
Autor: Bob Goldberg
W dzisiejszej „postępowej” wizji polityki zagranicznej agresja Iranu jest usprawiedliwiana kontekstem, izraelskie odstraszanie uznaje się za prowokację, a winę za wszystko zawsze przypisuje się państwu żydowskiemu.
Istnieje w Waszyngtonie szczególny rodzaj „geniuszu”, który patrząc na Bliski Wschód, widzi Iran siedzący na górze uranu niemal klasy wojskowej, wystrzeliwujący rakiety za pośrednictwem swoich sojuszników, ukrywający przed inspektorami prace nad bronią jądrową i wykrzykujący groźby śmierci – jakby to była noc karaoke w dniu apokalipsy – po czym stwierdza:
„Wiecie, o kogo naprawdę powinniśmy się martwić? O Izrael”.
Tak właśnie działa znaczna część obecnego zaplecza ekspertów ds. polityki zagranicznej Partii Demokratycznej. To sprzeczność tak doskonała, że przy niej określenie „doradcy Michaela Jacksona ds. opieki nad dziećmi” brzmi jak nazwa komisji ekspertów najwyższej klasy.
Trzydziestu Demokratów z Izby Reprezentantów, pod wodzą Joaquina Castro, wysłało do sekretarza stanu Marco Rubio list, w którym domagają się, by Stany Zjednoczone publicznie ujawniły szczegóły dotyczące potencjału jądrowego Izraela: liczbę głowic, rodzaje wyrzutni, dane o produkcji materiałów rozszczepialnych, sekrety Dimony, doktrynę, „czerwone linie” oraz progi użycia broni. Krótko mówiąc: wszystko.
Innymi słowy: podczas gdy Iran buduje tajne zakłady wzbogacania uranu, drastycznie przekracza potrzeby cywilne, zbroi i szkoli Hamas, Palestyński Dżihad Islamski, Hezbollah oraz Huti, zamieniając cały region w „rakietowe zoo” – wspomniani Demokraci chcą dekonspiracji środków odstraszania państwa żydowskiego.
Jeśli wasza polityka nieproliferacji wobec Iranu zaczyna się od słów „po pierwsze: prześwietlić Izrael”, to nie zajmujecie się kontrolą zbrojeń. Jesteście częścią czegoś, co należałoby nazwać „Kongresową Grupą Wsparcia Ajatollaha”.
Racjonalizacja agresji
Teoria zawarta w liście Castro nie grzeszy subtelnością. Sugeruje, że Iran i Arabia Saudyjska podejmują decyzje nuklearne w oparciu o „postrzegany potencjał” sąsiadów. Argumentuje, że milczenie USA w sprawie arsenału Izraela uniemożliwia spójną politykę nierozprzestrzeniania broni na Bliskim Wschodzie.
Autorzy listu powołują się nawet na zeznania Roberta Gatesa z 2006 roku, w których zauważył on, że Iran jest otoczony przez mocarstwa nuklearne: Pakistan, Rosję, Izrael oraz USA obecne w Zatoce Perskiej. Wniosek nie jest bynajmniej ukryty pod perskim dywanem: ambicje nuklearne Iranu mają być, przynajmniej częściowo, „racjonalną odpowiedzią” na istnienie Izraela.
W ten sposób przeszliśmy od stwierdzenia „Iran nie może posiadać broni jądrowej” do „To Izrael go do tego zmusił”. To nieproliferacja w stylu terapii małżeńskiej: „Wzbogaciłem uran do 60 procent tylko dlatego, że Izrael nie był gotowy emocjonalnie na rozmowę o Dimonie”.
Odstraszanie jako „prowokacja”
List kongresowy to jedynie polityczna wersja szerszego katechizmu Partii Demokratycznej. Według tej narracji Izrael zaatakował, zanim wyczerpano ścieżkę dyplomatyczną i „bez wiarygodnych dowodów”, że uderzenie było konieczne akurat w tamtym momencie. To ma tłumaczyć, dlaczego Iran – który według sygnatariuszy wcześniej nie stanowił zagrożenia – nagle się nim stał.
Ilan Goldenberg, weteran kręgów polityki zagranicznej Demokratów, sformułował to jeszcze dobitniej: po izraelskim ataku Iran „prawie na pewno” dojdzie do wniosku, że jego jedynym realnym środkiem odstraszania jest bomba atomowa. Zatem według tych ekspertów Iran nie dąży do broni jądrowej dlatego, że jest ekspansjonistyczną teokracją, która od 45 lat eksportuje rewolucję islamską i sponsoruje terroryzm. Nie – Iran dąży do bomby, ponieważ Izrael zbyt skutecznie się bronił. W optyce lewicy odstraszanie jest „prowokacyjne”, gdy stosują je Żydzi, a „zrozumiałe”, gdy robią to mułłowie.
Argumentacja ta składa się z trzech fałszywych kroków:
- Iran nie buduje obecnie bomby.
- Ataki Izraela i USA były zatem niepotrzebne i prowokacyjne.
- To właśnie te ataki mogą teraz skłonić Iran do zbudowania broni.
Rzeczywistość kontra złudzenia
W ich oczach Iran to najwyraźniej grupa pokojowo nastawionych kwakrów z wirówkami. Tymczasem MAEA poinformowała, że w czerwcu 2025 r. Iran posiadał już ponad 440 kg uranu wzbogaconego do 60% – co jest tylko małym krokiem technicznym od poziomu militarnego. Eksperci zaznaczają, że przejście z poziomu 60% do 90% (czyli materiału do budowy głowic) wymaga jedynie 1% całości prac separacyjnych, które Iran już wykonał.
Pomimo to amerykańscy postępowcy wolą zastanawiać się, czy „niejasne stanowisko Izraela” nie wpędza mułłów w kompleksy.
Polityka niejednoznaczności Izraela przez dekady skutecznie odstraszała wrogów. Izrael nie przeprowadzał testów jądrowych, nie handlował technologią z reżimami zbuntowanymi i nie stworzył „atomowego bazaru” na wzór pakistańskiej sieci A.Q. Khana. Izrael nigdy nie groził wymazaniem innego państwa z mapy.
Jednak w moralnej wyobraźni dzisiejszej Partii Demokratycznej powściągliwość Izraela staje się złowroga, ponieważ jest izraelska, a agresja Iranu staje się uzasadniona, ponieważ jest antyizraelska. Problemem ma być „tajemnica Izraela”, podczas gdy tajemnica Iranu to jedynie „wyzwanie negocjacyjne”. Izrael ma być przejrzysty; Iran ma być „zaangażowany w dialog”. Izrael dostaje embarga, Iran dostaje „kolejną rundę rozmów”.
Wiadomość dla Teheranu
Najniebezpieczniejszy jest sygnał, jaki płynie z Waszyngtonu do Teheranu: Wzbogacajcie dalej, groźcie, odbudowujcie arsenał. Amerykańska lewica w końcu wytłumaczy światu, że wasze ambicje to tylko reakcja na „izraelską arogancję”. A jeśli Izrael znów was uderzy – tym lepiej! Wtedy wasza bomba stanie się oficjalnie bronią „obronną”.
Gdybym był Najwyższym Przywódcą Iranu, marzyłbym, by ta właśnie frakcja kierowała polityką USA. Nie dlatego, że kochają Iran, ale dlatego, że dostarczają mu wszystkiego, czego potrzebuje: podziałów w Ameryce, presji na Izrael i słownictwa, w którym irańskie zbrojenia są zawsze winą kogoś innego.
Reżim w Teheranie doskonale rozumie Zachód. Wie, którzy politycy jako pierwsi oskarżą Izrael. Wie, które think-tanki przekują irańską eskalację w izraelską winę. Wie, która partia uzna, że potęgą nuklearną, o którą należy się martwić, jest ta, która nigdy bomby nie użyła ani nie sprzedała, a nie ta, której oficjalnym sloganem jest „Śmierć Ameryce!”.
Określenie „pożyteczni idioci” to w tym przypadku eufemizm. To amatorzy. Mamy tu do czynienia ze śmiertelnie niebezpieczną, popartą dyplomami głupotą – taką, która patrząc na ludobójczy reżim pędzący ku bombie, uznaje, że prawdziwym problemem jest kraj próbujący go powstrzymać.
Kategorie: Uncategorized

