Uncategorized

Antysemityzm ma niezwykłą moc integrującą

Żydzi

Thomas Schmid

O książce austriackiego pisarza Richarda Schubertha

140 rezolucji ONZ krytykujących Izrael stoi w kontraście do 68 potępień skierowanych łącznie wobec wszystkich innych państw. Skąd bierze się maniakalna fiksacja ONZ na punkcie państwa żydowskiego? Ważne odpowiedzi przynosi nowa książka.

Bycie lewicowym już dawno przestało być modne, czy na topie. Słusznie. Przez lata zbyt wielu lewicowców wierzyło w skostniały socjalizm, nie uznawało państwa prawa za osiągnięcie i przymykało oko na zbrodnie popełniane w imię wielkiej idei. A jednak są na lewicy postacie, które także dziś mają coś ważnego do powiedzenia. Do nich należy pochodzący z Austrii Richard Schuberth.

Na swoim koncie ma wiersze, powieści, scenariusze, dramaty i eseje. Był kabareciarzem, krytykiem muzycznym, organizował festiwal muzyczny. Jest też autorem obszernej, znakomicie napisanej historii greckiej walki o niepodległość w XIX w. („Ostatnia podróż lorda Byrona”, nie ukazała się na razie po polsku), w której konsekwentnie unika idealizowania narodowych zrywów. Schuberth to także pasjonat, który komentuje współczesność w duchu od Karla Krausa po Wolfganga Pohrta, czasem z upodobaniem do kąśliwej przesady. Szczególnie mocno piętnuje budzący oburzenie, choć niestety nie zaskakujący antysemityzm własnego środowiska — lewicy

Przemawiają także liczby: od 2015 do 2022 r. Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło 140 rezolucji krytykujących lub potępiających Izrael. Dla porównania, wobec wszystkich pozostałych państw wydano łącznie 68 potępień. Skąd ta maniakalna fiksacja na punkcie państwa żydowskiego oraz niewytłumaczalny antysemityzm bez cienia wyrzutów sumienia?

Tak jak wielu przed nim, Richard Schuberth także nie potrafi rozwiązać tej odwiecznej zagadki. Potrafi jednak wyjaśnić, dlaczego Żydzi niemal wszędzie na świecie nie są postrzegani jak zwykli współcześni, tacy jak wszyscy inni. Od zawsze zdaje się obowiązywać jedna zasada: cokolwiek zrobią Żydzi, zostanie to obrócone przeciwko nim. Gdy zmuszano ich do zajmowania się pieniędzmi, stali się symbolem chciwości. Skazani na getto uchodzili za zamkniętych. Gdy osiągnęli sukces w burżuazji, zarzucano im indywidualizm rujnujący wspólnotę. Samo powstanie państwa Izrael zostało im, jak pisze Schuberth w epilogu swojej wydanej w Niemczech książki, poczytane za zdradę „fascynującej bezkorzenności nowoczesności, za którą wcześniej ich prześladowano”.

Schuberth dostrzega u podstaw antysemityzmu potrzebę odgrodzenia się od Żydów, wykorzystywaną do budowania własnej tożsamości. Instynktowna niechęć dotyka nawet tych Żydów, których dzięki asymilacji nie da się już rozpoznać. Antysemityzm pochodzi więc z wnętrza samych antysemitów — z poczucia własnej niższości. Potrafi być również niewidzialny, co rzuca ponure światło na powojenną historię Niemiec i po części także Austrii.

Nowy ton krytyki Izraela

Na przykładach Schuberth pokazuje, jak łatwo antysemityzm może ponownie wyjść na światło dzienne. Szczególnie podatni są na to nawet zadeklarowani filosemici. Wygląda to tak, jakby Niemcy od dekad tylko czekali, aż Izrael pokaże inne oblicze niż to socjalistycznych kibucników czy ortodoksyjnych Żydów studiujących Torę, by zdystansować się i wrócić do dawnych podejrzeń.

Schuberth ujmuje nowy ton krytyki Izraela w Niemczech następująco: — Byliśmy wilkami, a potem staliśmy się barankami. Zarżnęliśmy was jak baranki, przepraszaliśmy i dziś możemy z dumą pokazywać dyplomy naszej rehabilitacji. Wy zaś byliście barankami, a staliście się wilkami. Jako wasi dawni oprawcy mamy szczególną odpowiedzialność pedagogiczną.

Schuberth często sięga po takie dosadne sformułowania, które mają być kąśliwe, lecz czasem przekraczają granicę i zbliżają się do tonu tych, których krytykuje.

W 39 osobnych esejach książki Schuberth syntetyzuje liczne próby wyjaśnienia antysemityzmu. Wspomina choćby błyskotliwe „Rozważania o kwestii żydowskiej” Sartre’a z 1944 r., w których nie widać jeszcze przyszłego wielbiciela stalinizmu. Sam temat nie jest nowy, ale Schuberth podsumowuje go w sposób odkrywczy. Nowatorska i idąca dalej niż wcześniejsze teksty jest jego analiza lewicowego antysemityzmu, który po masakrze Hamasu z 7 października 2023 r. eksplodował z niespotykaną siłą. Ofiary stawia w roli sprawców, a sprawców — w roli ofiar. Tu autor lewicowy, mimo całej krytyki polityki Izraela, z pasją opowiada się po stronie państwa żydowskiego.

Izraelowi nie wybacza się, że nie chce być ofiarą

Jak to możliwe, że ten zdradziecki wobec uniwersalizmu — obecnego również przy narodzinach lewicy — sposób myślenia zdobył taką popularność? Schuberth zbiera rozproszone elementy odpowiedzi.

Po pierwsze: Żydzi nie pasowali do lewicowych narracji postępu; nie byli podmiotem, któremu można przypisać historyczną misję. Przez to nie byli ważni. To, że byli zabijani przez nazistów tylko za to, kim byli, czyniło ich dla lewicowych marzycieli o przyszłości nieciekawymi. Liczyła się ofiara komunistów, bezsensowna śmierć Żydów w Holokauście — nie.

Nowa lewica także szybko popadła z Żydami w konflikt. Lewicowy internacjonalizm z zachwytem, acz zupełnie naiwnie, spoglądał na ruchy niepodległościowe Trzeciego Świata. Kiedy jednak ich blask (od Wietnamu po Nikaraguę) przygasł, pozostała tylko sprawa palestyńska. Tym samym wrogość wobec Izraela była przesądzona. Bo to państwo nie chciało być częścią Trzeciego Świata, lecz deklarowało przynależność do Zachodu. W rezultacie to właśnie przednowoczesne organizacje zbrojne, rzekomo działające w imieniu Palestyńczyków, stały się idolami antykapitalistycznej lewicy Zachodu. Każdy akt przemocy był im wybaczany, a często wręcz usprawiedliwiany. Dawne sympatie wobec Izraela wygasły.

Nikt nie zwracał uwagi na to, że palestyńska tożsamość jest czysto negatywna, że nie zawiera zarodka żadnej lepszej przyszłości. Antyizraelscy aktywiści chcą Palestyny przednowoczesnej, bo w swoim reakcyjnym romantyzmie uważają ją za „autentyczną”. Dobrodziejstw zachodniego świata wcale im nie życzą. „Szczęśliwi, zadowoleni Palestyńczycy z klasy średniej, z robotami koszącymi trawę i wywiadówkami w szkole, jakoś im nie pasują do tego obrazu” — pisze Schuberth. Ta „solidarność z Palestyńczykami” nie ma nic wspólnego z empatią. Jest egocentryczna, bezduszna i w gruncie rzeczy rasistowska. A także nihilistyczna.

Trudno zrozumieć, że ludzie, których oburza najmniejsza dyskryminacja, w Hamasie widzą siłę postępu. Schuberth tłumaczy to tak: Antykapitalista i antykomunistka, queer-feministka i islamista, biali suprematyści i kolorowi antyrasiści — wszyscy ci różni ludzie w swoim antysemityzmie stawiają to, co wspólne, ponad to, co ich dzieli. To dlatego amerykańska filozofka Judith Butler patrzy z empatią na bandę morderców z Hamasu. „Antysemityzm — pisze Schuberth — ma niezwykłą, wręcz pojednawczą moc integrującą.”

U Schubertha czuć święty gniew na lewicowe manowce. Zalicza do nich m.in. estetyzację przemocy i zła, od Baudelaire’a po Geneta. Za wzniosłymi fasadami nowoczesnej kultury może kryć się prymitywna twarz barbarzyństwa. A kiedy widzi się, że z sympatycznego, rozumnego lewicowca w jednej chwili może narodzić się niekontrolowany aktywista, który nie zdaje sobie sprawy z własnego nowo odkrytego lub odnowionego antysemityzmu — można poczuć się jak w horrorze, gdzie ludzie nie różnią się od kosmitów

Złość wielokrotnie sprowadza Schubertha na manowce. Jest świetnie zorientowany w zawiłościach marksistowskiej filozofii i biegły w językowych trikach. Czasem przypomina krytycznych krytyków sprzed pół wieku, którzy z własnego biurka czynili trybunał świata. Zdarza mu się również przyjąć ostentacyjnie szorstki ton i zniżać się do poziomu swoich przeciwników. Pisze: „Kiedy i w naszym kraju Żydzi nie okazali się aniołami, którymi, dzięki własnemu zagazowaniu, jakoby powinni byli się stać, uczyniono z nich symbole szatana”. To ton chłodny jak lód.

Mimo to książka Richarda Schubertha jest wstrząsającym, wręcz błagalnym apelem, by lewica odnalazła swoje jasne tradycje i nie odmawiała dłużej empatii państwu żydowskiemu. Zaskakuje przy tym, że — będąc niewzruszonym lewicowcem — niemal zupełnie nie docenia myślenia liberalnego.

Richard Schuberth: „Vom Antisemitismus, der keiner sein will”. Edition Tiamat, 312 stron

Antysemityzm ma niezwykłą moc integrującą

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.