Uncategorized

NIC

Adam Hummel

Pytanie

Co musiałoby się stać, żebym przestał wspierać Izrael?

Istnieje pytanie, które towarzyszy każdemu Żydowi broniącemu Izraela – niezależnie od tego, czy ktoś zadaje je wprost, czy nie: „Co musiałoby się stać, żebyś przestał?”.

Nie: żebyś złagodził stanowisko, dodał ostrożne zastrzeżenie czy zamilkł na chwilę.

Przestał.

Co musiałby zrobić Izrael lub co musiałoby się wydarzyć, żebyś odwrócił się od niego na zawsze?

Załóżmy, że to uczciwe pytanie. Oto moja odpowiedź: Nic.

Wiem, jak to brzmi. Brzmi jak deklaracja kogoś, kto uważa, że kraj, który kocha, ma rację zawsze – nieważne czy postępuje dobrze, czy źle. To najtańszy rodzaj lojalności, będący w istocie odmową samodzielnego myślenia. Ale w tym przypadku jest inaczej, a ta różnica jest sednem sprawy. Pozwólcie, że jasno wyjaśnię, czemu tak naprawdę jestem lojalny.

Rządy

Nie jestem lojalny wobec żadnego rządu, a już na pewno nie wobec konkretnego rządu izraelskiego. Rządy przychodzą i odchodzą, a większość z nich zasługuje na krytykę – w tym również obecny rząd Izraela. Mogę uważać, że dane władze postępują błędnie. Każdy może tak twierdzić: zarówno zwolennik, jak i przeciwnik. Możemy głosować przeciwko nim, kłócić się, chcieć ich dymisji. Nic z tego nie dotyka fundamentów, a tym, czego naprawdę bronię, jest żydowska suwerenność. Fakt, że naród żydowski może rządzić sobą na własnej ziemi, nie pytając nikogo o zgodę.

Nie jest to wniosek, do którego doszedłem po rozważeniu argumentów, ale punkt wyjścia. To aksjomat – coś, od czego się zaczyna, a nie coś, do czego się dochodzi. Nie rezygnuje się z aksjomatów tylko dlatego, że nagłówki w gazetach są niekorzystne.

Pomyślcie, jak absurdalne jest to żądanie, gdy wypowie się je na głos. Nikt nie mówi Francuzom, że Francja powinna przestać istnieć, gdy ich rząd robi coś strasznego. Nikt nie dąży do „rozwiązania” Kanady z powodu długiej listy jej win. Mówi się im, żeby zmienili przywódców, przeprosili, zorganizowali wybory. Nie mówi się im, by zrezygnowali z własnego państwa. Tylko państwo żydowskie podlega zasadzie, że musi nieustannie zasługiwać na prawo do istnienia dobrym sprawowaniem, ryzykując przy tym własne bezpieczeństwo. Nie akceptuję tej zasady i wy też nie powinniście. W chwili, gdy ją odrzucicie, znika cała idea „czerwonej linii”.

Nie chodzi o to, by przestać przejmować się tym, co robi Izrael. Chodzi o to, że polityka rządu a prawo Żydów do własnego państwa w bezpiecznych granicach to dwie zupełnie inne kwestie. Nie pozwolę nikomu udawać, że jest inaczej. Kiedy to dostrzeżesz, zrozumiesz, co naprawdę dzieje się wokół nas.

Wyczerpanie

Ludzie, którzy chcą, byśmy zrezygnowali z Izraela, w głębi duszy wiedzą, że nie przekonają nas do tego – przynajmniej większości. Nie da się nakłonić kogoś, by zrezygnował z gruntu, na którym stoi. Większość z nich przestaje więc debatować i próbuje nas wyczerpać. Sięgają po najpotężniejsze słowa, jakie mają – „ludobójstwo”, „apartheid” – i nie używają ich jako krytyki polityki, lecz jako werdyktu w sprawie tego, czy państwo Izrael powinno w ogóle istnieć. Pomijają „nudną” część opowieści (dowody) i przechodzą prosto do oskarżenia.

A kiedy słowa już nie działają – bo w tym momencie straciły wszelkie znaczenie – sięgają po inne narzędzie: cenę. Przestaje przychodzić zaproszenie na kolację. Wypadasz z komisji. Dostajesz negatywne recenzje w Google. Sugeruje się, że ludzie tacy jak my nie mogą być „tymi dobrymi”. Pracują nad tym, by wspieranie Izraela stało się na tyle kosztowne, żebyśmy pewnego dnia uznali, że „to już nie jest tego warte”.

To nie jest argument – to cena.

Argument a cena

Cała kampania opiera się na zacieraniu różnicy między argumentem a ceną. Argument dotyczy tego, w co wierzysz. Cena dotyczy tego, co jesteś w stanie znieść. Argument mówi: „mylisz się”. Cena mówi: „sprawimy, że będzie cię to bolało, aż się poddasz”.

Oto pułapka: jeśli płacisz tę cenę wystarczająco długo, zaczyna ona przypominać argument. Człowiek staje się zmęczony. Zmęczeni ludzie szukają wyjścia i po pewnym czasie zaczynają się zastanawiać, czy ci, którzy utrudniają im życie, nie mieli jednak racji. Tak to działa w przypadku „dobrych ludzi”. W ten sposób próbują dotrzeć do naszych dzieci. Odłóż ciężar i powiedz sobie, że zmieniłeś zdanie, podczas gdy tak naprawdę po prostu zabrakło ci siły, by go dźwigać. Jak oni śmią?

Spójrzmy na Jerry’ego Seinfelda. Pewnej nocy wychodził z meczu Knicksów, a jeden z kibiców wsadził mu mikrofon przed twarz, żądając słów „wolna Palestyna”. Seinfeld zaśmiał się, powiedział „to nie istnieje!” i poszedł dalej. To było z klasą, był nieporuszony. Ale spójrzcie, dlaczego mógł to zrobić: jest wart setki milionów dolarów i jest jedną z najbardziej lubianych osób w Ameryce Północnej. Nie ma nic, co ten reporter czy cały ten ruch mogliby mu odebrać. Jest poza zasięgiem tej ceny.

Czy to ma być teraz warunek dyskusji? Czy trzeba być nietykalnym, by móc bronić Izraela bez obaw? Spójrzcie, w jakiej sytuacji są żydowscy aktorzy czy scenarzyści, którzy mają przed sobą karierę – ci, którzy mogą zostać wykluczeni lub „anulowani”. Większość milczy. Nie dlatego, że wierzą w to mniej niż Seinfeld, ale dlatego, że dla nich ta cena jest realna. Kiedy Gwyneth Paltrow pojawia się w reklamie izraelskiego kompleksu mieszkaniowego, natychmiast pojawiają się wezwania do bojkotu. To właśnie jest cel: kampania nie ma uciszyć garstki nietykalnych. Ma uciszyć wszystkich pozostałych – czyli prawie każdego z nas.

Koszt

Nie zamierzam się poddać i mogę wyjaśnić dlaczego. Moje sumienie ma wiele do powiedzenia na temat tego, co robi Izrael, i pozwalam mu mówić. Kłóciłem się z poprzednim rządem i pewnie będę kłócił się z następnym. Ale moje sumienie odnosi się do postępowania, a nie do istnienia. Może mi powiedzieć, że dana polityka jest zła. Nie może mi jednak powiedzieć, że Żydzi nie powinni mieć własnego państwa – tak samo jak nie może mi powiedzieć, że dwa plus dwa równa się pięć.

Będę walczył o to, co robi Izrael, do końca życia, ale nigdy nie będę podważał samego prawa Izraela do istnienia. To dwie różne sprawy i nie pozwolę nikomu ich łączyć.

Myślę o tym wszystkim od czasu, gdy byłem na plaży Bondi.

NIC


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.