Uncategorized

Napisałem to, zanim ktokolwiek w pełni zrozumiał, co oznaczało 7 października.

Samuel J. Hyde

Uwaga redakcji: Mija 1000 dni od masakry z 7 października w Izraelu.

Są to nieedytowane zapiski z dziennika, sporządzone, gdy ataki wciąż trwały – zanim policzono ofiary, zanim poznano losy zakładników i zanim historia zaczęła kształtować swoją narrację.

Od pewnego czasu zastanawiałem się, czy powinienem opublikować notatki sporządzone w tygodniu rozpoczynającym się 7 października 2023 roku. Zapisywałem je w małym czerwonym notesie, który zawsze noszę przy sobie – zazwyczaj po to, by zanotować spostrzeżenie, refleksję lub po prostu zdanie, które pewnego dnia mogłoby stać się podstawą artykułu.

Pierwsze notatki powstały w nocy 7 października, kolejne 8 października, kiedy wydarzenia wciąż dynamicznie się rozwijały, a wiadomo było jedynie tyle, co można było bezpośrednio zobaczyć i poczuć.

Są to zapisy szkicowe, pisane w pośpiechu i przeznaczone wyłącznie do mojego wglądu. Pozostawiłem je w oryginalnej postaci, opierając się pokusie wygładzania zdań czy poprawiania niedoskonałości. W rezultacie brakuje w nich szerszej perspektywy, jaką daje czas. Moje zamiary są skromne: zachować fragment tamtych dni, zanim pamięć zdążyła ułożyć je w spójną opowieść. Jeśli te notatki będą miały jakiekolwiek znaczenie dla innych, ich publikacja stanie się zasadna.

„Odkąd sięgam pamięcią, pamiętam strach. Strach egzystencjalny”.

Tymi słowami izraelski dziennikarz Ari Shavit rozpoczyna swoją książkę „Moja Ziemia Obiecana”, rozważając wybuch wojny Jom Kippur 6 października 1973 roku. Przeczytałem to jako nastolatek w RPA i wówczas wydawało mi się to dziedzictwem innego pokolenia. Nie mogłem sobie wyobrazić, że 50 lat i jeden dzień później odkryję – w najbardziej intymny sposób – co Shavit miał na myśli.

Nie będzie przesadą stwierdzenie, że ten strach wkroczył w moje życie dzisiaj rano. Nie zapowiedział się. Po prostu się pojawił, jakby cierpliwie czekał na zwykły dzień, by uderzyć katastrofą.

Obecnie mieszkam u przyjaciół. W ich sypialni znajduje się schron przeciwbombowy – wymóg izraelskiego prawa dotyczący nowszego budownictwa. Moje mieszkanie, wzniesione w latach 60., schronu nie posiada, więc moją „bezpieczną przystanią” jest piwnica. Ma swój urok, niektórzy powiedzieliby, że ma charakter. Jednak charakter i bezpieczeństwo to różne wartości, a gdy po niebie latają rakiety, liczy się tylko ta druga.

Dzień zaczął się od rakiet. Obudziły mnie syreny. Wielokrotnie schodziłem już te cztery piętra do piwnicy. Znów był tam Arnon, sześciolatek z pierwszego piętra. W kącie znaleźliśmy zakurzoną, na wpół opróżnioną piłkę i kopaliśmy ją sobie nawzajem, podczas gdy nad nami rozbrzmiewały echa eksplozji. Dziwna próba zachowania normalności. To uroczy dzieciak.

Muszę dodać, że w piwnicy panuje zapach, którego nie da się ignorować: wilgotny beton i coś jeszcze. Od dawna podejrzewałem, że nocami zakradają się tam okoliczne koty. Zapach moczu potwierdza moją teorię. Szczerze mówiąc, to nie jest miejsce, w którym ktokolwiek chciałby zaczynać dzień. Wojny mają jednak osobliwą zdolność sprawiania, że nawet najbardziej przykre miejsca stają się niezbędne.

Po 20 minutach nastała cisza. Zadzwonili znajomi z sąsiednich przecznic, by mnie zaprosić – ci, których mieszkanie ma porządny schron, bezpieczniejszy i pozbawiony zapachu moczu. Zgodziłem się.

Wtedy znów rozległy się syreny. Biegłem najszybciej jak mogłem, podczas gdy nad głową rozbrzmiewały wybuchy. Białe kłęby dymu rozkwitały na niebie, znacząc miejsca, w których system „Żelazna Kopuła” wykonał swoje zadanie. Nie wstydzę się przyznać, że stojąc w tamtym momencie na zewnątrz, zatęskniłem za piwnicą.

Po krótkim postoju w kawiarni dotarłem do Eitana i Tessy. Rakiety znów zaczęły spadać, a z granicy ze Strefą Gazy docierały pierwsze plotki. Pamiętam wyraz twarzy Tessy, gdy pokazała mi nagranie: uzbrojeni mężczyźni w zielonych opaskach na głowach, jadący na pace białej furgonetki i strzelający do ludzi na ulicach miasta na południu.

Nastała kolejna przerwa. „Kończą się zapasy” – powiedział Eitan. Normalność, a przynajmniej jej pozory, powróciła, gdy szliśmy do supermarketu. Na zewnątrz wpadłem na znajomego dziennikarza z „Haaretz”. Szacował, że granicę przekroczyło prawdopodobnie około 40 terrorystów z Hamasu.

„Czterdziestu? Widziałem filmik, na którym było ich dziesięciu”.

Żaden z nas nie mógł sobie wyobrazić tego, co wiemy dziś wieczorem. Potem kolejna syrena. Eksplozja. Rakieta uderzyła w budynek oddalony o nie więcej niż sto metrów. Nadal wydaje mi się, że część mnie kryje się w tej klatce schodowej, do której udało nam się dotrzeć.

Schroniła się tam grupa młodych mężczyzn, zespół ze Szwecji. Poprzedniego wieczoru zagrali koncert i mieli za kilka godzin wracać do domu. „Biedni dranie” – pomyślałem, gdy wychodziliśmy.

Wszystko zaczęło się zmieniać około godziny 10. Pogłoski stawały się faktami. Napływało coraz więcej filmów: ludzie leżący martwi na przystankach, młodzież uciekająca przed śmiercią przez pola. Słyszę, że byli na festiwalu muzycznym. Jeśli to ten sam festiwal, o którym myślę, to znam tam ludzi. Wysłałem SMS-y, ale nie otrzymałem odpowiedzi.

Telefony przechodziły z rąk do rąk, a na ekranach pojawiały się nagrania dokonane przez samych zabójców. „Ilu zginęło?” „Setki”, „Może nawet więcej…”, „Wywożą ludzi do Strefy Gazy”, „Atakowane są całe społeczności”.

Pośpiesznie udaliśmy się do mieszkania innego przyjaciela. Został już powołany do rezerwy. Nie na południe, ale na północ – istnieje obawa, że do wojny dołączy Hezbollah.

Kiedy patrzyłem, jak zapina mundur i pakuje sprzęt, rakiety zeszły na dalszy plan. Zrozumiałem, że myślę o czymś, o czym słyszałem przez całe życie: o obietnicy, że pewnego dnia, z otaczającej nas ciemności, ze wszystkich frontów naraz, podniesie się wielka fala i zepchnie nas do morza.

Czy to już to?

Jest 8 października. Dziś rano Hezbollah otworzył front z terytorium Libanu.

Myślę o Gilu, moim przyjacielu, i innych osobach, które znam w północnym Izraelu. I oczywiście o rodzinach żyjących pod ciągłym ostrzałem. Wiadomości donoszą, że całe wioski zostały opuszczone.

Dzisiaj zaczynam rozumieć ów strach. Strach, który – jak napisał Shavit – będę pamiętał tak długo, jak długo będę w stanie cokolwiek pamiętać.

To niezdolność umysłu do przyswojenia rzeczywistości, która nadchodzi ze wszystkich stron naraz. Rozbieżność między tym, co się dzieje, a tym, w co można sobie pozwolić wierzyć. To dziwne uczucie, że świat się zmienił, ale ta zmiana jeszcze nie dotarła do świadomości.

Wszystko to oznacza, że nie wiem dokładnie, co się stało, ale wiem, że coś się zmieniło. Coś, co przekształca nie tylko przyszłość, ale i przeszłość. Założenia, które uważałem za pewne, nagle jawią się w innym świetle i wydają się absurdalne. Nic już nie będzie takie samo. Być może nigdy nie było tak, jak sobie to wyobrażałem.

Przyjaciel z Nowego Jorku wysłał mi godzinę temu filmik z członkami Demokratycznych Socjalistów Ameryki świętującymi na ulicach miasta, które wciąż nosi w sobie pamięć o 11 września. Nie mogę udawać, że jestem zaskoczony. Dla niektórych masakra Żydów od dawna służy jako kolejny pretekst do ich oskarżania.

Jedynymi ludźmi bardziej naiwnymi niż ci, którzy wciąż wierzą w mitologię palestyńskiej rewolucji, są ci, którzy zalewają media społecznościowe refrenem: „Kontekst ma znaczenie”.

Ci ludzie świętują i usprawiedliwiają zbrodnię, podczas gdy bojownicy Hamasu wciąż są na terytorium Izraela – podczas gdy rodziny wciąż są uwięzione w domach, a ofiar nie zliczono jeszcze wszystkich. Świętują śmierć 700 izraelskich cywilów, nie zważając na to, że za bojownikami granicę przekroczyli także cywile z Gazy. Nie wiem dokładnie, jaką zbrodnię popełnił każdy z nich. Wiem tylko, że nie wkroczyli do Izraela na popołudniową herbatkę.

Być może więc ci ludzie mają rację. Być może kontekst rzeczywiście ma znaczenie. Oto trochę kontekstu:

Przed wczorajszym dniem najkrwawszym atakiem na społeczność żydowską od czasów Holokaustu był zamach na centrum społeczności żydowskiej AMIA w Buenos Aires w 1994 roku. Zamordowano 85 osób. Co zrobili argentyńscy Żydzi? Nic. Zginęli, ponieważ Hezbollah i Iran zdecydowały, że Żydzi oddaleni o tysiące mil powinni zapłacić za wydarzenia na Bliskim Wschodzie. To jest kontekst.

W Bombaju w 2008 roku terroryści metodycznie przemierzali miasto, wybierając cele. Jednym z nich był dom Chabadu. Zamordowano tam sześciu Żydów. Jaki związek miał Chabad z okupacją Kaszmiru? Żadnego. To jest kontekst.

Myślę o Tuluzie – o dzieciach zamordowanych przed szkołą Otzar Hatorah, o klientach sklepu Hyper Cacher w Paryżu. Francuscy Żydzi, zabici przez francuskich islamistów. Jaki mieli związek z granicami, osadami czy nieudanymi negocjacjami? Żadnego. To jest kontekst.

Myślę o słowach „Holokaust 23” namalowanych sprayem w Sea Point, dzielnicy Kapsztadu, w której mieszkałem przed przeprowadzką do Izraela. To jest kontekst.

Myślę o Hebronie w 1929 roku. Zmasakrowano 67 Żydów – była to największa masakra aż do wczoraj. Nie było wówczas konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Nie było Strefy Gazy (Żydzi z Gazy zostali wypędzeni przez Osmanów dekadę wcześniej). Nie było osad. Nie było Państwa Izrael. Jaki był wtedy kontekst?

Myślę o wypędzeniu Żydów z Jemenu w 1679 roku, z Mashhadu w 1839 roku, o Farhudzie w Bagdadzie w 1941 roku – o mordach, gwałtach, przymusowych nawróceniach i niszczeniu społeczności żydowskich, które istniały w świecie arabskim od wieków. To również jest kontekst.

A dzisiaj siedzę tutaj, próbując zrozumieć, co się wydarzyło. Próbuję i nie potrafię. Ta historia wciąż się rozwija. Ludzie wciąż giną. W Strefie Gazy są zakładnicy. Wojna trwa zarówno na północy, jak i na południu. Znam ofiary śmiertelne. Podejrzewam, że konflikt będzie się zaostrzał, a kiedy to wszystko się skończy, odkryjemy, że wczoraj było jeszcze gorzej, niż nam się wydaje.

Napisałem to, zanim ktokolwiek w pełni zrozumiał, co oznaczało 7 października.


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.