
Bob Goldberg
To Izrael umożliwił zawarcie porozumienia Trumpa z Iranem. Waszyngton nie powinien odwdzięczać się za to, pozwalając Teheranowi wykorzystywać cieśninę Ormuz do odbudowy Hezbollahu.
JD Vance martwi się, że Izrael jest odizolowany. Powinien raczej zapytać: dlaczego tak jest? Jeśli Donald Trump jest obecnie jedyną głową państwa na świecie, która otwarcie sympatyzuje z Jerozolimą, wyjaśnienie tego faktu nie jest żadną tajemnicą. Izrael jest odizolowany, ponieważ zrobił to, czego reszta świata nie miała odwagi zrobić: wszedł w otwartą wojnę z Iranem. Podjął ryzyko, dostarczył dane wywiadowcze, przyjął na siebie odwet i umożliwił zwycięstwo Ameryki. Nie jest to kwestia sentymentalna, lecz strategiczna.
Operacja „Epic Fury” zniszczyła irańską infrastrukturę jądrową, zlikwidowała zapasy rakiet, sparaliżowała bazę przemysłu obronnego, zneutralizowała sieci obrony powietrznej budowane przez dwie dekady oraz wyeliminowała najwyższe kierownictwo IRGC, w tym samego Najwyższego Przywódcę. To nie był zwykły nalot; było to systematyczne rozmontowanie architektury wojennej reżimu.
Pod kluczowymi względami było to osiągnięcie Izraela. Dzięki niemu operacja „Epic Fury” okazała się tak niszczycielska – Izrael dostarczył to, czego często brakuje potędze amerykańskiej: bezpośredni dostęp do terenu, wywiad osobowy (HUMINT), precyzyjne dane o położeniu celów oraz bieżącą wiedzę na temat architektury wojskowej reżimu.
Kluczowym wkładem była penetracja wywiadowcza. Izraelskie sieci sporządziły mapy irańskich kanałów zaopatrzeniowych, węzłów dowodzenia i wzmocnionych obiektów, których nie dało się zidentyfikować wyłącznie za pomocą danych satelitarnych. Zniszczenie programu jądrowego wymaga czegoś więcej niż zrzucenia ciężkiej amunicji – trzeba wiedzieć, które wejście do tunelu ma znaczenie, który węzeł zasila daną halę kaskadową i który obiekt „cywilny” stanowi w rzeczywistości element przemysłu obronnego. Izrael zapewnił Waszyngtonowi „oczy i mapy” niezbędne do odróżnienia celów symbolicznych od tych o krytycznym znaczeniu dla przetrwania systemu.
Wydaje się również, że izraelska kampania powietrzna „Roaring Lion” otworzyła pole bitwy. Doniesienia z 2026 roku opisują uderzenie około 200 izraelskich samolotów w setki celów w zachodnim i środkowym Iranie. Ta misja osłabiła zdolność Teheranu do wykrywania i przeciwdziałania późniejszym atakom amerykańskim. Efekt wzmocniły cyberataki, które oślepiły irańskie systemy dowodzenia i łączności.
Wreszcie, to obywatele Izraela ponieśli ciężar odwetu. Irańskie salwy rakietowe były karą za rolę Jerozolimy w sukcesie amerykańskiego uderzenia. Izrael nie tylko skorzystał na tej operacji – on ją umożliwił, a następnie musiał przetrwać irańską odpowiedź.
Niestety, Waszyngton podpisał protokół ustaleń, który ogranicza działania Izraela w Libanie, dając jednocześnie Iranowi nową przewagę nad cieśniną Ormuz. Jest na to odpowiednie słowo, ale nie jest nim „wdzięczność”.
Trump i Vance są winni Izraelowi podziękowanie – nie wykład o moralności czy niepotrzebne spory polityczne, ale uznanie strategiczne. Bez Izraela prawdopodobnie nie byłoby operacji „Epic Fury”, a bez niej – irańskiego załamania militarnego, które otwiera drogę do dyplomacji. Ironia polega na tym, że porozumienie istnieje tylko dlatego, że Izrael osłabił Iran, a teraz musi pogodzić się z konsekwencjami umowy, pod którą podpisał się Waszyngton.
Scenariusze Pentagonu od trzydziestu lat zakładały, że Iran zamknie cieśninę Ormuz w razie konfliktu. Mimo to, sześć miesięcy przed operacją, marynarka wojenna USA wycofała kluczowe jednostki przeciwminowe. Gdy po pierwszym uderzeniu Iran zaminował cieśninę, Waszyngton nie dysponował realnym sposobem na jej oczyszczenie. Zegar tykał, a Iran czekał, aż skutki ekonomiczne kryzysu osłabią pozycję negocjacyjną USA. W efekcie, protokół ustaleń z 14 czerwca pozwala Iranowi certyfikować bezpieczeństwo cieśniny, którą sam wcześniej zaminował. To nie jest pokój, to środek nacisku.
Warunki ekonomiczne tego porozumienia nie tylko wynagradzają Iran, ale pomagają finansować odbudowę Hezbollahu. Normalizacja ruchu w cieśninie zapewnia irańskim sieciom przemytniczym doskonałą przykrywkę – ładunki podwójnego zastosowania stają się w tym strumieniu po prostu kolejnymi kontenerami.
Vance powinien przeanalizować tę zależność: Izrael pomógł Ameryce zniszczyć machinę wojenną Iranu, a porozumienie daje teraz Teheranowi czas na odbudowę Hezbollahu – wysuniętej siły uderzeniowej skierowanej przeciwko Izraelowi. Iran już teraz próbuje przekształcić negocjacje w narzędzie ograniczania swobody działania Izraela w Libanie.
Widać tu znany schemat: Izrael działa, świat potępia, Ameryka czerpie korzyści, a następnie prosi Izrael o powściągliwość. Powściągliwość, która w tym przypadku oznacza pozwolenie Iranowi na wykorzystanie cieśniny jako broni, a Hezbollahowi na odrodzenie się pod osłoną zawieszenia broni. To jak podziękowanie strażakowi poprzez przekazanie węża z wodą podpalaczowi.
Test dla Waszyngtonu jest prosty: czy pozwoli, by ta struktura się utrwaliła, czy ją powstrzyma? Powstrzymanie oznacza rygorystyczną weryfikację warunków, blokowanie dostaw dla Hezbollahu i odrzucenie irańskiej narracji o „wszystkich frontach”.
JD Vance ma rację, troszcząc się o interesy amerykańskie. Jednak interesom tym nie służy traktowanie Izraela jako obciążenia po tym, jak wcześniej traktowano go jako kluczowy atut. Izrael pomógł Ameryce wygrać. Waszyngton nie powinien odpłacać się jedynemu sojusznikowi, który włączył się do walki, pozostawiając go samego z konsekwencjami porozumienia, które stało się możliwe tylko dzięki jego odwadze.
JD Vance powinien podziękować Izraelowi, a nie krytykować państwo żydowskie
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized

