Autor Sally Prag

Poetka, bohaterka, człowiek, Żydówka
Hannah urodziła się w 1921 roku w Budapeszcie w zasymilowanej rodzinie żydowskiej. Od najmłodszych lat przejawiała wielki talent literacki i językowy; kochała poezję, osiągała doskonałe wyniki w nauce i marzyła o karierze pisarskiej.
Jednak już jako nastolatka wyczuła, że świat wokół niej zaczyna się zmieniać. Antysemityzm na Węgrzech przestał być jedynie szeptanymi uprzedzeniami. Żydowscy uczniowie spotykali się z coraz większą dyskryminacją, ich możliwości rozwoju ograniczano, a kolejne przepisy stopniowo pozbawiały Żydów praw i godności.
W wieku osiemnastu lat Hannah podjęła decyzję, która ukształtowała resztę jej życia. Mając przy sobie niewiele więcej niż walizkę, notes i głębokie przekonanie, że nie może budować przyszłości w kraju, który kochała, wsiadła do pociągu i opuściła jedyny dom, jaki znała. Wyruszyła, by rozpocząć nowe życie w Erec Israel, znanym wówczas oficjalnie jako Mandat Palestyny. Nie wiedziała, że już nigdy nie zobaczy rodzinnego domu.
W tamtych czasach nikt nie wiedział, kim była, ale ona doskonale wiedziała, co jest ważne. Jej pamiętnik z tamtych lat nie zdradza ani goryczy, ani paniki, lecz zdumiewającą jasność umysłu. Zrozumiała – wcześniej niż wielu innych – że Żydzi nie mogą dłużej zakładać, iż mają prawo do swojego miejsca tylko dlatego, że zawsze w nim mieszkali.
Wyjechała. Zapisała się do szkoły rolniczej w Nahalal i odnalazła spokój oraz sens życia na polach i w sadach Doliny Jezreel. Uwielbiała pracę fizyczną, morze, a przede wszystkim pisanie. Z fragmentów jej pamiętnika wiemy, jak bliska była jej idea, że po dwóch tysiącach lat wygnania Żydzi mogą znów uprawiać własną ziemię i kształtować własną przyszłość. Często pisała o przyjaźni, samotności, poezji, przyrodzie, pracy na roli, nauce hebrajskiego oraz o pragnieniu wniesienia wkładu w budowanie społeczności żydowskiej w Palestynie.
Po przybyciu napisała:
„Doszłam do wniosku, że trzeba pracować, trzeba się odważyć, trzeba być pionierem”.
Osiedliła się w kibucu Sdot Yam, gdzie przyjaciele zapamiętali ją jako osobę noszącą zeszyty w kieszeniach. Często zatrzymywała się w trakcie pracy, by zapisać wers wiersza, po czym natychmiast wracała do swoich zajęć na polu. Jeden z wpisów w dzienniku oddawał zarówno jej pokorę, jak i cichą ambicję:
„Są gwiazdy, których blask jest widoczny na Ziemi, choć już dawno wygasły. Są ludzie, których blask nadal oświetla świat, choć nie ma ich już wśród żywych. Światła te są szczególnie jasne, gdy noc jest ciemna. Oświetlają drogę ludzkości”.
Nie mogła wiedzieć, że opisuje samą siebie.
Wtedy nadeszły wieści z Europy. Początkowo doniesienia wydawały się niemożliwe do pojęcia: znikające całe społeczności, rodziny wywożone na wschód, masowe rozstrzeliwania, obozy śmierci. Wśród uwięzionych była jej matka. Będąc bezpieczną w Palestynie, Hannah stanęła przed dramatycznym wyborem. Mogła pozostać tam, gdzie była – nikt nie miałby jej tego za złe. Zamiast tego zgłosiła się na ochotnika do jednej z najniebezpieczniejszych misji tej wojny. Zanim wyjechała, napisała:
„Pojutrze rozpocznę coś nowego. Być może głupiego, być może wyimaginowanego, być może niebezpiecznego; być może jeden na stu, być może jeden na tysiąc zapłaci za to życiem… Nie pytajcie, co to jest; nadejdzie czas, kiedy dowiecie się, o co w tym wszystkim chodzi”.
Armia brytyjska rekrutowała żydowskich ochotników do tajnych operacji za liniami wroga. Mieli skakać ze spadochronem do okupowanej Europy, współpracować z ruchem oporu i, jeśli to możliwe, nawiązać kontakt z żydowskimi społecznościami zagrożonymi zagładą. Szanse na przeżycie były znikome. Hannah nie zawahała się. Trenowała bez wytchnienia: łączność radiowa, skoki spadochronowe, obsługa broni, techniki przetrwania. Przez cały okres szkolenia nigdy nie rozstawała się ze swoimi zeszytami.
W marcu 1944 roku, pod osłoną nocy, wyskoczyła z samolotu nad Jugosławią. Choć poniżej rozciągały się tereny patrolowane przez Niemców, wylądowała bezpiecznie. Spędziła miesiące, przygotowując się wraz z partyzantami Tito do przejścia na terytorium Węgier. Sytuacja jednak pogarszała się z każdym dniem. Niemcy zajęli Węgry w marcu 1944 roku i w ciągu zaledwie dwóch miesięcy rozpoczęli operację, w ramach której ponad 430 000 węgierskich Żydów zostało deportowanych do Auschwitz.
W pamiętniku zapisała:
„Śnię i snuję plany, jakby na świecie nie działo się nic. Jakby nie było wojny i zniszczenia, jakby codziennie nie umierały tysiące ludzi”.
Hannah wiedziała, że każdy dzień zwłoki kosztował życie tysięcy osób. Mimo że przekroczenie granicy stało się skrajnie niebezpieczne, wybrała odwagę. Gdy w czerwcu 1944 roku weszła na terytorium Węgier, niemal natychmiast została aresztowana przez żandarmów. Znaleziono przy niej brytyjski nadajnik radiowy, co sprawiło, że stała się dla nich niezwykle cennym źródłem informacji.
Podczas przesłuchań żądano od niej kodów radiowych. Była bita, torturowana, a mimo to milczała. W końcu aresztowano jej matkę i przyprowadzono ją przed oblicze córki. Oprawcy grozili torturami obu kobietom, jeśli Hannah nie zacznie współpracować. Nadal odmawiała. Jej pamiętnik ujawnił postawę, od której nie odstąpiłaby nawet dla ratowania własnego życia:
„W lipcu przyszłego roku mogłabym skończyć dwadzieścia trzy lata. Postawiłam na to, co było najważniejsze. Kości zostały rzucone. Przegrałam”.
Dotrwała do swoich dwudziestych trzecich urodzin, nie zdradzając ani jednego towarzysza broni. W październiku 1944 roku stanęła przed sądem wojskowym pod zarzutem zdrady. Wyrok był formalnością – śmierć. Rankiem 7 listopada 1944 roku wyprowadzono ją na dziedziniec więzienny. Kiedy zaproponowano jej opaskę na oczy, odmówiła. Chciała stawić czoła śmierci tak, jak stawiała czoła życiu – z otwartymi oczami.
Chwilę później rozległy się strzały. Jej ciało upadło, ale jej słowa pozostały. Wśród wierszy znalezionych po śmierci był ten, który napisała przed wyruszeniem na misję: „Błogosławiona jest zapałka”.
Błogosławiona jest zapałka, która spala się, rozpalając płomień.
Błogosławiony jest płomień, który płonie w tajemnej twierdzy serca.
Błogosławione jest serce, które ma siłę, by przestać bić w imię honoru.
Błogosławiona jest zapałka, która spala się, rozpalając ogień.
Zapałka płonie tylko przez chwilę; jej celem nie jest trwałość, lecz rozpalenie ognia. Osiemdziesiąt lat później płomień Hannah wciąż płonie. Nie dlatego, że zmieniła bieg Holokaustu – nikt sam nie byłby w stanie tego dokonać – ani dlatego, że uratowała tysiące ludzi, bo historia odebrała jej tę szansę. Pamiętamy ją, ponieważ w obliczu przytłaczającego zła nie wybrała strachu, lecz odwagę i odpowiedzialność za innych. Przekroczyła granicę w stronę, z której niemal wszyscy uciekali, i odmówiła zdrady nawet w obliczu tortur.
Często wyobrażamy sobie odwagę jako brak strachu, jednak dziennik Hannah Szenes sugeruje coś znacznie bardziej ludzkiego. Kochała słońce, poezję i przyjaźń. Marzyła o przyszłości, martwiła się o wybory i otwarcie przyznawała, że jej misja może być „głupia” czy „niebezpieczna”. Krótko przed śmiercią napisała: „Nie chcę wojny, nie chcę okrzyków bojowych”. Hannah nie była nieustraszona – ona po prostu wierzyła, że niektóre obowiązki przeważają nad strachem. To właśnie czyni jej postawę tak trwałą.
Naziści zniszczyli miliony istnień, ale nie zdołali zgasić światła, które te życia stworzyły. Hannah stała się dokładnie tym, o czym pisała: gwiazdą, której blask prowadzi nas długo po tym, jak zniknęła z nieba.
W historii Hannah najbardziej porusza fakt, że nigdy nie pisała jak ktoś, kto pragnie męczeństwa. Jej pamiętnik jest pełen młodzieńczych nadziei, ambicji i zachwytu nad naturą. Chciała żyć. To sprawia, że jej decyzja o narażeniu się na ogromne niebezpieczeństwo jest jeszcze bardziej niezwykła – nie chciała umierać, ale wierzyła, że skoro ma możliwość pomóc, ma obowiązek spróbować. Jej historia stała się jednym z najbardziej charakterystycznych przykładów mesirut nefesz – poświęcenia w służbie wyższego celu moralnego.
Przypomina nam, że nawet w najciemniejszych godzinach ludzkości można wybrać uczciwość zamiast rozpaczy, nadzieję zamiast rezygnacji i odwagę zamiast strachu. Jej życie trwało zaledwie dwadzieścia trzy lata, ale płomień, który rozpaliła, płonie do dziś.
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized

