
– Eitan Chitayat i Einat Wilf
„Syjonizm nie polega na odmawianiu komukolwiek praw. Chodzi w nim o potwierdzenie naszych własnych”.
Dla większości ludzi dom to miejsce, w którym się urodzili. Dla Żydów to miejsce, w którym rozpoczęła się nasza historia – Ziemia Izraela. Nawet jeśli niektórzy z nas nigdy tam nie mieszkali, więź z tą ziemią jest nierozerwalna. Nasi prorocy, królowie i przodkowie stąpali po tej obiecanej ziemi. Zbudowaliśmy tu królestwo, w którym mówiliśmy po hebrajsku, a Jerozolima była naszą stolicą. Dwukrotnie.
Za każdym razem, gdy imperia skazywały nas na wygnanie, modliliśmy się w stronę Jerozolimy. Przez ponad dwa tysiące lat na weselach rozbijaliśmy kieliszki, opłakując jej zniszczenie i powtarzając: „W przyszłym roku w Jerozolimie”. Cały nasz kalendarz opiera się na tym regionie – święta nie zostały dostosowane do realiów Polski czy Maroka, lecz do ziemi i pór roku w Izraelu. Jesteśmy pełnoprawną cywilizacją nierozerwalnie związaną z jednym miejscem.
Kiedy ludzie pytają: „Czym jest naród żydowski? Grupą etniczną, kulturą czy religią?”, odpowiedź brzmi: istniejemy od czasów znacznie wcześniejszych niż te kategorie. W języku hebrajskim mamy na to jedno określenie, składające się z zaledwie dwóch liter: Am. Am Yisrael – Lud Izraela. Jesteśmy ludem autochtonicznym, którego historia, kultura i rytuały są zakorzenione w jednej ziemi. Wygnani i rozproszeni, nigdzie nie byliśmy postrzegani jako równi ani w pełni przynależący do obcych społeczności. Nawet próby sprowadzenia żydowskiej tożsamości wyłącznie do praktyk religijnych nie wystarczały, by nas zaakceptowano.
Ojciec syjonizmu politycznego, Teodor Herzl, dostrzegł to wyraźnie: bez względu na sukcesy i stopień asymilacji, Żydzi zawsze pozostawaliby „tymi innymi”. Postanowił więc odwrócić perspektywę: a gdybyśmy przestali prosić o pozwolenie na przynależność i po prostu wrócili do domu? Przypomniał nam, że jesteśmy jednym narodem ze wspólną przeszłością, przyszłością oraz domem, za którym tęskniliśmy. Kiedy w XIX wieku świat ulegał przemianom, upadały imperia, a powstawały państwa narodowe, pragnęliśmy tego samego, co inne narody: wolności i samostanowienia w naszej ojczyźnie.
To właśnie jest syjonizm – ruch narodu żydowskiego na rzecz samostanowienia w ojczyźnie przodków. To pragnienie, by nie żyć na łasce królów, carów czy tłumów, lecz kształtować własną przyszłość.
Było to rewolucyjne, ponieważ zakładano, że Żydzi nigdy nie odzyskają władzy. Przez wieki chrześcijaństwo wskazywało na nasze wygnanie jako dowód swojej wyższości, a pod panowaniem islamu mieliśmy być poniżani, dopóki nie uznamy dominacji wyznawców tej religii. Nigdy nie mieliśmy się podnieść. A jednak to zrobiliśmy. Zbuntowaliśmy się, odmawiając znikania i odgrywania roli, jaką wyznaczyli nam inni.
Odzyskaliśmy ziemię, na której jesteśmy rdzennymi mieszkańcami. Dla niektórych okazało się to nie do zniesienia. Rozpoczęła się obsesja. Ruch wyzwoleńczy, który powinien być celebrowany, został zdemonizowany i zaatakowany. Nazywano go kolonializmem, mimo że wróciliśmy do naszej ojczyzny. Nazywano go rasizmem, mimo że Żydzi mają różny kolor skóry i przybyli tu, uciekając przed prześladowaniami. Nazywano go apartheidem, mimo że Żydzi uciekali przed takimi właśnie warunkami z krajów arabskich (a dziś w Izraelu dwa miliony Arabów żyje jako pełnoprawni obywatele). Syjonizm nie polega na odbieraniu praw komukolwiek, lecz na potwierdzaniu naszych własnych.
Syjonizm przejął zaniedbany skrawek ziemi w Lewancie, wykupił malaryczne tereny i sprawił, że rozkwitły dzięki determinacji i nadziei. Dostrzegliśmy obietnicę tego miejsca, ponieważ znaliśmy je od tysiącleci – nie jako marzenie, lecz jako żywe wspomnienie.
W 1947 roku, kiedy ONZ zaproponowała utworzenie dwóch państw, Żydzi wyrazili zgodę. Przywódcy arabscy odmówili, wybierając wojnę, bo nie mogli pogodzić się z faktem, że Żydzi mogą mieć własny byt. Nie chcieliśmy tej wojny, ale przetrwaliśmy ją i staliśmy się silniejsi, tworząc ojczyznę otwartą dla ponad miliona ludzi – ocalałych z Holokaustu oraz Żydów wypędzonych z krajów arabskich za to, że odważyli się żądać równości.
Dlaczego więc istnienie jedynego państwa żydowskiego wciąż jest przedmiotem debaty? Ponieważ dla zbyt wielu ludzi Żydzi mogą istnieć, ale nie jako równi i z pewnością nie jako suwerenny naród. Palestyńczycy stali się niestety frontem tej obsesji – wykorzystywani przez reżimy i ideologów nie po to, by budować własną przyszłość, ale by zniszczyć naszą.
Faktem jest jednak, że nigdzie się nie wybieramy. Choć mieszkaliśmy na całym świecie, nigdy nie byliśmy tam w pełni bezpieczni, wolni ani u siebie. Kiedy więc ludzie pytają: „Dlaczego właśnie tutaj? Dlaczego Izrael?”, odpowiedź jest prosta: dla Am Yisrael każde inne miejsce to wygnanie. Tylko jedno miejsce było i będzie naszym prawdziwym domem.
Czym jest syjonizm? Odpowiedź na to pytanie zmienia wszystko.
Kategorie: Uncategorized

