Uncategorized

Kto ma przewagę w Iranie?

John Spencer

Jednym z najdziwniejszych nawyków współczesnej analizy wojskowej jest tempo, w jakim przetrwanie mylone jest ze zwycięstwem. Iran nie upadł z dnia na dzień. Reżim wciąż wygraża, wystrzeliwuje rakiety i drony oraz zalewa media społecznościowe deklaracjami o wyimaginowanej potędze. Opierając się na tej powierzchownej rzeczywistości, coraz liczniejsze grono komentatorów pospiesznie twierdzi, że Iran upokorzył Stany Zjednoczone, ujawnił słabość Izraela i przejął kontrolę nad drabiną eskalacyjną dzięki zdolności do zagrażania Cieśninie Ormuz. Znaczna część tych analiz myli jednak biologiczne trwanie reżimu z sukcesem strategicznym, ignorując niemal wszystkie mierzalne wskaźniki potęgi narodowej.

Wojny nie ocenia się jak debaty w telewizji kablowej. Ocenia się ją na podstawie potencjału militarnego, wytrzymałości gospodarczej, spójności politycznej, swobody działania oraz zdolności do utrzymania własnych sił przy jednoczesnym niszczeniu zasobów przeciwnika. Według tych standardów Iran jest dziś znacznie słabszy niż przed wybuchem wojny. Stany Zjednoczone i Izrael utrzymują przewagę, ponieważ fundamenty irańskiej potęgi zostały systematycznie podkopane w sposób, którego naprawa zajmie lata – o ile w ogóle będzie możliwa.

Skala strat militarnych jest ogromna. Znaczna część najwyższego dowództwa, które przez dziesięciolecia budowało regionalną sieć wpływów Iranu, nie żyje. Wyeliminowano wysokich rangą dowódców Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), przywódców sił rakietowych, funkcjonariuszy wywiadu, naukowców nuklearnych, planistów operacyjnych, a nawet samego Najwyższego Przywódcę. Mohammad Bagheri, Hossein Salami i inne kluczowe postaci stanowiące instytucjonalny kręgosłup strategii wojskowej odeszły. Cała struktura dowodzenia została zdruzgotana w początkowej fazie konfliktu, co zmusiło ocalałych do walki o zachowanie ciągłości działania pod nieustanną presją.

Zniszczenia wykraczają daleko poza straty personalne. Obiekty nuklearne, owoc dziesięcioleci inwestycji i ambicji, leżą w gruzach po serii ataków na zakłady wzbogacania uranu, podziemne kompleksy i centra badawcze. Niektórzy analitycy sugerują, że Iran może wznowić wzbogacanie uranu na skalę przemysłową w ciągu kilku miesięcy. To dowód niezrozumienia skali destrukcji. Produkcja zaawansowanych wirówek wymaga precyzyjnego oprzyrządowania, nienaruszonych łańcuchów dostaw i bezpiecznej infrastruktury. Znaczna część tego ekosystemu przestała istnieć.

Teheran wierzył niegdyś, że zdoła rozwinąć program jądrowy i rakietowy do punktu, w którym koszt ich powstrzymania stanie się dla mocarstw zewnętrznych politycznie nie do zaakceptowania. Reżim chciał stworzyć fakt dokonany – tarczę z rakiet i sojuszników, która powstrzymałaby interwencję. Wojna udowodniła jednak, że tarcza ta jest dziurawa, a konsekwencje przekroczenia czerwonych linii – znacznie surowsze, niż przewidywał Teheran.

Program rakietowy doznał podobnego uszczerbku. Przed wojną Iran produkował około stu pocisków balistycznych miesięcznie. Obecnie centra obróbki skrawaniem, zakłady produkcji paliwa i fabryki montażowe zostały unieruchomione. Państwo może szybko zużyć zapasy rakiet podczas działań wojennych, ale odbudowa bazy przemysłowej, która je wytwarza, to proces powolny i skomplikowany.

Poważne szkody poniosły również siły morskie. Teheran zainwestował miliardy w asymetryczną wojnę morską: szybkie łodzie szturmowe, miny i taktykę roju. Wiele z tych zasobów, wraz z bazami operacyjnymi i ośrodkami dowodzenia, zostało zniszczonych w precyzyjnych uderzeniach. Iran wciąż może powodować zakłócenia i wprowadzać niepewność na rynkach, ale zagrażanie handlowi to nie to samo, co panowanie nad morzem.

Debata na temat Cieśniny Ormuz obnaża szersze niezrozumienie istoty potęgi. Niektórzy widzą w groźbach wobec rynków ropy dowód na to, że Iran kontroluje sytuację. Sekretarz stanu Marco Rubio trafnie nazwał to wykorzystanie cieśniny „ekonomiczną bronią jądrową”. Jednak szantażując światową gospodarkę, Iran osiągnął skutek odwrotny do zamierzonego: uświadomił mocarstwom i sąsiadom, że reżimowi nie wolno nigdy więcej pozwolić na taką kontrolę bez nadzoru. Państwa Zatoki Perskiej już przyspieszają budowę rurociągów i alternatywnych korytarzy eksportowych, by uniezależnić się od kaprysów Teheranu.

Zbliżenie Zjednoczonych Emiratów Arabskich z Izraelem to sygnał głębszej zmiany. Rządy, które dawniej widziały w Iranie trudnego, ale niezbędnego partnera, dziś postrzegają go jako główne źródło destabilizacji. Wojna obnażyła fakt, że irańskie „ruchy oporu” i bojówki proxy to siły niszczycielskie, wciągające całe społeczeństwa w przepaść kryzysu.

Podobnie uproszczona jest dyskusja o irańskim programie nuklearnym. Strategicznie istotne jest to, że Iran potwierdził wszystkie najgorsze obawy świata. Reżim pokazał, jak blisko był zdobycia bomby, jednocześnie finansując terroryzm i paraliżując żeglugę. Obrona powietrzna kraju również legła w gruzach. Izraelskie i amerykańskie samoloty wielokrotnie operowały nad Iranem po zniszczeniu jego zintegrowanego systemu obrony. Gdy państwo traci kontrolę nad własnym niebem, wszystkie inne słabe punkty stają się wystawione na widok publiczny.

Gospodarczo Iran znajduje się pod ścianą. Eksport ropy i produkcja przemysłowa uległy załamaniu. Straty szacuje się na setki miliardów dolarów. Nawet gdyby walki ustały dziś, odbudowa zajęłaby dekadę. Inflacja galopuje, kapitał ucieka, a frustracja społeczna rośnie. Widoczne są też pęknięcia wewnątrz reżimu – przywódcy publicznie zaprzeczają sobie nawzajem w kwestiach odwetu i strategii. Systemy autorytarne, które tracą monolityczny wizerunek, są systemami w głębokim kryzysie.

Regionalna sieć sojuszników Iranu doznała druzgocących porażek. Hamas, po 7 października, został zredukowany z narzędzia irańskiej projekcji siły do zdziesiątkowanej, odizolowanej partyzantki walczącej o przetrwanie w tunelach. Hezbollah, „klejnot w koronie” Teheranu, stracił kluczowych dowódców i zapasy broni. Upadek reżimu Assada w Syrii przeciął korytarze logistyczne, którymi płynęły irańskie rakiety do Libanu. Hezbollah pozostaje groźny, ale mit „nietykalnej armii”, dyktującej warunki całemu regionowi, upadł.

Argument, że USA wpadły w „strategiczną pułapkę”, bo Iran wciąż może wystrzelić rakietę, jest błędny. Myli on zdolność do zadawania ciosów z sukcesem strategicznym. Osłabione mocarstwa bywają niebezpieczne, ale rzetelna analiza musi odróżniać agonię od triumfu.

Wielu komentatorów chce sprowadzić tę wojnę do prostych haseł: „Iran wygrywa, Ameryka przegrywa”. Takie narracje ignorują wymierne zniszczenia irańskiej bazy wojskowo-przemysłowej oraz strategiczną wartość powstrzymania reżimu przed przekroczeniem progu nuklearnego. Choć nikt nie posiada kryształowej kuli, wskaźniki są jasne: Iran jest dziś słabszy niż kiedykolwiek. Jego armia jest rozbita, gospodarka zdewastowana, a sojusznicy w odwrocie. Stany Zjednoczone i ich partnerzy mają przewagę, a odbudowa fundamentów potęgi Iranu potrwa znacznie dłużej, niż wielu obserwatorów skłonnych jest przyznać.

Kto ma przewagę w Iranie?

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.