
Autor: Stefan Frank
Około 150 zamaskowanych osób z flagami organizacji terrorystycznych próbuje szturmować synagogę i terroryzuje mieszkańców ortodoksyjnej dzielnicy żydowskiej – oto Nowy Jork pod rządami burmistrza Zohrana Mamdaniego.
Można było to przewidzieć. Zaledwie trzynaście dni po masakrach, gwałtach i porwaniach z 7 października 2023 roku, Zohran Mamdani przemawiał na antyizraelskiej demonstracji w Nowym Jorku. Z kolei 14 października został aresztowany, gdy brał udział w innym proteście – przed domem lidera demokratycznej większości w Senacie USA, Chucka Schumera.
Jako burmistrz, Mamdani ma raczej ograniczone i w dużej mierze symboliczne możliwości zaszkodzenia Izraelowi (tak jak wtedy, gdy ogłosił, że Nowy Jork nie będzie już kupował izraelskich obligacji skarbowych). Od samego początku istniały jednak obawy o konsekwencje, jakie dla współżycia w mieście – a zwłaszcza dla bezpieczeństwa Żydów – będzie miało to, że na jego czele stoi osoba podsycająca nienawiść do państwa żydowskiego terminami takimi jak „apartheid” i „ludobójstwo”. Osoba, która uważa za dopuszczalne wzywanie do „intifady”, doskonale wiedząc, że ostatnia z nich kosztowała życie tysiąca Izraelczyków.
To właśnie na lokalnych społecznościach żydowskich, w tym w Nowym Jorku, „wyładowuje się nastroje antyizraelskie” – ostrzegł w grudniu Amerykański Komitet Żydowski (AJC):
„Przemoc zaczyna się od normalizacji retoryki nienawiści. Gdy Izrael jest demonizowany – czy to poprzez oburzające zarzuty o »ludobójstwo«, czy hasła typu »Globalize the Intifada«, będące jedynie cienką zasłoną dla wezwań do przemocy – słowa te nie pozostają abstrakcją; one do tej przemocy podżegają”.
Odmawiając potępienia tej nienawistnej retoryki, Mamdani pozwolił jej „wejść do dyskursu politycznego naszego miasta – a tym samym pogłębił poczucie zagrożenia nowojorskiej społeczności żydowskiej”.
Ostrzeżenie to nie było bezpodstawne; kilka dni wcześniej doszło do demonstracji przed synagogą. Stała się ona celem protestu, ponieważ organizowano w niej spotkanie informacyjne dla nowojorskich Żydów rozważających aliję, czyli emigrację do Izraela. W oczach demonstrantów było to zaplanowane „zagarnianie ziemi”. „Musimy ich nastraszyć” – wzywał tłum, według doniesień prasowych, jeden z liderów protestu. „Naszym obowiązkiem jest sprawić, by zastanowili się dwa razy, zanim znowu zorganizują takie wydarzenie”. Mamdani stanął po stronie demonstrantów i obarczył winą oblężonych Żydów.
Weto Mamdaniego
Prymitywny światopogląd ludzi demonstrujących przed synagogą przypomina mentalność sprawców z niemieckiej skrajnie lewicowej organizacji terrorystycznej RAF. W grudniu 1991 roku w Budapeszcie dokonali oni zamachu bombowego na autobus wiozący 29 żydowskich emigrantów ze Związku Radzieckiego oraz dwie towarzyszące im osoby. Ponieważ 25-kilogramowa bomba samochodowa wybuchła przedwcześnie, rannych zostało jedynie sześć osób, w tym czterech pasażerów i dwóch policjantów. Celem było jednak zabicie jak największej liczby Żydów znajdujących się w pojeździe.
Tego rodzaju terroryzm nie występuje obecnie w Nowym Jorku – na razie kończy się na groźbach. Taktyka ta polega na „sianiu strachu”. Jak się okazuje, akcja z listopada ubiegłego roku była dopiero początkiem serii działań zastraszających przed żydowskimi świątyniami i w tamtejszych dzielnicach. O „protestach przed synagogami” pisze lewicowo-liberalny magazyn żydowski The Forward:
„W poniedziałek wieczorem propalestyńscy demonstranci przemaszerowali przez ortodoksyjną dzielnicę Midwood na Brooklynie. Skandowali hasła – w tym wezwania do »rewolucji intifady« – podczas wiecu przed synagogą, w której odbywało się spotkanie promujące sprzedaż nieruchomości w Izraelu i na terytoriach osadniczych na Zachodnim Brzegu. Protest przyciągnął również tłum proizraelskich kontrdemonstrantów – w wielu przypadkach nastolatków – w wyniku czego policja musiała interweniować, aby rozdzielić obie grupy. NYPD poinformowała o czterech zatrzymaniach, w tym dwóch żydowskich nastolatków”.
Do zorganizowania protestów przyznała się grupa o nazwie „Palestinian Assembly for Liberation in Al-Awda”, której członkowie nieśli przed sobą transparent. Na nagraniach z telefonów komórkowych widać, jak maszerują oni przez tradycyjnie ortodoksyjną dzielnicę Brooklynu, skandując hasła. „Syjonizm upadnie” – krzyczeli. Inni trzymali transparenty z napisami: „Zlikwidować Izrael” oraz „Nie ma pokoju na skradzionej ziemi”.
Na słowach się jednak nie skończyło. Jedna z demonstrantek zaatakowała żydowską dziewczynkę, która próbowała przedostać się przez pochód, by dotrzeć do domu. Na wideo widać, jak kobieta – w maseczce FFP2 i z czerwoną kefiją na ramionach – zachodzi dziewczynkę od tyłu, chwyta ją za włosy i gwałtownie szarpie. Gdy grupa młodzieży zaczęła protestować przeciwko tej napaści, drogę zagrodzili im zamaskowani demonstranci. Ustawili się przed nastolatkami w agresywnej pozie, „najwyraźniej chcąc sprowokować reakcję i grożąc dalszą przemocą” – relacjonuje żydowski magazyn Algemeiner. Co najmniej trzech demonstrantów zatrzymano po tym, jak zaatakowali kontrdemonstrantów.
Sianie strachu i przerażenia w dzielnicach żydowskich
Ponadto część antyizraelskich demonstrantów niosła flagi i transparenty wyrażające poparcie dla Hamasu i Hezbollahu – organizacji uznanych przez Departament Stanu USA za grupy terrorystyczne. Gazeta Daily Mail doniosła, że jeden z demonstrantów próbował oślepić chłopca wskaźnikiem laserowym. Proizraelscy kontrdemonstranci reagowali okrzykami poparcia dla Sił Obronnych Izraela (IDF). Jeden z uczestników kontrmanifestacji został zatrzymany pod zarzutem rzucania w demonstrantów jajkami.
Na innym filmie widać mężczyzn uczestniczących w protestach, którzy zbierają się przed synagogą, by odmówić islamską modlitwę, podczas gdy stojąca obok kobieta krzyczy „Allahu Akbar”. Kolejne nagranie pokazuje zamaskowane osoby próbujące sforsować barierki, które policja ustawiła w celu ochrony synagogi Park East. Istniały plany utworzenia specjalnych stref ochronnych wokół żydowskich szkół i przedszkoli, w których obowiązywałby zakaz demonstracji. Burmistrz Mamdani zablokował jednak ten projekt w kwietniu, korzystając z prawa weta.
W tym miesiącu w Nowym Jorku nastąpiła kumulacja dwóch niepokojących trendów. Pierwszym z nich jest uznanie przez wrogów Izraela „syjonistycznych synagog” za cele ataków. Wzywała do tego już w listopadzie 2021 roku Zahra Billoo, dyrektorka Rady ds. Stosunków Amerykańsko-Islamskich w rejonie Zatoki San Francisco (CAIR-SFBA) i była członkini zarządu Women’s March on Washington: „Kiedy mówimy o islamofobii, często myślimy o zagorzałych faszystach… ale chciałabym, abyśmy zwrócili uwagę także na tych uprzejmych syjonistów, którzy mówią: po prostu przełammy się chlebem”.
Drugim trendem jest sianie strachu i terroru w dzielnicach zamieszkłych przez społeczność żydowską. Przypomina to powtarzające się akty antysemickiego wandalizmu w Melbourne czy Sydney, albo sytuację z Londynu z maja 2021 roku. Wówczas z palestyńskiego konwoju samochodowego przez głośniki wykrzykiwano wulgarne wezwania do „gwałcenia żydowskich matek i córek” – co okazało się słowną zapowiedzią wydarzeń z 7 października.
Mamdani „oddaje hołd” Żydom, ale ich nie chroni
Co w tej sytuacji robi burmistrz? Na początku maja Mamdani złożył oficjalną wizytę w Żydowskim Muzeum Dziecięcym (Jewish Children’s Museum) w dzielnicy Crown Heights. Opublikował również wpis upamiętniający Devorah Halberstam – matkę Ariego Halberstama, żydowskiego chłopca zamordowanego w 1994 roku w antysemickim zamachu na moście Brooklińskim. Kobieta ta od dziesięcioleci walczy o bezpieczeństwo nowojorskich Żydów. „W tym Miesiącu Dziedzictwa Żydowsko-Amerykańskiego” – napisał Mamdani – „oddajemy hołd bogatej kulturze i historii, którą nowojorscy Żydzi każdego dnia wnoszą do naszego miasta”.
Zaledwie kilka dni później, 5 maja, przedszkole przy synagodze Park East musiało zostać zamknięte wcześniej ze względów bezpieczeństwa. Rodzice przyprowadzający dzieci byli zmuszeni przechodzić obok zamaskowanego tłumu zwolenników Hamasu, który skandował hasła o „rewolucji intifady”. Stało się tak dlatego, że około tydzień wcześniej, 24 kwietnia, Mamdani zawetował projekt ustawy miejskiej Int. 175-B – projekt, który zapewniłby szkołom żydowskim dokładnie taki rodzaj ochrony, o jaki Halberstam zabiegała przez całe życie. „Żydzi mają na to odpowiednie słowo” – skomentowała Adela Cojab Moadeb na łamach Washington Examiner – „to chucpa”.
„Ile nienawiści i przemocy jesteśmy w stanie tolerować w tym mieście?” – pyta Yael Bar Tur na blogu City Journal. „Gdyby grupa białych mężczyzn zaatakowała policjantów przed latynoskim kościołem, krzycząc »Wracajcie do Meksyku!« i machając flagami Ku Klux Klanu – czy twierdzilibyśmy, że to tylko protest przeciwko łagodnej polityki granicznej? Nie: powiedzielibyśmy im, żeby się wynosili z naszego miasta”.
Antysemityzm w Nowym Jorku pod rządami Mamdaniego staje się coraz bardziej agresywny
Kategorie: Uncategorized

