
Daniel Greenfield
W poniedziałek UE nałożyła sankcje na Izrael. We wtorek zaprosiła talibów.
W poniedziałek Unia Europejska ogłosiła sankcje wobec Izraelczyków, w tym wobec 80-letniej Danielli Weiss, byłej burmistrz gminy żydowskiej w Judei i Samarii. Z kolei we wtorek zaprosiła do Brukseli na rozmowy talibów – islamską grupę terrorystyczną sprzymierzoną z Al-Kaidą.
„Ekstremizm i przemoc niosą ze sobą konsekwencje” – ostrzegła Izrael szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas. Oczywiście. A tą konsekwencją jest zaproszenie do Brukseli. Przynajmniej jeśli jest się muzułmańskim terrorystą.
W ciągu ostatniej dekady islamscy terroryści powiązani z ISIS (odłamem Al-Kaidy) zabili w Brukseli ponad 34 osoby w dwóch zamachach bombowych, czterech atakach z użyciem noża i jednej strzelaninie. Z powodu stałego zagrożenia terrorystycznego belgijska armia została rozmieszczona na ulicach, aby chronić dworce kolejowe, miejsca kultu i inne potencjalne cele przed… terrorystami zapraszanymi do Brukseli.
Tymczasem izraelska społeczność żydowska oraz organizacje objęte sankcjami Unii Europejskiej, takie jak Regavim i Nahala, dopuściły się „niebezpiecznych, ekstremistycznych zachowań” – zakładały nowe gospodarstwa rolne w Izraelu i wytaczały procesy sądowe w imieniu rolników na terenach, do których prawa roszczą sobie muzułmańscy terroryści.
Organizacja Regavim miała również czelność opublikować raport obalający kłamstwo o rzekomej kampanii „przemocy ze strony żydowskich osadników”. Z raportu wynika, że w rzeczywistości radykalne organizacje pozarządowe finansowane przez UE same inscenizują starcia z lokalnymi żydowskimi rolnikami, a następnie domagają się od Brukseli większych środków na walkę z nimi. Nawet zapraszając islamskich terrorystów, UE nałożyła sankcje na izraelską grupę za… pisanie raportów.
Zaproszenie talibów przez Komisję Europejską nastąpiło tuż po tym, jak wprowadzili oni islamskie prawo szariatu, które zakazuje dziewczętom edukacji powyżej szóstej klasy, opuszczania domów bez męskiego opiekuna, a także pokazywania twarzy czy nawet głośnego mówienia w miejscach publicznych.
Aby wyjść naprzeciw talibom, UE mianowała swoim specjalnym wysłannikiem Gilles’a Bertranda – mężczyznę. Bertrand złożył niedawno wizytę w Afganistanie, podobnie jak inna delegacja pod przewodnictwem Freddy’ego Rosemonta (również mężczyzny). Teraz talibowie odwdzięczają się wizytą w Brukseli. Miejmy nadzieję, że przynajmniej podczas tego konkretnego spotkania powstrzymają się od wysadzania kogokolwiek w powietrze lub dźgania nożem.
Rzecznik Komisji Europejskiej przekonywał, że negocjowanie z talibami tak, jakby byli rządem, nie oznacza, że UE formalnie ich za taki uznaje. Twierdził, że to jedynie „rozmowy techniczne”. Jednak talibowie zostali zaproszeni zupełnie realnie, a nie tylko „technicznie” – i to przez samą Komisję Europejską.
Ta sama Komisja Europejska, której szefowa dyplomacji Kaja Kallas – jako kobieta prawdopodobnie nie mogłaby odwiedzić talibów w Kabulu ani nawet zostać dopuszczona do rozmów z nimi w Brukseli – domagała się nałożenia sankcji na demokratycznie wybranych izraelskich urzędników oraz zawieszenia części handlu z Państwem Żydowskim z powodu jego walki z islamskim terroryzmem. Jeśli walczysz z islamskimi terrorystami, UE nałoży na ciebie sankcje. Jeśli sam jesteś terrorystą, zaprosi cię w odwiedziny.
Kallas wystosowała wcześniej fasadowy apel do talibów, wzywając, by „terytorium Afganistanu nie było wykorzystywane do grożenia innym krajom lub atakowania ich”. Poprosiła talibów – czy też, jak to ujęła, „afgańskie władze de facto” – o „podjęcie skutecznych działań przeciwko wszystkim grupom terrorystycznym działającym w Afganistanie lub z jego terytorium”. Skoro talibowie sami są grupą terrorystyczną, tego rodzaju działania byłyby delegalizacją samych siebie.
Nazywając talibów „władzami de facto”, Kaja Kallas i Unia Europejska zostawiają sobie furtkę, by móc twierdzić, że nie uznają ich „formalnie”. Talibom jednak nie zależy na dyplomatycznych uprzejmościach – zależy im na pieniądzach i władzy. A znaczna część tych środków finansujących terroryzm trafia do nich w formie pomocy zagranicznej.
Administracja Trumpa zamknęła USAID i odcięła znaczną część „pomocy humanitarnej” wykorzystywanej do finansowania talibów. (Instytut Freedom Center Investigates udokumentował, w jaki sposób 1,7 miliarda dolarów zostało przeprane przez USAID za pośrednictwem ONZ i organizacji pozarządowych i trafiło do banku talibów. Sprawa ta doprowadziła do zamknięcia programów USAID w regionie, gdy nagłośnili ją Elon Musk i ponad milion internautów).
Unia Europejska nie zaprzestała jednak udzielania „pomocy humanitarnej” Afganistanowi. W zeszłym roku przekazała na ten cel 161 milionów euro, co składa się na łączną kwotę ponad 2 miliardów euro od momentu ponownego przejęcia władzy przez talibów.
Ironicznie, dokładnie w czasie, gdy UE zapraszała talibów do Brukseli, ONZ postanowiła pochwalić unijny wkład w pomoc dla Afganistanu, wyróżniając m.in. „4300 pożyczek zgodnych z szariatem”. Można być pewnym, że wszelkie ustępstwa, jakie talibowie wywalczą od Unii Europejskiej w tej rundzie rozmów, będą „zgodne z szariatem”.
Talibowie od dawna utrzymują system oparty na szariacie, nakładający podatki na amerykańskie i europejskie organizacje pozarządowe (w tym ONZ) oraz na innych „niewiernych”. Dochody z tego, co Zachód nazywa „pomocą humanitarną”, talibowie traktują jako „dżizję” – sankcjonowaną przez szariat daninę składaną muzułmanom przez niemuzułmanów. Środki te służą finansowaniu ich rządów w Afganistanie, sojuszu z Al-Kaidą oraz ucisku kobiet.
„Nie da się zapewnić pomocy humanitarnej w Afganistanie bez współpracy z tamtejszymi władzami” – przyznał otwarcie sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres.
Talibowie poproszą Unię Europejską o pieniądze i je otrzymają. W zamian przyjmą z powrotem około setki afgańskich migrantów będących terrorystami i przestępcami. Następnie odeślą do Europy kolejny tysiąc osób i zażądają dwukrotnie większej pomocy w zamian za ich ponowne przyjęcie. Ten proces będzie trwał, a coraz większa część Unii Europejskiej będzie upodabniać się do Afganistanu.
A UE w tym czasie będzie nakładać sankcje na Izrael za to, czego sama boi się zrobić – za bezkompromisowe przeciwstawianie się islamskiemu terroryzmowi.
Brukselski teatr absurdu: UE uderza w Izrael i rozmawia z talibami
Kategorie: Uncategorized

