Uncategorized

Prezydent Trump: drugi Obama?

Melanie Phillips

Prezydent Donald Trump odpowiada na pytania dziennikarzy dotyczące Iranu, Biały Dom, 4 czerwca 2026 r.

Dla irańskiego reżimu celem negocjacji jest zmuszenie Ameryki do kapitulacji

Od samego początku wojny z Iranem było jasne, że stawka nie mogła być wyższa.

Gdyby Stanom Zjednoczonym i Izraelowi udało się zneutralizować irański reżim, skutkiem byłoby nie tylko usunięcie potwornego zagrożenia dla Izraela, narodu irańskiego i świata. Zmieniłoby to również oblicze globalnej polityki, rozrywając sieć zła utkaną przez Rosję, Chiny i Koreę Północną. W jej centrum znajduje się bowiem reżim, od którego wszyscy oni są zależni – Islamska Republika Iranu.

Gdyby jednak Stany Zjednoczone tę wojnę przegrały, a reżim irański nadal stanowił zagrożenie, Rosja, Chiny i Korea Północna utwierdziłyby się w przekonaniu, że potężna Ameryka to w rzeczywistości papierowy tygrys, a cały wolny świat znalazłby się w jeszcze większym niebezpieczeństwie.

Wczesne sukcesy militarne, które tak bardzo osłabiły Iran, sugerowały, że pierwszy scenariusz jest jak najbardziej możliwy. Teraz jednak sytuacja wygląda zupełnie inaczej.

W artykule opublikowanym w Foreign Affairs dwoje analityków popierających islamski reżim, Narges Bajoghli i Vali Nasr, cieszy się z tego, co postrzegają jako zwycięstwo Iranu nad Ameryką. Piszą: „Wojna dała początek nowemu Iranowi, który zmieni oblicze [Bliskiego Wschodu] i wpłynie na bieg wydarzeń geopolitycznych w nadchodzących latach”.

Choć jest to czysta irańska propaganda, trudno nie dojść do wniosku – jakkolwiek niewiarygodnie by to brzmiało – że prezydent USA Donald Trump faktycznie tańczy teraz tak, jak mu zagra Teheran.

8 kwietnia ogłoszono zawieszenie broni między Iranem a sojuszem USA-Izrael. Od tego czasu Iran nieprzerwanie atakuje statki w Cieśninie Ormuz oraz państwa Zatoki Perskiej. We wtorek wieczorem przeprowadził ataki dronów na Kuwejt, w wyniku których zginęła jedna osoba, a ponad 60 zostało rannych. Pozostałe pociski zostały przechwycone przez amerykańską i bahrajńską obronę powietrzną.

Od czasu rzekomego rozejmu z Ameryką, Iran wielokrotnie wykorzystywał swoje siły zastępcze – Hezbollah – do ataków na izraelskie cele wojskowe i cywilne z terytorium Libanu. Nic dziwnego, że Izrael zareagował ostro.

17 kwietnia irański reżim – zachowujący się w Cieśninie Ormuz jak mafia – bezczelnie oświadczył, że izraelski odwet przeciwko Hezbollahowi uniemożliwia ponowne otwarcie cieśniny. W odpowiedzi Trump wywarł presję na Izrael, aby ten zawarł zawieszenie broni w Libanie. Od tamtego momentu zginęło tam 14 żołnierzy Sił Obronnych Izraela. W takiej sytuacji trudno oczekiwać od jakiegokolwiek kraju, że zrezygnuje z obrony.

Aby pokonać Hezbollah, Izrael musi zniszczyć jego centrum dowodzenia w Bejrucie, w dzielnicy Al-Dahija (Dahiyeh). W poniedziałek miał to zrobić. Zaniepokojony realnym zagrożeniem dla swojego kluczowego sojusznika, Iran zagroził zerwaniem negocjacji z Ameryką. W rezultacie Trump nakazał Izraelowi, by nie atakował Bejrutu, i ogłosił kolejne zawieszenie broni.

Trzy godziny później Hezbollah wystrzelił salwę rakiet w kierunku Izraela. Wczesnym rankiem w środę dron Hezbollahu wleciał w przestrzeń powietrzną północnego Izraela, zmuszając 25 000 obywateli do ponownego ucieczki do schronów. Tego samego dnia Izrael i Liban uzgodniły kolejny wątpliwy rozejm.

To oczywiście niedopuszczalne, by Trump uniemożliwiał Izraelowi podejmowanie działań niezbędnych do ochrony własnych obywateli. Co więcej, oświadczenia Trumpa wydają się całkowicie oderwane od rzeczywistości.

Iran nadal prowadzi wojnę przeciwko Ameryce, Izraelowi i ich sojusznikom. Mimo to Trump wciąż twierdzi, że Stany Zjednoczone będą działać wyłącznie w obronie własnej, zawieszenie broni się utrzymuje, a Iran wręcz błaga o porozumienie. W środę prezydent USA powiedział, że rozmowy z Iranem „idą bardzo dobrze” i że układ może zostać zawarty jeszcze w ten weekend. Jednak minister spraw zagranicznych Iranu, Abbas Araghchi, stwierdził, że w negocjacjach nie osiągnięto „żadnego konkretnego postępu”.

Nie ma w tym nic dziwnego: utrwalił się schemat, w którym Trump wydaje wojownicze oświadczenia, Iran mami ustępstwami, Trump się wycofuje, po czym Iran przekształca te ustępstwa w kolejne groźby i żądania, wznawia ataki, a Ameryka ogłasza powrót do stołu negocjacyjnego.

Dlaczego więc Trump daje się traktować jak frajer? I w jaki sposób Iran potrafi nim manipulować?

W końcu reżim został poważnie osłabiony przez wojnę. Amerykańska blokada morska ma druzgocący wpływ na irańską gospodarkę: eksport spadł o 90 procent, produkcja ropy zmniejszyła się o połowę, a dostawy energii elektrycznej są drastycznie ograniczone.

Odpowiedź brzmi: Trump wpadł w pułapkę, którą sam na siebie zastawił, popełniając dwa fundamentalne i powiązane ze sobą błędy.

Uważa on, że może wynegocjować zakończenie wojny. Pierwsza zasada negocjacji mówi jednak, że rozmawiać należy z pozycji siły. Trump mógł wykorzystać Izrael jako kartę przetargową do osłabienia Iranu poprzez sparaliżowanie Hezbollahu. Zamiast tego, powstrzymując Izrael przed zadaniem decydującego ciosu irańskim siłom zastępczym, pozwolił, by to Iran wykorzystał Hezbollah jako kartę przetargową przeciwko Izraelowi. W ten sposób drastycznie osłabił własną pozycję.

Dzieje się tak również dlatego, że uważa swoją strategię za bezbłędną. Jest przekonany, że gdy blokada irańskiej żeglugi naprawdę zacznie przynosić efekty, a Iranowi skończą się pieniądze i żywność, reżim zacznie poważnie negocjować, aby uniknąć całkowitej katastrofy kraju. Jednak reżimem w Teheranie rządzą fanatycy, którzy bez wahania poświęcą naród, gospodarkę i państwo w imię przekonania, że apokalipsa sprowadzi na ziemię szyickiego mesjasza.

Trump uważa, że każdy problem można rozwiązać za pomocą układu, który tylko on potrafi wynegocjować. Wydaje się nie rozumieć, że niektóre cele są tak bezkompromisowe, iż po prostu nie podlegają negocjacjom.

Nacisk Trumpa na zawarcie porozumienia sprawił, że Teheran poczuł zapach zwycięstwa. Dla reżimu układ oznacza kapitulację Ameryki. Każde negocjacje są postrzegane jako oznaka słabości Waszyngtonu i bodziec do podwojenia ataków. Dla reżimu celem rozmów nie jest uzyskanie jak najlepszych warunków dla Iranu. Chodzi o zmuszenie Ameryki do uległości.

Fakt, że Ameryka najwyraźniej tego nie rozumie, może mieć tragiczne konsekwencje. Sekretarz stanu Marco Rubio powiedział, że reżim jest teraz skłonny omówić te elementy swojego programu jądrowego, których wcześniej nie chciał negocjować, co ma rzekomo sygnalizować postęp w rozmowach.

Jednak żadne porozumienie nie będzie miało wartości. Reżim irański to światowej klasy oszust, który nigdy nie dotrzymał warunków żadnej umowy ani nie przestrzegał zawieszenia broni. Kłamie odruchowo, zgodnie z islamską zasadą takijja (taqqiya), która zezwala na ukrywanie prawdy w imię wyższych celów. Zresztą, o czym właściwie można negocjować, skoro warunkiem Trumpa ma być bezwarunkowa kapitulacja Iranu?

Za strategicznymi błędami Trumpa kryje się jednak głębszy – i głęboko niepokojący – problem. Wojna z Iranem jest skrajnie niepopularna wśród Amerykanów. Po części wynika to z tego, że Trump nigdy nie przekonał ich, iż Iran stanowi śmiertelne zagrożenie dla samej Ameryki.

Przede wszystkim jednak jest to efekt upokorzenia Ameryki w Iraku, a wcześniej w Wietnamie. W połączeniu z dziesięcioleciami antyzachodniej propagandy w szkołach i na uniwersytetach sprawiło to, że Amerykanie mają dziś instynktowną niechęć do wysyłania żołnierzy za granicę i narażania życia swoich obywateli.

Kultura, która nie akceptuje już potrzeby poświęcenia w imię słusznej sprawy, jest kulturą bez przyszłości. W tak rozpaczliwym położeniu znajduje się obecnie Wielka Brytania i Europa Zachodnia. Ameryce grozi, że pójdzie tą samą drogą.

To, co zaczęło się od słusznego przekonania USA, że nie mają innego wyboru, jak tylko zneutralizować Iran (ponieważ ten był niebezpiecznie blisko zdobycia broni jądrowej, by uderzyć w „Wielkiego Szatana”), teraz grozi powtórką z katastrofalnego porozumienia jądrowego z 2015 roku. Wtedy to Iran stosował taktykę zwodzenia, aż administracja Obamy oddała bezpieczeństwo Ameryki w ręce fanatyków, którzy ostatecznie zdobyli bombę.

Prezydent Trump ryzykuje obecnie, że stanie się drugim Obamą. Nie tylko Izrael, ale i cały wolny świat ma powody do poważnego niepokoju.

Prezydent Trump: drugi Obama?

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.