
Autor Ruchama
Nie wygrał, ale zdemaskował go w sposób, który na zawsze pozostał w pamięci.
7 maja 1931 roku młody prawnik w okularach wezwał pracownika partii, Adolfa Hitlera, do stawienia się w monachijskim sądzie. Sześć miesięcy wcześniej szturmowcy, znani jako Brązowe Koszule (SA), zaatakowali salę taneczną Eden Palace, gdzie często bywali przeciwnicy Hitlera. Podczas tego brutalnego incydentu otworzyli ogień do tłumu, zabijając trzy osoby (niektóre źródła podają cztery) i raniąc dwadzieścia cztery.
Hitler i ruch SA od lat angażowali się w przemoc uliczną i zastraszanie przeciwników w późnym okresie republiki weimarskiej. Mimo to partia nazistowska odniosła przełom wyborczy, przechodząc od marginalnego poparcia pod koniec lat dwudziestych do statusu największego ugrupowania w latach 1930–1932.
W tamtym czasie Hitler próbował już przekształcić się z ulicznego agitatora w praworządnego męża stanu. Publicznie wyrzekł się przemocy i deklarował chęć działania w ramach prawa. Nosił konserwatywne garnitury, podróżował po Niemczech samolotem i wygłaszał starannie wyreżyserowane przemówienia przed ogromnymi tłumami. Oświetlenie, transparenty, mundury – wszystko to było zaaranżowane tak, by sprawiać wrażenie ładu i nieuchronności. W kluczowych momentach kampanii nazistowska przemoc była konsekwentnie bagatelizowana. Zmiana wizerunku Hitlera przynosiła efekty. Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebowali naziści, było kojarzenie partii z brutalnymi działaniami SA i kompromitującymi procesami sądowymi.
Człowiekiem przesłuchującym Hitlera pod przysięgą był dwudziestosiedmioletni berliński prawnik Hans Litten. Nie traktował on Hitlera jak wschodzącej gwiazdy politycznej ani postaci zmitologizowanej przez zwolenników, lecz jak każdego innego świadka: kogoś, czyje słowa można zweryfikować i porównać. Wezwanie Littena określało Hitlera jedynie jako „pracownika partyjnego”, sprowadzając przyszłego dyktatora do rangi urzędnika na pensji.
W ten sposób Litten zmierzył się z najpotężniejszą wschodzącą postacią w Niemczech. Nawet przeciwnicy Hitlera rozumieli, że ten osiągnie szczyt, a każda doznana przez niego zniewaga będzie miała w przyszłości druzgocące konsekwencje. Trudno nie zastanawiać się, dlaczego Litten podjął się tego, co wielu mogło uznać za misję samobójczą.
Z pewnością miało to związek z jego pochodzeniem. Jego ojciec, dziekan wydziału prawa, przeszedł na chrześcijaństwo, co było wówczas sposobem na awans zawodowy i poprawę pozycji społecznej. Hans odrzucił to, co reprezentował ojciec: moralne kompromisy, konformizm i oportunizm. Choć ojciec nakłaniał go do studiowania prawa, Hans uczynił z tego akt buntu. „Zmuszasz mnie do studiowania prawa? Dobrze, ale będę podejmował się spraw niepopularnych, na których nie da się zarobić, a moim jedynym przewodnikiem będzie sprawiedliwość”.
Litten znalazł też inny sposób, by wyprowadzić ojca z równowagi. Zdecydował się zgłębiać swoje żydowskie korzenie, uczył się hebrajskiego, badał mistycyzm chasydzki i uczęszczał do synagogi. Na pytanie o swój stosunek do religii odpowiedział: „Z przekonania, całym sercem jestem Żydem”. To, co zaczęło się jako odruchowy bunt, przerodziło się w głębokie zanurzenie w żydowskim dziedzictwie.
Litten dostrzegł na ławie świadków mężczyznę o wąskich ramionach, z czarnymi włosami zaczesanymi do tyłu i charakterystycznym wąsikiem. W sali sądowej, pozbawiony scenicznego oświetlenia i atmosfery wiecu, Hitler wyglądał fizycznie niepozornie. Litten zaczął powoli, zadając pytania techniczne i biurokratyczne. Przytaczał wcześniejsze oświadczenia Hitlera, konfrontując je z zeznaniami pod przysięgą.
Z czasem rytm przesłuchania uległ zmianie. To, co zaczęło się jako spokojne zeznania, przerodziło się w defensywę i chaotyczne ideologiczne tyrady. Hitler nie odpowiadał na pytania, lecz wygłaszał przemowy o walce narodowej. Stał się opryskliwy, a jego odpowiedzi brzmiały szablonowo. Littenowi udało się zapędzić go w kozi róg, obnażając sprzeczności i pokazując, że w starciu jeden na jeden – bez możliwości kontroli otoczenia – Hitler jest zupełnie przeciętnym, słabym człowiekiem.
Struktury sądowe Republiki Weimarskiej nie pozwoliły jednak na nadanie procesowi wymiaru politycznego. Sędzia przerwał przesłuchanie, uniemożliwiając Littenowi ostateczne przygwożdżenie Hitlera. Choć prasa lewicowa okrzyknęła Littena bohaterem, proces ten nie wywarł większego wpływu na bieg historii. Nazistowski pęd był już nie do zatrzymania.
Życie Hansa Littena zmieniło się drastycznie. Hitler uznał go za osobistego wroga. Gdy naziści doszli do władzy, Litten został aresztowany. Przeszedł przez piekło wielu więzień i obozów koncentracyjnych. Nawet tam, łamany fizycznie, zachowywał wewnętrzną godność, recytując wiersze i prowadząc dyskusje filozoficzne. Zmarł w Dachau w 1938 roku.
Czy jego życie poszło na marne? Można zadać to samo pytanie w kontekście Sophie Scholl czy Dietricha Bonhoeffera. Wyobraźmy sobie jednak, co by się stało, gdyby było więcej takich osób jak Hans Litten – gdyby ktoś rzucił wyzwanie Hitlerowi, gdy ten miał jeszcze zaledwie dwa procent poparcia.
P.S. Wszelkie próby włączania Hansa Littena do współczesnych projektów ideologicznych pomijają to, co faktycznie go definiowało: opór wobec myślenia stadnego oraz rzadką zdolność do niezależnej oceny sytuacji pod presja
Człowiek, który rzucił wyzwanie Hitlerowi
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized

