autor Hen Mazzig
Ras Laffan nie działa. Cieśnina Ormuz jest zamknięta. Gospodarka kurczy się o 8,6 procent. Kraj, który kupił sobie przychylność wszystkich stron, właśnie się przekonał, ile te strony są warte.

Emir Kataru, szejk Tamim bin Hamad Al-Thani. Źródło zdjęcia: Khalid Mohammed/Associated Press
Iran zbombardował swojego pośrednika
18 marca irańskie pociski i drony uderzyły w Ras Laffan – największy na świecie zakład skroplonego gazu ziemnego (LNG) i główną siłę napędową państwa katarskiego. Dwie linie produkcyjne zostały tak poważnie uszkodzone, że inżynierowie szacują czas naprawy na trzy do pięciu lat. W ciągu jednego popołudnia Katar stracił 17 procent swoich mocy produkcyjnych na pozostałą część dekady.
Cieśnina Ormuz, przez którą przepływa około 93 procent katarskiego eksportu LNG, została zamknięta przez Iran dwa tygodnie wcześniej. W ciągu 24 godzin od blokady firma QatarEnergy ogłosiła stan siły wyższej w odniesieniu do wszystkich kontraktów.
Międzynarodowy Fundusz Walutowy przewiduje obecnie, że gospodarka Kataru skurczy się w tym roku o 8,6 procent. Zagraniczni pracownicy zaczynają opuszczać kraj, a żurawie w porcie Hamad od tygodni stoją w miejscu.
Oto co stało się z krajem, który przez dwie dekady wmawiał sobie, że zapewnił sobie bezpieczeństwo, żyjąc w zgodzie ze wszystkimi stronami.
Gra na wszystkich frontach
Polityka zagraniczna Kataru miała swoją oficjalną nazwę. W wersji dyplomatycznej brzmiała ona „wielostronność”. W dosłownym tłumaczeniu oznaczała po prostu grę na wszystkich frontach jednocześnie.
W Doha znajdowała się Al Udeid – największa amerykańska baza wojskowa na Bliskim Wschodzie i wysunięta kwatera główna Centralnego Dowództwa USA. Jednocześnie stacjonował tam Hamas. I to nie w sensie metaforycznym. We wrześniu ubiegłego roku, kiedy izraelskie siły powietrzne wysłały ponad dziesięć myśliwców nad Zatokę Perską (tankując je w powietrzu nad Arabią Saudyjską) i zrzuciły pociski na Biuro Polityczne Hamasu, trafiony budynek okazał się rządowym kompleksem mieszkaniowym należącym do Kataru. Przywódcy Hamasu nie ukrywali się w jakiejś zapomnianej kryjówce – oni po prostu wynajmowali mieszkania od emira.
Khaled Meshaal przebywa tam od 2012 roku. Mieszkał tam również Ismail Haniyeh, zanim Izraelczycy zabili go w zeszłym roku w Teheranie. Khalil al-Hayya, główny negocjator Hamasu i jeden z architektów wydarzeń z 7 października, był na miejscu jeszcze we wrześniu zeszłego roku, gdy Izraelczycy po niego przybyli. Według amerykańskich urzędników majątek samych tylko trzech czołowych przywódców Hamasu wynosi łącznie 11 miliardów dolarów. Nie żyli oni w skromnych warunkach.
Katar przekazał Hamasowi na przestrzeni lat ponad 1,8 miliarda dolarów. Od 2018 roku z królewskiego skarbca do Strefy Gazy płynęły comiesięczne transze w wysokości około 30 milionów dolarów. Przejęte dokumenty Hamasu, o których poinformował izraelski Kanał 12, pokazują, jak Yahya Sinwar informuje Ismaila Haniyeha, że szejk Tamim dyskretnie przekazał przywódcom organizacji jedenaście milionów dolarów w gotówce, prosząc, by nie ujawniali źródła pochodzenia tych pieniędzy.
Część z tych funduszy posłużyła do wypłacenia pensji ludziom, którzy zaplanowali atak z 7 października. Część zapewniła luksusowe schronienie liderom, którzy nakazali gwałty i porwania, a następnego ranka bez przeszkód uczestniczyli w spotkaniach w Doha.
Obok gazu, był to flagowy produkt eksportowy Kataru: legitymizacja wyprana za pomocą dyplomacji.
Kupowanie wpływów w Waszyngtonie
Krajem, który w największym stopniu dał się nabrać na tę katarską legitymizację, były Stany Zjednoczone.
Od czasu pierwszego zwycięstwa wyborczego Donalda Trumpa w 2016 roku, Katar wydał blisko ćwierć miliarda dolarów na amerykańskich lobbystów i firmy PR. Od 2021 roku do połowy 2025 roku katarscy agenci odbyli 627 osobistych spotkań z amerykańskimi politykami – to więcej niż jakikolwiek inny kraj na świecie. Prokurator generalna Pam Bondi, dyrektor FBI Kash Patel oraz administrator Agencji Ochrony Środowiska (EPA) Lee Zeldin – wszyscy oni w przeszłości dorabiali jako lobbyści na rzecz Kataru, zanim dołączyli do administracji Trumpa.
Od 2001 roku Katar przeznaczył ponad sześć miliardów dolarów na amerykańskie uniwersytety (sam Uniwersytet Cornella otrzymał 1,5 miliarda). W maju ubiegłego roku Trump wracał z Doha luksusowym Boeingiem 747, który Katarczycy wręczyli mu w prezencie.

Emir Kataru, szejk Tamim bin Hamad Al Thani, gestykuluje obok prezydenta USA Donalda Trumpa w bazie lotniczej Al Udeid, 15 maja 2025 r., w Doha w Katarze. (AP Photo/Alex Brandon)
Tamtejszy reżim wmawiał sobie, że bliskość władzy jest równoznaczna z posiadaniem władzy. Wierzył, że jeśli zapłaci każdemu, nikt po niego nie przyjdzie.
Aż w końcu ktoś przyszedł. W tym przypadku był to Iran.
Koniec iluzji o neutralności
Przez trzydzieści lat Doha i Teheran dzieliły największe na świecie złoże gazu ziemnego. Łączyła je także tolerancja wobec Hamasu, Hezbollahu, Bractwa Muzułmańskiego i wszelkich innych ruchów islamistycznych, które sunniccy sąsiedzi Kataru próbowali stłumić. Kiedy w czerwcu 2025 roku Iran wystrzelił rakiety w kierunku bazy Al Udeid w odwecie za amerykańskie ataki na irańskie obiekty nuklearne, Teheran uprzedził o tym Dohę.
Tamten atak miał charakter czysto teatralny: syreny, przechwycone pociski, brak ofiar. Następnego ranka katarskie ministerstwo spraw zagranicznych wydało dyplomatyczne potępienie – choć doskonale wiedziało o nadlatujących rakietach.
W 2006 roku, gdy Katar zasiadał w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, zagłosował przeciwko sankcjom nałożonym na irański program nuklearny. W 2025 roku, gdy amerykańskie bombowce B-2 przygotowywały się do uderzenia na te same obiekty, Katar poinformował Waszyngton, że nie pozwoli USA na rozpoczęcie operacji wojskowej ze swojego terytorium. Iran odebrał ten sygnał jasno: Doha stoi po jego stronie.
Gdyby strategia asekuracji i podwójnej gry działała, to właśnie w tym momencie powinna przynieść owoce. Pośrednik powinien zostać oszczędzony.
Mimo to Iran wystrzelił rakiety.
Taka jest lekcja z Ras Laffan. Nie ma pozycji neutralnej w wojnie o to, czy strategiczne gardło energetyczne Zatoki Perskiej pozostanie otwarte. Nie ma pozycji neutralnej, gdy organizacja, którą finansujesz, dokonuje masakry, a państwo, przed którym rzekomo się bronisz, decyduje się na odwet. Region podzielił się na dwa obozy, a ten, który postawił na Teheran, właśnie płonie.
Dwie różne strategie
Emiraty zrozumiały to w porę. Mohammed bin Zayed podniósł słuchawkę, zadzwonił do Netanjahu i rozmieścił baterie systemu Żelazna Kopuła (Iron Dome) na terytorium Abu Zabi, sprowadzając do ich obsługi dziesiątki izraelskich żołnierzy. ZEA przyjęły na siebie uderzenie 550 pocisków, wystąpiły z OPEC i wyszły z tej wojny jako główny arabski zwycięzca gospodarczy.

Prezydent ZEA, szejk Mohamed bin Zayed Al Nahyan (Arabian Business)
Katarczycy woleli asekurację. Efekt? Utrata dochodów z gazu na trzy do pięciu lat oraz gospodarka, która według prognoz MFW skurczy się przed Bożym Narodzeniem o blisko dziesięć procent.
Ta sama wojna. Skrajnie różne rezultaty.
Każdy reżim, który opiera swój byt na lawirowaniu, kończy w ten sam sposób. Wmawia sobie, że może jednocześnie gościć terrorystów i mediować w procesach pokojowych z tego samego pałacu. Wierzy, że pieniądze zastąpią jasne opowiedzenie się po jednej ze stron. Płaci wszystkim wokół z nadzieją, że nikt po niego nie przyjdzie.
A potem ktoś przychodzi.
Strategia Kataru opierała się na założeniu, że Bliski Wschód się nie zmieni: Hamas pozostanie nietykalny, Iran będzie pod kontrolą, Amerykanów da się przekupić, gaz będzie stabilnie płynął przez Cieśninę Ormuz, a mediatorzy nadal będą mediować.
Tamtego Bliskiego Wschodu już jednak nie ma.
Doha nie jest neutralną stolicą i nigdy nią nie była. Każdy, kto wciąż twierdzi inaczej, bierze pieniądze za to, by tak mówić. Nie zgadzają się Państwo? To proszę wymienić choć jedną wojnę, w której Katar pełnił rolę mediatora, a której wcześniej sam nie finansował.

Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized

