
Autor: Stefan Frank
Zarówno rząd, jak i opozycja we Francji pracują nad projektami ustaw mającymi na celu przeciwdziałanie wpływom islamistycznym, co obejmuje m.in. zamrażanie majątków. Francuscy prawnicy obawiają się jednak, że nowe instrumenty prawne mogą zostać nadużyte jako narzędzie arbitralnego przymusu wobec krytyków władzy. Czy podobny scenariusz grozi również Niemcom?
Francuski Senat przyjął projekt ustawy autorstwa Bruno Retailleau z opozycyjnej partii Republikanie (LR), mający na celu zwalczanie tzw. „islamistycznej infiltracji” (fr. entrisme). Projekt przeszedł 5 maja 2026 roku stosunkiem głosów 208 do 124 i trafi teraz do dalszego rozpatrzenia w Zgromadzeniu Narodowym.
Tłem dla tych działań jest opublikowany w maju ubiegłego roku raport zlecony przez rząd. Ostrzegano w nim, że Bractwo Muzułmańskie wywiera długofalowy wpływ na społeczeństwo francuskie poprzez szkoły, stowarzyszenia, meczety i struktury samorządowe. Celem organizacji ma być wpływanie na legislację na szczeblu lokalnym i krajowym, zwłaszcza w odniesieniu do sekularyzmu oraz równości płci. Według autorów raportu stanowi to bezpośrednie zagrożenie dla „spójności narodowej”. W odpowiedzi na te doniesienia prezydent Emmanuel Macron wezwał do podjęcia zdecydowanych kroków przeciwko „politycznemu islamizmowi”.
Walka o władzę
Francja zamknęła lub rozwiązała już część organizacji, którym zarzucano powiązania z Bractwem Muzułmańskim lub prowadzenie działalności islamistycznej. Działania te dotknęły m.in. niektóre stowarzyszenia meczetowe, szkoły oraz ośrodki kształcenia imamów.
Obecny projekt ustawy przewiduje jednak znaczne rozszerzenie uprawnień państwa. Planowane jest wprowadzenie nowego typu przestępstwa – „ataku na podstawowe zasady republiki”. Ponadto uproszczone ma zostać rozwiązywanie stowarzyszeń, zamrażanie ich aktywów oraz blokowanie projektów budowy obiektów religijnych. Państwo ma zyskać także większą kontrolę nad placówkami wyznaniowymi i edukacyjnymi.
Warto przypomnieć, że już w 2021 roku francuski parlament uchwalił ustawę mającą wzmocnić „poszanowanie zasad republiki”. Była to reakcja na przenikanie do społeczeństwa sieci salafickich (często finansowanych z zagranicy), choć w samym dokumencie nie wymieniono ich wprost z nazwy. Tamte przepisy wprowadziły m.in.:
- Ściślejszy nadzór nad zagranicznym finansowaniem organizacji pozarządowych.
- Możliwość interwencji państwa w przypadku przejęcia stowarzyszeń przez radykałów.
- Wymóg respektowania wartości Republiki przez podmioty ubiegające się o dotacje państwowe.
- Sądowy zakaz wstępu do miejsc kultu dla osób skazanych za podżeganie do terroryzmu, nienawiści lub przemocy.
Obecny projekt idzie jednak o krok dalej: majątek będzie mógł zostać skonfiskowany, a konta bankowe zablokowane bez jakiegokolwiek wyroku sądowego.
Retailleau uzasadniał nowe przepisy koniecznością ochrony państwa przed „islamistycznymi wpływami politycznymi”. Mimo to debata wzbudziła ogromne kontrowersje. Partie lewicowe oraz organizacje praw człowieka zarzucają projektowi, że stosuje wobec muzułmanów odpowiedzialność zbiorową i drastycznie ogranicza swobody obywatelskie. Krytycy oceniają ruch Senatu jako czysto polityczny manifest w przededniu wyborów prezydenckich. Wytykano również, że projekt przed głosowaniem nie został zaopiniowany przez francuską Radę Stanu.
Równolegle rząd pod kierownictwem ministra spraw wewnętrznych Laurenta Nuñeza pracuje nad własną ustawą uderzającą w islamizm. Obserwatorzy widzą w tym klasyczną walkę o polityczny prymat pomiędzy konserwatywną opozycją a obozem rządzącym o to, kto zmonopolizuje temat bezpieczeństwa i integracji.
Projekt MSW także przewiduje zamrażanie aktywów (gel des avoirs). Zgodnie z ujawnionymi szczegółami mechanizm ten miałby mieć zastosowanie już nie tylko przy finansowaniu terroryzmu czy przestępczości zorganizowanej, ale również w przypadku tzw. „separatyzmu”. Nuñez wyjaśnił, że rząd chce w ten sposób uderzyć w podmioty, które z perspektywy państwa budują struktury wrogie republice. Co ciekawe, propozycja rządowa idzie pod pewnymi względami dalej niż projekt Senatu, ponieważ ma obejmować „wszelkie formy separatyzmu i infiltracji” – w tym wyraźnie ugrupowania skrajnie prawicowe.
Podczas gdy obie strony deklarują walkę z tym samym zagrożeniem, w tle trwa twarda kampania: Bruno Retailleau chce zbudować pozycję bezkompromisowego lidera prawicy przed wyborami prezydenckimi w 2027 roku, z kolei Nuñez robi wszystko, by opozycja nie przejęła całkowicie narracji wokół walki z islamizmem.
Apel prawników: „Zagrożenie dla praw podstawowych”
Radykalizm proponowanych rozwiązań budzi głęboki niepokój w środowisku prawniczym.
„Czy już jutro może dojść do sytuacji, w której samo wyrażenie zastrzeżeń wobec polityki migracyjnej, piętnowanie zagrożeń związanych z islamizmem lub po prostu krytyka działań rządu doprowadzi do zamrożenia wszystkich rachunków bankowych?” – pyta ponad pięćdziesięciu adwokatów, profesorów prawa oraz emerytowanych sędziów i prokuratorów we wspólnym apelu opublikowanym na łamach dziennika Le Figaro.
Wskazują oni, że ten „antydemokratyczny zwrot” może stać się niebezpieczną, choćby i niezamierzoną konsekwencją procedowanej ustawy. Prawnicy popierają samą ideę walki z islamistyczną infiltracją, ostrzegają jednak, że artykuł 6. projektu w obecnym kształcie pozwala na zamrażanie majątków zwykłych obywateli na podstawie niezwykle płynnych kryteriów (np. za „rozpowszechnianie idei, które mogą sprzyjać dyskryminacji”).
Narzędzie, które powinno być zarezerwowane do walki z paramilitarnymi milicjami godzącymi w fundamenty państwa, może w praktyce posłużyć do ekonomicznego zniszczenia dowolnej osoby lub organizacji aktywnej politycznie, która sprzeciwia się linii rządu – bez względu na to, czy chodzi o debatę o migracji, czy o ideologię gender. Niepokoi również fakt, że sam tekst ustawy nie wspomina wprost o islamizmie, co otwiera pole do skrajnie szerokiej interpretacji.
Głównym problemem jest to, że sankcja ta miałaby charakter decyzji administracyjnej, leżącej w wyłącznej gestii ministrów. Oznacza to możliwość jej całkowicie arbitralnego stosowania bez wyroku skazującego i kontroli niezawisłego sądu.
Prawnicy oceniają, że projekt wpisuje się w coraz bardziej nieliberalny klimat panujący we Francji, na który składają się m.in. pomysły weryfikacji tożsamości w mediach społecznościowych czy certyfikacji prasy. Podkreślają, że nawet radykalne lub niewygodne opinie powinno zwalczać się na drodze otwartej debaty i rywalizacji idei, a nie poprzez natychmiastową izolację ekonomiczną obywateli.
Jikeli: „Francja robi to, czego nie zrobiły Niemcy”
Czy da się skutecznie zablokować wpływy Bractwa Muzułmańskiego bez demolowania swobód obywatelskich? O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy dr. Günthera Jikeliego – historyka, socjologa i badacza antysemityzmu z Uniwersytetu Indiana.
Jikeli uważa generalny kierunek francuskich zmian za słuszny:
„Problem jest realny i znany od dziesięcioleci: organizacje islamistyczne systematycznie infiltrują szkoły, kluby sportowe i instytucje społeczne. Co gorsza, często robiły to za publiczne pieniądze, sprytnie pozycjonując się jako rzekomi »reprezentanci społeczności muzułmańskiej«. Świeccy muzułmanie, którzy odrzucają ten radykalizm, zostali bez żadnego wsparcia. To podwójna porażka zachodnich państw”.
Naukowiec podkreśla, że zaostrzenie nadzoru nad placówkami dla młodzieży jest mocno spóźnione, gdyż to właśnie tam najłatwiej dochodzi do indoktrynacji. Chwali również przepisy uniemożliwiające organizacjom ucieczkę przed francuskim prawem poprzez formalne przeniesienie działalności za granicę (np. do Belgii czy Wielkiej Brytanii).
W kwestii nowego przestępstwa „infiltracji” Jikeli zachowuje jednak zdrowy dystans:
„Nie krytykuję samego celu, ale niejasne sformułowania, które wprost zachęcają do nadużyć. Na szczęście poprawki wprowadzone na etapie prac komisji, które zastąpiły płynne definicje bezpośrednimi odniesieniami do artykułu 1. francuskiej konstytucji, wyglądają już znacznie lepiej i stanowią krok w dobrą stronę”.
W podsumowaniu Jikeli zauważa: „Francja robi w ten sposób, przynajmniej w pewnym stopniu, to, czego wiele krajów – w tym Niemcy – dotychczas nie odważyło się zrobić. Fakt, że ustawa stała się paliwem w bieżącej walce politycznej, nie zmienia kluczowego faktu: potrzeba zdecydowanych działań państwa jest po prostu bezdyskusyjna”.
Bat na radykalizm czy na opozycję?
Kategorie: Uncategorized

