
autor Yonah E
Poważnie. Gdzie on jest?
Od prawie dwóch dekad słucham, jak medialne gobliny, aktywistyczni influencerzy, rewolucjoniści z funduszy powierniczych, niestabilni emocjonalnie profesorowie i napędzani kofeiną entuzjaści Hamasu z niebieskimi włosami wrzeszczą: „TRUMP JEST ANTYSEMITĄ!”, jakby to był refren jakiejś pokręconej, demonicznej rymowanki dla dzieci.
Gdzie więc, do diabła, jest ten antysemita?
Czy ukrywa się w Jerozolimie? Bo to właśnie tam Trump przeniósł amerykańską ambasadę, podczas gdy każdy słabowolny globalistyczny biurokrata drżał jak wiktoriańska dama widząca po raz pierwszy nagą kostkę.
Czy ukrywa się w Porozumieniach Abrahama? Bo Trump osiągnął więcej w kwestii rzeczywistego pokoju na Bliskim Wschodzie niż przez pięćdziesiąt lat zrobili to „doświadczeni dyplomaci”, których największym sukcesem było wymyślanie nowych sposobów na grzeczne przegrywanie wojen.
Czy ukrywa się w uznaniu Wzgórz Golan? W zniszczeniu gospodarki Iranu? W kampanii maksymalnego nacisku na psychotyczny reżim ajatollahów, który otwarcie fantazjuje o unicestwieniu sześciu milionów Żydów, podczas gdy zachodni studenci kiwają głowami jak odurzeni członkowie sekty w kręgu bębniarzy?
Gdzie jest ten antysemita Trump?
Bo facet, którego widziałem, spędził dekady, broniąc Izraela zacieklej niż połowa żydowskich organizacji, zbyt przerażonych, byle tylko nie obrazić darczyńców z CNN.
Przestańmy udawać.
Trump zrozumiał coś, czego współczesna lewica absolutnie nie jest w stanie pojąć, bo jej mózgi zostały rozpuszczone przez propagandę z TikToka i ideologiczną metamfetaminę: Iran nie jest „niezrozumianym graczem regionalnym”. Iran to kult śmierci dysponujący pieniędzmi z ropy. Reżim, który finansuje terroryzm na całym świecie, skandując „Śmierć Ameryce” i „Śmierć Izraelowi”, jakby to była noc karaoke w samym piekle.
Trump uderzył w Iran, ponieważ pojął to, co rozumie każdy Żyd z funkcjonującym układem nerwowym: kiedy szaleni ludobójcy grożą drugim Holokaustem w każdy wtorek przez czterdzieści lat z rzędu, to być może nie należy wręczać im broni jądrowej i palet z gotówką – tak jak robił to Barack Obama, bawiący się w Tajemniczego Mikołaja dla dżihadystów.
A to doprowadziło lewicę do szaleństwa. Całkowitego obłędu.
Współczesna lewica nie jest już bowiem liberalna. To gnijąca inscenizacja teatralna, w której występują rozpieszczeni narcyzi, szampanowi komuniści, antysemiccy influencerzy oraz aktywiści z zaburzeniami kontroli impulsów, którzy uważają hasło „Queers for Hamas” za spójną filozofię polityczną, a nie za przypadek wymagający natychmiastowej pomocy psychiatrycznej.
Ci ludzie nazywają Trumpa Hitlerem, maszerując ramię w ramię z osobami, które dosłownie świętują mordowanie Żydów. Nazywają Izrael „kolonialnym”, sami siedząc na ziemiach podbitych przez właściwie wszystkich w historii ludzkości. Krzyczą o „ludobójstwie”, broniąc terrorystów, którzy transmitują masakry na żywo kamerami GoPro, niczym stażyści ISIS próbujący budować markę w mediach społecznościowych.
Przez lata skandowali „wierzcie kobietom” – dopóki żydowskie kobiety nie zostały zgwałcone przez terrorystów. Wtedy nagle okazało się, że „kontekst ma znaczenie”. Niesamowity zbieg okoliczności.
A media? Media zasługują na własną wystawę muzealną zatytułowaną: Jak zniszczyć cywilizację z miną pełną wyższości. Te pasożyty spędziły dekadę, nazywając Trumpa antysemitą, jednocześnie wybielając realny antysemityzm słowem „antysyjonizm”. Bo najwyraźniej, jeśli zastąpi się słowo „Żyd” słowem „syjonista”, nagle średniowieczna nienawiść staje się tematem pracy magisterskiej. Genialna strategia. Zupełnie nieoczywista.
Ci sami ludzie, którzy dostają szału z powodu plastikowej słomki, jakimś cudem nie potrafią potępić tłumów wrzeszczących o intifadzie w Nowym Jorku, Londynie, Paryżu, Toronto czy Los Angeles. Miasta pełne uprzywilejowanych kretynów w kefijach uszytych przez kapitalizm, potępiających tenże kapitalizm na iPhone’ach składanych w fabrykach, które nazwaliby obozami ucisku, gdyby tylko prowadziła je Ameryka.
I pośród całego tego szaleństwa Trump stanął po stronie Izraela. Nie dlatego, że było to modne. Nie dlatego, że media to popierały. Nie dlatego, że profesorowie uniwersyteccy klaskali jak tresowane foki.
Zrobił to, będąc nieustannie atakowanym przez ten sam establishment polityczny, który przez lata wzmacniał pozycję antysemitów, usprawiedliwiał zwolenników terroryzmu, osłabiał Amerykę, poniżał sojuszników i traktował przetrwanie Żydów jak irytującą przeszkodę w realizacji swoich aktywistycznych fantazji.
Więc proszę mi oszczędzić bzdur o „antysemicie Trumpie”.
Prawdziwymi antysemitami są politycy, którzy wzmacniają Iran. Aktywiści, którzy gloryfikują Hamas. Profesorowie zatruwający studentów antyzachodnim obłędem. Dziennikarze, którzy zamieniają żydowską samoobronę w zbrodnię wojenną, ale traktują terroryzm jak niezrozumianą sztukę performatywną.
Współczesna lewica stworzyła kulturę, w której krew Żydów znów stała się przedmiotem negocjacji. A teraz są zszokowani, że Żydzi się bronią.
Płaczcie głośniej.
TRUMP ANTYSEMITA? GDZIE ON, DO CHOLERY, JEST?
Kategorie: Uncategorized

