Joshua Hoffman

Nie każdy, kto jest pochodzenia żydowskiego, jest Żydem. Najważniejszym pytaniem w życiu żydowskim nie jest to, czy judaizm potwierdza każde z naszych przekonań, ale czy akceptujemy obowiązki, które wiążą się z jego dziedziczeniem.
Jednym z największych nieporozumień we współczesnym życiu żydowskim jest przekonanie, że judaizm to coś, co możemy dowolnie przekształcać zgodnie z osobistymi preferencjami. Doszliśmy do punktu, w którym wiele osób uważa, że bycie Żydem oznacza niewiele więcej niż posiadanie żydowskich rodziców lub dziadków, jedzenie tradycyjnych potraw, świętowanie od czasu do czasu oraz posługiwanie się kilkoma słowami w języku hebrajskim.
Judaizm jednak nigdy tak nie funkcjonował.
Przez tysiące lat bycie Żydem oznaczało przynależność do narodu, cywilizacji, przymierza i historii – do zestawu obowiązków większych niż sam człowiek. Oznaczało przyjęcie dziedzictwa, a następnie dbanie o jego ciągłość. Dzisiaj wielu oczekuje czegoś przeciwnego: chcą, aby to judaizm dostosował się do nich. Oczekują, że żydowska tożsamość bezwarunkowo usankcjonuje ich poglądy polityczne, światopogląd, intuicję moralną i osobiste wybory życiowe. Jeśli judaizm się z nimi nie zgadza, uważają, że to on powinien się zmienić.
Tymczasem bycie Żydem wymaga wyznawania judaizmu. Judaizm nie „wyznaje” żadnego z nas. Może to brzmieć oczywisto, ale znaczna część współczesnej społeczności żydowskiej funkcjonuje w oparciu o zupełnie odwrotne założenie. Chrześcijanin, który odrzuca dogmaty chrześcijaństwa, nie praktykuje swojej religii. Muzułmanin, który odrzuca fundamentalne filary islamu, nie praktykuje islamu. Nikt nie oczekiwałby od starożytnej cywilizacji, że będzie definiować się na nowo za każdym razem, gdy ktoś się z nią nie zgodzi. Mimo to wielu twierdzi, że może odrzucać najbardziej fundamentalne zasady judaizmu, jednocześnie roszcząc sobie pełne prawo do żydowskiej tożsamości. W pewnym momencie tej sprzeczności nie da się już zignorować.
Przymierze kontra indywidualizm
Problem zaczyna się od tego, jak rozumiemy samą tożsamość. Współczesny człowiek coraz częściej traktuje żydowskość jako cechę osobowości – coś w rodzaju bycia artystycznym, wysportowanym, introwertycznym, postępowym, konserwatywnym czy bycia Kanadyjczykiem.
Judaizm nigdy nie postrzegał siebie w ten sposób. Nie jest cechą osobowości – jest przymierzem. A przymierze nakłada obowiązki, wymaga lojalności, poświęcenia i ciągłości. Cecha osobowości nie wymaga niczego.
To rozróżnienie ma kluczowe znaczenie. Gdy tożsamość żydowska zostaje oddzielona od obowiązków, staje się wyłącznie kwestią pochodzenia, historią rodziny, estetyką kulturową i mglistą ciekawostką z przeszłości. Innymi słowy: staje się czymś jedynie odziedziczonym, ale już nieprzeżywanym.
Nikt, kto dziedziczy firmę, nie rości sobie prawa do natychmiastowego przepisania jej zasad założycielskich. Nikt, kto staje się obywatelem danego kraju, nie twierdzi, że jego historia zaczęła się w dniu jego przybycia. Nikt nie wchodzi do nowej rodziny z żądaniem, by całkowicie dostosowała się do jego upodobań. Jednak niektórzy współcześni Żydzi wierzą, że mogą przejąć 3000 lat żydowskiej cywilizacji i zdefiniować ją na nowo według własnych gustów. Założenie stojące za takim myśleniem jest proste: jednostka jest suwerenna, a tradycja ma wartość tylko o tyle, o ile tę jednostkę dowartościowuje.
Judaizm zawsze nauczał czegoś przeciwnego. Ludzkie „ja” nie jest najwyższą władzą – jest nią przymierze. Nie oznacza to, że Żydom nie wolno zadawać pytań. Wręcz przeciwnie: judaizm ma jedną z najstarszych na świecie tradycji sporu i sprzeciwu. Abraham kwestionował. Mojżesz kwestionował. Prorocy, rabini – wszyscy zadawali pytania. Talmud to w zasadzie wielka encyklopedia argumentów i debat.
Istnieje jednak zasadnicza różnica między zmaganiem się z tradycją a jej odrzuceniem. Zmaganie zakłada, że tradycja ma autorytet. Odrzucenie uznaje za jedyny autorytet własne „ja”. To pierwsze to judaizm. To drugie to indywidualizm przebrany w żydowskie szaty.
Izrael to nie kwestia wyboru
Weźmy na przykład koncepcję Izraela. Ziemia Izraela nie jest współczesnym wynalazkiem politycznym, projektem kolonialnym ani opcjonalnym elementem żydowskiej tożsamości. Izrael to rdzenna ojczyzna narodu żydowskiego. To tam toczy się akcja przeważającej części Biblii Hebrajskiej. Tam rządzili żydowscy królowi, nauczali prorocy, stały Świątynie i tam narodziła się ta cywilizacja. Żydowski związek z tą ziemią nie wynika ze współczesnej polityki – to jeden z najgłębszych faktów historycznych.
Co więcej, Izrael to nie tylko abstrakcyjna ojczyzna. Jeśli jesteś Żydem, to jest to twój dom – nie symbolicznie, ale głęboko osobiście. Siły Obronne Izraela (IDF) to twoja armia, a nie po prostu wojsko obcego państwa. Wzgórza, doliny, miasta i kamienie tej ziemi są wplecione w historię twojego narodu, a więc i w twoją własną. Twoi przodkowie modlili się, zwracając się w jej stronę, wokół niej kręcą się twoje święta, tam narodził się twój język i tam rozwijała się twoja historia.
Niezależnie od tego, czy mieszkasz w Tel Awiwie, Toronto, Los Angeles, Paryżu czy Melbourne, Izrael nie jest dziedzictwem kogoś innego. Jest twój. Żyd może zdecydować, że nie chce tam mieszkać – tak jak można żyć z dala od domu rodzinnego – ale to nie sprawia, że Izrael przestaje być jego ojczyzną.
Naturalnie, Żyd ma prawo krytykować politykę Izraela. Żydzi robią to nieprzerwanie od momentu powstania nowoczesnego państwa w 1948 roku. Można nie zgadzać się z konkretnym rządem – sami Izraelczycy robią to codziennie. Jeśli jednak ktoś uważa, że żydowska suwerenność w ich własnej ojczyźnie jest z natury nielegalna, albo że prawo Izraela do istnienia zależy od aprobaty innych, odrzuca fundament bycia częścią tego narodu. Podobnie, jeśli czyjeś poparcie dla Izraela zależy wyłącznie od tego, czy u władzy jest akurat jego ulubiona partia, to przedmiotem tego poparcia nie jest Izrael, lecz jedynie tymczasowy układ polityczny. Żydowskie prawa do tej ziemi nie zaczęły się od tego czy innego premiera, rządu czy wyniku wyborów. Zaczęły się tysiące lat przed nimi.
Spadkobiercy czy konsumenci?
Ta sama zasada dotyczy całej żydowskiej cywilizacji. Wyobraź sobie kogoś, kto twierdzi, że kocha francuską kulturę, ale jest całkowicie obojętny na język francuski. Albo kogoś, komu rzekomo zależy na Chinach, lecz lekceważy chińską historię. Albo osobę, która deklaruje, że ceni Włochy, ale odmawia dowiedzenia się czegokolwiek o Rzymie i włoskich tradycjach.
Takie deklaracje brzmią pusto. Mimo to niektórzy Żydzi z dumą obnoszą się ze swoją tożsamością, wykazując jednocześnie zerowe zainteresowanie historią Żydów, nauką, językiem hebrajskim czy przyszłością własnej społeczności. Hebrajski niósł tę cywilizację przez tysiąclecia. Teksty zachowały zbiorową pamięć, rytuały uchroniły tożsamość, a wspólnoty zabezpieczyły ciągłość pokoleń. Odcięcie się od tego wszystkiego przy jednoczesnym deklarowaniu silnej tożsamości jest rażącą sprzecznością.
Bycie Żydem nie polega na wybiórczym wyciąganiu z judaizmu tego, co wygodne, i odrzucaniu wszystkiego, co wymaga poświęcenia, lojalności czy odpowiedzialności. Judaizm nie jest produktem konsumpcyjnym, „szwedzkim stołem” ani modnym dodatkiem do stylu życia. Jest cywilizacją, która przetrwała tylko dlatego, że kolejne pokolenia stawały się strażnikami czegoś większego od nich samych.
Każda kultura staje w końcu przed pytaniem: czy następne pokolenie przejmie dziedzictwo w całości, czy zadowoli się jedynie jego luźnymi fragmentami?
Największym zagrożeniem dla przetrwania Żydów nigdy nie były wewnętrzne spory – ten naród nie był zgodny niemal w żadnej kwestii. Prawdziwym zagrożeniem stało się stopniowe zastępowanie obowiązków przez własne zachcianki. Kiedy tożsamość staje się wyłącznie kwestią własnego „widzimisię”, zaczyna się rozpadać. Gdy każda granica podlega negocjacji, na końcu nie zostaje nic.
Zamiast komfortu, najważniejsze pytania brzmią: kim jesteśmy? Czy postrzegamy siebie jako spadkobierców, czy jako konsumentów? Konsumenci biorą to, co im pasuje, a resztę porzucają. Spadkobiercy wiedzą, że otrzymali coś bezcennego i biorą na siebie pełną odpowiedzialność za przekazanie tego dalej.
Judaizm przetrwał ponad trzy tysiąclecia, ponieważ Żydzi byli spadkobiercami. W momencie, gdy stajemy się jedynie konsumentami tożsamości, przestajemy judaizm chronić – zaczynamy go zastępować. A kiedy nie ma już czego dziedziczyć, pozostaje niewiele z tego, co w ogóle można nazwać żydowskim.
Tradycja to nie kwestia wyboru
Kategorie: Uncategorized

