
To nie to, co myślisz
Dena Tauber
Ktoś kiedyś nazwał mnie rasistą, gdy zauważyłem, że Palestyńczycy sami sprowadzają na siebie nieszczęścia. Nie miałem przez to na myśli, że w Palestyńczykach tkwi jakaś wrodzona wada warunkująca ich cierpienie. Chodziło mi o coś zupełnie innego.
Zacznę od truizmu: „Szaleństwem jest robienie w kółko tego samego i oczekiwanie innych rezultatów”. Większość ludzi w końcu dostrzega, kiedy pewne wzorce zachowań konsekwentnie prowadzą do porażki. Racjonalne podmioty dostosowują swoje działania, dążąc do lepszych rezultatów. Tragedią Palestyńczyków oraz ofiar ich aktów przemocy jest to, że wielokrotnie wybierali oni drogę odwrotną.
Historię palestyńskiego cierpienia i obecny status bezpaństwowości przypisuję jednemu źródłu: niezwykle słabemu przywództwu. Inicjatorem pełnych przemocy relacji między Palestyńczykami a Żydami był Amin al-Husajni – prawdopodobnie najbardziej wpływowy lider palestyński w okresie od I do II wojny światowej. Jako członek wpływowej rodziny arabskiej w Palestynie, został mianowany przez Brytyjczyków wielkim muftim Jerozolimy w 1921 roku. Wraz z objęciem funkcji przewodniczącego Najwyższej Rady Muzułmańskiej stał się dominującą postacią polityczną i religijną wśród palestyńskich Arabów.
Po I wojnie światowej w całym Lewancie rozkwitły ruchy nacjonalistyczne – zarówno żydowskie, jak i palestyńskie. O ile współistnienie było możliwe (a według wielu relacji tak właśnie było), o tyle Husajni poświęcił się jego zniszczeniu. Wykorzystywał antyżydowskie nastroje obecne w tekstach islamskich do podżegania do gniewu i przemocy. Wiosną 1920 roku doszło do pierwszego pogromu Żydów w Jerozolimie. Postawę propagowaną wśród arabskiej ludności ilustruje oświadczenie wybitnego wówczas panarabisty Awniego Abdela Hadiego (który notabene potajemnie pośredniczył w sprzedaży ziemi Żydom):
„Nie spoczniemy, dopóki Palestyna nie znajdzie się pod władzą wolnego rządu arabskiego lub nie stanie się cmentarzem dla wszystkich Żydów w tym kraju. Wyrżniemy ich jednego po drugim: jeśli nie w ciągu miesiąca, to w ciągu roku, a jeśli nie w ciągu roku, to w ciągu dziesięciu lat. Nasz cel zostanie osiągnięty i nic nie powstrzyma nas przed jego realizacją – powoli, ale pewnie”.
Minęło sto lat, a Palestyńczycy nie tylko nie zbliżyli się do tego celu, ale są od niego dalej niż kiedykolwiek. Niemniej mentalność oparta na odrzuceniu nadal kształtuje kierunek palestyńskiej polityki. Kierownictwo wielokrotnie dążyło do likwidacji żydowskiej suwerenności zamiast do budowy własnego, sprawnego państwa, mimo że z każdą kolejną porażką szanse na nie maleją.
Mufti skupił uwagę na przekonywaniu opinii publicznej, że Żydzi planują przejąć meczet Al-Aksa i odbudować tam trzecią świątynię. To oszczerstwo doprowadziło do masakry Żydów w Hebronie w 1929 roku, która położyła kres istniejącej tam od wieków społeczności żydowskiej. W 1935 roku Brytyjczycy zabili Izza ad-Dina al-Kassama – bojowego kaznodzieję antysyjonistycznego (od którego imienia nazwano zbrojne skrzydło Hamasu). Wydarzenie to stało się iskrą dla tzw. Wielkiego Powstania Arabskiego (1936–1939), które ewoluowało od strajków generalnych po brutalne ataki na Brytyjczyków i Żydów.
Początkowo te taktyki wydawały się skuteczne. Brytyjczycy w próbie uspokojenia arabskich liderów drastycznie ograniczyli żydowską imigrację (strategia skazana na porażkę). W odpowiedzi na przemoc Żydzi utworzyli własną milicję – Hagana – która później przekształciła się w Siły Obronne Izraela. Oprócz przygotowań wojskowych, Żydzi nieustannie koncentrowali się na budowie gospodarki i dyplomacji międzynarodowej.
Gdy stało się jasne, że obie społeczności nie mogą współistnieć, Komisja Peela zaleciła podział terytorium. Państwo arabskie miało zajmować około 80% tego, co pozostało z Palestyny (po utworzeniu Transjordanii). Żydzi niechętnie zaakceptowali plan; Arabowie odrzucili go bez wahania. Mufti zażądał całkowitego wstrzymania imigracji i sprzedaży ziemi oraz utworzenia jednego państwa arabskiego, w którym Żydzi byliby mniejszością. Podczas przesłuchań lord Peel zapytał, czy nowe państwo zdoła zasymilować 400 tysięcy Żydów. Mufti odpowiedział przecząco. Na pytanie, czy byliby oni bezpieczni, odparł: „To zależałoby od arabskiego rządu”.
Ta wymiana zdań podkreśliła gorzką lekcję, którą przyniósł Holokaust: Żydzi pozbawieni suwerenności nie są bezpieczni. Irracjonalna postawa muftiego doprowadziła do utraty szansy na państwo obejmujące niemal całe terytorium. Brytyjczycy, w kolejnej próbie uspokojenia Arabów, wydali w 1939 roku „Białą księgę”, ograniczającą żydowską imigrację właśnie wtedy, gdy Żydom w Europie groziła zagłada. Nawet to nie zadowoliło Arabów.
Mufti spędził II wojnę światową na szerzeniu antysemickiej propagandy i rekrutowaniu ochotników do nazistowskich formacji. Sprzymierzając się z Hitlerem, nie tylko moralnie zhańbił palestyński ruch narodowy, ale także pozbawił go sympatii Zachodu po wojnie. Ten sam błąd Palestyńczycy popełnili, popierając Irak podczas inwazji na Kuwejt w 1990 roku, co doprowadziło do masowego wygnania Palestyńczyków z tego kraju.
Po II wojnie światowej ONZ zaproponowała podział terytorium, oferując Arabom około 45% ziemi. Żydzi przyjęli plan, Arabowie go odrzucili i rozpoczęli wojnę. Mylili się, sądząc, że Żydzi nie będą się bronić. Lata budowania instytucji i gospodarki dały stronie żydowskiej decydującą przewagę, podczas gdy Arabowie tracili czas na wewnętrzne spory. Właśnie wtedy rozpoczął się masowy exodus palestyńskich uchodźców – częściowo z powodu nawoływań arabskich przywódców, a częściowo ze strachu. Gdyby przywódcy palestyńscy zaakceptowali podział w 1948 roku, problem uchodźców by nie istniał.
Do 2000 roku przywódcy palestyńscy nie wyciągnęli wniosków. Gdy Izrael zaproponował państwo na prawie całym Zachodnim Brzegu i w Gazie, Palestyńczycy odpowiedzieli wywołaniem Drugiej Intifady – falą zamachów samobójczych. Skutkowało to budową barier bezpieczeństwa i punktów kontrolnych, na które dziś tak głośno narzekają.
Potem nadszedł 7 października 2023 r. – najbardziej jaskrawy przykład samodestrukcyjnego działania. Hamas, mordując i gwałcąc, sprowadził na Gazę zniszczenie, którego skala była przewidywalna. Rozpoczęcie najkrwawszej masakry Żydów od czasów Holokaustu przeciwko militarnie silniejszemu sąsiadowi było albo skrajną lekkomyślnością, albo świadomą gotowością do poświęcenia życia Palestyńczyków dla celów ideologicznych.
Świat widział tłumy świętujące, gdy zakładnicy byli paradowani ulicami Gazy. Choć nie oznacza to, że każdy Palestyńczyk jest osobiście winny zbrodni, to fikcja, jakoby 7 października był dziełem garstki odizolowanych ekstremistów, nie wytrzymuje krytyki. Katastrofa, która nastąpiła później, była konsekwencją decyzji popartych przez znaczną część społeczeństwa.
Spójrzmy prawdzie w oczy: jeśli celem Palestyńczyków jest godne życie w suwerennym państwie, wybrali oni niewłaściwą drogę. Obawiam się jednak, że nie chodzi o głupotę, lecz o nadrzędny cel, jakim jest brak żydowskiej suwerenności. Przed 1967 rokiem, gdy Jordania i Egipt kontrolowały te tereny, popyt na niepodległe państwo palestyńskie był znikomy. Jeśli Palestyńczycy będą upierać się przy dążeniu do celu, który jest nieosiągalny – czyli likwidacji państwa żydowskiego – to sami będą nadal ponosić najtragiczniejsze konsekwencje swoich wyborów.
Podstawy palestyńskiej ofiarowości
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized

