Fiamma Nirenstein

Minister spraw zagranicznych Izraela Gideon Sa’ar spotyka się z prezydentem Azerbejdżanu Ilhamem Alijewem w Baku, 26 stycznia 2026 r., podczas rozmów mających na celu pogłębienie współpracy dwustronnej w dziedzinie energii, obronności, gospodarki wodnej, rolnictwa i turystyki. Źródło: @gidonsaar/X.
Od Kaukazu po Zatokę Perską i Morze Czerwone – rosnąca sieć partnerów rzuca wyzwanie wpływom Iranu i na nowo rysuje strategiczną mapę regionu.
Azerbejdżan to państwo pod wieloma względami wyjątkowe. Choć jest krajem muzułmańskim i w większości szyickim, pozostaje głęboko świecki i zdeterminowany, by podążać ścieżką modernizacji. Charakteryzuje się silną tożsamością narodową, a rządzący nim prezydent Ilham Alijew utrzymuje znakomite relacje zarówno ze Stanami Zjednoczonymi, jak i z Izraelem. W tym samym czasie stosunki Baku z Teheranem niezmiennie definiuje głęboka, obopólna nieufność.
Międzynarodowe media doniosły ostatnio o tym, co wielu obserwatorów podejrzewało od dawna: wzdłuż liczącej 700 kilometrów granicy Azerbejdżanu z Iranem mają działać tajne placówki Mossadu. Stanowią one część szerszej, regionalnej sieci wywiadowczej, dzięki której Izrael może stale monitorować Islamską Republikę i potencjalnie przeprowadzać przeciwko niej operacje specjalne. Obiekty te mogły odegrać kluczową rolę w niedawnych akcjach wymierzonych w wysokich rangą irańskich dygnitarzy – w tym Rahmana Moqadama, szefa rekrutacji zagranicznej Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC).
Partnerstwo między Azerbejdżanem a Izraelem rozkwitło natychmiast po upadku Związku Radzieckiego w 1991 roku. Izrael był jednym z pierwszych państw, które uznały nowo powstałą republikę, i od tamtej pory oba narody budują trwały sojusz strategiczny. Azerbejdżan zapewnia Izraelowi stałe dostawy ropy i energii; w zamian Jerozolima oferuje nowoczesne technologie, wsparcie wywiadowcze, zaawansowane systemy uzbrojenia oraz innowacje.
W styczniu izraelski minister spraw zagranicznych Gideon Sa’ar spotkał się z Alijewem w Baku. Warto przypomnieć, że podczas wojen o Górski Karabach lwia część potencjału militarnego Azerbejdżanu opierała się właśnie na izraelskiej technologii wojskowej. Kraj ten był również jednym z pierwszych zagranicznych nabywców legendarnego systemu obrony przeciwrakietowej Żelazna Kopuła (Iron Dome).
Choć relacje Azerbejdżanu z Waszyngtonem uległy wyraźnemu ochłodzeniu za administracji Joe Bidena (co wynikało z zacieśniania więzi USA z Armenią), powrót prezydenta Donalda Trumpa pomógł ożywić tę strategiczną oś. Może ona trwale przerysować mapę geopolityczną regionu – pod warunkiem, że zagrożenie ze strony Iranu zostanie zneutralizowane, a wpływy Rosji skutecznie ograniczone.
To rodzące się porozumienie wykracza jednak daleko poza sam Kaukaz i Azerbejdżan:
- Zjednoczone Emiraty Arabskie stanowią absolutny filar tego procesu od momentu podpisania Porozumień Abrahama w 2020 roku.
- Bahrajn w pełni podziela obawy sąsiadów dotyczące irańskiej agresji.
- Maroko dało się poznać jako niezawodny partner Zachodu w walce z dżihadystycznym ekstremizmem.
- Egipt i Jordania, pomimo okresowych, naturalnych napięć, pozostają bezwzględnie wierne procesowi pokojowemu.
- Arabia Saudyjska konsekwentnie realizuje własne, autonomiczne interesy, lecz ostatecznie może dojść do wniosku, że jej przyszłość zależy od wejścia w ten szeroki, zorientowany na Zachód sojusz.
Przekonanie Donalda Trumpa, że wiele państw muzułmańskich jest gotowych do otwartej współpracy z Izraelem przeciwko Iranowi i jego brutalnym ekspozyturom, nie jest mrzonką. To odzwierciedlenie twardej rzeczywistości strategicznej, która krystalizuje się na naszych oczach od lat.
Przez dekady wielką strategią geopolityczną Iranu było otoczenie Izraela tzw. „pierścieniem ognia” – siecią silnie uzbrojonych sojuszników. Hezbollah w Libanie, Hamas w Strefie Gazy, Palestyński Dżihad Islamski, szyickie milicje w Iraku, Huti w Jemenie oraz reżim Baszara al-Assada w Syrii mieli wspólnie zacisnąć pętlę wokół państwa żydowskiego. Teheran liczył również na wciągnięcie świata arabskiego do zjednoczonego frontu antyizraelskiego, co pozwoliłoby na całkowitą izolację dyplomatyczną Izraela przy jednoczesnym terroryzowaniu go militarnie ze wszystkich kierunków.
Stało się jednak dokładnie odwrotnie.
Hamas został militarnie rozbity, Hezbollah potężnie osłabiony, reżim Assada upadł, a większość państw arabskich postrzega dziś Iran – a nie Izrael – jako główne źródło destabilizacji Bliskiego Wschodu. Porozumienia Abrahama stworzyły nową architekturę bezpieczeństwa, a współpraca między Jerozolimą a kluczowymi państwami sunnickimi paradoksalnie zacieśniła się pomimo trwającej wojny. To nie Izrael znalazł się w okrążeniu – to Iran staje w obliczu coraz szczelniejszego, strategicznego kordonu sanitarnego.
Dziś Teheran z niepokojem obserwuje rosnącą sieć państw – od Azerbejdżanu na północy, przez monarchie Zatoki Perskiej, aż po partnerów w regionie Morza Czerwonego – które łączy fundamentalny interes: powstrzymanie irańskiego ekspansjonizmu. Irański sen o regionalnej hegemonii zderzył się z nową, brutalną dla niego rzeczywistością.
W tym układzie największym wyzwaniem pozostaje Hezbollah. Organizacja ta nie jest już wyłącznie zagrożeniem militarnym dla granic Izraela; w rzeczywistości porwała ona cały Liban, czyniąc z tego państwa zakładnika irańskich interesów. Gigantyczny arsenał Hezbollahu, jego wpływy polityczne oraz kontrola nad kluczowymi instytucjami uniemożliwiają Bejrutowi odzyskanie pełnej suwerenności i budowę stabilnej przyszłości, której pragnie wielu Libańczyków. Dopóki Hezbollah pozostaje zbrojnym ramieniem Teheranu nad Morzem Śródziemnym, Liban będzie płacił najwyższą cenę za imperialne ambicje ajatollahów.
Kolejnym, dynamicznie zmieniającym się elementem tej układanki jest zacieśniające się partnerstwo Izraela z Somalilandem, leżącym u południowego wejścia do Morza Czerwonego – jednego z najważniejszych morskich szlaków handlowych na globie. W obliczu piractwa i ataków rakietowych wspieranych przez Iran bojowników Huti, Somaliland wyrasta na niezwykle cennego partnera strategicznego w Rogu Afryki.
Dla Jerozolimy te partnerstwa wykraczają dziś daleko poza tradycyjny, fundamentalny sojusz ze Stanami Zjednoczonymi. Kamieniem milowym jest tu rozwijająca się współpraca z Indiami pod przywództwem premiera Narendry Modiego. Oba kraje aktywnie angażują się w ogłoszony w 2023 roku Korytarz Gospodarczy Indie-Bliski Wschód-Europa (IMEC). Ten megaprojekt stawia Izrael w samym centrum kluczowego szlaku handlowego łączącego Azję z Europą, oferując zarazem długoterminową, stabilną alternatywę dla chińskiej Inicjatywy Pasa i Szlaku.
Właśnie taka przyszłość kształtuje się obecnie na Bliskim Wschodzie. Nie jest to era izolacji Izraela poprzez bojkoty i rezolucje dyplomatyczne, lecz czas rozszerzającej się sieci sojuszy opartych na twardych, wspólnych interesach, rozwoju gospodarczym i zorganizowanym oporze wobec irańskiej hegemonii.
I tak właśnie rodzi się trwały pokój.
Azerbejdżan i powstający sojusz zmieniający oblicze Bliskiego Wschodu
Kategorie: Uncategorized

