Uncategorized

Koniec z Cyrusem

Autor: Melanie Phillips

Rzekoma naiwność administracji Trumpa wobec Iranu to albo głupota, albo obłuda

Szok i niepokój w Izraelu są namacalne. Nagły zwrot o 180 stopni, jakiego dokonał prezydent Donald Trump w polityce wobec Iranu, odbierany jest w Jerozolimie jako porzucenie.

Izraelczycy są przyzwyczajeni do obojętności lub wrogości ze strony amerykańskich przywódców. Zdołali przetrwać złośliwe manipulacje administracji Obamy oraz zastraszanie ze strony zwolenników Bidena. Jednak w Trumpie mieli prezydenta, który doprowadził do czegoś, czego nikt się nie spodziewał – Stany Zjednoczone i Izrael walczyły ramię w ramię, by pokonać jedno z największych źródeł zła na świecie.

Po straszliwej inwazji z 7 października 2023 r., która obnażyła słabość Izraela w obliczu zakrojonej na szeroką skalę próby eksterminacji ze strony Iranu, mało kto wierzył, że w ciągu kilku lat reżim ajatollahów oraz Hezbollah zostaną postawione w tak trudnej sytuacji. Wyeliminowano najwyższą kadrę dowódczą, drastycznie uszczuplono zapasy rakiet, zniszczono irańską obronę powietrzną, a program jądrowy – będący o krok od osiągnięcia morderczych celów – cofnięto o lata.

To Trump, co pozostaje jego niepodważalną zasługą, sprawił, że stało się to możliwe. W związku z tym okrzyknięto go „nowym Cyrusem” – perskim królem z VI wieku p.n.e., który wyzwolił Żydów z niewoli i pomógł odbudować Świątynię w Jerozolimie.

Jednak w tym tygodniu Trump zdawał się zamieniać to zwycięstwo w porażkę. Podpisując porozumienie z irańskim reżimem, który powinien był być dalej osłabiany, rzucił Teheranowi koło ratunkowe. Sprowadził Amerykę do roli „papierowego tygrysa”, dodał skrzydeł Rosji, Chinom i Korei Północnej, a także ośmielił islamistów dążących do zniszczenia Zachodu. Co więcej, po podkopaniu bezpieczeństwa Izraela, agresywnie zwrócił się przeciwko niemu za to, że kraj ten ośmielił się bronić.

Stany Zjednoczone nie tylko wykluczyły Izrael z rozmów prowadzących do podpisania protokołu ustaleń (MOU), ale także – mimo że warunki umowy pozostają tajemnicą – odmówiły pokazania jej treści państwu żydowskiemu. Jest to szczególnie bolesne w kontekście faktu, że to właśnie Izrael, bliski sojusznik Ameryki i niezastąpiony „niezatapialny lotniskowiec”, jest tym, którego Iran za wszelką cenę chce wymazać z mapy. Izraelscy żołnierze giną nie tylko w obronie własnego kraju, ale i wolnego świata, podczas gdy Ameryka nie chce narażać własnych wojsk, chętnie godząc się na to, by to Izraelczycy płacili najwyższą cenę.

Wbrew licznym doniesieniom, protokół ustaleń nie jest porozumieniem kończącym wojnę. Stanowi raczej ramy negocjacji podczas 60-dniowego zawieszenia broni. Choć znamy jedynie strzępy informacji, nie da się zaprzeczyć, że Trump wybrał moment – w którym reżim irański słabł z dnia na dzień – by zdjąć „kolano z jego gardła”, znosząc amerykańską blokadę irańskich statków. Rozpoczynając negocjacje, postanowił zatem wzmocnić Iran kosztem Stanów Zjednoczonych.

Istnieją też poważne podejrzenia, że umowa pozwoli na dopływ gotówki do skarbca w Teheranie. Wiceprezydent JD Vance wielokrotnie zapewniał, że Iran nie otrzyma ani grosza z amerykańskich pieniędzy. Jednak mowa tu o zamrożonych aktywach samego Iranu, do których Teheran odzyska dostęp.

Izraelska stacja Channel 14 podała, że Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) nie ma zamiaru przestrzegać porozumienia. Komandor Ahmad Vahidi miał stwierdzić: „Weźmy wszystkie pieniądze już teraz, a potem zrobimy, co tylko zechcemy”. Wydaje się, że ostrzeżenia te potwierdził dyrektor CIA, John Ratcliffe, informując Trumpa, że dane wywiadowcze budzą poważne wątpliwości co do gotowości Iranu do rzeczywistych ustępstw jądrowych.

Same wypowiedzi Trumpa i Vance’a budzą niepokój. Początkowo USA twierdziły, że Iran nie może wzbogacać uranu – kropka. Teraz jednak Trump przyznaje w „The New York Times”, że Iranowi pozwolono by na wzbogacanie uranu na „niskim poziomie”. Jak niskim? Z relatywnie niskich poziomów dość łatwo przejść do wzbogacania militarnego w krótkim czasie. Trump wspomniał też o „zakazie trwającym od 15 do 20 lat”. Brzmi to niebezpiecznie podobnie do porozumienia Obamy z 2015 roku, które de facto otwierało drogę do irańskiej bomby po wygaśnięciu okresu przejściowego.

Naiwność, jaką wykazują Trump i Vance, graniczy z imbecylizmem – chyba że jest to cyniczna hipokryzja. Podczas szczytu G7 Trump stwierdził, że irański reżim się zmienił, a obecni przywódcy to ludzie „bardzo racjonalni”. Twierdził, że „miło się z nimi współpracowało” i że są oni „mądrzejsi” od poprzedników. Jak jakakolwiek świadoma istota może wierzyć w taką bzdurę, skoro Iranem nadal rządzi fanatyczny IRGC?

Tymczasem Hezbollah nie przestaje łamać zawieszenia broni. Pokonanie tej organizacji jest dla Izraela kluczowe, gdyż północ kraju jest zagrożona wyludnieniem wskutek nieustannych bombardowań. Jednak Trump, stając po stronie Iranu, wywiera presję na Izrael, by zaprzestał działań w Libanie, aby nie zepsuć „wielkiej umowy”. Jego słowa o tym, że Izrael powinien pozwolić Syrii zająć się Hezbollahem, są szokujące i świadczą o kompletnym niezrozumieniu realiów regionalnych.

Izrael stoi przed bolesnym wyborem: między pozostawieniem swoich obywateli na pastwę ataków a ryzykiem, że mściwy Trump odetnie wsparcie wojskowe. Amerykanie mogą tego nie dostrzegać, ale fantazja o przekształceniu fanatycznych dążących do ludobójstwa Irańczyków w cywilizowanych partnerów naraża na niebezpieczeństwo cały świat.

Jeśli chodzi o tych Izraelczyków, którzy zaufali temu najbardziej kapryśnemu z „książąt”, zapomnieli oni o podstawowej lekcji swojej historii: Żydzi w krytycznych momentach są zawsze sami.

Koniec z Cyrusem

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.