Uncategorized

Słabość Zachodu: Dlaczego Iran nie boi się Ameryki?

Melanie Phillips

Reżim irański pozostaje zagrożeniem nie dlatego, że jest silny, ale dlatego, że Ameryka jest słaba

Prezydent Trump przemawiający w Gabinecie Owalnym na temat swojej decyzji o odwołaniu ataków na Iran, 11 czerwca 2026 r.

Kiedy próbujemy zrozumieć tę wyczerpującą nerwy, toczącą się z przerwami wojnę z Iranem – a w szczególności, gdy próbujemy pogodzić ze sobą posty prezydenta USA Donalda Trumpa na Truth Social – wciąż powraca jedno pytanie.

Jak reżim irański jest w stanie utrzymać się w grze? Jego kierownictwo zostało zdekapitowane. Gospodarka leży w gruzach z powodu amerykańskiej blokady morskiej. Systemy obrony powietrznej zostały zniszczone (i to dwukrotnie). Zapasy rakiet są na wyczerpaniu, a w kraju wprowadzono reglamentację energii elektrycznej.

Według konwencjonalnych standardów Teheran powinien był poddać się już dawno temu.

Głównym powodem, dla którego Iran wciąż jest w stanie wystrzeliwać rakiety oraz drony i trzymać Cieśninę Ormuz jako zakładnika, wcale nie jest jego siła. Dzieje się tak dlatego, że Ameryka jest słaba.

Jej miażdżąca przewaga militarna nie ma tu żadnego znaczenia. Stany Zjednoczone odmawiają podjęcia działań niezbędnych do zdecydowanego wygrania tej wojny, ponieważ panicznie boją się jakichkolwiek strat własnych. Strategia Trumpa polega na zmuszeniu Teheranu do – jak to ujął – „bezwarunkowej kapitulacji”, ale bez narażania życia choćby jednego amerykańskiego żołnierza.

Pomysł, że wojnę można wygrać bez ponoszenia strat, jest jednak absurdalny. Oznacza to, że Ameryka nie jest gotowa zapłacić ceny za zwycięstwo. Brak jej woli, by doprowadzić tę sprawę do końca.

Reżim irański rozumie to aż za dobrze i na tym spostrzeżeniu opiera całą swoją strategię. Powodem, dla którego mułłowie i Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej są tak pewni, że zdołają pokonać potężne Stany Zjednoczone, jest ich gotowość do poświęcenia całego kraju, jego mieszkańców oraz samych siebie. Oni zniosą nieograniczony ból. I wiedzą, że Ameryka na to nie pójdzie.

Dlaczego tak się dzieje?

Trump, jak powszechnie wiadomo, ma naturę transakcyjną. Uważa, że nie ma na świecie konfliktu, którego nie dałoby się rozwiązać za pomocą jego niezrównanej „sztuki zawierania umów” (Art of the Deal).

Nawet teraz – po zestrzeleniu śmigłowca armii amerykańskiej przez irańskiego drona – celem uderzeń odwetowych na irańskie obiekty nie jest zniszczenie reżimu, ale zmuszenie go do powrotu do stołu negocjacyjnego.

Najbardziej niepokojące jest to, że warunki, które według doniesień oferuje Waszyngton, sprowadzają się w zasadzie do reanimacji katastrofalnego porozumienia nuklearnego z 2015 roku. Tamten układ, wynegocjowany przez prezydenta Baracka Obamę, otworzył reżimowi prostą drogę do wejścia w posiadanie bomby atomowej.

Jednak jakiekolwiek porozumienie wypracowane w tych negocjacjach będzie bezwartościowe. Irańczycy nigdy nie dotrzymali słowa w żadnej umowie. Zawsze będą oszukiwać i kłamać.

Te niekończące się, manipulacyjne negocjacje – w których Teheran mami zdesperowanych Amerykanów ustępstwami, by za chwilę się z nich wycofać – mają na celu jedynie grę na zwłokę i zmęczenie Trumpa, dopóki ten się nie podda lub nie odejdzie z urzędu.

Ślepota Zachodu

Obsesyjna wiara Trumpa w moc układów może być jego osobistą cechą, ale wyrasta ona z fundamentalnego przekonania Zachodu: że ludzie zawsze kierują się chłodną kalkulacją własnego interesu. To z kolei opiera się na naiwnym założeniu, że wszyscy na świecie są racjonalni.

To samo założenie leży u podstaw progresywnego dogmatu, że każdy konflikt można rozwiązać poprzez negocjacje, kompromisy i „procesy pokojowe”. Wiara w powszechny, racjonalny interes własny jest fundamentalnym błędem. Jest ona jednak tak głęboko zakorzeniona na Zachodzie, że jego przywódcy po prostu nie potrafią pojąć, z kim naprawdę mają do czynienia.

W rzeczywistości głównym powodem, dla którego Trump kilka tygodni temu tak pewnie zakładał, że irański reżim skapituluje, był fakt, że alternatywą dla Teheranu była całkowita destrukcja kraju. Dla racjonalnego umysłu wybór był oczywisty.

Trump nie rozumiał jednak, że fanatykom z Teheranu w ogóle nie zależy na przetrwaniu państwa. Jako szyiccy imamici (tzw. dwunastkowcy) wierzą, że wywołanie apokalipsy doprowadzi do przyjścia na świat ich mesjasza – Mahdiego.

Arogancko zakładając, że wszyscy na świecie myślą i zachowują się tak jak oni, zachodni przywódcy po prostu zamykają oczy na fakty.

Teheran nawet nie ukrywa swojej strategii. W wydanej w 2025 roku książce The Power of Negotiation (Moc negocjacji) irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi wprost zalecał nieustanne powtarzanie żądań, dopóki przeciwnik „nie zdrętwieje” i nie ustąpi. Argumentował, że „przegrywa ten, kto pierwszy się zmęczy i znudzi”.

Ta sama zachodnia ślepota od dziesięcioleci dotyczy relacji z Arabami palestyńskimi. Mimo że ci otwarcie deklarują zamiar zniszczenia Izraela (a ewentualne własne państwo traktują jedynie jako narzędzie do osiągnięcia tego celu), duża część Zachodu wciąż uparcie powtarza, że konflikt można rozwiązać wyłącznie za pomocą „rozwiązania dwupaństwowego”.

Co więcej, zmuszając Izrael do zawieszenia broni w Strefie Gazy – co pozwoliło Hamasowi przegrupować się i przeczekać najgorsze, by w przyszłości znów uderzyć – administracja Trumpa stworzyła farsę w postaci tzw. Rady Pokoju. Opiera się ona na fantastycznej wizji, w której ludobójczy lew z Hamasu kładzie się potulnie obok izraelskiej owieczki i zamiast ją rozszarpać, zamienia Gazę w „Riwierę Trumpa”.

Kryzys wewnętrzny

Ta śmiertelna ślepota zagraża Zachodowi nie tylko na frontach zagranicznych, ale także od wewnątrz – przejawia się bowiem odmową spojrzenia prawdzie w oczy w kwestii islamizacji.

  • Wielka Brytania odmawia zdelegalizowania Bractwa Muzułmańskiego, nie chce więzić ani deportować dżihadystycznych kaznodziejów, toleruje sądy szariackie i nie potrafi zatrzymać imigracji z krajów będących źródłem islamistycznego zagrożenia.
  • W Ameryce, choć Trump podjął pewne kroki przeciwko ekstremizmowi, w Nowym Jorku powstał islamistyczny przyczółek pod wodzą sekciarskiego, muzułmańskiego burmistrza Zohrana Mamdaniego, a enklawy prawa szariatu rozrastają się w Teksasie i innych stanach.

Powód, dla którego pozwolono na to wszystko, sięga głębiej niż tylko promowanie wielokulturowości czy intersekcjonalny dogmat mówiący, że Zachód jest z natury zły, bo jest „biały”. U podstaw tych świeckich ideologii leży utrata wiary w wartości biblijne, które stanowią fundament cywilizacji zachodniej. Miejsce rzekomo „irracjonalnych”, chrześcijańskich i żydowskich mitów zajął kult rzekomo wyższego, zachodniego rozumu.

Zachód wmówił sobie, że jest szczytem racjonalizmu, co oznacza, że jego najwyższą wartością stało się dążenie do indywidualnego szczęścia, dobrobytu i samorealizacji.

W konsekwencji:

  • Wojna jest postrzegana jako absolutny przejaw głupoty (bo przecież giną w niej ludzie);
  • Klasyfikowanie kultur w jakiejkolwiek hierarchii uchodzi za przejaw bigoterii i dowód intelektualnego zacofania;
  • Zakłada się, że każdy człowiek na ziemi marzy po prostu o spokojnym, wygodnym życiu.

Wierząc, że moralne i racjonalne są wyłącznie wartości uniwersalne, ludzie Zachodu nie dostrzegają katastrofalnych skutków rezygnacji z walki o własną tożsamość. Odmawiają przyznania, że nie istnieje coś takiego jak powszechne „braterstwo ludzkie” – istnieją natomiast ludzie, którzy wierzą w cywilizację, oraz tacy, którzy chcą ją bezwzględnie zniszczyć.

Paradoks polega na tym, że fetyszyzując rozum i własny interes, Zachód całkowicie ten rozum porzuca, tworząc własną, alternatywną rzeczywistość.

Tymczasem islamiści doskonale to odczytali. Wiedzą, że społeczeństwo pozbawione fundamentu religijnego w końcu się rozpadnie. Obserwowali, jak Zachód systematycznie niszczy swój duchowy rdzeń, a powstałą w ten sposób próżnię uznali za idealną okazję do ataku.

Właśnie dlatego Wielka Brytania, która przewodziła procesowi laicyzacji na Zachodzie, stała się dziś epicentrum islamistycznej ofensywy. Islamizacja przeniknęła tamtejszą architekturę polityczną i instytucje obywatelskie, a brytyjskie elity kategorycznie odmawiają podjęcia walki obronnej.

Na Wyspach formuje się dziś dynamicznie rosnący, sekciarski blok islamski, mocno wspierany przez lewicę. W coraz większym stopniu podporządkowuje on sobie brytyjską politykę, realizując dżihadystyczny plan zniszczenia Izraela i Żydów – co traktowane jest jako niezbędny wstęp do podboju całego Zachodu.

Obecnie cała uwaga – i słusznie – skupiona jest na Iranie. Jeśli Ameryka nie zneutralizuje tego rewolucyjnego reżimu, lecz pozwoli mu się odrodzić, skutki dla Stanów Zjednoczonych i całego wolnego świata będą katastrofalne.

Wszystko zależy teraz od jednego nieprzewidywalnego i pełnego wad człowieka w Białym Domu. Jednak niezależnie od tego, czy odniesie on sukces, czy poniesie porażkę, stoi na czele świata, który w dużej mierze zapomniał już, co tak naprawdę musi zrobić, aby w ogóle przetrwać.

Słabość Zachodu: Dlaczego Iran nie boi się Ameryki?

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

  1. Pani Phillips zupelnie nie rozumie ze Trump podja się zadania na które nie ma wystarczajcych srodków , opartych na swiadomie falszywej analizie Mossadu.
    Irańdkie wladze i IRGC przygotowywali się na wlasnie ten typ konfliktu od lat.
    W USA nie ma politycznego poparcia dla inwazji ladowej Iranu ani dla masowych strat. W tej asymetrycznej wojnie Iran ma przewagę nie dlatego ze jest silniejszy, bo nie jest, ale dlatego ze moze nadal terroryzowzć Izrael, kraje zatoki jak i transport morski. Liczy się ze nadal ma przynajmniej polowę rakiet balistycznych i odkopuja resztę, mimo lat bombardowań Huti nadal wysyla rakiety na Izrael.
    Pani Phillips klamie na temat umowy Obamy z 2015, stale inspekcje IAEC nie stwierdzily idstępstw od umowy (wzbogacanie do 3,7%) i byly certifikowane przez USA co 100 dni.
    Pani P. zaprzecza sobie majac nadzieję na umwę Obamy która byla niedobra , to jak skecz Woody Allena (jedznie jest do kitu a porcje male).

    A jak to się zapowiada?
    Za otwarcie Hormuzu Trump wycofa wojska, odmrozi mijardy USD , pewnie zgodzi się na oplaty jako reperacje.
    A o atomie będzie się dyskutowalo przez 60 dni. Rakiety i Hezbollah Hamas etc będa ignorowane.
    Moze będzie jakies symboliczne ograniczenie programu atomowego.
    USA będzie próbowalo zmusić Izrael do wycofania się z Libanu (Trump: ja decyduję a Bibi wykonuje).
    Poziwiom, uwidim.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.