
– Adam Hummel
W 1957 roku Izrael zrezygnował z ciężko wywalczonych zdobyczy w zamian za obietnice, które w obliczu próby okazały się bezwartościowe. Rodzący się obecnie porządek w stosunkach z Islamską Republiką Iranu wykazuje niepokojące podobieństwo.
W ostatnich dniach amerykański prezydent stanął we francuskim pałacu, podpisał memorandum kończące wojnę, którą Stany Zjednoczone podjęły przy wsparciu Izraela – a której Izraelowi zabroniono dokończyć – i nazwał izraelskiego premiera swoim „bardzo małym partnerem”.
Powiedział to niemal czule. „Benjamin Netanjahu czasami bywa nieco zbyt podekscytowany” – wyjaśnił Trump. „My jesteśmy dużym partnerem. On jest tym małym”.
Próbując zrozumieć teraźniejszość, często szukam odpowiedzi w przeszłości. Nie dla pocieszenia, lecz dlatego, że współczesność często nie potrafi w pełni ukazać swojej istoty, podczas gdy historia robi to znacznie lepiej. Kiedy przeczytałem określenie „bardzo mały partner”, zacząłem szukać i odkryłem, że ten scenariusz już kiedyś przerabialiśmy. Zmienia się sceneria, zmieniają się szlaki wodne i wrogowie, ale struktura pozostaje ta sama. Wielka potęga uznaje, że wojna Izraela zaszła za daleko, kończy ją na warunkach, których Izrael nie ustalił, otwiera szlaki wodne i oferuje – zamiast zwycięstwa – niebezpieczną gwarancję.
Opowiem wam o ostatnim takim przypadku.
Latem 1956 roku prezydent Egiptu Gamal Abdel Nasser znacjonalizował Kanał Sueski. Wielka Brytania i Francja, które wciąż postrzegały siebie jako imperia, chciały odzyskać kontrolę. Pod koniec października przez trzy dni potajemnie spiskowały z Izraelem w willi pod Paryżem, w Sèvres. Plan przypominał spektakl: Izrael miał zaatakować Synaj, a Wielka Brytania i Francja wkroczyć jako „rozjemcy”, by rozdzielić walczących i przejąć kanał.
Izrael miał własne powody, by przyjąć tę rolę. Egipt od lat blokował Cieśninę Tirańską – wąskie przejście łączące Zatokę Akaba z Morzem Czerwonym – odcinając izraelską żeglugę i dławiąc port w Ejlacie. Swoboda żeglugi była dla Izraela sprawą egzystencjalną, nie pretekstem. 29 października 1956 r. Izrael wkroczył na Synaj.
Wtedy wkroczył Waszyngton. Prezydent Dwight Eisenhower nie został poinformowany o planach sojuszników; dowiedział się o inwazji po fakcie. Był wściekły i zamiast dyplomatycznych not, wypowiedział swoim sojusznikom wojnę finansową. Stany Zjednoczone zablokowały Brytyjczykom dostęp do kredytów MFW, zagroziły wyprzedażą funtów, co doprowadziłoby do załamania brytyjskiej waluty, i wstrzymały dostawy ropy. W ciągu kilku dni rząd w Londynie ugiął się, co przypieczętowało koniec ery europejskich potęg na Bliskim Wschodzie.
Izrael wytrzymał dłużej. Dopiero w marcu 1957 roku, pod ogromną presją, David Ben-Gurion zgodził się wycofać z Synaju. Nie zrobił tego za darmo. Wywalczył gwarancje: Cieśnina Tirańska miała pozostać otwarta, a Siły Nadzwyczajne ONZ miały stacjonować na Synaju jako strefa buforowa, której nie można było odesłać na żądanie Egiptu. Była to nagroda pocieszenia. Izrael zrzekł się podbitych terenów w zamian za kawałek papieru.
Kawałek ten nie był wart nic już po dziesięciu latach. W maju 1967 roku Nasser jednostronnie nakazał siłom ONZ opuszczenie Synaju, a ONZ – ku swojej wiecznej hańbie – natychmiast się podporządkowała. Następnie Nasser zamknął Cieśninę Tirańską. Dziewięćdziesiąt procent izraelskiej ropy przepływało przez ten akwen.
Izraelczycy zwrócili się do gwarantów. Abba Eban udał się do Paryża, Londynu i Waszyngtonu, żądając dotrzymania obietnic z 1957 roku. Usłyszał, że „gwaranci” mają pilniejsze sprawy. Francja de Gaulle’a, po utracie Algierii, ułożyła się ze światem arabskim. Waszyngton pogrążał się w Wietnamie i nie miał ochoty na interwencję. De Gaulle przyznał wprost: zobowiązanie było, ale nie zostanie dotrzymane. Lyndon Johnson nazwał później zamknięcie cieśniny „aktem szaleństwa”, ale nie wspomniał, że dziesięć lat wcześniej USA obiecały, iż nigdy do tego nie dopuszczą.
Izrael sam otworzył cieśninę w czerwcu 1967 roku, w zaledwie sześć dni. Od tamtej pory nie polegał już na gwarancjach dotyczących Tiran, bo wiedział, że są one „napisane na wodzie”.
Spójrzmy na obecną sytuację. W lutym Stany Zjednoczone wypowiedziały wojnę Iranowi, a Izrael stanął u ich boku. Zakończenie tego konfliktu przypomina rok 1956. Wojna kończy się na warunkach amerykańskich, bez Izraela przy stole negocjacyjnym. Cieśnina Ormuz została otwarta, amerykańska blokada zniesiona, ropa płynie.
Istnieje system gwarancji – tymczasowe porozumienie, obietnica stabilności, która zależy od interesów mocarstw, które gdy tylko pojawią się nowe wyzwania, zajmą się czymś innym. Jednak w wersji z 2026 roku jest okrutny szczegół: w 1956 roku otwarta cieśnina była choćby symboliczną nagrodą dla Izraela. Dziś cieśnina zostaje otwarta dla Iranu, a Izrael nie dostaje nawet pocieszenia. Otrzymuje za to „rachunek” w postaci silniejszego wroga oraz patrona, który publicznie nazywa go „bardzo małym partnerem”.
Trump prowadzi politykę transakcyjną, zorientowaną na Zatokę Perską i niechętną długotrwałym konfliktom. Przyszłość, którą buduje, przebiega przez Rijad, Abu Zabi i odbudowę Teheranu, gdzie Izrael jest tylko pozycją w budżecie, a nie strategicznym celem.
Wniosek z tych dwóch cieśnin, dzielących nas o siedem dekad, jest gorzki: gwarancja wielkiego mocarstwa to nie dar, lecz kredyt, który mocarstwo może wypowiedzieć w dowolnym momencie. Otwarty szlak wodny, który gwarantuje ci cudza flota, jest szlakiem, który ta sama flota może w każdej chwili zamknąć, gdy tylko jej uwaga się odwróci.
Najgłębszym zagrożeniem nie jest to, że gwarancja zawiedzie. Chodzi o to, co ta gwarancja robi z twoim myśleniem. Uczy, by przestać zapewniać sobie bezpieczeństwo na własną rękę, przekonując, że zleciłeś je komuś „większemu i życzliwszemu”. A potem nadchodzi dzień, w którym ta siła jest zajęta czymś innym, a ty odkrywasz, że jedyną swobodą, jaką kiedykolwiek posiadałeś, była ta, którą sam sobie wywalczyłeś.
Trajektoria „bardzo małego partnera” biegnie w jednym kierunku. Jeśli pozwolisz komuś innemu definiować, jak mały jesteś, będzie on wciąż obniżał tę wartość, bo nic go to nie kosztuje. Nie możemy niczego brać za pewnik. Najdroższą iluzją w naszej historii jest ta, która szepcze, że ktoś większy utrzyma dla nas dostęp do wody, dzięki czemu nie musimy tego robić sami.
Powraca gwarancja, która zawiodła Izrael.
Kategorie: Uncategorized


No wlasnie, widać totalne fiasko strategiczne Izraela który dla wlasnego bezpieczeństwa zaufal notorycznemu i skazanemu oszustowi , klamcy zainteresowanego wylacznie kradzieza, oszustwem czy lapówka.
Zadnych wniosków nie wyciagnięto z potraktowania Kanady, najstarszego przyjaciela i sojusznika.
Polityka Trumpa skręcila gwaltownie po idiotycznym izraelskim ataku na hamas w Katarze, Trump jasno powiedzial ze Israel jest sojusznikim drugiej kategorii i jakos nie mialo to konsekwencji. Czy Trump zniósl cla na izraelskie produkty?
Od poczatku bylo wiadome ze Izrael i USA ma częsciowo rozbiezne interesy strategiczne , wiėc bylo wiadome ze US rzuci Izrael ´pod autobus’ jezeli będzie konflikt interesów.
Negocjacje jeszcze się nieslończyly, ale wyglada na to ze resultatem będzie nie lepsza sytuacja niz przed ostatnia wojna z Iranem. A Hezbolah zostala uznana za prawowite ramię Iranu i Trump gwarantuje postanowienia dotyczace ich bezpieczństwa.
What could go wrong ?
« Jak wybrali klowna to oczekuj cyrku » jak mówia zlosliwi jankesi.