Autor Bozena Keff

Wklejam cały tekst, który ukazała się 27.05.2026 w Tygodniku Powszechnym. Daję wersję nie skróconą, z zakonczeniem którego w TP nie ma. Czytajcie, częstujcie się, proszę!
Wielu z nas czuje to, o czym pisał egipsko – amerykąński autor, Hussein Aboubakr Mansour (w eseju The Age of Moral Sadism) – mianowicie, że używa się obecnie wielu pojęć bez rzeczywistego związku z ich zawartością znaczeniową i kontekstem historycznym. W pojęciach takich jak „nazizm”, „apartheid” „kolonializm” – stosowanych wobec Izraela, zwłaszcza po wybuchu wojny z 7/10 2023 nie zostało prawie nic z ich pierwotnego znaczenia. Te słowa są używane nie dla opisu, ale po to, żeby wywołać oburzenie i potępienie. Stalin używał terminu „faszysta” wobec osób, które chciał najpierw napiętnować, a potem zabić. Putin robi podobnie, mówiąc o „nazistowskim” rządzie ukraińskim. W tych wypadkach czynność nazywania powołuje do życia wyobrażenie materialnego odpowiednika słowa, choć jest to słowo z dziedziny idei, nie doświadczeń. To samo robią egzorcyści, kiedy wypędzają z kogoś szatana, którego tym samym powołują do życia. Mansour zauważa, że współcześnie polityka przejęła funkcje religii. Wartości polityczne są ostateczne, skrajne a sąd ostateczny sprawują media. Nie ma dyskusji, jest potępienie i wyrok, a skazany nie ma prawa się bronić. Krytyka Polityczna zwracając się o 1% podatku reklamuje sama siebie zdaniem: ”Nie, Izrael nie ma prawa do istnienia”. ( Prawdopodobnie dlatego, że tak niegodziwie prowadzi wojnę? Czy Rosja też nie ma prawa do istnienia? A Stany Zjednoczone?)
*
Akurat w Polsce narracja o tym, jak bardzo Żydom było i jest potrzebne własne państwo powinna sięgać do własnej wiedzy o przeszłości; w końcu europejscy Żydzi w swojej większości mieszkali tutaj, od 1918 znowu w niepodległej Polsce. Jej odrodzenie zaczęło się dla nich, w listopadzie 1918 roku, pogromem we Lwowie, i serią innych, mniejszych pogromów. Potem, w 1920 roku – internowanie w Jabłonnie siedemnastu tysięcy (17 000) ochotników żydowskich, oficerów, podoficerów i szeregowych w czasie wojny polsko-bolszewickiej, zgromadzonych tam z rozkazu gen. Sosnkowskiego; opuszczenie obozu traktowano jako dezercję. W 1922 po wyborze Narutowicza na prezydenta antyżydowska histeria kotłuje się i szaleje na ulicach, dosłowne obrzuca błotem i dosłownie opluwa „żydowskiego prezydenta” (głosowały na niego mniejszości narodowe) – i wreszcie następuje – jak konsekwencja a nie żaden eksces – zamach, i śmierć Narutowicza. Lata trzydzieste XX wieku to bojkot sklepów żydowskich i getto ławkowe. W całym okresie międzywojennym, wojennym i powojennym mamy do czynienia z niepohamowanym antysemityzmem Kościoła, który, już po pogromie kieleckim, w 1946 roku, po Zagładzie, po śmierci sześciu milionów Żydów, nie był w stanie potępić zbrodni bez zrzucania winy na ofiary. Łódzkie włókniarki strajkowały nie w obronie napadniętych, zabitych i rannych – ale w obronie napastników, ponieważ zasądzono kilka kar śmierci (wtedy powszechnie i wszędzie stosowanych) i kary więzienia.
Wyobrażam sobie taką sondę uliczną : – „Czy pan /pani uważa że polska kultura, w której antysemityzm był organiczną i żywą treścią, powinna ponosić jakąś odpowiedzialność za wojny między Izraelem i jego sąsiadami? Za to, co się działo w Gazie? Na przykład z powodu antysemityzmu pana/pani dziadka, prababci, kuzyna lub księdza z parafii ? ” W najlepszym razie spytano by sondy elegancko, co ma piernik do wiatraka.
*
Mówienie o Izraelu jako o kraju kolonialnym to nie błąd, tylko ideologia. Izrael nie jest krajem kolonialnym. Izrael tworzy kategorię sam la siebie, ponieważ jego losy są szczególne. Termin „kolonializm” stosowany wobec Izraela to mechaniczne, ahistoryczne przeniesienie z innych wydarzeń, z innych kontekstów; przeniesienie z powodu podobieństw, bez uwzględnienia niepodobieństw. Przeniesienie z powodu antysemityzmu, który w kulturze (post)chrześcijańskiej krąży dziś jak plastyk w naszych organizmach. Syjonistyczni pionierzy przybyli do Palestyny, aby (od)zyskać ojczyznę i wybawienie od wielowiekowej opresji. Sam kraj znali od wieków, z tekstów swojej historii i religii, z obyczaju. Po wojnie wszystkie żydowskie opcje polityczne, łącznie z Bundem (czyli z jego nielicznymi ocalałymi z wojny członkami) były po stronie Izraela, choć przed wojną socjalistyczny, marksistowski Bund był anty-syjonistyczny.
Izrael nie powstał jako kraj kolonialny, a jednak tak, Izraelczycy byli inwazją, kolonizatorami, konkurencją do tych samych zasobów z jakich korzystali Arabowie. I jednak tak, byli powracającymi, byli uchodźcami szukającymi miejsca do życia. Bowiem w życiu i w historii , inaczej niż w ideologii zdarza się, że prawda polega na „i to, i tamto”, a nie na „to lub tamto”.
Izrael jest też państwem, które powstało legalnie, mocą większości (83 procent) krajów ONZ w 1948 roku. Być może część głosujących miała ukryte założenie, że eksperyment się nie utrzyma; i kiedy w 1948 roku na nowe państwo napadły wszystkie ościenne kraje arabskie, mogło się wydawać, że sprawa sama się rozwiąże.
Rozumiem Palestyńczyków jako ludzi, którym spadła na głowy konsekwencja cudzej historii, której nie musieli rozumieć, ani akceptować. Z drugiej strony dziś mierzą się też z konsekwencjami własnych wyborów i postaw. Hitleryzm i nazizm stanowił osnowę intelektualną palestyńskiego ruchu nacjonalistycznego, Wielki Mufti Jerozolimy był wyznawcą Hitlera, spotkał się z nim, i solennie obiecywał pomoc w zgładzeniu Żydów Jerozolimy, gdyby doszło do jej zdobycia. Teraz, niemal sto lat później, w XXI wieku rodzi się już, w tej bez umiaru nakręcanej nienawiści, kolejne pokolenie Palestyńczyków. Izrael coraz bardziej nie znika, choć coraz bardziej się separuje, nie przed Arabami przecież, lecz przed ich terrorem.
Ani Izraelczycy ani Palestyńczycy nie są w dobrej sytuacji. Żydzi w czasie wieków życia w Europie nauczyli się zależności i bezradności, bo takie postawy narzucało otoczenie. Dziś, kiedy zawiodły próby zawarcia „pokoju za ziemię”, działają z pozycji siły, i dla tej postawy nie widać alternatywy. Palestyńczycy z kolei przekazują sobie skrajnie nienawistną wobec Izraela ideologię, która zakłada, że jedyne sprawiedliwe dla nich rozwiązanie zniesie Izrael z mapy świata.
Mówi się, że atak Hamasu wyrażał nagromadzoną od dekad urazę i gniew. Odpowiedź Izraela też wyraża nagromadzoną latami urazę i zawód. Kraj prowadzi od niemal 80 lat wojnę, a jeśli nie ma bezpośredniej wojny trwają, jak cały czas obecnie, ataki terrorystyczne i ostrzał rakietowy. Nie uważam, że Izrael jest bez zarzutów, wręcz przeciwnie, to co się dzieje w polityce wewnętrznej Izraela to katastrofa, ortodoksi w polityce i co za tym idzie na Zachodnim Brzegu to samobójcze sytuacje. Ale – nie o tym teraz piszę. Piszę o tym, że Izrael ma prawo istnieć, i że Izraelczycy są często w powszechnej narracji medialnej, i niemal zawsze w polskiej, traktowani bez cienia empatii. Jednocześnie afirmacja postawy Hamasu prowadzi w konkretne rejony globalnej polityki – sojusze Hamasu to Iran, Katar, Rosja, potem Chiny, Korea północna, państwa islamskie Afryki i Bliskiego Wschodu, liczne dyktatury i kraje autorytarne. Nie twierdzę, że (prawicowy i coraz mniej demokratyczny) Izrael intencjonalnie broni europejskiej demokracji – ale jednak tak, broni, broniąc sam siebie. Podobne broni jej Ukraina, broniąc samej siebie – bo taki jest globalny układ polityczny, że walcząc o siebie, te kraje walczą też i o nas.
*
Pisząc, że Izrael nie jest krajem kolonialnym, mam na myśli to, że Izrael jest kategorią sam dla siebie, z powodu losów Żydów w chrześcijańskiej Europie, i z powodu swojej historii. Żaden inny lud ani nacja nigdy nie były tak długo i tak całkowicie dehumanizowane i demonizowane jak Żydzi. Czy można było wjechać z mniejszą paradą do historii chrześcijańskiej Europy niż jako zabójcy Boga? I „pożegnać ją” w komorach gazowych, w rowach po lasach, a te śmierci kwitowało też znane polskie zdanie „Hitler się za nas rozprawił z Żydami”. Nazizm nie stworzył antysemityzmu, i nie był ruchem szczególnie związanym z religią, ale mógł używać rasistowskiej odmiany antysemityzmu, ponieważ miał za sobą wieki zakorzenionej w kulturze chrześcijańskiej nienawiści i pogardy wobec Żydów. W chrześcijańskiej Europie niezależnie od tego, że to Żydzi byli grabieni, zabijani i upokarzani – i tak byli postrzegani jako sprawcy zła, a nie jego ofiary. To, co się z nimi działo w rzeczywistości nie przekładało się na ich status, który był i pozostał metafizyczny – poza doświadczalny, ponieważ byli (dla wielu są) niezmiennym wcieleniem zła tego świata. (Choć właśnie po Żydach widać jak bardzo ludzie są zależni od okoliczności, jak zmienna jest dominanta zbiorowej psychiki). Są tez złem dla części świata muzułmańskiego i niemuzułmańskiego, bo doszły powody polityczne; antysemityzm się zglobalizował.
W Polsce zaś polonizuje i katolicyzuje się Zagładę, co widać choćby na terenach obozów Zagłady – wyzuwając z niej Żydów i czyniąc z niej polski martyrologiczny łup. W końcu wytrze się znaczenie Zagłady z historii Europy, ponieważ do tego prowadzi zrównywanie działań dzisiejszego Izraela z działaniami Niemiec hitlerowskich. Absurd, ahistorycznie myślenie, antysemityzm, anempatia – to wszystko w tym jest.
Tymczasem konflikt Izrael – Palestyna, jak pisał Amos Oz i wielu innych twórców, ma cechy konfliktu zwanego tragicznym, gdzie racje obu stron są podobnie mocne, ale pochodzą z różnych źródeł, z różnych nadań. Ponieważ z czasem Izrael stał się krajem pod wieloma względami silniejszym od Palestyny, to wydaje się, że równoważność racji się zaburzyła. Ale tak nie jest. Racje pozostają takie same. Tylko siła militarna Izraela i jego sojusz z USA powodują że malutki kraj wydaje się większy, ale nie jest większy. W narracjach o wojnie 7/10 ’23 ataki terrorystyczne, ciągły ostrzał rakietowy, ginący żołnierze i cywile izraelscy wcale się nie pojawiały. Nie pojawiało się nic, co by przypominało o jakichkolwiek krzywdach i racjach Izraela.
*
Żydzi w tradycji chrześcijańskiej Europy zostali uznani za ofiary tyko raz: po Zagładzie. Jakby Zagłada ich uczłowieczyła. Fraza „syjonizm jest jak nazizm” pojawiła się po raz pierwszy po przegranej Egiptu w wojnie z 1967 roku, gdy przedstawiciel Związku Radzieckiego użył w ONZ tej figury retorycznej, która wstrzeliła się w obieg języka antysemickiego, ale został wchłonięty także przez lewicę. Wtedy też w retoryce globalnej pojawił się wątek kolonialny, który – co zawsze się dzieje w przypadku Izraela – została też podchwycona przez antysemitów, którym „antykolonializm” niewiele mówił, poza tym, że jest słowem piętnującym Izrael. Z czasem, w kontekście antykolonializmu, syjonizm zatracił pierwotne znaczenie – idei utworzenia państwa żydowskiego – i stał się synonimem „kolonialnej”, „faszystowskiej” praktyki stosowanej przeciwko Palestyńczykom. (Czy zakładanie osiedli żydowskich na Zachodnim Brzegu to syjonizm? Nie, to raczej kolonialne działanie Izraela – tak uważam- zaś syjonizm to idea Mosesa Hessa z 1862, i Theodora Hertzla z 1896, założenia w Izraelu państwa żydowskiego.)
W czasie wojny 7/10 2023 Żydzi powracali w narracji medialnej na to miejsce, które mieli w eschatologii chrześcijańskiej – skrajnego zła, Antychrysta. Zło w wydaniu żydowskim jest zawsze ostateczne: chcieli zniszczyć ład boży (czyli chrześcijański), podporządkować sobie rasę aryjską, a w wojnie 2023 roku, w opinii ogólnej, ukrzyżowali naród palestyński. Ponieważ mamy do czynienia ze skrajnym złem i ponieważ Izrael, według tej narracji, nigdy się nie broni, a jedynie atakuje ( bo kto może sprawiedliwie pomyśleć zło, które się sprawiedliwie broni?) , to niejako musi się pojawić słowo i wyobrażenie „ ludobójstwa”, czyli intencji, by wymordować jakąś grupę ludzi i działania tak, by nie było wyjątków. Inne stosowanie pojęcia „ludobójstwo” jest nadużywaniem go. Jednak można sobie wyobrazić Izrael, który naprawdę dopuszcza się ludobójstwa, czyli nastawia się na wymordowanie wszystkich Palestyńczyków z Gazy (a co z tymi mieszkającymi poza Gazą?) na przykład przez naloty dywanowe czy inne mordercze formy walki. Bardzo często podkreślano, że w Gazie giną dzieci, ale dzieci stanowią około 50 procent populacji Gazy, więc pytanie o to, jak można by je uchronić od kul, ran czy przysypania powinno być pytaniem do Hamasu. Papież Franciszek zaakceptował pracę artystów, którzy ułożyli dzieciatko Jezus na palestyńskiej kefiji. Żydzi znowu stali się Antychrystem, który szkodzi ludziom i ziemi
*
Po dwóch latach wojny ( 2023-2025) strona palestyńska ma za sobą sympatię opinii publicznej. Hamas wygrał wojnę propagandową, a właściwie wygrali ją dla Hamasu zachodni sojusznicy, którzy nie przyjmowali do wiadomości zbrodni rozpoczynającej wojnę popełnionej przez Hamas i zwykłych Palestyńczyków z 7/10 ani tego, że Hamas od początku prowadził ją kosztem ludności cywilnej, dla której nie znał litości. Media skupione na tej wojnie, jakby stanowiła ona wybuch gwiazdy Słońce, podkreślały każdy rodzaj palestyńskich krzywd, i zewsząd płynęła pomoc, kiedy w Gazie zrobiło się głodno. Ale nikt się nie troszczył o izraelskich zakładników, ani ONZ, ani Czerwony Krzyż; nie było apeli do Hamasu, żeby zakładników nie męczono, nie gwałcono, nie głodzono czy pozwalano na leczenie.
Piszę tu o tym jak mówimy, i o kontekstach, o których milczymy. Do tych kontekstów należy absolutnie stałe założenie strony palestyńskiej, mówiące, że Izrael ma zniknąć. Czy państwo Izrael powstało sprawiedliwie? Kiedy powstawał Izrael, wszystkie tereny, które nadawały się do zamieszkania były zamieszkane, i Palestyńczycy ponieśli wiele krzywd. Niemniej Izrael ma prawo istnieć – na zasadzie aktów dokonanych historii, która nigdy nie jest absolutnie sprawiedliwa. I ponieważ nie ma innej historii. Palestyńczycy chcą sprawiedliwości absolutnej, spoza zmian, spoza czasu, takiej która przywróci stan sprzed powstania Izraela. Tyko że nie ma takiej sprawiedliwości, i trzeba korzystać z takiej jaka jest. I zupełnie utopijnie uważam, że cała Europa powinna być rozjemcą w tym konflikcie, ponieważ Izrael powstał z powodu jej antysemityzmu; jego nieszczęścia i jego historia są pochodną jej antysemicko interpretowanej wiary i antysemityzmu politycznego.
*
Od dawna w naszych reakcjach na konflikt Izraelsko palestyński zagnieździł się zestaw porównań działań Izraela z działaniami nazistowskich Niemiec. Nie dlatego przecież, że istnieje jakaś realna zbieżność, ale dlatego, że te porównania odnoszą się do historii Żydów- jako ofiar- podważają ją i odwracają. Porównania te „demonstrują”, że dawne ofiary działają tak samo (lub jeszcze bardziej) bestialsko jak ich dawni oprawcy. Jeśli bowiem „syjonizm jest jak nazizm” to nie tylko znosi to różnicę między katem a ofiarą, lecz także informuje nas, że dawne ofiary ( Żydzi= Izraelczycy) mają większy nawet potencjał, by krzywdzić innych, niż naziści. Są też negacją znaczenia Zagłady.
„ Jak naród, tyle wycierpiał, może zrobić to samo, lub nawet gorsze rzeczy, innym?” – brzmi rytualne pytanie retoryczne. Czyli to jest ciągle ten sam naród, gdyż, „proszę pani Żyd to Żyd, a oni się nigdy nie zmieniają.” Esencjonalizm, rodzaj rasizmu. A jednak to nie jest ten sam naród, bo tamtego już nie ma. Izraelczycy mają z tamtym wielorakie związki, nie są jednak kolejnym wcieleniem tych sześciu milionów Żydów, które zginęły. Po drugie: nie robią tego samego. Po trzecie : bronią się (nie wiem, czy robią to dobrze czy nie, nie jestem specjalistką od działań wojennych, ale od wojny 1948 roku – bronią się), chcą żyć w swoim państwie, ponieważ Europejczycy sprawili, że życie w Europie stało się dla nich niemożliwe. Ale my – my pytający – czemu to w tym pytaniu udajemy naiwnych prostaczków? Czy nie wiemy, że każdy naród lub grupa ludzi, którzy wiele wycierpieli może robić innym wiele złych rzeczy? Cierpienie nie uszlachetnia, a wojna sama w sobie jest złem.
Jeśli jednak syjonizm jest jak nazizm, jak mówi to skojarzenie wprowadzone po klęsce arabskiej w wojnie siedmiodniowej – to Pac jest wart pałaca, a ofiara kata. Możemy Zagładę uznać za dintojrę, jakiś rodzaj porachunków pomiędzy najgorszymi, syjonistami i nazistami. Hasło „Syjonizm jak nazizm” ma w sobie potencjał, żeby unieważnić Zagładę. Jeśli mówimy o ludobójstwie ze strony Izraela, nie pytając o to czym jest ludobójstwo, wierząc, że jest tak jak mówią propagandyści islamscy, przykładamy się do unieważnienia Zagłady.
Inne sformułowania z kręgu zestawień działania nazistów i działań izraelskich: ruiny Gazy jak ruiny getta warszawskiego”, „Zagłada Palestyńczyków”, „Izraelskie Luftwaffe”. „Spostrzeżeń” mówiących, że „warunki w Gazie są ( gorsze) niż w getcie warszawskim”, lub tytułów typu: „Kobiety palestyński rodzą w warunkach gorszych niż w getcie ” było bardzo dużo, nie tylko po lewej stronie. (Jedna uwaga: Żydówki w gettach nie miały prawa rodzić, w żadnych warunkach, ciąża była wyrokiem śmierci.) Moja bliska znajoma, K. mówi, i ma prawie łzy w oczach, że warunki higieniczne w Gazie są gorsze niż w getcie warszawskim! Dlaczego znów musi zestawić to z gettem? Bo język w jej środowisku tak zestawia?
Dobrze więc: jest taka relacja z getta, gdzie świadek opisuje jak wyglądał w środku budynek na Umschlagplatzu, gdzie czekano na te wagony, które wiozły ludzi do komór gazowych. Możemy przeczytać, że kiedy znalazł się w nieludzko śmierdzącym budynku na Umschlagplatzu, na schodach siedzieli ludzie, z tobołkami i torbami, i tak już apatyczni z powodu ustawicznego głodu, słabi i wyczerpani strachem o własne życie; na najwyższym piętrze ukraińscy żołnierze gwałcili dziewczynę. Schodami w dół płynął mocz, bo nie było się gdzie załatwić, ale kto się przebił przez czekający na zwierzęce wagony tłum, mógł wejść do pokoju na dole, gdzie się załatwiano. Nie było tam kanalizacji, po prostu ktoś zrobił to pierwszy. Odór od tej góry odchodów bił na cały budynek.
*
Getto warszawskie należy zostawić w spokoju, bo jeśli nawet ktoś miał w domu działającą do lipca 1942 ubikację, to niczego to nie zmienia. W ogóle nie ma powodów, poza szaleństwem uczuć, przywoływać getta, ani jego warunków higienicznych, ze zwłokami na ulicach i z kanalizacją dobrze, średnio lub ledwo działającą.
*
Poza antysemickimi motywami nie ma powodu, żeby wiązać Zagładę, czyli jej ofiary, z bieżącą polityką Izraela. Profesor Leociak, w kontekście wojny 7/10, powiedział (TOK FM, audycja Dłuższa rozmowa), że nie należy sakralizować Zagłady. Sakralizować, co to znaczy? Utrzymywać poza kontekstem historycznym i społecznym? Badacze Zagłady od lat lokują ją właśnie w historycznym, społecznym i kulturowym kontekście. Profesor Leociak sam zajmował się rekonstrukcją i opisem przestrzeni getta warszawskiego. „Nie sakralizowanie” ma służyć temu, żeby można było mówić o „izraelskim ludobójstwie”, zestawiać dzisiejszą politykę Izraela z nazistowskimi Niemcami, zrównywać wstecz ofiary z mordercami, i odwracać znaczenia. Leociak uderzając w Izrael uderza w Zagładę, jakby to były kostki domina, bo tak to traktuje. Izraelskie „ludobójstwo” pozwoli delegalizować Izrael jako państwo.
Podobnego zestawiania – społeczeństwa dzisiejszego Izraela z powojennym społeczeństwem po-nazistowskich Niemiec – próbuje profesor Leder, w dziwnie zakomponowanym tekście pt. Naród żydowski widziany jako kat. ( 27.01.2026 Oko Press). Prawda stoi tam obok mrzonki, fakt obok artefaktu. Dowiaduję się z tego tekstu, że w Polsce : „Trauma wydarzeń 1968 roku ukształtowała całe pokolenie inteligencji, która każdy przejaw antysemityzmu traktowała jako wyraz autorytarnych, jeśli nie totalitarnych ciągot”. Ale czy oprócz wiedzy o istnieniu takiego pokolenia w Polsce, coś jeszcze o nim wiadomo? Bo jeśli to pokolenie miało jakiś wpływ na życie społeczne, a każdy przejaw antysemityzmu traktowało jako najwyższe zagrożenie, to jak to się stało, że przez całe lata dziewięćdziesiąte i potem, w czasach wyborów prezydenckich i do Sejmu plakaty były obsypane gwiazdami Dawida, którymi piętnowano „Żydów”? A skąd się wzięło w Warszawie rondo Dmowskiego i jego pomnik, choć Dmowski jest dumą i symbolem polskiego politycznego antysemityzmu? Skąd w obozach Zagłady gdzie ginęli Żydzi krzyże, upamiętnienia fikcyjnych Sprawiedliwych, jak Jan Maletka w Treblince, skąd katolicyzacja i polonizacja obozów Zagłady?
Antysemityzm w Polsce nigdy nie utracił prawa głosu, i choć jest wrzodem na sercu i mózgu polskiej kultury, to nigdy w szkołach nie było ani lekcji, ani programu który zajmowałby się tym zjawiskiem. Antysemityzm jak żył tak żyje, przymierając może troszkę z powodu zmian mentalności i braku Żydów, czyli działania czasu i natury. Myślę, że z powodu tego głębokiego zakorzeniania w polskiej kulturze antysemityzmu opowieść o wojnie 7/10 tak bardzo eliminowała z pola widzenia wszelkie izraelskie cierpienia, ofiary i racje, które – słusznie czy nie – ale stały za działaniami wojennymi i politycznymi. No i resentyment – po latach badań nad Zagładą, kiedy to opisywano morderczo antysemickie postawy i akcje w wojennej i powojennej Polsce, można wreszcie powiedzieć: „ – A wy, ile krwi macie na rękach ?” . Jakby to była licytacja i jakby Adrzej Leder był jednym z licytujących. Kto da więcej? Większość da więcej.
Antysemityzm ( może przy okazji sprawiedliwej krytyki Izraela) zalegalizował się w nocy z 7 na 8/ 10. 2023 kiedy społeczności arabskie w Europie i w USA, lewica, studenci oraz inni sympatycy Hamasu świętowali śmierć zarżniętych, popalonych, zgwałconych Izraelek i Izraelczyków, ze słodyczami, muzyką i gratulacjami. O rozkosz, bezwstydna juissance możliwości mordowania Żydów, wzniecona, jak napisała Herta Miller, od jednego pstryknięcia palcami, milionami płomieni pośród tamtej nocy.
Izrael i szaleństwo waszych uczuć
Kategorie: Uncategorized

