Uncategorized

„The New York Times” a Izrael: Anatomia długotrwałego upadku


Autor: Pierre Rehov

W poniedziałek, 11 maja 2026 r., w dziale opinii dziennika „The New York Times” ukazał się felieton Nicholasa Kristofa – dwukrotnego laureata Nagrody Pulitzera – zatytułowany „Milczenie w obliczu gwałtów na Palestyńczykach”. Autor stawia w nim tezę, że przemoc seksualna wobec Palestyńczyków stanowi integralną część izraelskiego „aparatu bezpieczeństwa”. Tekst opiera się na czternastu zeznaniach, opisujących m.in. zarzuty dotyczące gwałtów dokonywanych przy użyciu pałek i metalowych prętów. Jednak w jednym z akapitów pojawia się zdanie, które sprawia, że artykuł zmienia się z kontrowersyjnego reportażu w obsceniczną fantazję: Kristof, powołując się na niezweryfikowane „doniesienia”, pisze o psach szkolonych przez siły izraelskie do gwałcenia palestyńskich więźniów.

Sam Kristof przyznaje w tekście, że „nie ma dowodów na to, że izraelscy przywódcy nakazują gwałty”. Dodaje również, że sugestie, jakoby palestyńscy świadkowie mogli fabrykować oskarżenia w celu oczernienia Izraela, wydają mu się „naciągane”. Oto standard dowodowy najbardziej prestiżowego dziennika w Ameryce: brak dowodów rzeczowych, brak ekspertyz kryminalistycznych i brak niezależnego potwierdzenia. Zamiast tego mamy bezkrytyczne uznanie zeznań, których źródłem są organizacje o wątpliwej reputacji. Jak udokumentowała organizacja NGO Monitor, jednym z nich jest Euro-Med Human Rights Monitor, którego założyciel, Ramy Abdu, był wielokrotnie fotografowany w towarzystwie wysokich rangą przedstawicieli Hamasu.

Izraelskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych określiło ten artykuł mianem „jednego z najgorszych oszczerstw krwi we współczesnej prasie”. Deborah Lipstadt, wybitna historyczka Holokaustu i była specjalna wysłanniczka USA ds. zwalczania antysemityzmu, zapytała publicznie redakcję: „Czy nie mają Państwo za grosz poczucia przyzwoitości i dziennikarskiej odpowiedzialności?”.

„Oskarżenie o mord rytualny”

Termin ten – odnoszący się do średniowiecznej antysemickiej legendy o wykorzystywaniu krwi chrześcijańskich dzieci do żydowskich rytuałów – nie jest używany przez izraelską dyplomację lekkomyślnie. Sięga się po niego wtedy, gdy narracja przekracza granicę między ostrą krytyką polityczną a odhumanizowaniem. Czy człowiek o zdrowych zmysłach może opublikować w renomowanej gazecie historię o psach szkolonych do gwałtu? Okazuje się, że tak. Co więcej, redakcja może następnego dnia bronić tego tekstu, twierdząc, że jest on „poparty niezależnymi badaniami”, mimo że owe „badania” to raporty organizacji powiązanych z Hamasem.

Moment publikacji również budzi wątpliwości. We wtorek, 12 maja – zaledwie dzień po felietonie Kristofa – ukazał się obszerny raport „Silenced No More” („Nie milczmy dłużej”), przygotowany przez Komisję Obywatelską ds. Zbrodni popełnionych 7 października. Dokument ten, oparty na analizie 10 000 zdjęć i nagrań oraz setkach wywiadów, dokumentuje systematyczną przemoc seksualną Hamasu. Publikując tekst Kristofa dobę wcześniej, „The New York Times” postawił na równi udokumentowane zbrodnie terrorystów z „psimi fantazjami” zaczerpniętymi z propagandowych raportów. Profesor Gerald Steinberg z NGO Monitor zapytał retorycznie: jakie jest prawdopodobieństwo, że ta zbieżność czasowa była przypadkowa? Jego zdaniem – zerowe.

Wzorzec, a nie przypadek

Incydent z Kristofem to nie odosobniony błąd, lecz element szerszej tendencji, która w ostatnich latach uległa gwałtownemu przyspieszeniu:

  • Wrzesień 2000 r.: Gazeta publikuje zdjęcie zakrwawionego młodego mężczyzny i izraelskiego policjanta z pałką, opisując go jako „palestyńską ofiarę intifady”. W rzeczywistości był to Tuvia Grossman, żydowski student z Chicago, którego policjant ratował przed linczem palestyńskiego tłumu. Sprostowanie wprowadzano etapami, dopiero po interwencji ojca poszkodowanego.
  • Kwiecień 2019 r.: Międzynarodowe wydanie publikuje karykaturę przedstawiającą Benjamina Netanjahu jako psa przewodnika z gwiazdą Dawida, prowadzącego niewidomego Donalda Trumpa w jarmułce. Redakcja przeprosiła, nazywając to „błędem w ocenie”, ale nigdy nie wyjaśniła, jak jawnie antysemickie kody ikonograficzne przeszły przez proces akceptacji.
  • 17 października 2023 r.: „The Times” błyskawicznie podaje za Hamasem informację o izraelskim ataku na szpital al-Ahli. Mimo że wywiady USA i Francji oraz organizacje typu Human Rights Watch szybko wskazały na zbłąkaną palestyńską rakietę, kłamstwo zdążyło już wywołać zamieszki na świecie i doprowadzić do odwołania szczytu dyplomatycznego.
  • Grudzień 2023 r.: Nagłówek głosi, że liczba ofiar w Gazie przewyższa wszelkie straty arabskie w wojnach z ostatnich 40 lat. Jest to oczywisty fałsz (wystarczy wspomnieć wojny w Syrii czy Jemenie). Sprostowanie, zawężające tezę do wojen z samym Izraelem, pojawiło się, gdy fałszywy przekaz o „najkrwawszym konflikcie w historii regionu” już się utrwalił.
  • Lipiec 2025 r.: Nagrodzone Pulitzerem zdjęcie wychudzonego dziecka z Gazy staje się symbolem głodu. Dopiero później wychodzi na jaw, że dziecko cierpiało na poważne wady wrodzone, co przemilczano w reportażu.

To nie są zwykłe błędy. To metoda: najpierw spektakularne, uderzające w Izrael oskarżenie na pierwszej stronie, a znacznie później – gdy emocje opadną, a szkoda zostanie wyrządzona – ciche sprostowanie na marginesie.

Korzenie: Dziedzictwo Sulzbergera

Ta postawa ma swoje historyczne korzenie. Pod kierownictwem Arthura Hayesa Sulzbergera w czasie II wojny światowej „The New York Times” systematycznie pozbawiał prześladowania europejskich Żydów ich etnicznego charakteru. Pisano o „problemie ludzkości”, unikając przyznania, że Żydzi są mordowani właśnie za to, że są Żydami. Sulzberger, sam będący Żydem, panicznie bał się etykiety „gazety żydowskiej”, co skutkowało spychaniem doniesień o Holokauście na dalsze strony dziennika. Dzisiejsza polityka redakcyjna wydaje się lustrzanym odbiciem tamtej postawy: wtedy umniejszano tragedię Żydów, dziś wyolbrzymia się narrację ich przeciwników, by zrównać ofiary z agresorami.

Głos Bari Weiss

W 2020 r. publicystka Bari Weiss odeszła z redakcji, publikując głośny list otwarty. Opisała w nim proces, w którym redakcja przestała dążyć do prawdy, a zaczęła zaspokajać ideologiczne oczekiwania wąskiej, radykalnej grupy odbiorców. Weiss wspomniała o zastraszaniu wewnątrz redakcji i niepisanych zasadach, według których to Twitter stał się rzeczywistym redaktorem naczelnym gazety. W tym kontekście łatwiej zrozumieć, dlaczego nikt w redakcji nie zadał Kristofowi prostego pytania: „Czy to źródło jest wiarygodne?”. Mechanizmy kontrolne po prostu przestały działać.

Koniec etosu „Paper of Record”

Należy zachować umiar w ocenie – „The New York Times” wciąż zatrudnia wybitnych specjalistów od gospodarki czy nauki. Jednak w kwestii Izraela instytucja ta utraciła zdolność odróżniania dziennikarstwa od aktywizmu. Koszty tej rezygnacji z obiektywizmu są realne: agresywne demonstracje pod nowojorskimi synagogami często karmią się nagłówkami, które zostaną sprostowane dopiero kilka dni później.

„The Times” nie jest gazetą antysemicką w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Stał się jednak medium, dla którego racje Izraela są zawsze traktowane z najwyższą podejrzliwością. Kiedy gazeta o takiej randze publikuje fantazje o „psach gwałcicielach”, łamie umowę ze swoimi czytelnikami. Jeśli ten proces będzie trwał, prestiżowe określenie „of record” przestanie być symbolem wiarygodności, a stanie się jedynie smutnym żartem.

„The New York Times” a Izrael: Anatomia długotrwałego upadku

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.