
Lawrence Winnerman
Ktoś zarzucił mi niedawno, że ostrzegam przed antysemityzmem tylko dlatego, że mi za to płacą. To nie jest argument – to najstarszy z możliwych stereotypów, klasyczny klin wbijany w społeczność.
Osoba uważająca się za jedną z tych „dobrych” sięgnęła po najstarsze oszczerstwo w zachodniej tradycji: o Żydzie, którego słowa są kupione, i Żydzie, który przemawia za pieniądze. Skierowała je przeciwko komuś, kto ostrzegał przed antysemityzmem. Ta zniewaga miała mnie zdyskredytować, a stała się żywym dowodem na to, przed czym ostrzegałem. Wąż znalazł własny ogon i ugryzł go. Ouroboros nadchodzi.
Nie piszę tego, bo moje uczucia zostały zranione, choć z pewnością są nadszarpnięte. Piszę, ponieważ to oskarżenie jest specyficznym rodzajem fortelu, który w najgorszym możliwym momencie wywiera na nas realny wpływ.
Dowody
Od półtora roku piszę w tym samym duchu, bez żadnych odstępstw. Kiedy konsultanci Partii Demokratycznej opublikowali notatkę wzywającą do „umiarkowanego” podejścia do praw osób transpłciowych, by pozyskać wyimaginowanych wyborców niezdecydowanych, nazwałem to pięćdziesięcioośmiostronicową deklaracją kapitulacji przebraną za strategię. Kiedy toczyła się walka o autonomię cielesną kobiet, pisałem, że wolność nie jest bufetem, gdzie mężczyźni napełniają swoje talerze, a kobiety dostają resztki. Wzywałem każdego, by nie stał z boku.
Zbudowałem własny system wartości – Suwerenność Człowieka – w oparciu o jedną zasadę: żadna osoba nie jest zbędna. Koalicja wygrywa, gdy nie pozostawia nikogo na polu bitwy, a traci duszę, gdy zaczyna decydować, kogo warto bronić.
A jeśli chodzi o temat, w którym rzekomo mam mieć „tajną cenę”: byłem równie surowym krytykiem rządu izraelskiego, jak niemal każdy Żyd piszący dziś po angielsku. To, co Netanjahu robi w Strefie Gazy, nazwałem ludobójstwem. Nazwałem to Holokaustem – na łamach prasy, w okresie Wielkich Świąt, doskonale wiedząc, jak to słowo zostanie odebrane przez moich współwyznawców. Zrobiłem to, bo wierzyłem, że wymaga tego prawda. Napisałem dwa tysiące pięćset słów, deklarując, że nic z tego nie będzie robione w moim imieniu.
Kiedy ktoś próbował podpalić dom Josha Shapiro w pierwszą noc Paschy, nazwałem to terroryzmem wewnętrznym. W tym samym zdaniu dodałem, że kiedy atakowani są Żydzi, wszyscy jesteśmy mniej bezpieczni. Kiedy zagrożeni są czarnoskórzy urzędnicy – wszyscy jesteśmy mniej bezpieczni. Kiedy prześladowane są osoby transpłciowe – wszyscy jesteśmy mniej bezpieczni. Nigdy nie mówiłem „tylko my”. Zawsze „wszyscy”.
Wykluczmy więc jedną możliwość: mojego stanowiska nie da się kupić. Gdyby ktoś faktycznie płacił mi za ochronę Izraela, byłaby to najgorsza próba przekupstwa w historii. Co pozostawia oskarżenie pozbawione przykrywki: że Żyd mówiący o bezpieczeństwie własnej grupy musi mieć swoją tajną cenę. To stara śpiewka – istnieje prosta linia łącząca te oskarżenia z sześcioma wiekami broszur usprawiedliwiających działania tłumu.
Co oferujemy innym
Na to zgodziliśmy się my, którzy nazywamy siebie koalicją. To jedna z naszych największych zalet.
Kiedy osoba czarnoskóra opowiada nam, jak rasizm odbija się na jej życiu – nie w wersji z podręcznika, ale tej przeżywanej na własnej skórze – wierzymy jej. Rozumiemy, że osoba doświadczająca opresji dostrzega niuanse, których reszta z nas nie widzi. Uważamy za przejaw przyzwoitości to, że milczymy i słuchamy. Kiedy gej lub transkobieta opowiada o homofobii i transfobii, wierzymy im. Kiedy kobieta mówi, że coś jest przejawem mizoginii, wierzymy jej. Całą naszą politykę zbudowaliśmy wokół tego odruchu. Nazywamy to słuchaniem osób marginalizowanych. Jesteśmy z tego dumni. I słusznie.
Mam więc pytanie: dlaczego, kiedy to Żydzi mówią, że pewne sformułowanie brzmi dla nich jak antysemityzm, mówi się nam, że popadamy w histerię? Że przesadzamy? A teraz – że pewnie nam za to płacą? Dlaczego ta zasada nie obowiązuje w jednym konkretnym przypadku?
Nie twierdzę, że każda krytyka Izraela to antysemityzm. Sam wygłaszałem taką krytykę w najostrzejszych słowach. Chodzi o odruch, który sprawia, że Żydowi mówiącemu „to zaczyna mnie przerażać” nie odpowiada się „opowiedz mi więcej” – jak zareagowalibyśmy na każdego innego – lecz spogląda się na niego z podejrzliwością, sugerując, że jego strach to przedstawienie z dołączoną fakturą.
Ważniejsza kwestia
Nie rozłupuje się kawałka dębu uderzając w środek deski. Trzeba znaleźć pęknięcie, wbić w nie klin i pozwolić, by ciężar wykonał resztę pracy. W naszej koalicji istnieje już taka szczelina – biegnie między Żydami a pro-palestyńską lewicą. Mój wcześniejszy tekst dotyczył właśnie klina – ręki, która po cichu wbija żelazo w tę szczelinę. A ty odpowiedziałeś, chwytając drugi koniec klina i pociągając.
Nie wiem, czyja to ręka. Może to zorganizowane działanie, może algorytm, który nauczył się, że najbardziej angażuje nas wściekłość. To nie ma znaczenia. Efekt jest taki sam: koalicja, która powinna być zjednoczona przed najważniejszymi wyborami w naszym życiu, zwraca noże przeciwko sobie wzdłuż szczeliny stworzonej właśnie po to, by krwawiła.
Zadajcie sobie jedno pytanie: kto wygrywa, gdy skaczemy sobie do gardeł? Nie Palestyńczycy, nie Żydzi, nie kobiety, nie osoby queer. Ludzie, którzy chcą wymazać dzieci transpłciowe i zwerbować ciała kobiet – oni tej nocy nie walczą między sobą. Obserwują, jak robimy to za nich, i nie mogą uwierzyć w swoje szczęście.
O co proszę
Spędziłem półtora roku, pisząc jedno zdanie na sto sposobów: nikt nie zostanie w tyle. Miałem na myśli palestyńskie dzieci, dzieci transpłciowe, kobiety, którym zakłada się kajdanki, każdego, kogo system chce zmielić na paliwo.
Miałem na myśli także Żydów. Jesteśmy częścią tego „wszyscy”. Zawsze byliśmy.
Wierzcie nam tak, jak wierzylibyście każdemu, kto mówi, że jego historia powróciła do drzwi. A jeśli klin wbił się zbyt głęboko, by było to dziś możliwe – przynajmniej przestańcie ciągnąć. Spójrzcie przez szczelinę w drewnie i zobaczcie, czyja ręka jest po drugiej stronie.
Możemy stoczyć tę trudną walkę. Ale prowadźmy ją jako ludzie, którzy nie chcą się podzielić – a nie jak kłoda, która rozpada się dokładnie zgodnie z planem, tuż przed burzą.
Uwierzcie nam. A potem wróćmy do pracy
Wierzymy wszystkim. Z wyjątkiem Żydów.
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized


Ten Winnerman to klasyczny przykład liberalnego Żyda z przerostem super ego: cierpi na przymus robienia sprawiedliwości…coś z tego m’a też nasz ekspert od Izraela Konstanty Gebert – u niego objawia się to nadobiektywizmem, by żaden goj nie posadził go bron boże o stronniczosc…
Nigdy nie byliśmy częścią z”wszystkich”. Kiedy tacy jak autor to zrozumieją?
Paszol ty w…. . Chcial byc przyjacielem wszystkich za wyjatkiem Izraela i Izraelczykow i teraz mu pokazano..