
Autor: Matthew Taub
Niedawno ktoś powiedział mi, że nie jestem „prawdziwym Żydem”.
Słyszałem już różne wersje tego stwierdzenia, ale ta szczególnie zapadła mi w pamięć. Nie dlatego, że była oryginalna, ale dlatego, że ujawniła coś głębszego. Coraz częściej spotyka się ludzi, którzy uważają, że mają prawo decydować o tym, którzy Żydzi się liczą, a którzy nie. Uważają, że tożsamość żydowska jest warunkowa. Że przyjęcie do społeczności żydowskiej zależy od wyznawania „właściwych” poglądów politycznych, popierania „słusznych” spraw oraz milczenia w kwestiach, których inni woleliby unikać.
Najwyraźniej „prawdziwy Żyd” ma odwrócić się od własnego narodu. „Prawdziwy Żyd” ma milczeć, gdy atakowani są Żydzi. „Prawdziwy Żyd” ma przepraszać za poparcie dla Izraela, dystansować się od innych Żydów i szukać aprobaty u ludzi, którzy i tak nigdy go nie zaakceptują.
Jeśli taka jest definicja, to nie – nie jestem takim Żydem.
Jestem Żydem, który nie daje się zmanipulować. Jestem Żydem, który nie daje się zastraszyć. Jestem Żydem, który nie zamierza rezygnować ze swojej historii, tożsamości ani więzi z własnym narodem tylko dlatego, że komuś innemu to nie pasuje.
Popieram Izrael, ponieważ jestem Żydem.
Nie wbrew temu, że jestem Żydem.
Właśnie dlatego, że jestem Żydem.
Nasza historia nie rozpoczęła się w Toronto, Nowym Jorku, Londynie, Paryżu ani nigdzie indziej w diasporze. Nasza historia rozpoczęła się w Judei. Samo słowo „Żyd” pochodzi od Judei. Nasze święta koncentrują się wokół Ziemi Izraela. Nasze modlitwy skierowane są w stronę Jerozolimy. Nasza historia, język, kultura i cywilizacja mają tam swoje korzenie.
To nie jest polityka.
To jest historia.
Przez tysiące lat, na długo przed powstaniem współczesnych ruchów politycznych, Żydzi modlili się o powrót do Syjonu. Każdą Paschę kończyliśmy słowami: „W przyszłym roku w Jerozolimie”. Opłakiwaliśmy zburzenie Świątyni. Zachowaliśmy naszą tożsamość na wygnaniu, ponieważ nigdy nie zapomnieliśmy, skąd pochodzimy.
Mówienie Żydom, że są obcymi w Izraelu, nie jest argumentem. To próba wymazania żydowskiej historii.
A ja odmawiam udziału w wymazywaniu własnej historii.
Mam też dość słuchania, że popieranie żydowskiego prawa do samostanowienia czyni mnie islamofobem. Tak nie jest.
Krytykowanie ruchów politycznych, ekstremistycznych ideologii, terroryzmu czy antysemityzmu nie jest nienawiścią do muzułmanów. To zupełnie różne rzeczy. Jednak zbyt często etykieta „islamofoba” jest wykorzystywana jako broń – nie po to, by budować zrozumienie, ale by uciszyć Żydów, którzy otwarcie mówią o antysemityzmie, terroryzmie lub swoich więziach z Izraelem.
Nie zaakceptuję tej łatki tylko dlatego, że nie zamierzam porzucić mojego narodu.
Uderzające jest to, że Żydzi wydają się jedynym narodem na świecie, od którego oczekuje się uzasadniania swoich związków z ojczyzną przodków. Tożsamość wszystkich innych jest celebrowana. Historia innych jest szanowana. Rdzenność innych jest uznawana.
Tymczasem tożsamość żydowska jest poddawana w wątpliwość.
Historia żydowska jest przedmiotem debaty.
Rdzenności żydowskiej się zaprzecza.
Nie da się zignorować tych podwójnych standardów.
Jeszcze bardziej niepokoi mnie to, jak często te ataki pochodzą obecnie od innych Żydów. Nie chodzi o to, że się ze mną nie zgadzają. Różnica zdań jest zdrowa. Debata to część naszej tradycji. Żydzi spierają się między sobą od tysięcy lat.
Istnieje jednak różnica między odmiennością zdań a delegitymizacją.
W chwili, gdy ktoś twierdzi, że inny Żyd nie jest „prawdziwym Żydem”, ponieważ popiera Izrael, sprzeciwia się antysemityzmowi lub odmawia milczenia, całkowicie porzuca dyskusję. Decyduje, że niektórzy Żydzi są akceptowalni, a inni nie.
Nikt nie ma prawa podejmować takiej decyzji.
Żaden aktywista. Żadna organizacja. Żaden polityk. Żaden influencer w mediach społecznościowych. Żaden samozwańczy strażnik moralności nie ma prawa odbierać komuś żydowskiej tożsamości.
Historia Żydów nigdy nie była pisana przez tych, którzy tulili głowę i mieli nadzieję, że sytuacja sama się poprawi. Została napisana przez Żydów, którzy brali stronę swoich przekonań, nawet gdy wiązało się to z kosztami. Przez Żydów, którzy nie chcieli wyrzec się tego, kim są, nawet gdy byłoby to łatwiejsze.
Kiedy więc ktoś pyta mnie, jakim jestem Żydem, moja odpowiedź jest prosta:
Jestem Żydem, który pamięta, skąd pochodzi.
Jestem Żydem, który stoi po stronie swojego narodu.
Jestem Żydem, który nie zamierza przepraszać za to, że jest Żydem.
A jeśli to sprawia, że w oczach niektórych ludzi jestem „niewłaściwym” Żydem, to potrafię z tym żyć.
Prawdziwe pytanie nie brzmi: jakim Żydem jestem ja.
Prawdziwe pytanie brzmi: jakim Żydem jesteś ty?
Kategorie: Uncategorized

