
Melanie Phillips
Miniony tydzień był szokujący. Prezydent Trump przedstawił porozumienie o zawieszeniu broni, które zdawało się podyktowane przez Teheran. Zarówno on, jak i JD Vance, ostro zaatakowali Izrael – bliskiego i nieodzownego sojusznika Ameryki.
Donald Trump jest jedynym amerykańskim prezydentem w historii, który wypowiedział otwartą wojnę irańskiemu reżimowi. Razem z Izraelem doprowadzili go na skraj słabości, osiągając w tym zakresie absolutnie zdumiewające rezultaty. Dlaczego więc nagle zmniejszył presję, zaprzepaścił przewagę i oddał Iranowi inicjatywę?
Odpowiedź na tę zagadkę dotyczy całej zachodniej cywilizacji – Ameryki, Wielkiej Brytanii i Europy – z których żadna nie rozumie w pełni toczonej przeciwko sobie wojny. Znajdujemy się w bezprecedensowym, przełomowym momencie historii. Atak na Izrael i świat żydowski nadchodzi z każdej strony. Barbarzyństwo z 7 października postawiło Zachód przed pytaniem: czy wybierze cywilizację, czy dzikość? Widzimy, że znaczna jego część odwróciła się od cywilizacji. Zamiast wspierać Izrael w obliczu ludobójczych ataków, kraje te zwróciły się przeciwko niemu, wykazując się zatrważającą utratą rozsądku i moralnego kompasu.
Jesteśmy świadkami wojny islamistów przeciwko Zachodowi, prowadzonej poprzez atak na Izrael i Żydów. Islamiści zawsze powtarzali: najpierw Żydzi, potem chrześcijanie. Niestety, Zachód nie łączy faktów, co owocuje niechęcią do podjęcia działań niezbędnych do obrony.
Prezydent Trump zmienił kurs, by uniknąć pułapki, wynikającej – jak sam stwierdził – z obawy przed globalną katastrofą gospodarczą w przypadku przejęcia kontroli nad Cieśniną Ormuz przez Iran. Musimy jednak zapytać: jak to możliwe, że potężna Ameryka nie jest w stanie pokonać osłabionego Iranu? Krótka odpowiedź brzmi: wymagałoby to wysłania amerykańskich żołnierzy na teren wroga, na co społeczeństwo nie jest gotowe. Amerykanie nie dostrzegają związku między wojną z Iranem a własnymi interesami – i to mimo setek rodaków zabitych w ciągu ostatnich czterech dekad przez reżim realizujący hasło „Śmierć Ameryce”. Ta sytuacja obnaża fakt, że Ameryka nie jest gotowa ponieść ofiar niezbędnych do obrony własnej, co tylko ośmiela siły zła na całym świecie.
Tymczasem Wielka Brytania i Europa, tkwiąc w oparach liberalnego uniwersalizmu, wierzą, że każdy konflikt można rozwiązać negocjacjami i kompromisem – nawet z ludobójczymi fanatykami. Ich wiara w „braterstwo ludzi” doprowadziła do przyjęcia ideologii wielokulturowości i masowej imigracji. Wmówiono im, że przedkładanie własnej kultury nad obce jest rasistowskie, ponieważ Zachód rzekomo zrodził się z grzechów kolonializmu. W rezultacie wpuściły miliony muzułmańskich imigrantów, a ich społeczeństwa znalazły się na prostej drodze do islamizacji. Choć wielu muzułmanów chce po prostu korzystać z dobrodziejstw Zachodu, ogromna grupa stanowi realne zagrożenie poprzez terroryzm lub dążenie do narzucenia swoich praw.
Zachodnie elity polityczne nie chcą przyznać, że tak się dzieje, piętnując każdego, kto bije na alarm, jako „islamofoba” czy „rasistę”. W Wielkiej Brytanii prowadzi to do ignorowania dżihadystycznych kaznodziejów oraz gangów wykorzystujących nieletnich, podczas gdy politycy ulegają presji środowisk zdeterminowanych, by kraj dostosował się do islamu. Wielka Brytania i część Europy przypominają żabę powoli gotowaną w garnku; niestety, oznaki tego samego procesu widać już w niektórych częściach Ameryki, np. w Nowym Jorku.
Od 7 października ekstatyczni islamiści, wierząc w rychłą klęskę Zachodu, stoją na czele ataków na Żydów z diaspory. Wspiera ich wielu niemuzułmanów. Słowne i fizyczne ataki na Żydów nasiliły się nawet po brutalnych mordach, co jedynie podsyca żądzę krwi agresorów. Bariery chroniące przed antysemityzmem zostały zburzone. Podejmowana jest próba nie tylko wyeliminowania Izraela, ale także „wymazania” Żydów z sumień świata, przejawiająca się w formie antysyjonizmu – kłamliwej ideologii, która uczyniła z syjonizmu synonim zła.
Czy to koniec? Nie. Możemy pokonać wrogów cywilizacji, o ile zrozumiemy jedno: te siły są silne tylko dlatego, że ich ofiary są słabe i nie chcą się bronić. Iran nie jest potęgą, ale broń Ameryki nie ma znaczenia, jeśli nie zostanie użyta. Aby wygrać, Ameryka musi zerwać negocjacje i podjąć walkę – poprzez blokady czy operacje zbrojne. Europa i Wielka Brytania muszą natomiast zatrzymać imigrację z niebezpiecznych regionów i zdelegalizować działalność ekstremistycznych grup.
Żydzi z diaspory powinni przestać skupiać się wyłącznie na narzekaniu na antysemityzm, a zacząć mówić o istotnych prawdach: o tym, że tożsamość palestyńska to oszustwo stworzone, by zniszczyć Izrael; o tym, że syjonizm był największym ruchem antykolonialnym XX wieku; oraz o tym, że wojna z Iranem to wojna w obronie całego Zachodu.
Od 7 października Izrael walczy jak lew, związany krwią i historią ze swoimi przodkami. Jego naród, zdeterminowany, by utrzymać kraj przy życiu, odnalazł w sobie odwagę i ideały. Izraelczycy powrócili do swojej roli bohaterskiego narodu wojowników. Żydzi w diasporze muszą się z nimi utożsamiać, jeśli nie chcą zniknąć.
Prezydent Trump musi zrozumieć: albo będzie walczył o pokonanie irańskiego reżimu, albo Ameryka przestanie być siłą broniącą cywilizacji. Izrael nie pozwoli Iranowi zdobyć bomby atomowej i jeśli zajdzie taka potrzeba, będzie walczył sam.
My, Żydzi, wierzymy, że naszą misją jest być światłem dla narodów. Izrael może teraz stać się tym światłem, pokazując Ameryce i Europie, jak walczyć i jak przetrwać. Izrael przetrwa, ponieważ ten bohaterski naród wojowników broni całego cywilizowanego świata. To jest żydowska chwila. Am Yisrael Chai.
„Izrael: Ostatni bastion cywilizacji”
Kategorie: Uncategorized


Moje 5 groszy : Przestac byc uprzejmy dla ” swoich”[?] rozprzestrzeniajacych Gomulkowe wypociny i klamstwa np. tu na blogu,
” Nie najezdzac” i przeksztalcanie odpowiedzi nie pomoze, ci Kapo przyjda do tych gentlemenow z ich ” nie najezdzac” tez.