
– Joshua Hoffman
Liban przestał funkcjonować jako suwerenne państwo, a Izraelczycy są zmuszeni żyć z coraz bardziej dotkliwymi skutkami tego stanu rzeczy.
Uwaga redakcji: Izrael i Liban podpisały w Stanach Zjednoczonych trójstronne porozumienie ramowe, mające stanowić pierwszy krok w stronę zapewnienia suwerenności obu krajów oraz nawiązania między nimi pokojowych stosunków.
Jeśli zaczęliście śledzić relacje izraelsko-libańskie dopiero w ostatnich latach, możecie odnieść wrażenie, że kraje te od zawsze były zaprzysięgłymi wrogami. Tak jednak nie było. Przez dziesięciolecia po utworzeniu Państwa Izrael wielu izraelskich przywódców po cichu żywiło nadzieję, że to właśnie Liban stanie się pierwszym arabskim państwem, które zawrze pokój.
Ta nadzieja nie była wyrazem naiwnego optymizmu, lecz strategiczną oceną sytuacji w regionie. Izraelscy liderzy postrzegali Liban jako kraj strukturalnie odmienny od sąsiadów: niebędący pod władzą wojskowych dyktatur, zorientowany na handel i posiadający chrześcijańską elitę polityczną, która w różnych momentach wykazywała gotowość do dyskretnych kontaktów. W przeciwieństwie do Egiptu, Syrii czy Iraku – gdzie ideologia panarabska, islamizm i scentralizowany autorytaryzm czyniły pokój politycznie niemożliwym – Liban charakteryzował się wewnętrzną fragmentacją, która teoretycznie mogła pozwolić pragmatycznym frakcjom na prowadzenie autonomicznej polityki zagranicznej.
Istniały okresy nieformalnej koordynacji, zwłaszcza w momentach, gdy obecność zbrojnych grup palestyńskich w południowym Libanie destabilizowała oba państwa. Z perspektywy Izraela Liban nie był tylko kolejnym przeciwnikiem na linii frontu, lecz najbardziej prawdopodobnym „pierwszym pęknięciem” w konflikcie arabsko-izraelskim, gdzie lokalne interesy mogły przeważyć nad regionalnymi sojuszami ideologicznymi.
To oczekiwanie nie uwzględniło jednak tempa, w jakim wewnętrzna równowaga Libanu została zachwiana przez wojnę domową i podmioty zewnętrzne – Syrię, Organizację Wyzwolenia Palestyny (OWP), a później Islamską Republikę Iranu. Liban stał się przestrogą pokazującą, co dzieje się, gdy słabe państwo pozwala potężnym grupom zbrojnym (i ostatecznie irańskiemu reżimowi) na podkopywanie struktur państwowych od wewnątrz.
Korzenie podziałów
Współczesny Liban to twór niezwykły. Po upadku Imperium Osmańskiego w 1920 roku Francja wyodrębniła „Wielki Liban” z terytoriów osmańskiej Syrii. Kraj nie został zbudowany wokół jednej tożsamości – był (i pozostaje) mozaiką maronickich chrześcijan, sunnitów, szyitów, druzów, prawosławnych i innych mniejszości. Aby utrzymać pokój, wprowadzono skomplikowany system wyznaniowy (tzw. pakt narodowy): prezydentem miał być chrześcijanin maronita, premierem sunnita, a przewodniczącym parlamentu szyita. Choć na papierze wyglądało to obiecująco, w praktyce utrwaliło podziały i wzajemną nieufność.
Przez lata po 1948 roku Liban, mimo formalnego stanu wojny z Izraelem, nie był rządzony przez wojskowych. Bejrut zyskał miano „Paryża Bliskiego Wschodu”, rozkwitał sektor bankowy i turystyka. Izraelczycy wierzyli, że handel ostatecznie okaże się ważniejszy od konfliktu.
Punkt zwrotny: od Jordanii do „Fatahlandu”
Sytuacja zmieniła się drastycznie po „Czarnym Wrześniu” w Jordanii (1970–1971). Po wydaleniu OWP przez króla Husajna, palestyńscy bojownicy przenieśli się do południowego Libanu. Kraj ten, dotąd kruchym państwem wielowyznaniowym, stał się główną bazą operacyjną dla ataków na północny Izrael.
W latach 70. doszło do serii tragicznych ataków – od masakry w szkole w Ma’alot (1974) po porwanie autobusu na przybrzeżnej autostradzie (1978). Południowy Liban zyskał w Izraelu miano „Fatahlandu”. Rząd w Bejrucie, osłabiony wewnętrznie, nie potrafił lub nie chciał przejąć kontroli nad tym regionem.
Wojna domowa i era Hezbollahu
W 1975 roku Liban pogrążył się w krwawej wojnie domowej. W 1982 roku, po latach eskalacji, Izrael rozpoczął „Operację Pokój dla Galilei”, której celem było odepchnięcie OWP od granicy. Siły izraelskie dotarły do Bejrutu, a kierownictwo OWP zostało ewakuowane do Tunezji. Jednak próżnię po nich wypełnił Iran, który przy pomocy swojej Gwardii Rewolucyjnej pomógł powołać Hezbollah.
Hezbollah nie był zwykłą milicją – stał się „państwem w państwie”. Łączył ruch islamistyczny, siłę militarną i sieć powiązań przestępczo-patronackich. Jego lojalność była skierowana nie ku Libanowi, lecz ku irańskiej ideologii. Sugestie, że Liban powinien „po prostu pozbyć się Hezbollahu”, wynikają z niezrozumienia skali jego wpływów – organizacja ta posiada własne służby wywiadowcze, infrastrukturę socjalną i imperium gospodarcze, które chroni się za pomocą zastraszania.
Konflikt permanentny
W 2000 roku Izrael wycofał się z południowego Libanu, co Hezbollah przedstawił jako swoje zwycięstwo, intensyfikując zbrojenia. Wojna z 2006 roku utwierdziła Izrael w przekonaniu, że bierność tylko wzmacnia wroga.
Obecnie Liban ma rząd i parlament, ale kluczowe decyzje w kwestiach bezpieczeństwa zapadają w porozumieniu z Teheranem. Konflikt, który nasilił się po 7 października 2023 roku, przyniósł serię eskalacji – od ataków przy użyciu zhakowanych pagerów po śmierć wieloletniego przywódcy organizacji, Hassana Nasrallaha.
Tragedią tej sytuacji jest fakt, że konflikt izraelsko-libański nigdy nie był tylko sporem granicznym między dwoma państwami. Kluczowe pytanie brzmi: kto faktycznie sprawuje władzę w Libanie? Jeśli będzie to suwerenne państwo, pokój pozostaje możliwy. Jeśli jednak stery pozostaną w rękach Hezbollahu i Iranu, cykle eskalacji będą się powtarzać. Izrael wielokrotnie podejmował działania zbrojne w Libanie, nigdy nie dążąc do trwałej okupacji – jego celem pozostaje jedynie powstrzymanie ataków na własnych obywateli. Czy obecne porozumienie stanie się punktem zwrotnym? To zależy nie od wycofywania wojsk, lecz od tego, czy Liban odzyska realną suwerenność.
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized

