Uncategorized

Okupacja, która musi się skończyć

Nachum Kaplan נַחוּם

Izrael nie okupuje żadnego terytorium tak całkowicie, jak okupuje pełną poczucia winy, niespokojną i coraz bardziej rozchwianą zachodnią wyobraźnię.

Państwo żydowskie nie jest zainteresowane tą okupacją, ale zachodni umysł nie chce o niej zapomnieć, bez względu na to, ile sztuczek scenicznej hipnozy zastosuje Izrael, by się z niej wyrwać. Izrael psychicznie okupował zachodnią wyobraźnię.

Kraj mniejszy od wielu amerykańskich stanów, zamieszkały przez ułamek ludności Bliskiego Wschodu i toczący konflikty, które nie są nawet w przybliżeniu największymi ani najbardziej krwawymi na świecie, przyciąga zdumiewająco dużą część zachodniej uwagi moralnej. Dyskusje na jego temat toczą się z intensywnością zwykle zarezerwowaną dla supermocarstw, zagrożeń cywilizacyjnych i celebrytów zachowujących się nieodpowiednio w restauracjach.

Rządy wydają oświadczenia. Uniwersytety organizują panele i protesty. Artyści podpisują listy. Związki zawodowe przyjmują uchwały. Aktorzy, którzy nie potrafią odnaleźć własnej godności, nagle odnajdują Palestynę.

Izraelskie operacje wojskowe są wydarzeniami wywołującymi globalne emocje, a wybory w tym kraju stają się referendum w sprawie ludzkości. Każda idiotyczna wypowiedź izraelskiego ministra traktowana jest jako wyraz duszy narodu.

Wojny toczące się gdzie indziej mogą zabijać znacznie więcej ludzi, niszczyć miasta, wysiedlać miliony i trwać latami, nie wywołując prawie żadnych marszów, murali ani petycji gwiazd. Izrael jednak mobilizuje przemysł sumienia w czasie rzeczywistym.

Głównym powodem, dla którego robią to Izraelowi, jest to, że są wściekłymi, posłusznymi poplecznikami antysemityzmu. Wszystko inne jest tylko przypisem, mimo że kłamią i twierdzą, że ich obawy mają charakter humanitarny.

Termin „humanitarny” nawet w najmniejszym stopniu nie wyjaśnia tego zjawiska.

Gdyby cierpienie było głównym powodem troski, uwaga skupiałaby się na cierpieniu. Gdyby chodziło o okupację, świat wykazywałby taki sam zapał w stosunku do każdego spornego terytorium i podbitej ludności. Gdyby chodziło o naruszenia prawa międzynarodowego, dyktatury, milicje i regionalne mocarstwa byłyby poddawane kontroli proporcjonalnej do ich postępowania.

Tak się jednak nie dzieje.

Swoje potępienie rezerwują dla Izraela. Pełni to funkcję psychologiczną dla kultury zachodniej, która jest coraz bardziej niepewna swojej historii, wstydzi się swojej potęgi i desperacko pragnie wykazać się moralną czystością bez ponoszenia poważnych kosztów.

Potępianie Izraela to tania cnota.

Nie kosztuje aktywisty nic. Nie wymaga żadnego poświęcenia, nie trzeba też stawiać czoła żadnemu tyranowi. Nie trzeba wymieniać żadnej niebezpiecznej ideologii ani rzucać wyzwania żadnej mniejszości we własnym społeczeństwie. Nie ma ryzyka odwetu ze strony Chin, Iranu, Rosji ani żadnego z niezliczonych uzbrojonych, szalonych ruchów islamistycznych. Izrael nie uwięzi protestującego, nie zamorduje dziennikarza ani nie porwie profesora.

Może co najwyżej wydać zirytowany komunikat prasowy.

Cóż za odwaga.

Izrael jest idealnym obiektem zachodniej agresji moralnej, ponieważ jest wystarczająco potężny, by go obwiniać, i wystarczająco cywilizowany, by tolerować te oskarżenia.

Na tym polega sedno sprawy.

Aktywista może potępić państwo jako dopuszczające się ludobójstwa, opierając się jednocześnie na liberalnym porządku, który na takie potępienie pozwala. Naukowiec może porównać Izrael do nazistów, nie obawiając się, że o świcie pojawią się izraelscy agenci. Polityk może grozić sankcjami, wiedząc, że izraelski handel, dyplomacja i instytucjonalna powściągliwość będą trwać nadal.

Izrael jest traktowany jako wyjątkowo potworny po części dlatego, że znieważanie go jest wyjątkowo bezpieczne.

Ci prawdziwie potworni są mniej wygodni.

Nie uczestniczą w konferencjach, nie składają pism procesowych, nie prowadzą dochodzeń wobec swoich żołnierzy, nie tolerują wrogich gazet ani nie pozwalają na otwarte działanie organizacji zajmujących się ich delegitymizacją. W zachodniej prasie nie ma krytyki nawet w przybliżeniu tak zaciekłej, jak ta, którą można znaleźć w niektórych hebrajskojęzycznych tytułach.

Zamiast tego po prostu strzelają do ludzi.

Zachodni ekshibicjonizm moralny kwitnie najlepiej, gdy jest skierowany przeciwko demokracji.

Właśnie dlatego Izrael tak całkowicie zawładnął zachodnią wyobraźnią. Pozwala to ludziom przeżywać fantazję o oporze, nie narażając się na nic, co choćby w najmniejszym stopniu przypominałoby niebezpieczeństwo.

Są odważni właśnie w sposób, który nie wymaga żadnej odwagi.

Mogą wyobrażać sobie, że sprzeciwiają się władzy, jednocześnie przyłączając się do rządów, uniwersytetów, gazet, instytucji kulturalnych i organizacji międzynarodowych w potępianiu tego samego malutkiego kraju.

Izrael zapewnia również społeczeństwom zachodnim sposób na wyparcie własnej historycznej winy.

Europa przez wieki prześladowała Żydów, wykluczała ich, wypędzała, zmuszała do konwersji, zamykała w gettach, a w końcu zindustrializowała ich mordowanie. Po katastrofalnej porażce w ochronie Żydów jako mniejszości część Europy poucza teraz Żydów na temat moralności posiadania własnego państwa.

Ta przemiana robi wrażenie. Kontynent, który sprawił, że bezbronność Żydów stała się śmiertelna, obecnie traktuje żydowską samoobronę jako moralnie niegodną. Wygląda to niemal tak, jakby Europa wolała, by Żydzi pozostawali w swojej tradycyjnej roli: bezbronni, elokwentni, twórczy kulturowo i zależni od dobrej woli innych.

Opłakuje się zmarłego Żyda, podczas gdy uzbrojonego Żyda się przesłuchuje. Żyd uciekający przed prześladowaniami jest ofiarą. Żyd zapobiegający prześladowaniom staje się agresorem.

Trudno jest przeprowadzać psychoanalizę krajów – w przeciwieństwie do ludzi – ale całe to hipokrytyczne widowisko jest z pewnością rodzajem nostalgii przebranej za etykę.

Izrael burzy utrwalony od dawna moralny wizerunek Żyda. Twierdzi, że historia Żydów nie zakończyła się trwałym statusem ofiary, lecz doprowadziła do pojawienia się żołnierzy, granic, agencji wywiadowczych, samolotów oraz zdolności do wymierzania kar wrogom.

Dla wielu zachodnich obserwatorów jest to estetycznie obraźliwe.

Wolą oni postrzegać Żyda jako moralnego świadka, a nie podmiot polityczny. Podziwiają żydowskie cierpienie, gdy można je umieścić w szklanych gablotach, przy akompaniamencie ponurej muzyki i bezpiecznie oddzielić od bieżącej polityki. Czują się znacznie mniej komfortowo, gdy Żydzi wyciągają z tego cierpienia praktyczne wnioski.

Hasło „Nigdy więcej” jest poruszające podczas uroczystości upamiętniających, ale staje się problematyczne, gdy traktuje się je jako doktrynę obronną.

Wrogowie Izraela rozumieją ten dyskomfort lepiej niż Zachód i bezlitośnie go wykorzystują. Przedstawiają konflikt za pomocą słownictwa moralnego, które najprawdopodobniej rozbudzi poczucie winy Zachodu: kolonializm, apartheid, prawa rdzennej ludności, supremacja białych i ludobójstwo. Zachodni przywódcy są w większości niewiele więcej niż marionetkami.

Wrogowie Jerozolimy nie wybierają tego języka ze względu na jego dokładność, ale ze względu na jego emocjonalną użyteczność.

Zachód umieszcza Izrael w swojej prywatnej komnacie wstydu. Gdy Izrael zostaje nazwany kolonialnym, każde żydowskie miasto staje się osadą. Gdy zostaje nazwany apartheidem, każdy środek bezpieczeństwa staje się dominacją rasową. Gdy zostaje nazwany ludobójczym, każda śmierć cywila staje się dowodem celowego zamiaru.

Argument ten jest obecnie całkowicie oderwany od czegokolwiek, co Izrael faktycznie uczynił. Chodzi o to, który z zachodnich grzechów można przypisać Izraelowi jako symbolowi.

Dlatego dowody rzadko kończą tę debatę. Fakty nie mogą obalić symboli, ponieważ te są podtrzymywane przez głębokie potrzeby emocjonalne.

Izrael jest zmuszany do ponoszenia skumulowanej winy Zachodu, ponieważ Zachód nie potrafi już odróżnić wyrzutów sumienia od nienawiści do samego siebie. Zamiast uważnie studiować historię, przekształca ją w moralitet, w którym występują stałe kategorie ciemiężców i ciemiężonych.

Izrael staje się wówczas problemem. Żydzi byli archetypicznymi ofiarami Zachodu, jednak w Izraelu to Żydzi sprawują władzę. Ta narracja nie potrafi pogodzić się z faktem, że naród, który był prześladowany, potrafi teraz bronić się, nawet w obliczu niewiarygodnych przeciwności.

Kategorie te muszą zatem zostać przeorganizowane: Żydzi stają się biali, Izrael staje się kolonialny, a palestyński nacjonalizm urasta do miana ruchu wyzwolenia rdzennej ludności.

Żydowscy uchodźcy z krajów arabskich i muzułmańskich znikają z tej narracji, ponieważ ich istnienie koliduje ze scenariuszem. Historyczne więzi Żydów z tą ziemią stają się mitologią. Arabski odmowizm zamienia się w opor, a złożony konflikt regionalny zostaje wtłoczony w szablon sprowadzony z innego kontynentu i obcego doświadczenia historycznego.

To świat, w którym fakty zostały wyrzucone niczym zalegający z czynszem lokator. Zachodnia wyobraźnia nie ma dla nich miejsca.

Ta obsesja pozwala również ludziom unikać bardziej niepokojących realiów bliższych ich własnemu środowisku. Państwa europejskie borykające się z fragmentacją społeczną, ekstremizmem religijnym, spadkiem zaufania i obawami demograficznymi mogą zamiast tego bezpiecznie dyskutować o Izraelu. Amerykańskie kampusy, niezdolne do ochrony własnych żydowskich studentów, organizują seminaria na temat izraelskiej potęgi. Rządy, którym nie udaje się zintegrować mniejszości ani skutecznie zwalczać antysemityzmu, ogłaszają uznanie państwa palestyńskiego.

Izrael staje się gigantycznym moralnym odwróceniem uwagi. Im bardziej społeczeństwo podupada, tym energiczniej może potępiać państwo żydowskie. Żadne inne państwo nie jest interpretowane w tak metafizyczny sposób.

Kiedy Francja postępuje źle, to po prostu Francja postąpiła źle. Kiedy Wielka Brytania podejmuje katastrofalną decyzję, to Wielka Brytania podjęła katastrofalną decyzję. Kiedy jednak Izrael popełnia błąd, syjonizm zostaje zdemaskowany.

Pojedynczy błąd staje się ontologią, a incydent – istotą.

Nieproporcjonalna uwaga skupiona na Izraelu szkodzi również Palestyńczykom. Podsyca ona błędne przekonanie, że międzynarodowe oburzenie może zastąpić polityczny realizm. Każdy protest, rezolucja i oskarżenie wzmacniają fantazję, że Izrael można izolować aż do zniknięcia, że presja osiągnie to, czego nie udało się dokonać wojnie i polityce odrzucenia, oraz że palestyńscy przywódcy nie muszą iść na trudne kompromisy, ponieważ zachodni aktywiści będą podtrzymywać maksymalistyczne nadzieje w ich imieniu.

To wszystko jest fantazją. Państwo żydowskie, dysponujące bronią jądrową, nigdzie nie zniknie. Przekonanie, że Palestyńczycy mogą zniszczyć Izrael, przedkłada teatr nad budowanie narodu, hasła nad instytucje, roszczenia nad kompetencje, a rolę ofiary nad odpowiedzialność.

Palestyńczycy stają się trwałymi symbolami w cudzym dramacie moralnym. Ich cierpienie jest eksponowane, ich gniew idealizowany, a porażki polityczne usprawiedliwiane. Rzadko oferuje się im godność wynikającą z traktowania ich jak dorosłych, zdolnych do odpowiedzialności ludzi.

Tak więc izraelska okupacja zachodniej wyobraźni stanowi pułapkę dla wszystkich. Uwięziła mieszkańców Zachodu w gorączkowym moralitecie, który ogranicza ich zdolność do zrozumienia władzy, wojny i odpowiedzialności.

Uwięziła Palestyńczyków w kulturze międzynarodowej pobłażliwości, która każdą porażkę przekształca w kolejny dowód bycia ofiarą.

A Izraelczyków uwięziła w globalnej debacie, w której ich państwo nie jest oceniane jak każdy inny kraj, lecz ścigane jako symbol.

To właśnie ta okupacja musi się skończyć.

Okupacja, która musi się skończyć


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.