Uncategorized

Prymas Polski pisał do papieża, że pogrom kielecki to element żydowskiego spisku.

Tajne archiwum Watykanu

autor Monika Stolarczyk-Bilardie

Prymas Polski kard. August Hlond, 15 maja 1946 roku, niespełna dwa miesiące przed pogromem kieleckim, podczas uroczystości religijnych w Kaliszu

Prymas Polski kard. August Hlond, 15 maja 1946 roku, niespełna dwa miesiące przed pogromem kieleckim, podczas uroczystości religijnych w Kaliszu (Fot. PAP / PAP)

„Poświęcenie kilku istnień ludzkich w zorganizowanych w Polsce pogromach miało ułatwić przesiedlenie mas żydowskich mieszkających w Polsce, Rosji, Rumunii i na Węgrzech do krajów, które pozostały bogate lub dawały nadzieję na szybki rozwój gospodarczy” – wyjaśniał Piusowi XII kardynał August Hlond.

Od pogromu kieleckiego mija 80 lat. Ta zbrodnia do dziś kładzie się głębokim cieniem na polskiej pamięci historycznej. Dwadzieścia lat temu na łamach „Gazety Wyborczej” Adam Michnik opublikował słynny esej „Pogrom kielecki. Dwa rachunki sumienia”. Pochylił się w nim nad dwiema radykalnie odmiennymi postawami, które w obliczu tej tragedii przyjęli najwyżsi przedstawiciele polskiego Kościoła katolickiego. Zestawił ze sobą dwa oblicza: biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka i biskupa częstochowskiego Teodora Kubiny.

Biskup Kaczmarek w poufnym raporcie dla ambasadora USA z września 1946 r. pisał: „Wskutek komunistycznej działalności Żydów wytworzyła się w stosunku do nich nienawiść szerokich mas w Polsce”. Usprawiedliwiał w ten sposób pogrom, traktując go jako sprowokowany wybuch rzekomo uzasadnionych politycznych żalów. Z kolei biskup Kubina jako jedyny hierarcha w kraju wydał odezwę natychmiast potępiającą zbrodnię, odrzucając kłamstwo o mordzie rytualnym. „Nic, absolutnie nic – pisał Kubina –  nie usprawiedliwia zasługującej na gniew Boga i ludzi zbrodni kieleckiej”. Jak pisał Michnik: „W obliczu grozy i hańby pogromu bp Kubina powiedział »tak« prawdzie i miłości bliźniego; powiedział »nie« zbrodni, kłamstwu i nienawiści”.

Biskup częstochowski ks. Teodor Kubina i biskup diecezji kieleckiej ks. Czesław KaczmarekFot. zbiory Narodowego Archiwum Cyfrowego, Wikipedia

Pisząc swój tekst, Michnik musiał się opierać na domysłach, jeśli chodzi o reakcję i zakulisowe działania samej stolicy Kościoła. Nie miał dostępu do tajnych archiwów watykańskich z okresu pontyfikatu Piusa XII, które otwarto dla badaczy dopiero w marcu 2020 r. Dokumenty, do których dotarłam podczas moich badań w Rzymie, pozwalają dziś dopełnić ten obraz o brakujące ogniwo: centralę. Pokazują, jak o pogromie w Kielcach pisał do papieża prymas Polski August Hlond i jak na te doniesienia zareagował Watykan. Aby jednak zrozumieć to, co wydarzyło się latem 1946 r., nie można zaczynać tej historii po wojnie.

Przyzwolenie na antysemityzm niefizyczny

Sposób, w jaki polska hierarchia kościelna – a w szczególności prymas Hlond – zareagowała na ocalałych z Zagłady, nie zrodził się w próżni. Wymaga zrozumienia mechanizmu, który w moich badaniach określam mianem „ciągłości transgenocydalnej” (transgenocide continuity). Zagłada trzech milionów polskich Żydów, choć bezprecedensowa w swej skali, nie zmieniła głęboko zakorzenionego w Kościele antysemickiego paradygmatu, a jedynie wymusiła jego retoryczne dostosowanie do nowych, powojennych realiów.

Jak wyglądał ten paradygmat u progu drugiej wojny światowej? W lutym 1936 r. kardynał Hlond wydał głośny list pasterski „O katolickie zasady moralne”. Z jednej strony prymas potępiał w nim wprost fizyczną przemoc wobec Żydów, ale z drugiej – w sposób autorytatywny legitymizował ich całkowite wykluczenie ze społeczeństwa i utrwalał najcięższe antysemickie stereotypy. W liście tym czytamy:

„Faktem jest, że Żydzi walczą z Kościołem katolickim, tkwią w wolnomyślicielstwie i stanowią awangardę bezbożnictwa, ruchu bolszewickiego oraz akcji wywrotowej. Faktem jest, że zgubny jest wpływ żydowski na obyczaje, a ich wydawnictwa drukują literaturę pornograficzną. Prawdą jest również, że Żydzi dopuszczają się oszustw, uprawiają lichwę i handel żywym towarem”.

Dalej prymas konkludował, w zdaniu, które stało się swoistą kwintesencją dopuszczalnej postawy katolika: „Nie wolno nienawidzić nikogo. Ani Żydów”.

Ten dwoisty dyskurs – odrzucający brutalne pobicia, ale dostarczający wiernym pełnego, uświęconego autorytetem Kościoła katalogu żydowskich „grzechów” narodu – dawał w istocie przyzwolenie na to, co można nazwać antysemityzmem niefizycznym.

Jednak to, co dla Kościoła było dozwoloną obroną moralności, dla państwa polskiego stawało się coraz większym problemem. Archiwa watykańskie ujawniają w tym względzie dokument niezwykły: 31 marca 1938 r. rząd polski przesłał do Watykanu poufne, dziewięciostronicowe memorandum. Polskie władze alarmowały w nim Stolicę Apostolską, że część katolickiego kleru wykracza poza swoje religijne kompetencje. Co najbardziej wstrząsające, rząd w Warszawie oskarżał przedstawicieli Kościoła oraz katolickie organizacje (podległe bezpośrednio episkopatowi) o jawne podżeganie do skrajnej nienawiści, używając w oficjalnym dyplomatycznym piśmie terminu „zoologiczny antysemityzm”. Dla rządu było jasne, że część kleru promuje antysemityzm rasowy, biologiczny – zbliżony do tego, który rósł w siłę w nazistowskich Niemczech, a który mógł zagrażać bezpieczeństwu państwa.

Gdy Watykan zażądał wyjaśnień, kardynał Hlond odpowiedział pismem z 26 czerwca 1938 r. Odrzucił w nim oskarżenia o to, by kler wspierał ów „zoologiczny antysemityzm”, ale zarazem powtórzył z całą mocą swoje przekonania. Dowodził Rzymowi, że naród polski jest niedostatecznie chroniony przed „zgubnymi wpływami moralnymi” Żydów. W ocenie prymasa misją Kościoła było nie fizyczne atakowanie społeczności żydowskiej, lecz ochrona polskich katolików przed jej ideologiczną i kulturową deprawacją.

Tępcie Żydów, ale nie zabijajcie

Dokumenty z Watykanu odsłaniają w tym miejscu fakt kluczowy: rzymska centrala podzielała ówczesny sposób myślenia polskich hierarchów. Odpowiedź Stolicy Apostolskiej dla polskiej ambasady, przygotowana w październiku 1938 r. w formie nieoficjalnego pro memoria, była osobiście redagowana przez ówczesnego sekretarza stanu Eugenia Pacellego – przyszłego papieża Piusa XII.

Watykan pisał polskiemu rządowi wprost:

„Ponieważ powszechnie wiadomo, że wielu Żydów wywiera w Polsce zgubny wpływ moralny, w szczególności poprzez prasę pornograficzną wywrotową wobec chrześcijańskich zasad (należy zauważyć, że duża liczba przywódców komunizmu to Żydzi), nie będzie niespodzianką, jeśli duchowieństwo – co jest jego ścisłym obowiązkiem – chroniło wiernych przed religijnymi, moralnymi i kulturowymi naukami Żydów. W żadnym wypadku nie miało to jednak miejsca poprzez niespełnianie wymogów, jakie chrześcijańskie miłosierdzie nakłada nawet na Izraelitów”.

Fraza użyta przez Pacellego o miłosierdziu, które musi obejmować „nawet Izraelitów”, brzmi jak wierne, niemal dosłowne echo słów Hlonda: „Ani Żydów”. Ten uchodzący w teorii za „niefizyczny” antysemityzm znajdował jednak twarde przełożenie na praktykę w postaci nagonki prowadzonej przez prasę katolicką (taką jak „Mały Dziennik” czy „Przegląd Katolicki”), nad którą episkopat sprawował bezpośredni nadzór.

Doskonałym tego przykładem, opisanym w nowo udostępnionych dokumentach watykańskich, jest sprawa uboju rytualnego. W drugiej połowie lat 30. prasa katolicka prowadziła agresywną kampanię na rzecz jego całkowitego zakazu. Tłumaczono to rzekomą obroną praw zwierząt oraz interesem ekonomicznym chrześcijan, a „Mały Dziennik” wprost argumentował, że

polska konstytucja została napisana „specjalnie dla większości”, domagając się ignorowania praw mniejszości żydowskiej.

Kiedy wiosną 1938 r. sprawa oparła się o Watykan, wewnętrzna korespondencja obnażyła przerażającą zbieżność poglądów Rzymu i Warszawy. Eugenio Pacelli na marginesie listu w tej sprawie wprost instruował nuncjusza Filippa Cortesiego, by przekazał polskiemu rządowi następujący komunikat: „macie całkowitą rację, chcąc bronić się przed żywiołem semickim: ale ta droga (ubój) nie przyniesie wam żadnego pożytku; zamiast tego powinniście ograniczyć prasę żydowską i żydowskie banki”. Z kolei nuncjusz Cortesi, raportując do Rzymu w maju 1938 r. o dążeniach do zredukowania żydowskiego monopolu, wprost nazywał Żydów „świeckim wrogiem Kościoła i chrześcijańskiego porządku społecznego”.

Różnice zdań między Watykanem a polskim episkopatem przed wojną dotyczyły zatem wyłącznie taktyki, a nie samych zasad – na najwyższych szczeblach w pełni zgadzano się na systemowe, polityczne i gospodarcze wykluczenie Żydów, byle zachować pozory braku otwartej przemocy.

To właśnie ten dyskurs ukształtował ramy pojęciowe, w których polscy katolicy mierzyli się później z koszmarem Holokaustu. I to przez jego pryzmat kilka lat później prymas August Hlond spojrzał na rozlew krwi w powojennych Kielcach.

Biskup Kubina odrzuca kłamstwo…

Trzy dni po rzezi w Kielcach, gdy krew ofiar jeszcze nie obeschła, a miasto trwało w szoku, padły słowa, które mogły zmienić bieg historii polskiego Kościoła. 7 lipca 1946 r. biskup częstochowski Teodor Kubina wspólnie z lokalnymi władzami wydał odezwę do społeczeństwa. Jak po latach pisał Adam Michnik, był to głos bezkompromisowego świadectwa chrześcijanina, pobrzmiewający radykalizmem Kazania na górze. Biskup Kubina nie kluczył, nie szukał politycznych usprawiedliwień dla rozjuszonego tłumu, nie odwoływał się do kategorii „walki z komunizmem”. Przemówił językiem czystej Ewangelii:

„W Kielcach dokonano zbrodni masowego mordu na osobach obywateli polskich narodowości żydowskiej. Zamordowano ponad czterdziestu Żydów i dwóch Polaków, którzy przeżyli piekło okupacji niemieckiej, patrzyli na śmierć i męczarnie swoich najbliższych i sami uniknęli śmierci z rąk okupanta nie bez pomocy polskiego społeczeństwa chrześcijańskiego. […] Nic, absolutnie nic nie usprawiedliwia zasługującej na gniew Boga i ludzi zbrodni kieleckiej, której tła i przyczyny poszukiwać należy w zbrodniczym fanatyzmie i nieusprawiedliwionej ciemnocie. […] Wszelkie twierdzenia o istnieniu mordów rytualnych są kłamstwem. Nikt ze społeczności chrześcijańskiej ani w Kielcach, ani gdzie indziej w Polsce nie został skrzywdzony przez Żydów dla celów religijnych i rytualnych”.

W odezwie tej uderza chrześcijańska przejrzystość i całkowity brak relatywizmu. Biskup Kubina jako jedyny zhierarchizował tę tragedię poprawnie: uznał zamordowanych za obywateli polskich, przypomniał o ich świeżym, potwornym doświadczeniu Zagłady i – co fundamentalne – wprost odrzucił jako kłamstwo mit o mordzie rytualnym, który posłużył za iskrę dla morderców z ulicy Planty. W ten sposób w obliczu hańby częstochowski hierarcha powiedział „tak” miłości bliźniego, a „nie” nienawiści.

…kardynał Hlond obwinia ofiary

Ten proroczy głos pozostał jednak odosobniony. Zaledwie kilka dni później światowa opinia publiczna usłyszała zupełnie inny ton – płynący z samego szczytu polskiej hierarchii kościelnej. 11 lipca 1946 r. prymas August Hlond, ustępując pod naciskiem zagranicznego oburzenia i bezpośrednimi prośbami ambasadora USA, zorganizował w Warszawie konferencję dla zagranicznych dziennikarzy. Zamiast powtórzyć ewangeliczny sprzeciw biskupa Kubiny, głowa polskiego Kościoła przeniosła ciężar dyskusji z obszaru moralności na pole brutalnej bieżącej polityki. W oświadczeniu, które odczytał zagranicznej prasie, kardynał Hlond stwierdził:

„W czasie eksterminacyjnej okupacji niemieckiej Polacy, mimo że sami byli tępieni, wspierali, ukrywali i ratowali Żydów z narażeniem własnego życia. Niejeden Żyd w Polsce zawdzięcza swe życie Polakom i polskim księżom. Że ten dobry stosunek się psuje, za to w wielkiej mierze ponoszą odpowiedzialność Żydzi stojący w Polsce na przodujących stanowiskach w życiu państwowym, a dążący do narzucenia form ustrojowych, których ogromna większość narodu nie chce. Jest to gra szkodliwa, bo powstają stąd niebezpieczne napięcia. W fatalnych starciach orężnych na bojowym froncie politycznym giną niestety niektórzy Żydzi, ale ginie nierównie więcej Polaków”.

Mamy tu do czynienia z drastycznym mechanizmem odwrócenia pojęć. Prymas wprawdzie potępił mord, ale de facto obarczył ofiary moralną odpowiedzialnością za wybuch nienawiści, usprawiedliwiając go ich rzekomą masową współpracą z komunistycznym reżimem. Zbrodnia kielecka – prymitywny, oparty na średniowiecznych zabobonach mord na cywilach ocalałych z Zagłady – została zredukowana do niefortunnego epizodu w ramach „starć orężnych na bojowym froncie politycznym”. Jak zauważał z bolesnym zdumieniem Michnik, takie ujęcie problemu było nie tylko krzywdzące, ale i absurdalne:

„Jak można całą społeczność żydowską obwiniać o czyny komunistów o żydowskich nazwiskach z rządu komunistycznego? Jak można przyrównywać stosunki polsko-żydowskie do »starć orężnych na bojowym froncie politycznym«?”. Co więcej, w wystąpieniu Hlonda uderzało całkowite przemilczenie antysemickich oskarżeń o rzekomy mord rytualny – prymas nie zdementował tego groźnego kłamstwa, oddając tym samym pole zabobonowi.

Zderzenie tych dwóch twarzy Kościoła – proroczej biskupa Kubiny i politycznej, oskarżycielskiej  prymasa Hlonda – doprowadziło wkrótce do wewnętrznego dyscyplinowania. Głos sumienia przegrał z racją instytucjonalną. Konferencja Episkopatu Polski ostatecznie zakneblowała usta takim hierarchom jak częstochowski ordynariusz. Nakazała biskupom powstrzymanie się od indywidualnych wystąpień, a odezwa biskupa Kubiny została zdezawuowana jako dokument, którego „treść i intencje inni ordynariusze diecezji uznali za niemożliwe do przyjęcia z zasadniczych założeń myślowych i kanonicznych Kościoła katolickiego”.

W ten sposób oficjalny, jawny dialog o odpowiedzialności moralnej za antysemityzm został w polskim Kościele brutalnie przerwany. Jednak to, co zachodni dziennikarze przeczytali w oświadczeniu Hlonda z 11 lipca, było zaledwie wygładzoną na potrzeby opinii publicznej, dyplomatyczną fasadą. Prawdziwa walka o interpretację pogromu kieleckiego miała się dopiero rozegrać w ścisłej tajemnicy, w zaciszach watykańskich gabinetów.

O wszystkim tu decydują Żydzi!

Odpowiedź na pytanie, jak zbrodnia ta została przedstawiona papieżowi Piusowi XII, przynoszą nowo udostępnione archiwa. 10 sierpnia 1946 r., zaledwie miesiąc po kieleckiej zbrodni, kardynał Hlond wysłał do Domenica Tardiniego, papieskiego podsekretarza stanu, list, do którego dołączył dziewięciostronicowy tajny raport w języku włoskim zatytułowany „Żydzi w Polsce i wydarzenia w Kielcach”. Uprzedzając pełne wyjaśnienia, już w liście przewodnim prymas usprawiedliwiał rzeź, z którą zmierzyło się ocalałe z Holokaustu żydostwo, odrzucając tezę o antysemityzmie:

„To nie jest rasizm, lecz zjawisko bardzo osobliwe, z drugiej zaś strony nie da się zaprzeczyć, że apodyktyczna postawa Żydów, wojujących komunistów w Polsce, wywołuje tu poważny niepokój wewnętrzny. Niestety, dochodzi do tego napływ Żydów rosyjskich, których polski rząd przyjmuje w liczbie półtora miliona. Stanowią oni pierwsze prawdziwe i bardzo aktywne ośrodki komunizmu w Polsce, z poważnym zagrożeniem dla ducha i wewnętrznego spokoju republiki”.

Aby zrozumieć ten dokument, trzeba podążać krok po kroku za jego wewnętrzną architekturą. Hlond rozpoczyna swój raport od zarysowania rzekomego tła demograficznego i politycznego. Pisze wprawdzie o 60 tysiącach Żydów, którzy przetrwali „przerażające masakry sił Hitlera” – zaznaczając przy tym, że „zostali prawie w całości uratowani przez Polaków, którzy robili to z narażeniem własnego życia” – ale natychmiast przeciwstawia tę grupę innej, wrogiej kategorii: Żydom powracającym ze Związku Radzieckiego. W narracji prymasa to ci uchodźcy, którzy w czasie wojny „przeszli solidną edukację komunistyczną”, stanowią trzon nowej, opresyjnej władzy. Hlond pisze wprost, że we wszystkich ministerstwach (z wyjątkiem rolnictwa, gdzie „Mikołajczyk wciąż jest niemal panem”) rządzą dziś „wszechpotężne osobistości żydowskie”.

Według raportu kardynała te wpływy sięgają znacznie poza sferę polityki i uderzają bezpośrednio w religię. W tym miejscu dokument zamienia się w akt oskarżenia o upokarzanie Kościoła katolickiego przez żydowską biurokrację. Prymas skarży się Rzymowi:

„Całkowicie w rękach Żydów znajduje się rządowa prasa partyjna (…). Doszliśmy do punktu, w którym nawet w sprawach kościelnych decyzje są w rękach Żydów. Jeśli ktoś chce założyć pismo katolickie lub zwykły oficjalny organ Kurii Biskupiej, to Żyd jest arbitrem. Żydzi surowo cenzurują czasopisma katolickie, eliminując ich najbardziej żywe i istotne myśli. Żydzi decydują o tym, czy szkoła katolicka może zostać otwarta lub ponownie otwarta, czy może otrzymać prawa do zamieszczania reklam. Komisja Szkolna Episkopatu jest zmuszona układać się z Żydówką w sprawie programu nauczania religii w szkołach. Żydzi dekretują, czy zakonnice katolickie mogą otworzyć sierociniec, czy gminy mogą tam umieszczać osierocone dzieci, czy księża mogą nieść religijną pociechę więźniom, czy mogą oni otrzymywać dotacje rządowe na odbudowę zniszczonych kościołów itp. To Żydzi decydują o tym, czy ksiądz-uchodźca może powrócić do Polski. Żyd przyznaje lub odmawia paszportów zakonnikom wyjeżdżającym za granicę na Kapitułę Generalną”.

Maskują się pod polskimi nazwiskami

Adam Michnik, analizując przed laty oskarżycielski memoriał kieleckiego biskupa Czesława Kaczmarka, pisał o jego fatalnym zakorzenieniu w absurdalnym i antysemickim stereotypie „żydokomuny”. Dokumenty watykańskie udowadniają, że ów stereotyp nie był jedynie lokalnym wybrykiem ordynariusza z Kielc, lecz konstytutywnym elementem myślenia samej głowy polskiego Kościoła. Dla prymasa złożona rzeczywistość powojennego zniewolenia redukowała się do wyznania i pochodzenia urzędnika. Polską rządził, jak ujął to Hlond, „zbolszewizowany Żyd, który często maskuje się pod pięknymi polskimi nazwiskami: Wolski, Modzelewski, Różański, Zabłudowski, Sawicki, Kamińska i tym podobnymi”. To oni mieli kontrolować aparat terroru (UB), w którym – jak czytamy w raporcie – „dobrzy obywatele są potajemnie mordowani”.

Co więcej, Hlond przedstawia ten stan rzeczy jako wynik apokaliptycznej inwazji. Twierdzi, że do Polski napływa fala „1,4 miliona osób” z „mentalnością i perwersjami bolszewizmu”. W kraju, w którym na skutek Zagłady wymordowano niemal całą, trzymilionową społeczność żydowską, posługiwanie się tezą o inwazji półtora miliona „rosyjskich Żydów” było ewidentnym kłamstwem – faktyczna liczba repatriantów oscylowała wokół kilkudziesięciu tysięcy. Miało to jednak jasny cel retoryczny: stworzyć w Watykanie obraz polskiego narodu i Kościoła jako bezbronnych ofiar potężnej, milionowej, ateistycznej siły, wśród której znajdują się „liczne zdegenerowane, zbrodnicze, ponure typy, zdolne do każdej zbrodni”.

Gdy prymas przechodził w raporcie do opisu samego pogromu z 4 lipca, morderczy tłum na ulicy Planty nagle znikał. Zastąpiła go bezosobowa „ludność”, a zamordowani rozbitkowie z Holokaustu stali się anonimowymi „rosyjskimi Żydami”. Zamiast duszpasterskiego wstrząsu Watykan przeczytał chłodną, niemal policyjną relację oskarżającą ofiary i władze:

„Również w biskupim mieście Kielcach (…) w tajemniczych okolicznościach zniknęło troje dzieci. Próby ich odnalezienia nie przyniosły rezultatu, pomimo apeli do wiernych wygłaszanych z ambony w katedrze. Ludność stawała się tym bardziej rozdrażniona, że władze cywilne bagatelizowały sprawę. Ciche podejrzenie padło na dużą rezydencję przy ulicy Planty, która została przeznaczona przez rząd na użytek rosyjskich Żydów”.

Powtórna śmierć ofiar z ulicy Planty

Jak prymas opisywał w tajnym raporcie sam przebieg pogromu? Nie znajdziemy w jego sprawozdaniu ani krzty chrześcijańskiej empatii dla ofiar, ani wstrząsu wobec dziczejącego tłumu. Rzekomo porwany mały chłopiec (Henryk Błaszczyk) jest przez Hlonda opisany jako „blady, wyczerpany, ze śladami ukłuć na żyłach rąk”. W narracji prymasa to nie ocaleni z Holokaustu są bezbronnymi ofiarami rzezi, lecz… agresorami. Hlond pisze, że Żydzi odmówili milicji otwarcia bramy, obrzucili funkcjonariuszy obelgami, a po sforsowaniu wrót odpowiedzieli zmasowanym ogniem z pistoletów. W tej relacji jeden z milicjantów ginie na miejscu. Żydzi mają być uzbrojeni po zęby, a nawet używać granatów. Tłum, który chwilę później wtargnął do budynku i dokonał masakry, prymas określa mianem „robotników i plebsu”, do których dołączyli stacjonujący żołnierze zachęcani przez rosyjskiego dowódcę.

Kielce, 7 lipca 1946 roku, pogrzeb ofiar pogromu. Liczący około 10 tysięcy osób kondukt wyruszył sprzed szpitala miejskiego, szedł ulicami Kościuszki, Słowackiego i Marmurową, docierając na kirkut w dzielnicy Pakosz

Kielce, 7 lipca 1946 roku, pogrzeb ofiar pogromu. Liczący około 10 tysięcy osób kondukt wyruszył sprzed szpitala miejskiego, szedł ulicami Kościuszki, Słowackiego i Marmurową, docierając na kirkut w dzielnicy PakoszFot. PAP/Jerzy Baranowski / PAP

Dla Watykanu lektura tego raportu musiała być jednoznaczna. Zbrodnia kielecka została przez prymasa sprowadzona do formy fatalnego incydentu o charakterze politycznym, wywołanego arogancją i zbrojnym oporem samych poszkodowanych, ukrywających rzekome porwania.

Hlond na tym nie poprzestaje. Kontynuując opowieść o pokłosiu pogromu, uderza w sprawiedliwość wymierzaną przez komunistyczne władze. Utrzymuje, że szybkie pokazowe procesy miały na celu ukrycie zaangażowania milicji. Sposób, w jaki opisuje te rozprawy, ponownie przesiąknięty jest etnicznym resentymentem:

„Trzej sędziowie, wszyscy trzej to Żydzi. Trzej prokuratorzy, z których dwóch to Żydzi. […] Przewodniczący sądu od samego początku wykluczył jakąkolwiek wzmiankę o przyczynach i psychologicznych momentach wydarzeń. Sprawcom nie pozwolono na wezwanie świadków obrony […]. Dziewięciu skazano na śmierć, szybko wykonano wyrok przez rozstrzelanie”.

W ten sposób ofiary pogromu, zgładzone na ulicach Kielc, w watykańskim raporcie prymasa zostają uśmiercone po raz drugi – tym razem moralnie. Hlond odziera je z ich cierpienia, zrzucając winę na komunistyczną, żydowską prowokację, z góry zaplanowane mordy i tendencyjne, żydowskie sądy. Polskie społeczeństwo i Kościół stają się w tym dokumencie jedynymi prawdziwymi ofiarami tego „koszmaru zbolszewizowanego Żyda”.

Prymas Hlond: Pogrom to robota ubecji

Następnie prymas przechodzi do opisu pogrzebu zamordowanych. Adam Michnik w swoim eseju zacytował dramatyczne przemówienie rabina Dawida Kahanego, który nad trumnami ofiar pytał kapłanów z rozpaczą: „Czy możecie z czystym sumieniem […] mówić: »Nasze ręce nie przelały tej niewinnej krwi«? […] [czy] »Nie zabijaj« nie dotyczyło Żydów?”. Jednak w tajnym raporcie Hlonda dla Stolicy Apostolskiej to rozdzierające wołanie o litość zostaje sprowadzone do rangi antykatolickiego, wrogiego incydentu. Prymas informuje Watykan, że warszawski rabin Kahane – ubrany w wojskowy mundur – wygłosił na pogrzebie przemówienie, w którym rzekomo obraził papieża i katolickie duchowieństwo. Rzymska centrala dowiaduje się, że prasa skupiła się wyłącznie na kwestii rasizmu i zażądała, by episkopat wydał bezwarunkowe potępienie, co biskupi uznali za sprawę lokalną, załatwioną już przez kielecką kurię.

Kondukt pogrzebowy ofiar pogromu kieleckiego, 8 lipca 1946 r. Bezpośrednim impulsem do wybuchu przemocy była fałszywa pogłoska o rzekomym uprowadzeniu ośmioletniego Henryka Błaszczyka przez Żydów w celu dokonania tzw. mordu rytualnego. W pogromie zginęło 40 Żydów i 2 Polaków. Na zdjęciu delegacje z wieńcami

Kondukt pogrzebowy ofiar pogromu kieleckiego, 8 lipca 1946 r. Bezpośrednim impulsem do wybuchu przemocy była fałszywa pogłoska o rzekomym uprowadzeniu ośmioletniego Henryka Błaszczyka przez Żydów w celu dokonania tzw. mordu rytualnego. W pogromie zginęło 40 Żydów i 2 Polaków. Na zdjęciu delegacje z wieńcamiFot. PAP/Jerzy Baranowski

W raporcie Hlond relacjonuje także szczegółowo swoje własne działania podjęte w cieniu tragedii. Zanim spotkał się z zagraniczną prasą, 9 lipca udał się do Kielc, aby osobiście zbadać sytuację na miejscu, a następnie pojechał do Krakowa, by skonsultować się z kardynałem Adamem Stefanem Sapiehą. Dopiero po tych konsultacjach spotkał się ze wszystkimi osiemnastoma zagranicznymi dziennikarzami przebywającymi w Polsce. To właśnie im wręczył swoje słynne pisemne oświadczenie, w którym winił Żydów zajmujących kierownicze stanowiska w państwie za „psucie się dobrych stosunków”. W liście do Watykanu prymas nie występuje jednak jako moralny autorytet, lecz kreuje się na ofiarę globalnego, antykatolickiego spisku. Skarży się, że poprosił dziennikarzy o pełną, niezmienioną publikację tekstu w prasie amerykańskiej, ale ci nie dotrzymali słowa.

„I oto następnego dnia amerykańskie gazety zależne od Żydów zamieściły moje słowa w większości okaleczone, zmienione, arbitralnie dostosowane i opatrzone komentarzami, które całkowicie fałszywie przedstawiały moje myśli” – pisał w raporcie.

Kardynał dodaje, że prasa komunistyczna zniekształciła jego słowa, czasopismom katolickim w ogóle zakazano ich publikacji, a rząd polski „obraża się na punkt 4.” oświadczenia, dążąc do wykreowania jego uwag na „wypowiedzenie wojny reżimowi”. W tej zmistyfikowanej opowieści to Hlond i naród polski – który „nie przestaje przesyłać mi adresów zdyscyplinowanej solidarności i religijnego poparcia” – stają się prawdziwymi męczennikami. Po ponad miesiącu od zbrodni prymas stawia ostateczną, retrospektywną diagnozę: pogrom został sprowokowany przez ubecję ze „zdradzieckim kunsztem” jako zemsta na Kielcach za poparcie opozycji w niedawnym referendum.

Wyrok na biskupa Kubinę

To właśnie w końcowej części tego raportu dokonuje się również zakulisowe zniszczenie proroczego głosu biskupa Teodora Kubiny, na którym opierał swoje moralne nadzieje Adam Michnik. Ordynariusz częstochowski jako jedyny hierarcha w kraju wydał 7 lipca bezkompromisową odezwę, potępiając zbrodnię i kategorycznie odrzucając kłamstwo o mordzie rytualnym.

Jak prymas Hlond wytłumaczył to ewangeliczne uniesienie przed papieżem i Sekretariatem Stanu? Aby złagodzić wrażenie podziału w polskim episkopacie, zdezawuował autorytet Kubiny w całości. Sprowadził jego apel do rangi żenującej pomyłki i manipulacji. Informował Rzym, że biskup Kubina złożył podpis pod tekstem, ponieważ „został wprowadzony w błąd przez władze Częstochowy, które wmówiły mu, że ma tam wybuchnąć powstanie przeciwko Żydom”. Hlond tłumaczył, że lokalny prefekt opublikował tekst bez naniesionych przez biskupa poprawek, przez co ostateczna wersja rzekomo fałszowała rzeczywistość. Wyrok, jaki Hlond wydał na Kubinę w oczach rzymskiej kurii, był bezlitosny:

„W narodzie ta proklamacja wywarła przygnębiające wrażenie, ponieważ przedstawiała sprawę w fałszywym świetle, niezależnie od prawdziwej rzeczywistości. Było wiele protestów przeciwko podpisowi J.E. Arcybiskupa Kubiny pod tym ogłoszeniem, które zostało również źle przyjęte przez Kurię Biskupią w Kielcach. Naturalnie, prasa komunistyczna i żydowska świętowała J.E. Arcybiskupa Kubinę jako jedynego biskupa w Polsce, który nie podąża mrocznymi śladami obskurantyzmu”.

W ten oto sposób słowami najwyższego przedstawiciela polskiego Kościoła moralny ciężar odezwy biskupa częstochowskiego został ostatecznie zneutralizowany. Dla Watykanu, pozbawionego innych niezależnych źródeł, przekaz był jednoznaczny: wezwanie do miłości bliźniego i kategoryczne odrzucenie kłamstwa o mordzie rytualnym oklaskiwali wyłącznie wrogowie Kościoła, podczas gdy na „prawdziwym” polskim narodzie słowa te wywarły przygnębiające wrażenie. Triumf instytucji i politycznej taktyki nad głosem sumienia dokonał się całkowicie. Kubina przestał być traktowany poważnie, a kielecka zbrodnia zyskała przed papieżem ramy wrogiej, żydowsko-komunistycznej manipulacji zwalniającej Kościół z obowiązku bicia się w piersi.

Sól sypana na świeże rany

Do Watykanu tymczasem płynęła szeroka fala listów i depesz zza oceanu. Środowiska żydowskie w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej były zszokowane nie tylko rzezią na ulicy Planty, ale przede wszystkim oświadczeniem, które polski prymas wydał 11 lipca dla zagranicznych dziennikarzy. Próba zrzucenia odpowiedzialności za pogrom na rzekomą polityczną działalność samych Żydów wywołała powszechne oburzenie, a oczy ocalałych i obrońców praw człowieka zwróciły się ku papieżowi Piusowi XII.

Jako jeden z pierwszych zareagował Joseph Tenenbaum, prezes Amerykańskiej i Światowej Federacji Żydów Polskich. W swoim telegramie do Watykanu obnażył wprost absurdalność politycznej logiki prymasa. Szacując, że w powojennej Polsce zamordowano już ponad 1100 Żydów w ramach swoistego „polowania”, Tenenbaum pytał papieża retorycznie: „To tak, jakby usprawiedliwiać antykatolickie ekscesy tym, że większość polskiego rządu, łącznie z wicepremierem Mikołajczykiem, jest pochodzenia katolickiego”. Prezes Federacji błagał w depeszy Piusa XII, by „w imię ludzkości i w imię naszego jedynego Boga” interweniował u polskiego kleru i pomógł wykorzenić „antysemickie barbarzyństwo w Polsce”. Inni, jak małżeństwo Godlichów z Filadelfii, pisali wprost, że słowa Hlonda obnażają „dorozumianą sympatię […] dla wypaczonego myślenia i złośliwej emocjonalności leżących u podstaw dzisiejszej antysemickiej przemocy w Polsce”.

Jednak najbardziej wstrząsającym, rozdzierającym dokumentem, który dotarł w tamtych dniach do Stolicy Apostolskiej, był list Seymoura Siegela, młodego studenta nowojorskiego seminarium rabinicznego. Siegel nie posługiwał się językiem dyplomacji. Jako jeden z nielicznych wprost połączył świeżą krew przelaną w Kielcach z dymami krematoriów, które dopiero co opadły nad Europą. W liście do papieża pisał:

„Nie ma potrzeby opowiadać Waszej Świątobliwości o nieludzkiej rzezi sześciu milionów Żydów, która kładzie się cieniem na historii ludzkości w ostatniej dekadzie. Wielu z tych bestialskich morderców narodu żydowskiego było tymi samymi ludźmi, którzy ofiarowują swoje modlitwy do Boga Miłości w kościołach katolickich na całym świecie. Jakby dla posypania ran solą, haniebne zachowanie waszych ludzi w Polsce w obecnym czasie przechodzi niemal ludzkie pojęcie”.PauzaWłącz dźwięk

Aktualny czas 0:52

Następnie, odnosząc się bezpośrednio do słów prymasa Polski usprawiedliwiających agresję, młody student pytał papieża z bezbrzeżną rozpaczą:

„Czy to nie dość, że krew 95 procent narodu żydowskiego w Polsce zrasza teraz ziemię tego przeklętego kraju, że wysoki urzędnik Kościoła »miłości« wygłasza tak zjadliwe, antysemickie, prowokujące i podżegające do buntu oświadczenia, które mogą tylko posłużyć do dalszego podpalania namiętności nieludzkich, bestialskich i okrutnych polskich chuliganów, z których większość to katolicy?”.

Zignorujmy te śmieszne oskarżenia

Jak na ten krzyk bólu – na to rozpaczliwe wołanie o ewangeliczną sprawiedliwość po „czwartej fazie Zagłady” – zareagował Watykan? Dokumenty z rzymskich archiwów odsłaniają tu mechanizm całkowitego paraliżu empatii.

List Siegela został odesłany przez Stolicę Apostolską do delegata apostolskiego w Waszyngtonie Amleta Cicognaniego z prośbą o zbadanie sprawy. Ten przekazał go do kardynała Samuela Stritcha, arcybiskupa Chicago, skąd pochodził Siegel. Wnioski, które amerykański kardynał przedstawił Watykanowi, stanowią mroczne świadectwo niezrozumienia i arogancji, na które potrafiła się zdobyć instytucja wobec ofiar Holokaustu. Kardynał Stritch pisał w swoim memorandum:

„Mamy dowody na to, że wśród Żydów w Chicago oświadczenia Jego Eminencji kard. Hlonda zostały źle zrozumiane. (…) Obszerne wyjaśnienia oświadczeń kard. Hlonda zostały opublikowane wszędzie w Stanach Zjednoczonych i każda uczciwa osoba była z nich zadowolona. W obecnym, podnieconym, a wręcz histerycznym stanie umysłu, w jakim znajdują się niektórzy Żydzi, trudno pojąć, jak można ich przekonać o obiektywnych rzeczach i prawdach”.

Stritch dowodził, że zamiast być wdzięcznym papieżowi i hierarchii za pomoc okazywaną rzekomo w czasie wojny, „upierają się przy czynieniu z tych oświadczeń i wydarzeń podstawy do oskarżeń i oszczerstw”. Skonkludował swój wywód jasnym zaleceniem dla Rzymu: należy „zignorować całkowicie list pana Siegela i nie zwracać uwagi na jego śmieszne oskarżenia”.

W tych słowach „żydowski ból” po wymordowaniu narodu został po prostu zredukowany do „histerii” i „niewdzięczności”. Zdumiewające jest jednak to, co arcybiskup Chicago dołączył do swojego memorandum. Zamiast pochylić się nad teologicznym i moralnym ciężarem pytań Siegela, hierarchia kościelna zebrała na jego temat obszerne, niemal policyjne dossier. Przekazano do Watykanu dane o dokładnym adresie młodego rabina, nazwiska jego rodziców i rodzeństwa, historię jego edukacji, oceny akademickie, raporty kredytowe, a nawet… „cechy fizyczne, takie jak kolor oczu, kolor włosów i odcień skóry”. Krzyk w imieniu ofiar potraktowano jak incydent, a człowieka proszącego o sprawiedliwość zbadano pod kątem fizjonomii. Sprawa została ostatecznie pogrzebana w watykańskich aktach, a Sieglowi nie odpowiedziano.

Druzgocąca diagnoza ambasadora

Głosy oburzenia docierające do Watykanu nie płynęły wyłącznie ze strony „rozemocjonowanych” żydowskich środowisk. Rzymska centrala otrzymała również całkowicie chłodną, zewnętrzną analizę dyplomatyczną, obnażającą rzekomą niewinność polskiego Kościoła.

7 września 1946 r. brytyjski przedstawiciel przy Stolicy Apostolskiej, sir D’Arcy Osborne przekazał Watykanowi poufną depeszę od ambasadora Jej Królewskiej Mości w Polsce. Brytyjski dyplomata opisywał w niej swoje próby nakłonienia polskich biskupów (obradujących w Częstochowie na początku września) do tego, by w zapowiadanym liście pasterskim wprost potępili antysemityzm. Relacjonował Rzymowi:

„Zrozumiałem, że zasugerowano włączenie jakiejś aluzji do antysemityzmu. Jednakże wszelkie tego typu aluzje będą miały formę bardzo ostrożną, tak aby nie mogły zostać zinterpretowane jako odrzucenie wywiadu udzielonego tutaj zagranicznym korespondentom prasowym przez kardynała Hlonda, który – jak się twierdzi – został źle zinterpretowany i przeinaczony”.

Następnie brytyjski ambasador sformułował druzgocącą diagnozę moralnego pęknięcia polskiego Kościoła, demaskując wymówki hierarchów:

„Co więcej, powiedziano mi, że wobec głębokich nastrojów antysemickich w Polsce, biskupi obawiają się, że otwarte potępienie antysemityzmu mogłoby osłabić wpływy Kościoła. Nie wierzę w to i uważam to za wymówkę dla uniknięcia potępienia antysemityzmu w ostrych słowach. Obawiam się, że polskie duchowieństwo jest fundamentalnie antysemickie”.

Co więcej, brytyjski dyplomata odniósł się również do demograficznego mitu, na którym prymas Hlond zbudował cały swój obronny, tajny raport dla Watykanu (który bardzo szybko i w okrojonej formie został rozesłany papieskim nuncjuszom w celu kontrofensywy dyplomatyczno-medialnej) – mitu o rzekomym zalewie kraju przez hordy żydowsko-bolszewickie. Ambasador skwitował to krótko i bezlitośnie: „Liczba pół miliona Żydów, podana przez Podsekretarza w Watykanie jako wysłana do Polski ze Związku Radzieckiego, jest znacznie przesadzona. Uważam, że od czerwca 1945 r. wjechało ze Związku Radzieckiego nie więcej niż sześćdziesiąt tysięcy Żydów…”.

„Przekaz dnia” Watykanu

Stolica Apostolska miała zatem przed sobą pełen obraz sytuacji: zmanipulowany raport Hlonda, proroczy (lecz wyciszany przez kler) głos biskupa Kubiny, dramatyczne listy ocalałych z Zagłady oraz racjonalny, krytyczny osąd brytyjskiej dyplomacji, która prosiła o to, by Watykan wydał polskim biskupom instrukcję wymuszającą potępienie antysemityzmu. Jak zareagowała kuria rzymska?

Odpowiedzią był chłód i powrót do gładkich, ogólnikowych sformułowań. Instrukcja przygotowana przez urzędnika watykańskiego dla delegata apostolskiego w Waszyngtonie nakazywała unikać bezpośrednich odpowiedzi do żydowskich środowisk, by nie sprowokować lawiny kolejnych apeli. Watykańscy urzędnicy zalecali odpowiadać, że Stolica Apostolska „broniła i pomagała uciskanym i nieszczęśliwym, łagodząc ich nędzę oraz fizyczne i moralne cierpienia, bez jakiegokolwiek rozróżnienia rasy, narodowości czy religii”. Zastosowano tu dokładnie tę samą taktykę, po którą Watykan sięgał w latach 1942-1943 wobec najczarniejszych doniesień o Holokauście: abstrakcyjne stwierdzenia o ewangelicznym współczuciu miały zastąpić konieczność zmierzenia się z brutalnym, konkretnym faktem mordowania Żydów na ulicach polskich miast. Z kolei polskiemu episkopatowi, do którego adresowano dyplomatyczne sugestie uspokojenia nastrojów, wkrótce z pomocą miał przyjść sam prymas Hlond.

Rosnąca presja międzynarodowa stawała się dla Rzymu coraz bardziej uciążliwa. W odpowiedzi na naciski amerykańskich i brytyjskich dyplomatów, którzy wprost domagali się od Stolicy Apostolskiej wymuszenia na polskim episkopacie potępienia antysemityzmu, Watykan zaczął wysyłać do prymasa Hlonda dyskretne sugestie, by biskupi w Polsce wydali choćby ogólnikowe oświadczenie w tej sprawie. W październiku 1946 r. kardynał Hlond poprosił papieża o zgodę na osobisty przyjazd do Rzymu, aby zdać relację z sytuacji w kraju. Pod koniec listopada stanął w Watykanie, przywożąc ze sobą drugi, obszerny raport, który miał ostatecznie ukształtować pogląd Piusa XII na pogrom kielecki.

Antysemityzmu nie potępimy!

Jeśli pierwszy, sierpniowy raport Hlonda uderzał chłodem i obarczał ofiary winą za prowokowanie przemocy, to drugi dokument wznosił tę narrację na poziom globalnej, antysemickiej teorii spiskowej. Prymas, broniąc się przed sugestią wydania deklaracji potępiającej antysemityzm, przedstawił Watykanowi zbrodnię w Kielcach nie jako spontaniczny wybuch nienawiści, lecz jako wyrachowaną, cyniczną mistyfikację. Według kardynała masakra była zaledwie pierwszym etapem szerszego planu koordynowanego rzekomo przez sowiecki rząd, polski reżim komunistyczny oraz nieokreślone „międzynarodowe organizacje żydowskie”. Cel tej operacji w optyce prymasa był czysto polityczny. Pisał do Watykanu:

„Poświęcenie kilku istnień ludzkich w zorganizowanych w Polsce pogromach miało ułatwić przesiedlenie mas żydowskich mieszkających w Polsce, Rosji, Rumunii i na Węgrzech do krajów, które pozostały bogate lub dawały nadzieję na szybki rozwój gospodarczy”.

Hlond dowodził, że morderstwa miały wykreować na Zachodzie wrażenie, iż Żydzi nie mogą już bezpiecznie żyć w Europie Wschodniej, co z kolei miało zmusić rządy do otwarcia dla nich bram Palestyny i Stanów Zjednoczonych, dokąd w rzeczywistości mieli zmierzać jako emisariusze komunistycznej ideologii. W tym makabrycznym wywodzie ofiary pogromu kieleckiego zostały ostatecznie odarte z resztek człowieczeństwa – były już nawet nie ocalałymi z Zagłady, którym odebrano życie, lecz trybikami, które „poświęcono” (jak sugerował prymas: przy współudziale samych Żydów) na ołtarzu politycznej intrygi.

Odnosząc się w raporcie do nacisków, by episkopat wydał publiczne oświadczenie, Hlond stwierdził wprost: „Dla mnie od początku było jasne, że odpowiedzialność za te wydarzenia spada w dużej mierze na władze rządowe i że kryje się za tym wszystkim ponura tajemnica”. Kategorycznie odrzucił żądania potępienia antysemityzmu. Tłumaczył w Rzymie, że naciski na Kościół płyną ze strony organizacji żydowskich, których celem jest potwierdzenie oskarżeń o polski antysemityzm, co z kolei miałoby służyć „światowej sprawie izraelickiej, potajemnie sprzymierzonej z Kremlem”.

Według prymasa ewentualna deklaracja polskich biskupów byłaby „niesprawiedliwa, niezgodna z prawdą, przynosząca szkodę honorowi narodu, sprzeczna z prestiżem Kościoła”.

Dwie twarze tego samego kłamstwa

To w tym miejscu z całą siłą powraca i domyka się refleksja Adama Michnika, który w 2006 r. analizował postawę biskupa Kaczmarka. Michnik z przerażeniem badał wówczas poufny raport o pogromie, który hierarcha we wrześniu 1946 r. przekazał ambasadorowi USA Arturowi Blissowi-Lane’owi. Kaczmarek pisał w nim:

„Wskutek komunistycznej działalności Żydów wytworzyła się w stosunku do nich nienawiść szerokich mas w Polsce. Rzeczywiste wypadki ginięcia dzieci w Kielcach, przypisywane Żydom, nie wywołały jej, lecz powiększyły ją w wysokim stopniu. Z tego postanowiły skorzystać pewne komunistyczne czynniki żydowskie w porozumieniu z opanowanym przez siebie Urzędem Bezpieczeństwa, aby wywołać pogrom, który by dał się potem rozgłosić jako dowód potrzeby emigracji Żydów do własnego kraju, jako dowód opanowania społeczeństwa polskiego przez antysemityzm i faszyzm i wreszcie jako dowód reakcyjności Kościoła…”.

Wtedy, w 2006 r., raport Kaczmarka wydawał się wstrząsającym, lecz być może odosobnionym wykwitem zdegenerowanej, antysemickiej wyobraźni lokalnego hierarchy. Dziś jednak, dysponując drugim raportem Augusta Hlonda, widzimy wyraźnie, że biskup Kaczmarek nie był anomalią. Podobieństwo między jego pismem do ambasadora USA a tajnym raportem prymasa dla Watykanu jest porażające. Oba dokumenty całkowicie odrzucały istnienie oddolnego, społecznego antysemityzmu w Polsce. Oba opierały się na tej samej spiskowej koncepcji „żydokomuny”. Oba sprowadzały kielecką rzeź do rangi politycznej prowokacji, w której żydowskie ofiary zostały cynicznie złożone w ofierze przez swoich pobratymców dla osiągnięcia korzyści geopolitycznych (emigracji do Palestyny).

Adam Michnik pisał, że usprawiedliwianie antysemityzmu jako formy antykomunizmu było niewątpliwym złem, którego nie dostrzegł pasterz kieleckiej owczarni. Dokumenty watykańskie idą jednak krok dalej: dowodzą, że tego zła nie dostrzegł – a wręcz aktywnie je konstruował i promował w Europie i na świecie – sam prymas Polski. Różnica między Hlondem a Kaczmarkiem polegała wyłącznie na adresacie i retorycznej taktyce. Biskup kielecki celował w zachodnią dyplomację, używając języka bezpośredniego oskarżenia; kardynał Hlond pisał do Watykanu, ubierając te same teorie spiskowe w szaty obrony autorytetu Kościoła przed intrygami i „ponurą tajemnicą”.

Portret kardynała Augusta Hlonda autorstwa Henryka Dziecioła. Hlond (1881-1948) był prymasem Polski w latach 1926-1948, najpierw jako arcybiskup metropolita gnieźnieńsko-poznański, a od 1946 r. gnieźnieńsko-warszawski

Portret kardynała Augusta Hlonda autorstwa Henryka Dziecioła. Hlond (1881-1948) był prymasem Polski w latach 1926-1948, najpierw jako arcybiskup metropolita gnieźnieńsko-poznański, a od 1946 r. gnieźnieńsko-warszawskiFot. zbiory Muzeum Niepodległości/East News

Zbieżność tych narracji – powtarzanych niemal słowo w słowo jesienią 1946 r. – wskazuje, że mamy tu do czynienia nie z przypadkiem, lecz z przemyślaną strategią episkopatu. Strategią, w której obrona instytucjonalnego interesu Kościoła i wizerunku narodu wymagała całkowitego znieczulenia na dramat cudem ocalałych Żydów, a w konsekwencji – odwrócenia ról ofiary i oprawcy.

Dla Watykanu ta zbieżność i kategoryczna postawa Hlonda były na rękę. Otrzymawszy tak sformułowany raport, rzymska kuria mogła ostatecznie zrezygnować z wymuszania na Polakach rachunku sumienia i poprzestać na zakulisowej dyplomacji, która, jak miało się wkrótce okazać, nie przyniosła ofiarom żadnego zadośćuczynienia.

Taktyka zamiast moralności

Watykan po zapoznaniu się z raportami prymasa Hlonda znalazł się więc w wygodnym z instytucjonalnego punktu widzenia położeniu. Posiadał już alibi, by nie naciskać na polski episkopat w sprawie jednoznacznego potępienia antysemityzmu. Jednocześnie jednak rzymska kuria nie mogła całkowicie zignorować faktu, że milczenie Kościoła w Polsce po pogromie kieleckim wywoływało coraz większe oburzenie na Zachodzie. Brytyjscy i amerykańscy dyplomaci, a także środowiska żydowskie nieustannie domagali się od Piusa XII reakcji. W odpowiedzi na tę presję Domenico Tardini przygotował rozwiązanie, które stanowiło kwintesencję dyplomatycznego uniku i wizerunkowej kalkulacji.

Zamiast żądać od episkopatu duszpasterskiego wstrząsu czy ewangelicznego rachunku sumienia, Tardini sformułował propozycję wygładzonego, bezpiecznego kompromisu. W liście do kardynała Hlonda instruował:

„Pragnę zaznaczyć, że nie jest konieczne, aby pożądana deklaracja episkopatu Polski odnosiła się do wydarzeń w Kielcach; będzie to jedynie ponowne potwierdzenie, że Kościół katolicki potępia i gani przemoc, a tym bardziej zabijanie, przez kogokolwiek i przeciwko komukolwiek by ono nie było skierowane”.

Tardini nie ukrywał przy tym prawdziwych intencji tego zabiegu. Otwarcie przyznał, że celem deklaracji jest wcale nie obrona Żydów, lecz ochrona wizerunku Kościoła. Wyjaśniał, że „oświadczenie to byłoby odpowiedzią na oskarżenia, które pod pretekstem zajść kieleckich zostały wysunięte przeciwko episkopatowi Polski w krajach anglosaskich”.

Watykan zaproponował więc klasyczny PR-owy manewr: wydać ogólnikowe oświadczenie bez słowa „Żydzi” i bez wspominania o Kielcach, byle tylko wytrącić argumenty z rąk zachodniej prasy.

Jednak nawet to absolutne, dyplomatyczne minimum okazało się dla polskiego episkopatu niemożliwe do przyjęcia. Jak wiemy, kardynał Hlond nigdy nie wydał sugerowanego przez Watykan oświadczenia. Zwyciężyła oblężona twierdza i przekonanie, że każdy gest potępienia antysemityzmu byłby krokiem wstecz w walce z komunizmem.

Trzeci rachunek sumienia

Adam Michnik, analizując wstrząsający raport biskupa Czesława Kaczmarka i proroczą odezwę biskupa Kubiny, starał się zrozumieć, dlaczego polski Kościół odrzucił ewangeliczną drogę. Michnik zdiagnozował ten stan jako przejaw „egoizmu bólu”. Argumentował, że naród polski i jego pasterze, wykrwawieni wojną i zniewalani właśnie przez sowiecki reżim, zamknęli się w twierdzy własnego cierpienia. W obronie przed totalitaryzmem, utożsamiając często nową władzę z „żydokomuną”, Kościół w Polsce wpadł w „diabelską alternatywę” – uznał, że musi bronić atakowanej ojczyzny, a potępienie pogromu odebrałby jako przyłączenie się do komunistycznej, antypolskiej nagonki.

Dziś dzięki archiwom watykańskim widzimy, że diagnoza Michnika – choć przenikliwa i głęboko empatyczna wobec uwarunkowań polskiego Kościoła – opisywała zaledwie wierzchołek góry lodowej. Dokumenty z Rzymu wymuszają przeprowadzenie „trzeciego rachunku sumienia”. Pokazują one bowiem, że postawa prymasa Hlonda czy biskupa Kaczmarka nie była tylko zrodzonym w powojennym chaosie odruchem obronnym przed narzucanym komunizmem. Była przede wszystkim głęboką, strukturalną kontynua

Badania nad watykańskimi dokumentami ujawniają mechanizm, który można nazwać „ciągłością transgenocydalną”. Zagłada trzech milionów polskich Żydów, która dokonała się na oczach Kościoła, nie wywołała w jego najwyższych strukturach zmiany teologicznego czy moralnego paradygmatu. Kiedy kardynał Hlond pisał w 1946 r. do papieża o żydowskim zagrożeniu moralnym, o wywrotowej inwazji i o żydowskich dążeniach do zniszczenia Polski, używał dokładnie tej samej matrycy pojęciowej, którą posługiwał się w swoim słynnym liście pasterskim z 1936 r. oraz w poufnej odpowiedzi dla rządu polskiego z 1938 r. Przed wojną Żydzi mieli zagrażać Kościołowi przez pornografię i masonerię; po wojnie – przez UB i stalinizm. Zmieniły się okoliczności polityczne, ale rola narzucona Żydom – rola systemowego, obcego wroga – pozostała w myśleniu hierarchii nienaruszona.

To właśnie owa ciągłość sprawiła, że krew ocalałych z Holokaustu rozlana na kieleckich Plantach nie wstrząsnęła rzymską centralą ani warszawskim pałacem prymasowskim. Zamiast pochylić się nad ofiarami rzezi, wolały widzieć w nich prowokatorów i uczestników międzynarodowego spisku politycznego. Co więcej, dyskurs ten był chroniony i autoryzowany na najwyższych szczeblach – to Watykan ostatecznie zaakceptował interpretację Hlonda, a zlekceważył wołanie żydowskich ocalałych.

Kończąc swój esej 20 lat temu, Adam Michnik pytał z nadzieją:

„Czy nie nadszedł już czas, by sięgnąć do świadectwa biskupa Teodora Kubiny?”. Dzisiaj, 80 lat od pogromu kieleckiego, wiemy dokładnie, jak brutalnie ten głos z Częstochowy został uciszony – nie tylko w Polsce, ale i w samym Rzymie, gdzie prymas Hlond metodycznie zniszczył wiarygodność Kubiny, przedstawiając jego ewangeliczny apel jako wymuszony przez komunistów błąd.

Odkrycie tej prawdy, zapisanej na pożółkłych stronach watykańskich maszynopisów, nie służy prostemu potępieniu. Jest konieczne, by zrozumieć, dlaczego pojednanie i prawdziwy dialog są tak trudne. Ukazuje bowiem, że najczarniejsze demony nienawiści w powojennej Polsce karmiły się nie tylko strachem przed komunistyczną dyktaturą, ale i zatrutym, utrwalonym na dekady językiem, z którego Kościół nie potrafił – lub nie chciał – zrezygnować, nawet w cieniu dymiących krematoriów. Bez zmierzenia się z tą bolesną, instytucjonalną ciągłością rachunek sumienia nad kielecką tragedią na zawsze pozostanie niepełny.

Tytuł i śródtytuły redakcji

Źródła: Archiwum Historyczne Sekretariatu Stanu, Sekcja ds. Stosunków z Państwami, August Hlond, „O katolickie zasady moralne”, Adam Michnik, „Pogrom kielecki. Dwa rachunki sumienia”, Ronald Modras, „Kościół katolicki i antysemityzm w Polsce w latach 1933-1939″.

Zbrodnia przy ulicy Planty

4 lipca 1946 r. po Kielcach rozeszła się plotka, że Żydzi w piwnicy domu przy ul. Planty 7/9 mordują polskie dzieci, aby utoczyć chrześcijańską krew na macę. Źródłem informacji był Walenty Błaszczyk, który zgłosił na milicji zaginęcie swego ośmioletniego syna Henia. Kiedy chłopiec się odnalazł, zeznał, że został zamknięty w piwnicy przez Żydów i wskazał dom przy Planty. Mieściły się w nim Komitet Żydowski i inne żydowskie instytucje, czasowo mieszkało tam około 100 Żydów. Milicjanci na miejscu nie znaleźli śladów mordu, budynek nie był nawet podpiwniczony. Bo Henia nigdy tam nie było, gdyż pojechał do rodzinnej wsi niedaleko Końskich, za którą tęsknił.

Interwencja milicji i stugębna plotka o mordach rytualnych uruchomiły mechanizm zbrodni. Pod budynkiem pojawiły się tłum, oddziały wojska i Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Żołnierze wtargnęli do budynku i zabili kilka osób. Innych wyprowadzili na zewnątrz, gdzie zaatakował ich tłum. W pogromie kieleckim zginęło 37 Żydów i trzech Polaków wziętych za Żydów. Janna Tokarska-Bakir w książce „Pod klątwą” twierdzi jednak, że z powodu niekompletnej dokumentacji nie można z całą pewnością potwierdzić, że to właściwa liczba.

O zbrodnię obwiniono 12 osób, z których dziewięć zostało skazanych na śmierć i niezwłocznie rozstrzelanych.

Redagował Mirosław Maciorowski

Monika Stolarczyk-Bilardie

ukończyła germanistykę, niderlandystykę na UW i studia z zakresu Holocaust and Genocide Studies na Uniwersytecie Amsterdamskim, obroniła doktorat z historii na Katolickim Uniwersytecie w Leuven. Bada zasoby Archiwum Watykańskiego dotyczące Piusa XII

Prymas Polski pisał do papieża, że pogrom kielecki to element żydowskiego spisku.


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

  1. A w 1946 nowo mianowany buskup lubelski ,pózniejszy prymas tysiaclecia, odpowiada Zydom proszacym o obronę:
    « „Proces Bejlisa nie zakończył się tak, jak się na ogół przypuszcza. Książki, które czytałem o procesie Bejlisa, nie przekonały mnie, że sprawa używania krwi przez Żydów w obrzędach rytualnych została ostatecznie wyjaśniona.”
    « Zoologiczny antysemita » i pewnie « santo subito ».

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.