Uncategorized

Hezbollah sprawił, że zwykła dyplomacja wydaje się radykalna

Nachum Kaplan

Krytycy mogą mieć rację, twierdząc, że nowo zawarte porozumienie izraelsko-libańskie jest niemożliwe do zrealizowania. Mylą się jednak co do przyczyny.

Problem nie polega na tym, że umowa stawia zbyt wysokie wymagania. Chodzi o to, że Hezbollah przez cztery dekady skutecznie sprawiał, iż zwykła dyplomacja wydawała się niemożliwa. W normalnych warunkach porozumienie to byłoby świętowane jako przełom – akt oparty na wzajemnym uznaniu, zobowiązaniach, poszanowaniu suwerenności i współpracy w zakresie bezpieczeństwa. Komentatorzy porównywaliby je do Porozumień Abrahama, a ośrodki analityczne organizowałyby debaty o „nowym Bliskim Wschodzie”.

Zamiast tego, ze względu na dysfunkcyjność Libanu – państwa, w którym działa wspierana przez Iran armia terrorystyczna potężniejsza od regularnych sił zbrojnych – wielu obserwatorów uznaje, że samo porozumienie musi być nierealne lub pozbawione wartości. To tak, jakby stwierdzić, że demokracja jest systemem niewykonalnym, ponieważ Korea Północna nie może przeprowadzić wolnych wyborów.

Porozumienie napotyka oczywiście ogromne przeszkody. Hezbollah kategorycznie odrzucił rozbrojenie, a libańskie siły zbrojne nie dysponują ani potencjałem militarnym, ani autorytetem politycznym, by je wymusić. Izrael ma zatem niewiele powodów, by opuścić strefę bezpieczeństwa w południowym Libanie, dopóki Hezbollah zachowuje zdolność do zagrażania jego północnym terytoriom.

Są to realne trudności, jednak nie oznaczają one, że porozumienie jest wadliwe. Realizacja to tylko jeden ze sposobów oceny dyplomacji. Innym jest pytanie, jaki Bliski Wschód to porozumienie stara się wykreować. Pod tym względem jest ono po cichu rewolucyjne.

Po raz pierwszy Izrael i Liban wychodzą poza jałową choreografię tymczasowych rozejmów i linii wycofania. Zamiast tego tworzą ramy oparte na wzajemnych zobowiązaniach. Izrael uznaje, że nie ma roszczeń terytorialnych wobec Libanu, a Liban milcząco akceptuje trwałe istnienie Izraela, biorąc na siebie odpowiedzialność za to, by żadne grupy zbrojne nie zagrażały sąsiadowi z jego terytorium.

Dla osób znających dyplomację bliskowschodnią to zmiana paradygmatu. Przez dziesięciolecia oficjalne stanowisko Libanu negowało uzasadnione interesy bezpieczeństwa Izraela. Wycofywanie się wojsk izraelskich uznawano za jednostronny obowiązek, podczas gdy Liban nie przyjmował odpowiedzialności za przekształcanie południowej granicy w bazę wypadową Iranu. Porozumienie to obala tę doktrynę, przypominając prawdę, o której region zdawał się zapomnieć: suwerenne państwa mają wobec siebie wzajemne zobowiązania.

Największe znaczenie tego dokumentu ma charakter polityczny. Po raz pierwszy oba kraje milcząco uznają dwie fundamentalne tezy: Izrael ma uzasadnione interesy bezpieczeństwa, a Liban posiada realną suwerenność. Tych dwóch zasad nie da się rozdzielić – kraj, który domaga się przywilejów suwerenności, musi wywiązywać się ze swoich obowiązków.

Gdyby wykluczyć z tego równania Hezbollah, porozumienie wydawałoby się oczywiste. Wzajemne zobowiązania, poszanowanie granic i współpraca to architektura, która umożliwiła zawarcie Porozumień Abrahama. Nikt nie uznałby takiego układu za kontrowersyjny, gdyby dotyczył Jordanii czy Egiptu. Oczekuje się bowiem, że państwa zachowują monopol na użycie siły i kontrolują swoje granice.

Porozumienie wydaje się niemożliwe tylko dlatego, że Hezbollahowi udało się sprawić, iż nienormalność stała się normą. Liban od dziesięcioleci próbuje zajmować dwa sprzeczne stanowiska: domaga się praw suwerena, tolerując jednocześnie istnienie niezależnej armii silniejszej od własnej. Porozumienie obnaża tę sprzeczność. Kluczowe pytanie nie brzmi już: „Czy Izrael powinien się wycofać?”, lecz: „Czy Liban jest gotowy stać się prawdziwie suwerennym państwem?”.

Krytycy twierdzą, że umowa nakłada na Liban niesprawiedliwe obciążenie, ale to dowodzi niezrozumienia samej istoty suwerenności. Suwerenność to nie tylko katalog praw, to także rejestr obowiązków. Dlaczego tylko Liban miałby być z nich zwolniony? Jeśli ten kraj chce, by Izrael się wycofał, musi wreszcie zacząć wywiązywać się z roli, jaką każde państwo pełni wobec swoich sąsiadów.

Łatwo ulec złudzeniu, że obecna rzeczywistość jest niezmienna. A jednak niewielu przewidywało, że Egipt stanie się partnerem pokojowym Izraela, niemal nikt nie prognozował Porozumień Abrahama, a jeszcze mniej osób zakładało strategiczny upadek Syrii. Ramy dyplomatyczne często wyprzedzają rzeczywistość polityczną, wyznaczając cel na długo przed tym, zanim warunki pozwolą na jego osiągnięcie.

Nawet jeśli wdrażanie tego porozumienia utknie na lata, krajobraz dyplomatyczny już się zmienił. Przyszłe negocjacje nie będą już opierać się na założeniu, że wyłącznie Izrael ponosi odpowiedzialność za zakończenie konfliktu. Dyplomacja często polega bowiem nie na natychmiastowych rezultatach, lecz na redefiniowaniu założeń, od których rozpoczynają się kolejne rozmowy.

Być może najbardziej wymowna reakcja nadeszła ze strony samego Hezbollahu, który natychmiast potępił porozumienie jako kapitulację. Organizacja ta nie obawia się „nieustannego oporu”, bo to jej model biznesowy. Obawia się natomiast porządku politycznego opartego na suwerennych rządach, a nie na rewolucyjnych milicjach. Suwerenne państwo zadaje niewygodne pytania: Kto kontroluje broń? Kto decyduje o wojnie? Kto faktycznie przemawia w imieniu narodu?

Porozumienie stanowi zagrożenie dla Hezbollahu, ponieważ stopniowo podnosi rangę państwa libańskiego ponad milicję. Jeśli umowa się nie powiedzie, a Izrael pozostanie w południowym Libanie, nie będzie to świadczyć o błędzie samego porozumienia. Będzie to jedynie dowód na to, że Liban pozostaje państwem ograniczonym, w którym wspierana przez Iran armia terrorystyczna nadal sprawuje prawo weta wobec przyszłości kraju.

Ironia losu polega na tym, że Hezbollah tak gruntownie znormalizował dysfunkcję Libanu, iż porozumienie oparte na najbardziej podstawowych zasadach prawa międzynarodowego wydaje się dziś światu beznadziejnie nierealne.

Hezbollah sprawił, że zwykła dyplomacja wydaje się radykalna


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

  1. Mozliwe ze tak jet, o ile nie ma ukrytych punktow w tej umowie z Libanem..
    Za Bidena, byly Izraelczyk Hochstein wysany przez niego, wymogl na Izraelu wyrzeczenia sie kawalu swoich wod terytorialnych .
    Wzamian za co ?
    Rakiet z Libanu.
    Byly rokowania tez o ustapieniu przez Izrael z tzw Szeba Farms czy tez obszarow bedacych w Izraelu od 1948.
    Hezbollah zrobil wlasciwie przysluge Izraelowi, zanim ta zgubna droga byla kontynuowana.
    Teraz Jordan zada, tak, zada, zeby Izrael kontynuowal dostaczaniu im 2x wiecej wody niz w traktatach.
    Te ustepstwa zainicjowane przez opereretkowego Generissimusa Rabina nic dobrego nie przyniosly i nie przyniosa.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.