Uncategorized

Czy Liban w końcu uwolni się od Hezbollahu?

Andrew Fox

Marco Rubio doprowadził do przełomu dyplomatycznego. Teraz przed nami trudne zadanie przekształcenia ram porozumienia w trwałe bezpieczeństwo.

Po raz pierwszy od 44 lat Izrael i Liban podpisały porozumienie ramowe. Rubio przedstawia je jako pierwszy krok w kierunku zakończenia konfliktu, przywrócenia suwerenności Libanu, likwidacji infrastruktury wojskowej Hezbollahu oraz stworzenia weryfikowalnej drogi do zapewnienia bezpieczeństwa na północnej granicy Izraela. Porozumienie zakłada wprowadzenie dwóch stref pilotażowych, do których wkroczą libańskie siły zbrojne w miarę wycofywania się wojsk izraelskich. Jednocześnie Siły Obronne Izraela (IDF) mają pozostać na terytorium Libanu tak długo, jak długo Hezbollah będzie stanowił zagrożenie.

Choć jest to znaczący krok naprzód, to właśnie teraz zaczyna się najtrudniejsza część. Porozumienie tworzy proces, a nie wynik – a kluczowe pytanie brzmi: czy ktokolwiek jest w stanie narzucić ten proces Hezbollahowi? Zgodnie z zapisami, wycofanie się Izraela jest powiązane z weryfikowalnym rozbrojeniem grup niepaństwowych oraz likwidacją ich infrastruktury. W Waszyngtonie brzmi to prosto. W Libanie zderza się to jednak bezpośrednio z polityczną i militarną rzeczywistością Hezbollahu.

Iran nie pozwoli Hezbollahowi po prostu zniknąć. Od dziesięcioleci organizacja ta stanowi integralną część regionalnej strategii Teheranu: jest atutem militarnym w planie zniszczenia Izraela, środkiem odstraszającym oraz kartą przetargową w szerszych negocjacjach. Hezbollah udowodnił swoją przydatność zarówno poprzez ataki na Izrael, jak i poprzez utrzymywanie politycznego powiązania Libanu z irańską osią konfrontacji. Z perspektywy Teheranu rozbrojenie tej grupy byłoby katastrofalną stratą strategiczną.

Hezbollah to jednak znacznie więcej niż tylko pozycja w irańskim budżecie. Grupa dysponuje własnymi źródłami finansowania, w tym przemytem, nielegalnym handlem i międzynarodowymi sieciami przestępczymi. Sama presja na Teheran nie doprowadzi do załamania zdolności operacyjnych organizacji, która przez lata budowała silne zabezpieczenia w zakresie finansowania, logistyki i kontroli społecznej.

Kluczowym sprawdzianem będzie zatem mechanizm stref pilotażowych. Wejście armii libańskiej do pierwszych dwóch obszarów mogłoby być użytecznym początkiem, zwłaszcza jeśli stworzy to precedens dla władzy państwowej w miejscach, gdzie Hezbollah od dawna ignoruje suwerenność Bejrutu. Problem polega na tym, że Hezbollah przewyższa Libańskie Siły Zbrojne (LAF) pod większością istotnych względów: siły ognia, możliwości finansowania, zdolności do wywierania przymusu oraz gotowości do zastraszania lokalnych przeciwników.

Sukces lub porażka porozumienia zależą od swobody operacyjnej. Jeśli Izrael przekaże obszary armii libańskiej, a ta nie będzie w stanie zapobiec ponownemu umocnieniu się Hezbollahu, czy Izrael nadal będzie mógł działać? Izraelscy urzędnicy już teraz zapowiadają, że IDF zachowają swobodę operacji w strefie bezpieczeństwa do czasu ustania zagrożenia. To częściowo odpowiada na obawy Izraela, ale sformułowania te są nieprecyzyjne, a oczekiwanie, że zagrożenie po prostu „zniknie”, może być zbyt optymistyczne. Co więcej, porozumienie przedstawiane jako przywrócenie suwerenności może w samym Libanie spotkać się z krytyką jako legitymizujące czasowo nieokreśloną obecność wojsk izraelskich.

Ryzyko libańskiej wojny domowej wykracza już poza ramy teoretyczne. Hezbollah odrzucił umowę – Naim Qassem określił ją jako „kapitulację” i zapowiedział kontynuację „zbrojnego oporu”. Doniesienia o izraelskim ataku dronów w południowym Libanie, na obszarze poza nowo wyznaczoną strefą, potwierdzają, że ogłoszenie porozumienia nie wstrzymało dynamiki konfliktu.

Podobne pytania dotyczą obszarów poza południem – na przykład Doliny Bekaa i korytarzy logistycznych. Czy Izrael będzie nadal mógł atakować tam przepływ broni i ośrodki dowodzenia? Ramy regulujące kwestię granicy, pozostawiające jednocześnie „tyły” Hezbollahu nienaruszone, mogą zmniejszyć napięcia, ale nie zmienią równowagi sił w Libanie.

Istotny jest także punkt widzenia mieszkańców północy Izraela. Jeśli społeczności z Kiryat Shmona, Metuli czy Manary nadal będą wierzyć, że Hezbollah może odbudować posterunki czy przywrócić zdolność rakietową, wysiedleni mieszkańcy nie wrócą do domów tylko dlatego, że istnieje „porozumienie”. Powrócą dopiero wtedy, gdy sytuacja na miejscu ulegnie trwałej i widocznej zmianie.

Strona libańska stoi przed równie trudnym wyzwaniem. Władza Hezbollahu w społecznościach szyickich opiera się na patronacie, pomocy społecznej i głębokim rozczarowaniu państwem libańskim. Jeśli Liban chce zastąpić porządek Hezbollahu autorytetem państwowym, musi zaoferować obywatelom coś więcej niż punkty kontrolne. Musi zapewnić ochronę, usługi publiczne oraz alternatywę polityczną, która nie sprawi, że lokalne społeczności poczują się bezbronne.

Podsumowując: jest to postęp. Podpisanie porozumienia po 44 latach to nie byle co, a model strefy pilotażowej daje stronom konkretne pole do testów. Właściwym podejściem jest jednak ostrożny sceptycyzm. Sukces porozumienia zależy od jego egzekwowania, weryfikacji, swobody działania Izraela, zdolności armii libańskiej do przejęcia kontroli, reakcji Hezbollahu oraz gotowości Iranu do pogodzenia się ze stratą strategiczną. To dobry pierwszy krok, ale jeszcze nie ostateczne porozumienie.

Czy Liban w końcu uwolni się od Hezbollahu?

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

  1. Jes jeden blad w tym rozumowaiu, ze Liban ma zapewnic szyitom, itp, itd.. Budowanie panstwa i podobne mrzonki.
    Szyici byli drobna mniejszoscia w panstwie stworzonym prez Francje dla Maronitow. Teraz sa szybko rosnaca wiekszoscia i za nic sie nie wyrzekna swego decydujacego wplywu na na kraj.
    Zamiast mrzonek o ”zapewnieniu im” trzeba sie zapytac Rosjan jak zapewnili ze ich dyplomatow i obywateli nie ruszano, jako jedynych, w czasie wojny domowej tam. Nie bombardowaniami, a wycieciem … zlapanym hersztom z Bekaa Valley.
    Nedznik Yossi Beilin natomiast zwolnil z wieziena izraelskiego wlasnie takiego herszta, ktory obwozil po wioskach Rona Arada i torturowal go publicznie jako widowisko dla Wiernych.
    No i nigdy nie znaleziono tego biednego lotnika IAF, a Yossi Beilin ciagle zyje i ma sie dobrze.Tak jak ten herszt.

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.