronnych Izraela (IDF), a w 1973 roku, mimo zaskoczenia, Izrael ostatecznie zwyciężył.

Dwa czynniki wyjaśniają te sukcesy:

  1. Izrael toczył wojny konwencjonalne, w których przewaga militarna i technologiczna mogą w decydujący sposób wpłynąć na wynik.
  2. Przywódcy Izraela rozumieli, że zwycięstwa militarne nie są celem samym w sobie – muszą zostać przekształcone w korzyści polityczne.

Dokładnie tak stało się w przypadku Egiptu i Jordanii. Zwycięstwa militarne stworzyły warunki do dyplomacji, a dyplomacja zapewniła trwałe bezpieczeństwo. Porozumienia z Camp David oraz traktat pokojowy z Jordanią zmieniły strategiczną pozycję Izraela i zapewniły mu poziom bezpieczeństwa bezprecedensowy w historii.

Jednak od 1982 roku charakter wojen uległ zmianie. Przeciwnicy Izraela uznali, że nie pokonają go metodami konwencjonalnymi, i przeszli do wojny asymetrycznej. Od tego czasu Izrael w niemal każdym większym konflikcie albo poniósł porażkę, albo zakończył walkę remisem. Nie dlatego, że brakowało mu przewagi militarnej – wręcz przeciwnie, Izrael wielokrotnie wykazał się przytłaczającą siłą nad Hezbollahem, Hamasem czy Iranem. Mimo to, po każdej wojnie, sytuacja Izraela pozostaje taka sama lub staje się gorsza.

Zwolennicy twardej linii twierdzą, że to wina „niewystarczającego użycia siły”. Jednak gdyby sama potęga militarna wystarczyła, konflikty te zostałyby już dawno rozstrzygnięte.

Dlaczego tak się nie dzieje? Są dwa powody:

Po pierwsze, wojen asymetrycznych nie da się wygrać wyłącznie środkami militarnymi. Stany Zjednoczone nauczyły się tej lekcji w Wietnamie, Iraku i Afganistanie. Strategia oparta jedynie na eliminacji wrogów często przynosi odwrotny skutek, wzmacniając ruchy powstańcze. Dwudziestoletnia okupacja Libanu ostatecznie doprowadziła do wzmocnienia Hezbollahu. W Gazie po 7 października kampania typu „szukaj i niszcz” nie doprowadziła do wyparcia Hamasu, który pozostaje głęboko zakorzeniony w tkance społecznej.

Jedną z niewielu udanych kampanii przeciwpartyzanckich ostatnich lat była walka z ISIS prowadzona pod przewodnictwem USA. Amerykanie działali „przez, z i za pośrednictwem” lokalnych partnerów, łącząc operacje wojskowe z działaniami politycznymi i humanitarnymi.

Po drugie, Izrael nie potrafi przekształcić sukcesu militarnego w finał polityczny.

Liban jest tego najdobitniejszym przykładem. Operacja „Pager” i kampania z 2024 roku były taktycznym sukcesem – Hezbollah został osłabiony, a nowy rząd libański był bardziej antyhezbollahowy niż kiedykolwiek. Istniała realna szansa na wzmocnienie instytucji państwowych. Zamiast tego Izrael postawił na dalsze uderzenia militarne, które osłabiły libańskie alternatywy. Osiemnaście miesięcy później Izrael okupuje południowy Liban, ponosząc straty i będąc w sporze z administracją Trumpa.

W przypadku Iranu było podobnie. Izrael odniósł sukces militarny, dominując w przestrzeni powietrznej i niszcząc wiele celów. Jednak reżim irański nadal posiada wzbogacony uran, a jego wpływy pozostają silne. Z punktu widzenia strategii, Izrael znajduje się obecnie w sytuacji gorszej, niż gdyby zaakceptował porozumienie JCPOA, które w połączeniu z dyplomacją i sankcjami skutecznie oddalało Iran od broni jądrowej.

Realna alternatywa

Co zatem może zrobić Izrael? Należy dążyć do rozwiązania dwupaństwowego poprzez proces etapowy, którego efektem będzie pokój ze wszystkimi sąsiadami. W Strefie Gazy oznacza to wsparcie w tworzeniu legalnej palestyńskiej alternatywy wobec Hamasu. Na Zachodnim Brzegu – współpracę z Autonomią Palestyńską i wspieranie reform. W Libanie – wzmocnienie instytucji zdolnych do zastąpienia Hezbollahu. W stosunkach z Iranem – dążenie do najsilniejszego realistycznego porozumienia przy utrzymaniu odstraszania.

W tym momencie wielu Izraelczyków odpowie: „Próbowaliśmy wycofania. Opuściliśmy Gazę i dostaliśmy Hamas”. To prawda, ale wycofanie było jednostronne i nieskoordynowane. Izrael nie zbudował alternatywy dla Hamasu, a Netanjahu wręcz go wzmacniał. Podobnie jak Obama po wycofaniu z Iraku nie wrócił do „wiecznej okupacji”, ale opracował nową strategię opartą na lokalnych partnerach, tak Izrael powinien wyciągnąć wnioski z własnych błędów.

Powoływanie się na porażki sprzed dwudziestu pięciu lat staje się dziś pretekstem do unikania rzeczywistości. Obecna strategia nie działa, a jej kontynuacja prowadzi Izrael do coraz większej izolacji i kosztów, których nie da się utrzymać na dłuższą metę.

Z czysto pragmatycznego punktu widzenia wniosek jest oczywisty: to, co robi Izrael, nie zwiększa jego bezpieczeństwa – przeciwnie, drastycznie je obniża. Jedyną drogą do trwałego bezpieczeństwa jest fundamentalna zmiana kursu

Bezpieczeństwo Izraela: czas na zmianę kursu


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

2 odpowiedzi »

  1. Bardzo dobry artykuł tylko nie idzie wystarczająco daleko, pewnie umyślnie, żeby dać możliwość samodzielnego wyciągania wniosków. Czasami ludzie są za blisko problemu, jak wielu Izraelczykow jest za blisko problemu żeby móc go ocenić ze strategicznego punktu widzenia.
    Sun Tzu pisał „Taktyka bez strategii to hałas przed porażką / wrzawa przed klęską”.
    I to jest właśnie opis klęski wojny w Gazie i tej w Iranie.
    „Zniszczyć Hamas”, a jednocześnie nie przyznać ze jest to również ruch polityczny i społeczny i nie zaproponować zastąpienie tych elementów przez inne ciało polityczne jest właśnie tą taktyką bez politycznego ciągu, a wojna jak mówi Clausewits, to prowadzenie polityki w inny sposób, nie da się od tego uciec.
    Plan Trumpa dla Gazy ma właśnie strategiczny wymiar i może się udać, jeżeli Trump go nie zapomni.

  2. wg mnie najlepszym rozwiazaniem jest zamykanie szkol w Gazie, a Zachodnim brzegu i innych miejscach gdzie znajdije sie Izrael , ktorych program wystepuje przeciwko Izraelowi.. Rowniez potajemnie, prywatnie takie nauczanie powinno byc surowo karane. Natomiast nalezy otworzyc szkoly ktore maja program pozytwnie nastawiony do Izraela i gdzie palestynskie dzieci maja chodzic. W przeciwnym wypadku rodzice beda surowo karani.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.