
Autor: Andrew Fox
Waszyngton konsekwentnie osłabia irańską sieć uderzeniową na wybrzeżu i wywiera presję na kluczowe regiony wydobycia ropy, podczas gdy Teheran podtrzymuje napięcie wokół cieśniny Ormuz, systemów obrony powietrznej w Zatoce Perskiej oraz czerwcowego porozumienia.
W przestrzeni publicznej pojawia się zbyt wiele emocjonalnych komentarzy dotyczących rzekomego wznowienia pełnoskalowej wojny między USA, Izraelem a Iranem. Warto zatrzymać się na chwilę, aby obiektywnie ocenić fakty.
Najnowszych amerykańskich ataków nie można już uznawać za pojedynczy nalot odwetowy. CENTCOM informuje, że w trakcie fali ataków z 12 lipca uderzono w dziesiątki celów przy użyciu samolotów bojowych, okrętów wojennych, dronów powietrznych jednorazowego użytku oraz – po raz pierwszy – dronów morskich. Operacja ta była kontynuacją działań, w ramach których poprzedniego dnia zaatakowano około 140 celów, a w ciągu trzech nocy łącznie ponad 300. Oficjalnie podane kategorie celów obejmują systemy obrony powietrznej, radary przybrzeżne, infrastrukturę rakietową i dronową, magazyny amunicji, sieci łączności, potencjał morski oraz małe jednostki pływające. Deklarowany cel CENTCOM jest jednoznaczny: pozbawienie Iranu zdolności do atakowania statków handlowych przepływających przez cieśninę Ormuz. Obecnie brak jest dowodów na to, że plan ten wykracza poza ten zakres.
Obraz operacyjny i cele
Szczegółowy obraz uderzeń pozostaje mniej pewny niż ogólny plan operacyjny. Doniesienia z otwartych źródeł wskazują m.in. na skład amunicji w bazie wojskowej w pobliżu Ahvazu (gdzie doszło do wtórnych detonacji), lotnisko w Ahvazie, 92. Dywizję Pancerną, kompleks wojskowy w Khondabie, eksplozje w okolicach portu Khorramshahr oraz lotnisko Aghajari w Omidiyeh, obsługujące irański sektor naftowo-gazowy. Te informacje, choć częściowo potwierdzone przez serwis Gulf News, nie zostały publicznie zidentyfikowane przez CENTCOM. Doniesienia o uderzeniu bezpośrednio w kompleks ciężkiej wody w Khondabie pozostają niepotwierdzone.
Ogólny zarys kampanii jest jednak czytelny. Pierwsza oś uderzeń przebiega wzdłuż południowego wybrzeża Iranu, wymierzona w infrastrukturę zagrażającą żegludze. Druga sięga regionu Chuzestan, gdzie zlokalizowane są kluczowe węzły logistyczne w sercu najważniejszego irańskiego zagłębia naftowego.
Na tym etapie nie obserwujemy systematycznej kampanii przeciwko irańskiej infrastrukturze naftowej. Waszyngton atakuje raczej system wojskowy chroniący gospodarkę przybrzeżną, sygnalizując jednocześnie, że sektor naftowy stracił status „nietykalnego”.
Odwet Iranu i sytuacja regionalna
Sukcesy taktyczne USA nie zakończyły wojny. W ciągu ostatnich dwóch nocy Teheran przeprowadził lub zapowiedział ataki na obiekty wojskowe powiązane ze Stanami Zjednoczonymi w Bahrajnie, Kuwejcie, Katarze, Jordanii i Omanie. Mimo ograniczonego potwierdzenia skali zniszczeń, dostępne nagrania wskazują na pożary w bazie lotniczej im. szejka Isy w Bahrajnie.
Sytuacja na morzu jest bardziej jednoznaczna – kontenerowiec GFS Galaxy został trafiony u wybrzeży Omanu i unieruchomiony. Mimo zapewnień Waszyngtonu o otwarciu szlaku wodnego, liczba przepływających statków spadła do poziomu najniższego od pięciu tygodni.
Wnioski strategiczne i przyszłość konfliktu
Wymiana ognia generuje wysokie koszty dla obu stron. Iran traci zasoby, których nie jest w stanie szybko zastąpić, natomiast USA i państwa Zatoki Perskiej zużywają kosztowne pociski przechwytujące do neutralizacji tanich dronów.
Waszyngton stoi przed dwoma spójnymi scenariuszami politycznymi:
- Poważne dążenie do zmiany reżimu: Wymagałoby to jednak akceptacji długofalowych zobowiązań wojskowych i politycznych oraz posiadania planu na okres po ewentualnym upadku rządu.
- Wynegocjowanie kolejnego porozumienia: Powrót do schematu znanego z czerwca, który jednak – jak pokazuje obecny kryzys – zawierał błędy konstrukcyjne, umożliwiające Iranowi dalsze manipulowanie ruchem w cieśninie Ormuz.
Pomiędzy tymi opcjami dominuje obecny stan „przymusowego powstrzymywania”: Iran testuje granice, USA bombardują wybrane cele, a mediatorzy dążą do tymczasowego zawieszenia broni. Jeśli jednak dojdzie do systematycznych ataków na rafinerie lub terminale eksportowe, będzie to oznaczało przejście od wojny ograniczanej do otwartej wojny gospodarczej.
Światowa gospodarka posiada obecnie mniejszą zdolność do amortyzacji wstrząsów niż w momencie wybuchu konfliktu. Każdy kolejny ruch – w tym ewentualna eskalacja działań Huti w okolicach cieśniny Bab el-Mandeb – może doprowadzić do kryzysu o globalnej skali. Pewne jest jedno: scenariusz ten ma przed sobą jeszcze co najmniej jeden akt.
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized

