
autor Nachun Kaplan
Strategia słabości w starciu z radykalizmem
Islamistom udało się przeniknąć do zachodniego systemu wartości. Wykorzystują każdą jego słabość.
Rozumieją odziedziczone przez Zachód kompleksy winy, jego kulturowe osłabienie, moralną dezorientację oraz kompulsywną potrzebę udawania tolerancji nawet wobec ruchów, które otwarcie nią gardzą. Zdają sobie sprawę, że współczesne społeczeństwa zachodnie są potężne materialnie, lecz kruche psychicznie. To zamożne cywilizacje cierpiące na głęboki upadek wiary w siebie. To narody uzbrojone, które w coraz mniejszym stopniu są w stanie posługiwać się własnym słownictwem samoobrony bez uprzedniego składania przeprosin.
Co najważniejsze, islamiści rozumieją, że znaczna część Zachodu nie ma już głębokiej wiary w wyższość własnej cywilizacji. Ta świadomość zmienia wszystko.
Zachodni analitycy często opisują islamizm jako wybuch gniewu, fanatyzmu i teologicznej przesady. Przedstawiają go jako zjawisko emocjonalne, chaotyczne i reaktywne. Tymczasem ruchy islamistyczne bywają niezwykle wnikliwymi organizmami politycznymi, wykazującymi niemal kliniczne zrozumienie psychologii instytucjonalnej. Uważnie badają społeczeństwa zachodnie, monitorują obawy elit, identyfikują słabe punkty biurokracji i z imponującą finezją mapują struktury motywacyjne. Wiedzą dokładnie, gdzie tkwi strach – a obecnie jest on obecny niemal wszędzie.
Strach ten nie ma charakteru fizycznego. Społeczeństwa zachodnie pozostają pod względem militarnym zdecydowanie przeważające nad jakimkolwiek ruchem islamistycznym. Strach ten dotyczy reputacji i ma charakter psychologiczny. Zachodnie elity wykazują niemal neurotyczny lęk przed oskarżeniami o nietolerancję, rasizm, kolonializm, islamofobię, reakcyjność czy ucisk. Aktywiści islamistyczni doskonale to rozumieją i bezlitośnie wykorzystują jako broń. Przypomina to wyzywanie się na szkolnym placu zabaw, z tą różnicą, że jedna ze stron ma na sobie kamizelkę samobójczą. Oni rozumieją, że same oskarżenia stały się formą władzy.
Cywilizacja pewna własnej legitymizacji potrafi przyjąć krytykę bez popadania w nienawiść do samej siebie. Społeczeństwa zachodnie coraz częściej nie są do tego zdolne. Ich elity reagują na presję moralną tak, jak pacjenci z silnym lękiem reagują na konflikt: poprzez unikanie, ustępstwa, eufemizmy, kompulsywne zapewnienia i kapitulację. Islamistom to nie umknęło.
Zauważyli, że zachodnie instytucje coraz częściej interpretują stanowczość jako okrucieństwo, granice jako uprzedzenia, asymilację jako ucisk, a pewność siebie narodu jako ekstremizm. Co więcej, dostrzegli, że wiele zachodnich elit traktuje własnych obywateli surowiej niż ruchy otwarcie odrzucające wartości liberalne.
Dostosowali swoją strategię do tej sytuacji. To jeden z powodów, dla których retoryka islamistów na Zachodzie często czerpie z leksykonu progresywizmu. Nie dlatego, że islamizm i progresywizm są z natury kompatybilne – filozoficznie są wręcz nie do pogodzenia. Islamistom towarzyszy raczej precyzyjne zrozumienie „moralnego systemu operacyjnego” rządzącego współczesnymi zachodnimi instytucjami. Znają liturgię i opanowali katechizm. Dokładnie wiedzą, które zaklęcia otwierają drogę do instytucjonalnej uległości.
Przedstaw się jako osoba marginalizowana, a rzesze zachodniego społeczeństwa staną się psychicznie uległe. Formułuj żądania językiem „polityki skarg”, a opór instytucjonalny niemal natychmiast osłabnie. Określ krytyków mianem bigotów, a wiele organizacji wycofa się, zanim dyskusja w ogóle się rozpocznie. Nie jest to improwizowana manipulacja – to wynik dogłębnej analizy zachodniej psychologii.
Islamistom jasne jest też coś jeszcze: współczesne społeczeństwa zachodnie czują się głęboko niekomfortowo w obliczu samej konfrontacji. Konflikt wywołuje panikę wśród znacznej części klasy zarządzającej. Instytucje przedkładają komfort emocjonalny nad prawdę, harmonię społeczną nad jasność, a inkluzywność nad standardy. Niezgoda jest traktowana nie jako intelektualna konieczność, lecz jako forma przemocy. Takie środowisko zapewnia ogromne korzyści ruchom o silnym charakterze ideologicznym. Ruch gotowy do wywoływania napięć niemal zawsze pokona instytucje desperacko starające się ich unikać. Wynik staje się coraz bardziej przewidywalny.
Islamistom wiadomo, że zachodnie biurokracje bardziej obawiają się oskarżeń niż infiltracji instytucjonalnej. Wiedzą, że uniwersytety bardziej boją się nagłówków w mediach niż radykalizacji ideologicznej, a korporacje – oburzenia w sieci niż intelektualnej dominacji. Zdają sobie sprawę, że politycy bardziej boją się presji aktywistów niż długotrwałej atrofii cywilizacyjnej. Prowadzi to do absurdalnego spektaklu, w którym rządy monitorują starsze panie pod kątem obraźliwych postów w mediach społecznościowych, podczas gdy ekstremistyczni kaznodzieje rozpowszechniają propagandę sekciarską pod ochroną policji.
Kret workowaty ma większą wizję strategiczną.
Częścią problemu jest to, że zachodnie elity nie doceniają samej wiary. Społeczeństwa świeckie często mają trudności ze zrozumieniem podmiotów ideologicznych, ponieważ wiele zachodnich instytucji nie działa już w oparciu o idee. Działają administracyjnie. Rezultatem jest asymetria cywilizacyjna o niezwykłych konsekwencjach: islamistów napędza przekonanie, zachodnich technokratów – procedury. Jedna strona myśli w kategoriach pokoleń, druga – w kategoriach raportów kwartalnych.
Historia obfituje w przykłady zdyscyplinowanych mniejszości ideologicznych wykorzystujących cywilizacje dotknięte duchowym wyczerpaniem i dekadencją elit. Dotyczyło to późnego Cesarstwa Rzymskiego, Bizancjum czy wyczerpanych państw europejskich zmagających się z ruchami rewolucyjnymi. Żadnemu z nich to doświadczenie nie wyszło na dobre. Ilekroć elity tracą wiarę we własną cywilizację, zdeterminowani aktorzy ideologiczni niemal natychmiast dostrzegają tę słabość.
Obserwują społeczeństwa zachodnie, które często wydają się wstydzić własnej historii, nie są pewne własnej legitymizacji i nie potrafią wyjaśnić, dlaczego ich dziedzictwo zasługuje na zachowanie – poza mglistymi odniesieniami do różnorodności i wielokulturowości. Nawet obrona liberalizmu przybrała dziwnie apologetyczny charakter. Wolność słowa broni się raczej proceduralnie niż z pasją. O tożsamości narodowej mówi się jak o krępującej dolegliwości.
Islamistom dostrzegają to, czego zachodnie elity nie chcą uznać: próżnię przekonań w samym sercu współczesnej kultury. Ruch posiadający silną metafizyczną pewność niemal zawsze będzie miał przewagę psychologiczną nad społeczeństwami ogarniętymi relatywizmem moralnym i niepewnością epistemiczną. Nie czyni to islamizmu moralnie lepszym, a jedynie strategicznie przejrzystszym.
Istnieje jeszcze jeden powód, dla którego islamiści często rozumieją Zachód lepiej niż sam Zachód rozumie siebie: obserwują zachowania, a nie tylko słuchają retoryki. Zachodni przywódcy nieustannie głoszą siłę, tolerancję i wartości demokratyczne. Islamiści zwracają uwagę na to, co dzieje się, gdy wartości te są poddawane próbie. Obserwują, jak rządy wycofują się w obliczu zamieszek, jak uniwersytety ulegają kampaniom zastraszania, jak organizacje medialne stosują prewencyjną autocenzurę. Obserwują, jak siły policyjne unikają egzekwowania prawa w środowiskach wrażliwych politycznie.
Wniosek jest oczywisty: Zachód dysponuje ogromną „twardą siłą”, ale coraz bardziej brakuje mu odwagi cywilizacyjnej. To wyjaśnia, dlaczego wiele ruchów islamistycznych działa z taką pewnością siebie. Odzwierciedla to trafną ocenę psychologiczną przeciwników. Islamistom słusznie wydaje się, że wiele zachodnich instytucji nie ufa już własnym obywatelom. Znaczna część elity traktuje tradycje narodowe z zażenowaniem. Doprowadziło to do powstania osobliwych sojuszy taktycznych, w ramach których islamscy aktywiści i postępowe biurokracje tymczasowo współpracują przeciwko wspólnym przeciwnikom: nacjonalizmowi, tradycji czy samej pewności siebie.
Ten sojusz jest intelektualnie absurdalny. Trwa jednak, ponieważ obie strony wykorzystują zachodnie poczucie winy do różnych celów.
Islamscy aktywiści rozumieją również coś niezwykle ważnego na temat współczesnej moralności Zachodu: współczucie oderwane od granic ostatecznie staje się autodestrukcyjne. Społeczeństwa zachodnie coraz częściej definiują cnotę jako nieograniczoną uległość. Zdolność do odrzucania żądań, obrony granic czy egzekwowania standardów została uznana w wielu elitarnych instytucjach za patologiczną. Islamiści interpretują to nie jako życzliwość, lecz jako słabość.
Być może mają rację. Każda cywilizacja uczy innych, jak oczekuje, że będzie traktowana. Zachód uczy ruchy opozycyjne, że wytrwałość zawsze doprowadzi do ustępstw. Protestujcie agresywniej, oskarżajcie głośniej, żądajcie bardziej natarczywie, a wyczerpane instytucje w końcu ulegną. Ten schemat stał się rytuałem.
Najgłębszą ironią jest to, że wielu islamistów darzy zachodnią cywilizację większym szacunkiem niż same zachodnie elity. Nie chodzi o szacunek moralny, lecz psychologiczny. Uznają, że Zachód był w przeszłości zdolny do dyscypliny, poświęcenia i samoobrony. Wiele zachodnich elit natomiast zachowuje się tak, jakby sama siła była czymś wstydliwym.
Wyczerpane cywilizacje często ponoszą klęskę na długo przed tym, zanim zostaną fizycznie podbite. Zostają pokonane, gdy tracą wiarę w swoje prawo do istnienia i chęć do życia – co widać w tym, jak zamiast robić postępy, kręcą się w upokarzających kręgach.
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized


To jest zimny kotlet, mówilismy tu juz o tym, raport ostrzegal przed mozliwym przyszlym problemem. Nie ma nic konkretnego ani konkretnego wypadku entrismu. Byly podejrzenia o ryzyku w wyborach lokalnych i jak zwykle nie ma tych brodatych, przed wyborami odgrzewa się zimnego islamistę by zapomnieć do następnych wyborów. Wedlug raportu islamizm zmniejsa się we Francji, jest moze 500-1000 adeptów.
Wypowiedzi Macrona z przed roku sa bardzo ogólnikowe. Jezeli chdzi o konkrety to zamknięto jakas organizację w 2020, wydalono immama w 2022 , przestano subencjonować jakas fundację w 2025.
Podejrzewa się jakies izolowane localne próby wplywów.
W ogóle entrism nie jest nowym zjawiskiem. Francja latami walczyla z subwersja trockistów.
Natomiast paranoiczna wizja konspiracji autora artykulu jest halucynacja.
Prezydent Francji Macron w maju ostrzegl przed ” entryizmed”-ciaglym infiltrowaniem administracji panstwa przez Islamistow. Wiec nawet Macron jest Islamofobem
https://www.bbc.com/news/articles/ckgnnelvz0do
„Islamists are infiltrating France’s republican institutions and are a threat to national cohesion, according to a report presented to President Emmanuel Macron on Wednesday.
The report, drawn up by two senior civil servants, claims to find evidence for a policy of „entryism” by the Muslim Brotherhood into public bodies like schools and local government.
After a meeting of his security cabinet, Macron asked the government to come up with „new proposals” by early next month in light of the seriousness of the report’s conclusions….”
Dzięki za parodię islamophoba, numer z kabaretu.