Uncategorized

Kapitulacja Trumpa

Autor: Melanie Phillips

W grę wchodzi tu coś znacznie poważniejszego niż tylko obawy związane z rosnącymi cenami paliwa. Czy Donald Trump naprawdę rozumie, co zrobił?

Odpowiadając krytykom swojego porozumienia z Iranem, prezydent USA nazwał ich „głupcami” oraz „zazdrosnymi lub złymi ludźmi”, argumentując, że „giełda właśnie osiągnęła REKORDOWY POZIOM, a ceny ropy gwałtownie spadają”. Czy zatem w walce o zneutralizowanie fanatycznego reżimu rewolucyjnego, który popiera swoje słowa czynami, krzycząc „Śmierć Ameryce”, liczy się wyłącznie gospodarka?

Podczas szczytu G7 we Francji optymistyczny nastrój Trumpa sugerował, że naprawdę wierzył we własne słowa, przedstawiając warunki zawieszenia broni zawarte w protokole ustaleń (MOU) jako kapitulację Teheranu. Jest jednak dokładnie odwrotnie: to on poddał Amerykę Iranowi.

Sam przyznał, że wstrzymał działania wojenne z obawy przed katastrofą gospodarczą, która nastąpiłaby w przypadku kontynuowania konfliktu. Powodem był wstrząs na rynku naftowym, wywołany przejęciem przez Iran kontroli nad Cieśniną Ormuz. Trump dał tym samym do zrozumienia, że Ameryka nie jest w stanie pokonać tego reżimu. Jednym ruchem zmienił Stany Zjednoczone w „papierowego tygrysa” – mocarstwo niechętne do podjęcia działań niezbędnych do zwycięstwa.

W ten sposób zapewnił Teheranowi przewagę w negocjacjach dotyczących ostatecznego „porozumienia”. Irańczycy będą w stanie owinąć Amerykanów wokół palca w kwestiach takich jak: proponowane „mieszanie online” wzbogaconego uranu (którego zniszczenie Trump obiecał), likwidacja wirówek, weryfikacja rozbrojenia czy jakiekolwiek inne ustępstwa.

Zamiast zapoczątkować gospodarczą nirwanę, Trump dał Iranowi możliwość trwałego uczynienia światowej gospodarki swoim zakładnikiem. Po upływie 60-dniowego okresu negocjacyjnego, przewidzianego w protokole ustaleń, nic nie powstrzyma Iranu przed wymuszaniem haraczy w Cieśninie Ormuz poprzez pobieranie opłat za „bezpieczny” przepływ statków. Jak wskazywały amerykańskie agencje wywiadowcze, Iran zachowuje zdolność do zamknięcia cieśniny w dowolnym momencie, co pozwala reżimowi wywoływać poważne zakłócenia gospodarcze na żądanie.

Porozumienie nie zawiera żadnej wzmianki o zniszczeniu irańskich rakiet balistycznych ani o wsparciu dla grup terrorystycznych działających w imieniu Teheranu. Jeśli chodzi o kluczowy cel, jakim jest trwałe pozbawienie reżimu możliwości zdobycia broni jądrowej, w dokumencie znalazło się jedynie niejasne stwierdzenie, że Iran „potwierdza, iż nie będzie pozyskiwał ani opracowywał broni jądrowej”. To dokładnie to samo, co reżim powtarzał przez cztery dekady, intensywnie pracując nad bombą i wielokrotnie kłamiąc. Pomysł, że ktokolwiek powinien wierzyć w słowa wypowiadane przez ten reżim, jest obrazą inteligencji.

Co bardziej zdumiewające, Teheran otrzyma ogromne korzyści finansowe, zanim jeszcze rozpocznie dyskusję nad merytorycznymi kwestiami. Departament Skarbu USA natychmiast wyda zwolnienia dotyczące eksportu irańskiej ropy, produktów ropopochodnych oraz wszystkich powiązanych usług, w tym bankowości, ubezpieczeń i transportu. Administracja „udostępni również w pełnym zakresie” zamrożone fundusze i aktywa Islamskiej Republiki Iranu. Ostatecznie reżim otrzyma co najmniej 300 miliardów dolarów na „odbudowę i rozwój gospodarczy”. Pieniądze te trafią bezpośrednio na finansowanie Hezbollahu, Huti, innych milicji, globalnego terroryzmu, produkcji rakiet, programu jądrowego oraz dalszego ucisku narodu irańskiego.

Wzmocnienie pozycji reżimu skłoni państwa Zatoki Perskiej do ponownego nawiązania relacji z Teheranem i będzie ogromną zachętą dla Hezbollahu i Hamasu do zintensyfikowania ataków. Hamas już teraz otwarcie wzywa do eskalacji, sygnalizując przeniesienie działań wojennych ze Strefy Gazy na Zachodni Brzeg – co oznacza rozpoczęcie kolejnej „intifady” wymierzonej w izraelskich cywilów.

Niezwykłe jest to, że wojna prowadzona przez Trumpa wraz z Izraelem przynosiła bezprecedensowe sukcesy: zlikwidowała irańskie kierownictwo, zdziesiątkowała arsenał rakietowy, zatopiła flotę wojenną, zniszczyła systemy obrony powietrznej i cofnęła o kilka lat zagrożenie nuklearne. Teraz jednak Trump odwraca ten proces. Co więcej, jego wypowiedzi z ostatnich dni były absolutnie dziwaczne.

Stwierdził on, że Iran „musi posiadać rakiety w pewnym stopniu”, ponieważ inne kraje, jak Arabia Saudyjska, je mają. Arabia Saudyjska nie prowadzi jednak wojny przeciwko Ameryce ani Izraelowi; wspiera je w walce z teherańskimi podżegaczami wojennymi.

Najbardziej niepokojące komentarze dotyczyły jednak Izraela. Trump oskarżył państwo żydowskie o zbyt długą walkę z Hezbollahem i zabijanie zbyt wielu cywilów. Następnie zasugerował, że prezydent Syrii, Ahmad al-Sharaa, powinien „zająć się Hezbollahem”, jeśli Izrael nie potrafi tego zrobić bez „zabijania wszystkich innych”. Były to potworne słowa. Izrael dołożył wszelkich starań, by atakować Hezbollah precyzyjnymi uderzeniami, minimalizując ofiary cywilne. Z kolei al-Sharaa, którego Trump wydaje się podziwiać, to – w przenośni – „ISIS lub Al-Kaida w garniturze”.

Powód wypowiedzi Trumpa był równie oczywisty, co przerażający. Iran zagroził zerwaniem porozumienia, o ile Izrael nie zaprzestanie ataków na Hezbollah – kluczowy atut Teheranu. Waszyngton wykluczył Izrael z dyskusji poprzedzających podpisanie protokołu ustaleń, drastycznie podważając jego bezpieczeństwo. Trump ugiął się przed żądaniem Iranu, by Izrael przestał bronić się przed armią proxy, próbującą wymazać państwo żydowskie z mapy.

Trump podpisał porozumienie, ponieważ znalazł się w pułapce, z której wszystkie wyjścia były złe. Stało się tak dlatego, że odmówił zaakceptowania oceny Izraela, zgodnie z którą reżim w Teheranie należało obalić – co wymagałoby roku wyczerpującej wojny. Rozpoczynając inną, krótszą kampanię, podkopał starannie przemyślany plan zwycięstwa Izraela, odwołując w ostatniej chwili jego najbardziej decydujące ataki.

Szukanie drogi wyjścia z wojny, by uniknąć załamania politycznego lub gospodarczego, jest racjonalne, choć godne ubolewania. Przedstawianie taktycznego odwrotu jako zwycięstwa, by zamaskować katastrofę spowodowaną własną niekompetencją, jest również racjonalne, choć godne potępienia. Jednak skala kapitulacji, absurdalność wypowiedzi Trumpa oraz jadowitość, z jaką odnosi się do sojusznika – premiera Benjamina Netanjahu – sugerują, że dzieje się tu coś jeszcze.

Zawsze zakładano, że Trump będzie unikał przejścia do historii jako „drugi Barack Obama”, który powtarza katastrofalne porozumienie z 2015 roku. A co, jeśli jego chroniczny narcyzm sprawia, że nie jest w stanie dostrzec, iż właśnie tym się stał? Często przedstawia on rzeczywistość tak, by odpowiadała jego wizji, a nie faktom. Być może w swoim umyśle naprawdę przekształcił kapitulację w triumf i wierzy, że Ameryka wygrała tę wojnę?

Istnieją prawdopodobnie jeszcze mroczniejsze wyjaśnienia tej porażki. Chodzi o powiązania finansowe między sojusznikiem Iranu, Katarem, a otoczeniem administracji Trumpa – nie wspominając o 1 bilionie dolarów, które Katar zobowiązał się zainwestować w Stanach Zjednoczonych. W zeszłym kwietniu w magazynie Tablet Lee Smith sugerował, że irańska „komora echa” w Waszyngtonie, promująca porozumienie z 2015 roku, ponownie działała aktywnie, by zabezpieczyć program jądrowy. Tym razem jednak miała swojego człowieka wewnątrz administracji Trumpa: wiceprezydenta J.D. Vance’a.

Izrael stoi obecnie przed straszliwym wyborem: albo zrezygnować z obrony wojskowej przed nieustannymi atakami Hezbollahu, albo zaryzykować mściwy gniew Trumpa. Długoletni przeciwnicy tej wojny mogą się teraz cieszyć, ale interes narodowy Ameryki wymagał – i nadal wymaga – neutralizacji irańskiego reżimu. Wojna Iranu z Zachodem nie dobiegła końca. Kapitulacja Trumpa wywołała kryzys nie tylko dla Izraela, ale także dla samej Ameryki.


Kapitulacja Trumpa


Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

  1. Skaldowie spiewali ”nie o to chodzi by zlowic kroliczka ale by gonic go”. Amerykanie nie chca pokoju na Bliskim Wschodzie bo wtedy musieliby sie stamtad przynajmniej czesciowo wynosic. Przegrali wojne z Iranem bo tak chcieli, Iran bedzie nadal mocny a jesli za mocny to znowu bedzie okazja do wojny.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.