Uncategorized

Nowa era współpracy USA-Izrael

General Yoav Gallant

W amerykańskiej debacie na temat pomocy dla Izraela błędnie nazywa się charakter łączących oba kraje relacji. Po skorygowaniu tej nazwy odpowiedź na pytanie o sens dalszego wsparcia staje się oczywista.

W przededniu wyborów śródokresowych niemal każdy amerykański polityk pytany o Izrael słyszy to samo pytanie: czy Stany Zjednoczone powinny kontynuować pomoc dla tego kraju? Czy należy ją ograniczyć, uzależnić od pewnych warunków lub wykorzystać jako środek nacisku?

Pytanie to opiera się na błędnym założeniu, jakoby amerykańskie wsparcie dla Izraela było transferem wartości od darczyńcy do odbiorcy, a jedyną otwartą kwestią pozostaje hojność darczyńcy. To założenie jest błędne od lat. Prowadzi ono do debat, które fałszywie przedstawiają Amerykanom sposób, w jaki ich pieniądze są wykorzystywane od ponad pół wieku.

Pełniłem funkcję ministra obrony Izraela w najtrudniejszym okresie naszej współczesnej historii – przez ponad rok trwania wojny na siedmiu frontach, która rozpoczęła się 7 października 2023 roku. Siedziałem przy stole negocjacyjnym z amerykańskimi partnerami, kształtując te relacje, i obserwowałem na polu bitwy, jak amerykańskie i izraelskie siły zbrojne współdziałają w walce ze wspólnym wrogiem. Chcę wyjaśnić, czym faktycznie są te relacje, a czym nie są.

Zgodnie z obowiązującym protokołem ustaleń, Stany Zjednoczone przekazują Izraelowi rocznie 3,8 mld dolarów: 3,3 mld dolarów w ramach programu zagranicznego finansowania wojskowego (Foreign Military Financing – FMF) oraz 500 mln dolarów na współpracę w zakresie obrony przeciwrakietowej. W amerykańskim dyskursie politycznym traktuje się to jako pomoc zagraniczną, zrównując ją z pomocą w przypadku klęsk żywiołowych czy pomocą humanitarną, nazywając „dotacją” lub „darem”. Ten opis błędnie określa charakter transakcji.

FMF nie jest transferem wartości do Izraela. To porozumienie dotyczące zamówień obronnych: Izrael otrzymuje środki w formie księgowej, które następnie wydaje na sprzęt obronny produkcji amerykańskiej, wytwarzany na amerykańskiej ziemi przez amerykańskich pracowników w amerykańskich okręgach wyborczych. Do 2028 roku niemal każdy dolar z programu FMF musi zostać wydany w Stanach Zjednoczonych. Czeki wystawiane są w Jerozolimie, ale miejsca pracy powstają w Arkansas, Alabamie, Teksasie, Arizonie czy Connecticut.

To wspólna inwestycja w amerykański potencjał przemysłowy. Inwestycje mierzy się zwrotem, a w tym przypadku jest on wyraźnie udokumentowany. Gdy środki FMF pokrywają koszty samolotów F-15, F-35 i innych systemów produkcji USA, izraelski budżet obronny zostaje uwolniony na cele nieobjęte żadnym programem pomocy zagranicznej – mianowicie na rodzime badania i rozwój. Pozwala to Izraelowi inwestować w nowoczesne technologie na skalę, której żaden inny sojusznik nie jest w stanie dorównać.

Systemy powstałe w wyniku tych prac są testowane w najbardziej wymagających środowiskach na świecie. Siły amerykańskie otrzymują gotowe, sprawdzone w boju produkty, nie ponosząc kosztów cyklu rozwoju ani ryzyka operacyjnego związanego z testami w warunkach wojennych. System aktywnej ochrony „Trophy”, stosowany obecnie na amerykańskich czołgach Abrams, został opracowany przy użyciu izraelskich zasobów i sprawdzony na czołgach Merkava – dopiero gdy amerykańscy dowódcy uznali, że nie istnieje żaden równoważny system amerykański, podjęto decyzję o jego zakupie. Podobnie wyświetlacz montowany na hełmie pilota F-35, stworzony przez izraelski Elbit Systems i amerykański Collins Aerospace, jest standardem w każdym egzemplarzu tego myśliwca na świecie.

Podczas kampanii przeciwko Iranowi w czerwcu 2025 r. oraz wspólnej operacji z lutego 2026 r. izraelska obrona powietrzna chroniła amerykańskie bazy w Zatoce Perskiej, a nasz wywiad i technologie walki elektronicznej pozwoliły na przeprowadzenie operacji, które w przeciwnym razie wymagałyby kosztownego rozmieszczenia dodatkowych sił USA.

Amerykański podatnik rzadko słyszy o tych korzyściach, ponieważ debata toczy się na poziomie ogólnych cyfr, a nie mechanizmów. A mechanizm jest prosty: amerykańskie dolary trafiają do amerykańskich fabryk, amerykańska pomoc uwalnia izraelski kapitał na innowacje, a amerykańska armia otrzymuje gotowe zdolności bojowe.

Jeśli wciąż masz wątpliwości, zadaj pytanie, które zadałby każdy prywatny inwestor: czy kapitał ulokowany w Izraelu jest bezpieczny i zyskowny? Odpowiedź dają dane. Giełda w Tel Awiwie była w latach 2024–2025 najlepiej prosperującym rynkiem na świecie. Zagraniczne portfele instytucjonalne osiągnęły rekordowy poziom 19 mld dolarów, z czego 80% napłynęło z Ameryki Północnej. Google przejęło izraelską firmę cybernetyczną za 32 mld dolarów. Z kolei Nvidia, kupując w 2020 roku izraelski Mellanox za 6,9 mld dolarów, zyskała technologię będącą rdzeniem rewolucji AI, co przełożyło się na gigantyczny wzrost kapitalizacji firmy. To jedna amerykańska firma, jedna inwestycja i zwrot, który zmienił oblicze całej branży.

Izrael rozwija się mimo wojen na wielu frontach, embarg czy kampanii izolacji dyplomatycznej. Kapitał nie głosuje na hasła – głosuje na fakty. Podczas gdy inwestorzy na całym świecie zwiększają zaangażowanie w Izraelu, Waszyngton jako jedyny rozważa wycofanie się.

Pomoc w zakresie bezpieczeństwa ma dla Izraela znaczenie, jednak w relacji do budżetu państwa (bliskiego 720 mld dolarów) stanowi ona dziś zaledwie około 0,5%. Wzmocnienie szekla w ostatnich latach jeszcze bardziej zmniejszyło jej praktyczną wartość budżetową, podkreślając wagę obopólnych korzyści płynących z partnerstwa.

Nadszedł czas na aktualizację tego systemu. Pierwotna relacja opierała się na modelu „supermocarstwo – mały kraj”. Dziś Izrael jest nie tylko małym, zdeterminowanym państwem, ale też partnerem obronnym, eksporterem broni do dziesiątek krajów i twórcą kluczowych technologii. Izraelski eksport sprzętu obronnego w 2024 r. wyniósł 14,8 mld dolarów, co plasuje nas w pierwszej dziesiątce światowych eksporterów.

Zmiana już zachodzi – projekt po projekcie, umowa po umowie. Brakuje jedynie ram, które zinstytucjonalizowałyby to jako fundament relacji, a nie wyjątek. Amerykańska pomoc powinna ewoluować w stronę wspólnych przedsięwzięć. Proponuję, aby proces ten odbywał się stopniowo, z horyzontem czasowym wyznaczonym na 2048 rok – stulecie Izraela. Program ten powinien być długoterminowym planem przemysłowym, a nie instrumentem politycznym wykorzystywanym w kampaniach wyborczych.

Amerykańska opinia publiczna zasługuje na prawdziwy obraz tych relacji. Amerykanie potrafią odróżnić koszt od zysku oraz jałmużnę od udziału w dochodowym przedsięwzięciu. Dane wskazują jednoznacznie: partnerstwo działa – w fabrykach, na polu bitwy i na rynkach kapitałowych. Pytanie nie brzmi, czy należy je kontynuować, lecz jak zaktualizować jego strukturę, by odzwierciedlała rzeczywistość.

Nowa era współpracy USA-Izrael


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

4 odpowiedzi »

  1. Leonie,

    z pewnością, tylko to nie są te pytania zadawane przez kongresmenów , influancerow czy nawet state department, ludzi odpowiedzialnych za amerykańską politykę zagraniczna.
    Gallant usiłuje robić ”damadge management” i ma dobre argumenty, tylko nie na obecną debatę .

    Jak mówią amerykanie ”Trump rzucił Izrael pod autobus”.
    Gallant zaklina rzeczywistość mówiąc o ”nowej erze współpracy”, Trump nie zapomina afrontów .

  2. Wlodek S: co Amerykanie z tego mają? Dziesiątki tysięcy, jeśli nawet nie więcej, stanowisk pracy i zarobków w
    amerykańskim przemyśle zbrojeniowym. Polityk zadający takie pytanie nie ma w swoim okręgu wyborczym instytucji produkujących broń wszelakiego rodzaju. USA nie może w niczym polegać na trollach z Kataru i KSA na
    wypadek wojny a na Izraelu jak najbardziej…

  3. Wlodek S – biorac pod uwage zyciorys i doswiadczenie wojskowe generala Galanta i Twoj – kto wg Ciebie wie lepiej-
    on czy Ty ?

  4. Gen Gallant elegancko pomija fakt ze te 3,8mld USD sa wydawane z budzetu państwa i podatków amerykanów. Prawda ze wydawane w USA ale obciazaja budzet i amerykański podatnik i polityk zadaje uprawnione pytanie co my z tego mamy.
    Pomoc dla Izraela jest amerykańskim soft power i jej celem jest wplywanie na politykę odbiorcy w kierunku zgodnym z amerykańska polityka zagraniczna.
    I ostatnio bylo parę konfliktów między strategia polityki arabskiej US i Izraela.
    I stad irytacja Trumpa na Natenyahu, i pytania « co my z tego mamy », zadawane w kręgach nawet tradycyjnie przychylnych Izraelowi. Watpię czy argumentacja Gallanta kogos przekona, Trump rozglada się tylko, jak by cos ukrasć albo kogos oszukać albo dostać lapówkę, i tak najwazniejszym partnerem US jest Katar i KSA. A Izrael to niewdzięczne obciazenie.

    System Trophy czy helmy do F35 sa produktami które USA kupuje od uzraelskich firm, a nie częsć pomocy USA.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.