
Autor: prof. Zaki Shalom
Jakie przesłanie Waszyngton wysyła swoim sojusznikom, sugerując, że tak potężny partner jak Izrael jest bezbronny i musi akceptować każde żądanie swojego protektora?
Zaledwie kilka miesięcy po powrocie Donalda Trumpa do Białego Domu, wiceprezydent J.D. Vance wygłosił podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa przemówienie, które wywołało szeroki odzew. Wystąpienie to odzwierciedla nową wizję roli Ameryki w systemie międzynarodowym oraz wyznacza granice jej zaangażowania wobec sojuszników.
Vance’a, kojarzonego dotąd z umiarkowanym izolacjonizmem, początkowo postrzegano jako zdecydowanego zwolennika Izraela. Z tego powodu ewolucja jego stanowiska rodzi niepokojące pytania. Nie jest to zresztą pierwszy przypadek w historii, gdy amerykański prezydent znacząco modyfikuje podejście do państwa żydowskiego – warto tu przypomnieć postawę Richarda Nixona, który po wojnie Jom Kippur i w cieniu afery Watergate przyjął politykę sprzeczną z interesami Izraela.
Główna lekcja dla Tel Awiwu jest jasna: Izrael musi w jak największym stopniu dążyć do ograniczenia swojej zależności bezpieczeństwa od Stanów Zjednoczonych.
Jednym z kluczowych argumentów prezydenta Trumpa jest teza, że USA i Izrael już wygrały wojnę z Iranem. Przywództwo w Teheranie poniosło poważne straty, znaczna część jego potencjału militarnego i nuklearnego została zneutralizowana, a reżim musiał zmierzyć się z nową rzeczywistością strategiczną.
Zwycięstwo to jednak coś więcej niż tylko zadanie strat przeciwnikowi – wymaga ono, by pokonana strona uznała swoją porażkę. Historia pokazuje, jak istotny jest to czynnik. Po I wojnie światowej wielu Niemców nie czuło się pokonanymi, co zrodziło mit „ciosu w plecy” i utorowało drogę nazizmowi. Dziś przywódcy Iranu są dalecy od przyznania się do klęski. Wręcz przeciwnie, przedstawiają własne przetrwanie jako sukces i nieustannie podkreślają zdolność do opierania się presji zarówno ze strony Izraela, jak i USA.
Kolejnym argumentem wysuwanym przez administrację Trumpa jest twierdzenie, że bez amerykańskiej interwencji Izrael stanąłby w obliczu zagrożenia egzystencjalnego. Z tezy tej wynika – przynajmniej w sposób domniemany – oczekiwanie, że Izrael powinien bezkrytycznie dostosować się do żądań Waszyngtonu.
Izrael jest głęboko wdzięczny Stanom Zjednoczonym za wkład w osłabienie irańskiego programu nuklearnego oraz za dekady szeroko zakrojonej pomocy wojskowej. Twierdzenie jednak, że przetrwanie państwa zależy wyłącznie od działań Waszyngtonu, nie oddaje rzeczywistości. Nawet jeśli pełny zakres strategicznych zdolności Izraela pozostaje niejawny, oczywiste jest, że irańskie władze przypisują im ogromną wagę. Połączenie wiarygodnego odstraszania strategicznego z zaawansowaną obroną przeciwrakietową jest tym, co faktycznie gwarantuje bezpieczeństwo Izraela.
Wreszcie pojawia się teza, jakoby administracja Trumpa była ostatnim przyjacielem Izraela na arenie międzynarodowej. Ten argument również nie wytrzymuje krytyki. Pozycja Izraela na arenie światowej jest dziś prawdopodobnie silniejsza niż kiedykolwiek w jego historii. Świadczy o tym choćby szeroko zakrojona działalność budowlana w Judei i Samarii, która spotyka się ze stosunkowo ograniczonym sprzeciwem międzynarodowym. Co więcej, w trakcie obecnego konfliktu Izrael zdołał osiągnąć większość swoich celów strategicznych, pomimo intensywnej presji zewnętrznej.
Słuchając retoryki Vance’a, nasuwa się kluczowe pytanie: jaki sygnał Waszyngton wysyła swoim sojusznikom, sugerując, że tak potężny partner jak Izrael jest na tyle bezbronny, iż musi godzić się na każde żądanie protektora? Jak powinni odczytać to Tajwan, państwa Zatoki Perskiej i inni amerykańscy partnerzy? Czy taki przekaz rzeczywiście wzmacnia wiarygodność Ameryki jako niezawodnego sojusznika?
W praktyce premier Netanjahu ma pełne prawo zachowywać publiczną powściągliwość wobec amerykańskiej krytyki. Kieruje się tu odwieczną zasadą Davida Ben-Guriona, zgodnie z którą Izrael powinien unikać niepotrzebnych konfrontacji z wielkimi mocarstwami. Niemniej jednak nie zaszkodziłoby od czasu do czasu przedstawiać kontrargumenty – pod warunkiem, że odbywać się to będzie z szacunkiem i w sposób godny wyjątkowych relacji między oboma państwami.
Jak powinna wyglądać odpowiedź Izraela na zmianę stanowiska Trumpa?
Kategorie: Uncategorized

